Temat stary i nudny... niby:-) tak mogło mi się wydawać do momentu kiedy nie dotknął mnie osobiście. Jestem młodą kobietą. Aktualnie w związku, jeszcze bardzo udanym... tak jakby... byłoby świetnie i sielankowo, gdyby to cholerstwo mnie nagle nie dopadło.
Mój obecny partner ma za sobą kilkuletni związek. Skończył się kilka lat wcześniej. Wiem z opowieści, że ciężko przeżył tamto rozstanie, właściwie porzucenie, długo "chorował" na punkcie swojej byłej. Mimo, iż tamten związek wykańczał go psychicznie i finansowo (to chyba wyjaśnia jakiego typu była tamta kobieta...) on trwał przy swojej partnerce, która właściwie robiła z nim co chciała. Dosłownie! Kochał ją bardzo... Myślałam o tym, za dużo najwidoczniej. Analizowałam... a teraz łapię się na tym, że pomimo tego, że to już dawna sprawa, myślę o tej kobiecie codziennie. O tym co robi, z kim teraz jest, czy swoim nowym partnerem też pomiata w ten sam sposób, czy wykorzystuje go finansowo, czy szantażuje go emocjonalnie... Te myśli początkowo traktowałam jak coś co wystąpiło naturalnie po usłyszeniu tej historii, ale później zaczęły się nasilać, w pewnym momencie zupełnie przestałam je kontrolować. Chciałabym wiedzieć o tej kobiecie wszystko. Zobaczyć jej zdjęcia, inne niż te na facebooku (bo to chyba oczywiste że tam ją już wyczaiłam;-)) myślę, że chciałabym ją nawet poznać, choć na samą myśl o spojrzeniu jej w oczy serce podchodzi mi do gardła... ze strachu, czy co:-)?
Moja prawdziwa zazdrość pojawia się w momencie gdy myślę o ich związku i uczuciach mojego partnera do tamtej kobiety. Zastanawia mnie, czemu on, zdając sobie sprawę z tego jak straszną ona jest osobą nadal trwał w tamtym związku tak mocno, że chciał ją poślubić... i kochał ją tak bardzo... Myślę często nad tym, czy jego miłość do mnie również nie zna takich granic...? Czy kocha mnie mniej? A może bardziej? Te pojawiające się w mojej głowie pytania doprowadzają mnie do rozpaczy... On o tym nie wie. I powiedzenie mu o tym chyba w ogóle nie wchodzi w grę. Nie przełamię się do tego. Męczy mnie to już okropnie. Wiem, że to wszystko jest irracjonalne, wiem, że to ja jestem teraz całym jego życiem, że zapomniał o niej całkowicie już na wiele miesięcy przed tym, kiedy poznał mnie... a pomimo to, zadręczam się tą obsesją, którą sama sobie wyhodowałam.
Wiem, że o przeszłości nie powinno się rozmawiać w nowych związkach. My niestety popełniliśmy ten błąd. Czy ktoś wie jak zminimalizować skutki tej głupoty??? Jak wyrzucić tamtą dziewczynę z głowy? Co zrobić, żeby przestać się nią interesować??? Będę wdzięczna za każdą próbę pomocy i szczere rady... trochę inne niż "to już przeszłość, nie myśl o tym".