netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

O zdradzie....

27 odpowiedzi4 682 wyświetleniazałożony przez niitka, 02.05.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 28 ]

1 Ostatnio edytowany przez niitka (2012-05-02 21:47:07)

Temat: O zdradzie....

Hej.
Czytając posty o zdradzie tutaj na forum ale też przeróżne artykuły i opinie zawsze nie potrafiłam wyjść z podziwu dla osób które wybaczyły zdradę. Wiem to trudny temat i może dziwne, jest to, że w mojej głowie już od kilku lat rodzą się dziwne myśli na ten temat, bo bardzo mnie to interesuje. Osobiście nigdy nie zdradziłam i sama nie zostałam zdradzona( a przynajmniej mi o tym nie wiadomo), ale jest to o tyle drażliwe a zarazem tak ludzkie(w obecnych czasach szczególnie) że jest to bardzo ciekawe i jest to temat bardzo rozległy.

Kiedyś czytałam pewien artykuł gdzie wypowiadały się osoby zdradzone i te które zdradziły. Historie były przeróżne. Jedne oczywiście zakończyły się rozstaniem, po bolesnym upokorzeniu. Inne w trudem zmagały się z zaufaniem, wiarą, miłością. Ale były też takie ku mojemu zaskoczeniu przypadki, że związki się umocniły. Pamiętam słowa jednej zdradzonej kobiety, która stwierdziła, że owszem wie o zdradzie, że bolało ogromnie ale dała temu związkowi szanse. I tu padły najważniejsze słowa, że kiedy rano się budzi obok swojego faceta, który ja zdradził, patrzy na niego i jest niesamowicie szczęśliwa, że może być z nim, że to spowodowało iż ich miłość się umocniła, bo wiedzą co mogą stracić, a ona sama każdego dnia pamięta o tym i to ją motywuje do walki, bo nie wyobraża sobie życia bez niego. Ukazałam tylko sens słów, które przeczytałam ale ja jestem pełna podziwu dla takiej miłości, odwagi i siły. Od tego czasu bardzo mnie to interesuje.

Zagłębiając się w ten temat nie da się ukryć że są też różne oblicza zdrady. Takie, które mnie przychodzą do głowy to zdrada taka na jedną noc, taki jednorazowy skok w bok, cóż trzeba tu napisać, iż ta zdrada opiera się tylko na seksie. Moim zdaniem zupełnie inną jest zdrada w której człowiek, zwyczajnie się zakochuje i wdaje się w romans trwa on dłuższy czas i tu występuje zarówno seks ale również( zazwyczaj chwilowe) uczucie. I jest również zdrada "psychiczna" zupełnie bez fizyczności, seksu, ale powodująca niesamowitą więź emocjonalną, stan zakochania, bo chyba wtedy osoba której się to przytrafia zdaje sobie z tego sprawę i chce walczyć z tym więc nad swoim ciałem panuje ale nad umysłem i myślami już niestety nie. Myślę, że każda zdrada jest inna i zupełnie inaczej boli, którą łątwiej wybaczyć? Nie wiem. Ta pierwsza opierająca się na samym seksie może boli mniej przez brak zaangażowania uczuciowego ale jeśli komuś się to zdarzyło raz to widocznie łatwo ulega zachwytom. Następne hmm.. być może osoba której się to przytrafiło, po wszystkich nieprzyjemnościach, i jeśli wystąpiły szczere ale naprawdę szczere wyrzuty sumienia, może już więcej tego nie zrobi, bo zrozumie swój błąd, ale mówi się też, że to właśnie świadomość, że poczuła ta osoba coś to kogoś innego boli najbardziej.

Szczerze mówiąc im bardziej ja się nad tym zastanawiałam, to nie jestem w stanie powiedzieć, co by mnie bolało o ile to możliwe mniej i co by mi było łatwiej wybaczyć. Chyba wolałabym nie wiedzieć, jeśli bym była szczęśliwa, a mojemu facetowi zdarzył by się jednorazowy ale podkreślam jednorazowy skok/romans, tak mi się wydaje co innego jeżeli co chwila coś mu się zdarza.

Co Wy o tym myślicie?
Proszę o taką dyskusję zarówno dla Pań jak i Panów.
Myślę, że przynajmniej 1/4 nas to spotkało lub spotka... dlatego nie warto udawać, bo w obecnych czasach z wiernością zarówno kobiet jak i mężczyzn jest coraz gorzej...

2

Odp: O zdradzie....

W obecnych czasch nie wolno sie wiazac ,a bron Boze rodzic dziec!!!!!!!!!!

3

Odp: O zdradzie....

Jest coraz gorzej, jest fatalnie.. takie czasy? pewnie tak.. przecież najprzeróżniejsze technologie tak ślicznie pomagają zdradzać.. chociażby najprostszy przykład telefon. Czy nie mógłby służyć tylko do dzwonienia?? potrzebne są smsy? maile,mmsy?? naprawdę?  bez tego nie da się żyć? a FB, NK, GG, Tleny, skypy.. i inne.. czaty?? Ja wieeeeeeeeeeeeem.. to zależy od człowieka.. pewnie.. bo przecież ja nie zdradzam.. ale mimo wszystko.. łatwiej jest zdradzić.. okłamać.. prowadzić potajemnie grę.. A skąd te wszelkiego kalibru uzależnienia od seksu?? z ogólnej dostępności tego tematu w super wymyślnych formach...
.. wiem... wszystko jest dla ludzi... tak.. dla ludzi a nie taboretów...

4 Ostatnio edytowany przez smoki (2012-05-02 22:18:56)

Odp: O zdradzie....

Fajny temat, w odpowiednim miejscu. Ludzie zdradzają, zdradzali i będą zdradzać. Więcej wychodzi na jaw, ponieważ jest internet, telefony, kobiety nie boją się głośno o tym mówić, zmieniła się kultura, obyczaje. Małżeństwa się rozpadają, jest większy dostęp do uzyskania rozwodu, no i przede wszystkim kształtuje się inna moralność, to co kiedyś było dla ludzi paskudztwem, obecnie jest akceptowane. Zdradzają wyłącznie dla seksu, dla motylków w brzuchu, dla ciekawości, dla podniesienia samooceny. Czytałam kiedyś, że 60% mężczyzn zdradza swe partnerki i jest to zdrada typowo dla seksu, bo życie chcą spędzać z żoną, totalna poligamia, którą odziedziczyli po przodkach, taki zwierzyniec. Kobiety zdradzają z innych powodów, bardziej emocjonalnych. W każdym razie nie zanosi się, by było lepiej. Wraz z postępem wkraczamy w większą rozwiązłość, zatracamy wartości rodziny. Co 5 małżenstwo kończy się rozwodem po 3-4 latach bycia razem. Stres, pogoń za kasą, praca, zmęczenie, wszystko wpływa na zatracanie w nas miłości, dlatego ludzie zapychają dziurę tzw. zakochaniem, pożądaniem. Lecz na chwilę.

5

Odp: O zdradzie....

Nigdy nie zdradzilam ,wiem ze mozna sie opszec pokusie ,ale jestem kobieta  ,a nie pseudo kobieta ,tak samo znam meszczyzn ,ktorzy nie zdradzaja a znam takich co poprostu maja bzika na punkcie kobiet
Charakter ,z tym sie czlowiek rodzi tak sadze ,jedni wciaz szukaja idealu inni rozwijaja sie duchowo.

6

Odp: O zdradzie....

Fakt faktem bardzo ciekawy temat. W obecnych czasach zdrada wśród ludzi jest na porządku dziennym, ale jak może być inaczej jeżeli erotykę widzimy w zasadzie wszędzie?? Młode dziewczyny, już albo dopiero gimnazjalistki chodzą ubrane w bardzo skąpe stroje, w telewizji wszędzie filmy lub teledyski gdzie się wywija golizną, młodzi ludzie (nastolatkowie) współżyją z kim popadnie, oczywiście nie wkładam wszystkich do jednego wora, jednakże rozwiązłość widać na każdym kroku. Więc jak tu się dziwić, że ludzie się zdradzają skoro nie mają wpojonych żadnych wartości??
Ja sama osobiście zdrady bym nie wybaczyła, nie istotne czy byłby to jednorazowy skok w bok czy długotrwały romans. Dla mnie jest to pierwszy i najbardziej istotny powód do zakończenia związku czy też rozwodu, bezdyskusyjny i bezapelacyjny. Sama nigdy nie zdradziłam i jest to rzecz którą się niezmiernie brzydzę....

7

Odp: O zdradzie....

Fakt, wszystkie nowe technologie w pewien sposób ułatwiają zdradę ale też łatwiej znaleźć po niej ślad. Osobiście nie jestem w stanie powiedzieć co bym zrobiła gdyby mój facet mnie zdradził, chyba w pierwszym momencie dostałby w twarz a potem... pewnie wywaliłabym go za drzwi. Najrozsądniejsze wydaję się przepłakać kilka nocy, a potem powiedzieć sobie nie ten facet to dupek, nie zasługuje na mnie i zostawić go ewentualnie rozwieść... To jest oczywiste, a jednak są osoby które okazują tak ogromna miłość, że potrafią wybaczyć. Wg mnie to jest skaza do końca życia, to uderza w kompleksy i drażliwość kobiety. Ciężko jest odbudować związek a przede wszystkim zaufanie do partnera. A jednak znam dużo par, które to przeszły, część z nich nie uniosła tego ciężaru, nie ma co się okłamywać zdecydowana większość, ale są też inne. I to jest fascynujące wręcz.
Ale jest jeszcze jedna rzecz, gdzieś usłyszałam, że jeśli zdradziłeś/aś, a żałujesz tego bardzo wiesz, że tego więcej nie zrobisz - to nie masz prawa obarczać tym swojego partnera aby on podjął decyzje co dalej, bo to Ty musisz podjąć decyzje i wytrwać w niej. Co o tym myślicie? Wolałybyście/Wolelibyście aby Wasz partner Wam powiedział prawdę czy w niewiedzy ale być szczęśliwe a Wasz partner niech cierpi katusze za to co zrobił??  Bo ja coraz częściej myślę, że chyba lepiej nie wiedzieć....

8

Odp: O zdradzie....

Świat napompowany seksem,brak wzorców i dojrzałości.

9

Odp: O zdradzie....

Do świata napompowanego seksem dodałbym romantyczne wyobrażenie miłości i związku. Nad związkiem trzeba pracować, a uczucia trzeba pielęgnować. Miłość nie jest odpowiedzią na trudne tematy i bolączki. 

"Jak kocha to zrozumie."
"Jak kocha to poczeka."
"O tym się nie mówi, to się wie"

Durne wyobrażenia, które powodują, że z pierwszymi poważniejszymi problemami przychodzi wielkie rozczarowanie. A potem co? Durne rady pseudo koleżanek/kolegów pod tytułem "gdyby kochał, to by nie pytał", "gdybyś kochała, to nie miałabyś problemów z libido" itp itd.

Powiedzmy to sobie szczerze - zostaliśmy wyuczeni przez media, że jak coś się psuje w związku, to lepiej go zmienić. Bo samo z siebie ma być wszystko od razu dopasowane....ale tak to jest tylko w bajkach i filmach z Hollywoodu, a nie w życiu.




Każda zdrada jest kwestią mocno indywidualną - to co dla jednego jest zdradą, dla drugiego niekoniecznie. To co jeden przeboleje - inny przeżyje bardzo dotkliwie. My sami równie reagujemy, a w dodatku mogą być różne rodzaje zdrady, w różnych sytuacjach, o różnych przyczynach. Nie da się zatem jednoznacznie stwierdzić, co można wybaczyć, a czego nie.

10

Odp: O zdradzie....

Dzien dobry,



Miedzy mysla a czynem duza jest roznica.
Z tego tylko wzgledu, ze mysl ogranicza pole dzialania ( myslac, nie mozemy postepowac, to tez pochlania czas i z kolei odwwrotnie : dzilajac , nie mozemy myslec, przmysliwac, zastanawiac sie...)

Kazda z tych czynnosci jest mozliwa, ale oddzielnie, sa one niejednostajne, ale za to dotycza prawa uzaleznienia.
By cos zdzialac, potrzebna jest napierw mysl... pomysl itd

Wiec, temat zdrady, bez jej doswiadczenia, staje sie rozmowa czysto intelektualistyczna, czyli gdybanie, przymiarka i pewnosc siebie, gdy sytuacja nie jest realnoscia.. itd. itp...

A tutaj jeszcze chcemy zastanawiac sie nad calym swiatem zdrad, wiec pozostaje nam jednak gdybac.
Ale dlaczego nie, filozofowie greccy tez gdybali i dzieki nim mamy posunieta cywilizacje.

Jestem ostrozna, wiem, ze nic wlasciwie nie wiem o zyciu, o zwiazkach, ze to jest jedna wielka niewiadoma w tej swerze madrosci! To jak nauka o czlowieku, ktorej nigdy nie obejmie zaden umysl, bo wyjatki kasuja przyjete generalne prawdy...

Wlasciwie co mnie interesuje, dzieku temu tematowi, to nie do konca zdrada, ale slowo "wolnosc osobista" i dazenie do przezycia zycia tak, by nie upadac.

Nie jestem pewna, czy kots bedzie mogl mnie tutaj zrozumiec, bo moja refleksja wydac sie moze za bardzo nierealna.... jest to przede wszystkim chec sprawdzania wlasnego siebie i budowania takiej psychiki, ktora akceptuje zmiany, przemijanie i pewnie jest jak ptak, ktory cieszy sie ze skrzydel!

Pytanie jest takie : Jak postepowac, gdy wiemy, ze czlowiek, nie jest do nabycia?
Myslicie, ze ten ktory kocha na poczatku, nie zmienia sie w ciagu lat? Mysle sobie, ze kazdy z nas, ludzi kulturalnych, mial kielek mysli zwiazany z pytaniem "czy przezyje z nia, z nim cale zycie"?

Jak byc z innymi w dobrym dystansie i jak pracowac nad soba by zle oceny samego siebie nie zrobily z nas "zazdrosnych", "zrzedliwych", "moralistycznych, cenzuralnych i po prostu zlowrogich"?

Teraz, jak kochac innego za jego wolnosc? Jak dopasowac osobowosc i codziennosc do siebie, by jak mniej bylo takich smutkow, zalow, placzow, by przezyc zycie z kims niezastanawiajac sie po prostu nad zdrada, by jej nie przyciagac?

Zdrada boli, ale ja nie chce by mnie bolala! Moze zaistniec, nikt, niestety, nie jest z kamienia i nie wszyscy moga sie kontrolowac i mowic, ze ja!!! no nie, bron Boze, a moj maz nigdy by tego nie zrobil, bo za bardzo mnie kocha?
Czlowiek ma to do siebie, ze robi bledy i po bledach staje sie silniejszy, ale jezeli juz wiemy, ze doskonali nie jestesmy ( pisze o dwoch plciach), to moze lepiej sie skoncentrowac nad tym jakiej szukac powloki by zyc z ta prawda, jak chronic siebie, gdy "zaslony opadna"?

Zawsze mialam wrazenie, ze to pytania sa wazniejsze niz odpowiedzi.

Z powazaniem dla wszystkich Pan

Leszczynek

11

Odp: O zdradzie....

Wszystko zależy od układu i jasno określonych na początku związku zasad. Oczywiście w trakcie można dopisywać "aneksy" ale za akceptacją obydwu ze stron, pod rygorem nieważności. Tak czy inaczej - wszystko w gestii zasad. Moim zdaniem podstawą każdego związku międzyludzkiego jest szacunek dla drugiej osoby. Kiedy mamy z nim do czynienia - nie ma mowy o zdradzie.

Co do samego pojęcia zdrady - brzydzi mnie po prostu. Ja akurat mam wyjątkowo rygorystyczne i wyśrubowane zasady, których najpierw wymagam od siebie, dzięki temu jakoś tak czuję się "w porządku" wymagając ich od partnera. O tych zasadach informuję jasno i przejrzyście na początku każdego związku, dzięki temu nie mam do siebie pretensji że być może on "nie wiedział, bo nie umie czytać w myślach". Oczywiście jest on wolnym i niepodległym człowiekiem - i jak mu nie pasuje - może odejść uregulowawaszy swoje zobowiązania wobec rodziny. Nie mam go na własność ale on mnie też nie. Oprócz tego że go kocham - to zanim go pokochałam, zaczęłam go szanować. Nie z automatu, bo absolutnie nie wszystkim należy się szacunek z automatu. Tolerancja - i owszem, też do momentu przekroczenia granic nieprzekraczalnych, ale na pewno nie szacunek. Na szacunek (mój) trzeba sobie zapracować. Ponieważ szanuję go jako człowieka - nie zdradzę ani myślą, ani słowem, ani zaniedbaniem.

Jak ktoś słusznie zauważył - wszystko zaczyna się w głowie, dlatego zawsze mnie śmieszą mglisto-imbecylne tłumaczenia w stylu "nie wiem jak to się stało..". Jedyny wyjątek - absolutne naćpanie pigułką gwałtu. Ale przecież nie to jest tu rozważane.

Nie siadam nikomu na kolankach - mimo że wielu by chciało - i tego samego oczekuję od partera - w sensie żadna bździągwa mu nigdzie siadać nie będzie, a jak zamierzy - to on ma mózg oraz paszczę do werbalnej artykuacji "nie, dziękuję, tam jest krzesło". Z płcią przeciwną intymnie nie mailuję, nie smsuję, etc - i tego samego wymagam. O jakichś niesprecyzowanych spotkaniach, zwierzeniach, tajemnicach - po prostu nie ma mowy. Wyznając takie zasady absolutnie nie czuję się ograniczona - spotykam ludzi, mężczyzn też, ale moje zachowania są jednoznaczne. Jeśli się zdarzy że ktoś je mimo to nie odbierze jako jednoznaczne, albo szuka "innego" kontaktu - dostaje od razu jasne i klarowne info. Nie jest to z mojej strony żaden wyczyn. Nie potrzebuję potwierdzania swojej atrakcyjności w oczach innych mężczyzn. Nie potrzebuję seksistowskich komplementów od obcych - wystarczą mi te mówione przez mojego męża, tym bardziej "bezinteresowne" że jest to mój mąż.

Co do kultury atakującej seksem, wyzywającym ubiorom, etc. Mnie się podoba. I ta kultura i te ubiory. Na golasa po ulicach przecież nikt nie lata. Jeśli jaest ładna, młoda dziewczyna, to nie widzę problemu żeby chodziła z pępkiem na wierzchu i w obcisłych dżinsach - przecież jest młoda! Ma piękne ciało. Aż miło popatrzeć. Nie stanowi dla mnie zagrożenia. Mało tego - jest wyzwaniem do tego żeby jednak nie zapuszczać wielkiej dupy, owłosienia na nogach i wściekłego wyrazu twarzy. Nie będę wciskać młodych kobiet w worki pokutne żeby poczuć się lepiej. Natomiast wybitnie razi mnie starsza pani przemieszczająca się bez stanika - a obdarzona hojnie przez naturę. No to akurat jest dla mnie obleśne. Tak jak chodzenie w spódnicy w kolanko z nieogolonymi nogami - a tak właśnie noszą się niektóre dojrzałe panie. Tak samo jestem admiratorką przystojnych mężczyzn - przecież to nic złego jeśli młodzian idzie ładnie ubrany, jest zadbany, ma sportową sylwetkę. Nikomu nie szkodzi swoim wyglądem. A jeśli tak - to ten komu szkodzi powinien udać się do specjalisty.

Co do mediów ułatwiających kontakt - no generalnie się nie zgadzam. Jak ktoś nie chce zdradzić - to nawet media mu nie przeszkodzą. Nie napadnie go ani laptop ani podstępny telefon komórkowy. Mało tego - właśnie dzięki mediom i nowościom komunikacyjnym - zdradę łatwiej wykryć, łatwiej mieć dowód, łatwiej o wpadkę. Miecz obosieczny.

Wiem że były, są i będą osoby które zdradzają. Co nie zmienia faktu obleśności zdrady - przecież jeśli wszyscy tacy "wolni" - to co za problem zmienić partnera na legalu. Albo po prostu spytać o dopuszczalność skoku w bok? Przecież może się zdarzyć, ze druga strona też ma na to ochotę.

12

Odp: O zdradzie....

.. ;-))   pierwsze co mi przyszło do głowy.. to to,że musze jednak zacząć brać jakieś leki bo chciałabym miec męża w kategorii KRiss  big_smile.. .. powiedz mi kochana.. i takiego mężczyznę znalazłaś? i ma takie samo zdanie jak Ty? musiałas go tego nauczyć czy zwyczajnie miał takie same poglądy jak twoje..?  dlaczego mój zgadzał się ze mną, podzielal moje zdanie.. sam swoje jasno okresłal a w praniu wyszło inaczej..? ile mozna próbowac w takim razie? jak wreszcie NIE dojść do chorego wniosku,że to ja mam jakiś defekt!.. że świat jest inny niż mi się marzy a ja mam klapy na oczach.. dlaczego dwoje ludzi, którzy sie podobno kochają.. i maja zamiar spędzić razem życie ida w bok.. ?? dlaczego ja mogę i umiem rozgraniczyć i ocenic co jest zdrada a on nie.????? jakiej wiedzy do tego potrzeba? jakiej szkoły..? jakich doświadczeń..? skoro ma sie np. 48 lat..? cholera.. to on ma defekt.. a nie ja.

13

Odp: O zdradzie....
BlackPearl napisał/a:

Fakt faktem bardzo ciekawy temat. W obecnych czasach zdrada wśród ludzi jest na porządku dziennym, ale jak może być inaczej jeżeli erotykę widzimy w zasadzie wszędzie?? Młode dziewczyny, już albo dopiero gimnazjalistki chodzą ubrane w bardzo skąpe stroje, w telewizji wszędzie filmy lub teledyski gdzie się wywija golizną,

BlackPearl, nie obraz sie ale spojrz na swoje fotke w nicku:) To dobry przyklad na to co sie ludziom obecnie podoba..:)

14

Odp: O zdradzie....
Malwina69 napisał/a:

dlaczego ja mogę i umiem rozgraniczyć i ocenic co jest zdrada a on nie.????? jakiej wiedzy do tego potrzeba? jakiej szkoły..? jakich doświadczeń..?

zadnej szkoly ani doswiadczen tylko kregoslupa moralnego Malwina potrzeba. Ty go masz a on mowil ze ma, taka roznica. Ty masz zasady, ktorych sie trzymasz a on ma zasady "dla zasady".

A ze o tym od poczatku nie wiedzialas? Co, mial Ci sie pochwalic?:)

A ja chcialabym jeszcze nawiazac do tego co Kriss pisala o modzi itp. W zasadzie zgadzam sie z kazdym slowem, mlode i ladne cieszy, stare i purchawe odrzuca:)) I niech to mlode cieszy ale oko a nie inne czlonki plci przeciwnej. I niech to ladne bedzie przy tym gustowne i w dobrym smaku.
Przychodza mi na mysl sytuacje z targow (Kriss tez jest w temacie;)..mam sporo obserwacji i wiadomosci z tego co sie na i po takich imprezach dzieje. Minuta ciszy pomijam te biedne opakowane w mikro stroje z PCV hostessy na rolkach, bo to nie gorszy tylko albo bawi albo wlasnie wzrok cieszy. Pojezdza malolaty, porozdaja ulotki i na ogorkowa do domu wroca. W koncu takie ich zadanie, zeby klienta zainteresowac.
Natomiast mocno zastanawia mnie kategoria inna - pan z firm (saleswomanki i takie tam) wystepuacych na stoiskach w strojach delikatnie to ujawszy wulgarno-proponujacych. O czym mysli kobieta w wieku prawie balzakowskim, wciskajac sie w mala czarna o dwa rozmiary za mala, z sutkami niemal na wierzchu i jesli zasiadzie z nozka na nozke to i inne intymnia pokazujaca? Co chce osiagnac wsrod klientow, kolegow z firm, przechodniow? U mnie budzi zwykle smiech i wspolczucie.
Ale jak maja sie do tego inni?
Bylam w styczniu na takich targach, rowniez na imprezie po godzinach i to co moge teraz napisac obejrzawszy kalejdoskop roznych zachowan miedzyludzkich to - drogie kolezanki, jak pisala wczesniej Kriss, skoro chcemy wymagac wiernosci i szacunku od partnerow to moze zacznijmy od szacunku do samych siebie. I nie podawajmy sie mezczyznom na polmisku, ubrane jedynie w natke i koperek:). Taki ogolny apel do kobiet:)

15

Odp: O zdradzie....
Malwina69 napisał/a:

.. ;-))   pierwsze co mi przyszło do głowy.. to to,że musze jednak zacząć brać jakieś leki bo chciałabym miec męża w kategorii KRiss  big_smile.. .. powiedz mi kochana.. i takiego mężczyznę znalazłaś? i ma takie samo zdanie jak Ty? musiałas go tego nauczyć czy zwyczajnie miał takie same poglądy jak twoje..?  dlaczego mój zgadzał się ze mną, podzielal moje zdanie.. sam swoje jasno okresłal a w praniu wyszło inaczej..? ile mozna próbowac w takim razie? jak wreszcie NIE dojść do chorego wniosku,że to ja mam jakiś defekt!.. że świat jest inny niż mi się marzy a ja mam klapy na oczach.. dlaczego dwoje ludzi, którzy sie podobno kochają.. i maja zamiar spędzić razem życie ida w bok.. ?? dlaczego ja mogę i umiem rozgraniczyć i ocenic co jest zdrada a on nie.????? jakiej wiedzy do tego potrzeba? jakiej szkoły..? jakich doświadczeń..? skoro ma sie np. 48 lat..? cholera.. to on ma defekt.. a nie ja.

Powiem Ci szczerze Malwina - mój mąż przynajmniej na początku próbował mnie wypróbować - wiednie lub bezwiednie, nie wnikam bo bez różnicy - czy ja tylko tak pierniczę czy rzeczywiście nie robię z gęby cholewy. Ja już gdzieśtam kiedyś pisałam jak exowa się dobijała i jak on był już po deklaracjach uczuciwych względem mnie - co prawda jeszcze przed poznaniem w realu ale zawsze - i ona dowiedziawszy się o mnie dostała przysłowiowego pieprzu na dupę. Zaprosiła go na kolację - a on się zgodził. Pretekstem była pomoc w zakupie auta, bo ona taka biedna, sama, nieumiata, nieogarnięta i w ogóle. Zadzwonił do mnie, oświadczył że zaprosiła i on idzie - a ja "nie ma problemu, jesteś wolnym człowiekiem, ja jednak nie piszę się na takie znajomości. Fajnie nam się rozmawiało, ale Ty masz jakieś nie pokończone historie - ja się na to nie piszę. Miłej kolacji." Dzwonił, tłumaczył, meldował się po powrocie i powiedział że to ostatni raz, nie ma mowy, nie wypadało mu odmówić, przecież kilkanaście lat byli razem. Oczywiście - dla mnie nie ma problemu, ale NIE ZE MNĄ. Ja jestem niereformowalna pod tym względem. Zawsze będzie cieknąca rurka, wymiana opon, kret w ogródku, remoncik, elektryka, pralka itede. Jak się zdecyduje zakończyć z byłą znajomość DEFINITYWNIE - to się zastanowię nad naszą znajomością PONOWNIE. A teraz - papa. I zakończył. Proste. Napracował się zeby odrobić straty - a przecież nawet wtedy tak naprawdę to nie byliśmy jeszcze razem. Dużo pracy włożył w zdobywanie mnie, to jest szansa że teraz mu szkoda big_smile

W trakcie naszego małżeństwa też kilkukrotnie zdarzały się awanse różnych pań - i byłych zaprzeszłych i zupełnie nowych. U mnie krótka piłka - telefon, rozmowa z mężem delikwentki, raz rozmowa z samą delikwentką - krótko zwięźle i na temat. Mój mąż po prostu wie że ze mną nie ma półsłówek. Mało tego - ja jestem w stanie narobić takiego wstydu że na cztery pokolenia wstecz spokojnie wszystkim wystarczy. Pełen rock and roll.

Widzisz Malwina ja nie należę do osób delikatnych, ulotnych, eterycznych  i omdlewających. A mój mąż na to idzie - cały sekret.

Mussuka - to co robią te panie wciśnięte w za małe kiecki, to się nazywa KID. KRYZYS i DESPERACJA.

16

Odp: O zdradzie....

Ja juz sobie moge wyobrazic Kriss w akcji:) Seagal i Norris moga sie schowac pod pierzyne:

KID - fajne okreslenie, bede teraz ptac takie lachony "who are you KIDding darling?":) Jeszcze dobrze, jak ktora bedzie umiala sie odszczeknac;)

Kriss, a tak w ogole to jak dobrze znasz Chlewiska??? to z innego watku i postu ale walnelo po oczach;)

17

Odp: O zdradzie....

Jednorazowo znam. Wymiata. Żarcie boskie, rano kucharz jajecznicę na śniadanie osobiście każdemu robi na sali - cymesik. SPA fajne, obsługa grzeczna a niewidoczna. Czyściutko, wypas. Ceny też zabijają ale raz się żyje. Baseny. dżakuzy, rzymskie łaźnie na golasa. Przyroda też cudna do spacerków. Wrócę tam na pewno. Ja i moja Visa.

18

Odp: O zdradzie....
Kriss napisał/a:

Jednorazowo znam. Wymiata. Żarcie boskie, rano kucharz jajecznicę na śniadanie osobiście każdemu robi na sali - cymesik. SPA fajne, obsługa grzeczna a niewidoczna. Czyściutko, wypas. Ceny też zabijają ale raz się żyje. Baseny. dżakuzy, rzymskie łaźnie na golasa. Przyroda też cudna do spacerków. Wrócę tam na pewno. Ja i moja Visa.

No prosze, cudze chwalicie, swego nie znacie.

Tak sobie spytalam, bo ja z kolei Chlewiska znam od srajta, co lato tam bywalam. Konkretnie to 5km od tychze, ale nad zalew na rowerku pomykalam prawie codziennie.

No i do dzis mam chate letnia w tejze okolicy;) Az bede musiala tam zajrzec do tego spa po sasiedzku;)

a te laznie to koedukacyjne?;)

19 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2012-05-04 12:44:20)

Odp: O zdradzie....
smoki napisał/a:

...Stres, pogoń za kasą, praca, zmęczenie, wszystko wpływa na zatracanie w nas miłości, dlatego ludzie zapychają dziurę tzw. zakochaniem, pożądaniem. Lecz na chwilę.

Temat zdrady to temat "rzeka". W zasadzie większość wątków, tu na Forum, ociera się o to zagadnienie...
To, co przytoczyłem z wypowiedzi Smoków - to jeden z ważniejszych powodów stojących u podłoża tego zjawiska. Pogoń za pędzącym światem, wciąż niekończące się sprawy itd itp - wpływają na naszą świadomość. Mało osób w tym całym zgiełku potrafi nagle się zatrzymać i zastanowić: co tak naprawdę jest dla mnie ważne? Czy żyję tak jak chcę? Czy jestem szczęśliwy/a? Posiadając tą umiejętność (odpowiedzieć sobie na te pytania) mamy szansę nie popełnić błędów, jasno spojrzeć na życie i nie być zaskoczonym sytuacją, w której nagle się znajdujemy i - nieprzygotowani - toniemy...
Łatwo jest negować, potępiać innych, wydawać osądy na osoby dopuszczające się zdrady. Łatwo jest ferować wyroki i mówić/pisać, że "ja postąpiłbym/postąpiłabym inaczej", gdy wszystko jest w sferze dywagacji, teoretyzowania. Tak naprawdę dopiero w momencie, gdy sami staniemy w obliczu takiej sytuacji - będziemy wiedzieć. I często sami siebie potrafimy własną reakcją, zachowaniem ...zaskoczyć.
Tak jak wiele tu osób również uważam, iż zdobycze (dziwne słowo w tym kontekście) cywilizacji, narzędzia umożliwiające i ułatwiające komunikację w znacznym stopniu przyczyniają się do zjawiska zdrady. Ułatwiają kontakt z ludźmi, pozwalają poznawać większą grupę osób, co bez tych ułatwień byłoby niemożliwe. W efekcie - pośród tych tłumów spotykamy kogoś, kto w jakiś sposób nas potrafi zaintrygować i spowodować, że ta znajomość niezauważenie zacznie nas pochłaniać. Mało kto potrafi dostrzec ten moment, gdy niewinna znajomość staje się czymś więcej, czymś wciągającym. Mało kto potrafi powiedzieć sobie: stop, odwrót, gdy ciekawi nas, co dalej. Setki takich historii tutaj, na Forum, znajdziemy.
Emanacja nagością, atrakcyjnością - seksem w mediach w jakimś stopniu wpływa na nasze postrzeganie innych, na weryfikowanie naszego poczucia atrakcyjności siebie, czy partnera - a od tego już tylko krok... Oczywiście mam tu na myśli osobowości podatne na sugestię, mało dojrzałe, mało siebie świadome.
Jesteśmy TYLKO ludźmi. Każdemu może zdarzyć się błąd (któż ich nie popełnia?). Tylko, że od naszej umiejętności myślenia, analizowania własnych poczynań i umiejętności wyciągania wniosków zależy kim nadal - po popełnionym błędzie - jesteśmy. Jeśli komuś zdarzyło się zdradzić, i zdał sobie sprawę z tego co zrobił - będzie omijał takie sytuacje szerokim łukiem i "dmuchać na zimne". Irytują mnie teksty typy: "kto raz zdradził - będzie to dalej robić". Warunek - musi być człowiekiem, by tego już więcej nie zrobić...
Zupełnie inną kwestią jest zachowanie w momencie zostania zdradzonym. Nie będę rozwodzić się nad bólem, emocjami - kto tego doświadczył wie co to za uczucie, kto miał szczęście tego nie zaznać - nie jest w stanie tego sobie wyobrazić.
Ileż tu buńczucznych wypowiedzi o tym, co by się zrobiło, gdyby partner zdradził... Aż czasem chciałoby się życzyć, by to nastąpiło, by ktoś na własnej skórze to poczuł i nie poznał samego siebie, własnych reakcji i myśli. Nie życzę tego nikomu...
Czarne emocje, owszem, zawsze się pojawią... Ale przychodzi też refleksja, analizowanie wszystkiego i - jeśli jest uczucie - wybaczenie. Nie od razu, ale najczęściej - kochając - potrafimy się wznieść ponad gniew i walczyć.
Uprzedzę tu posądzenia o pisanie "wyssane z palca", o kolejne teoretyzowanie i gdybanie...
Poznałem zagadnienie od podszewki.
Zarówno z jednej jak i drugiej strony...

20

Odp: O zdradzie....
Mussuka napisał/a:
Kriss napisał/a:

Jednorazowo znam. Wymiata. Żarcie boskie, rano kucharz jajecznicę na śniadanie osobiście każdemu robi na sali - cymesik. SPA fajne, obsługa grzeczna a niewidoczna. Czyściutko, wypas. Ceny też zabijają ale raz się żyje. Baseny. dżakuzy, rzymskie łaźnie na golasa. Przyroda też cudna do spacerków. Wrócę tam na pewno. Ja i moja Visa.

No prosze, cudze chwalicie, swego nie znacie.

Tak sobie spytalam, bo ja z kolei Chlewiska znam od srajta, co lato tam bywalam. Konkretnie to 5km od tychze, ale nad zalew na rowerku pomykalam prawie codziennie.

No i do dzis mam chate letnia w tejze okolicy;) Az bede musiala tam zajrzec do tego spa po sasiedzku;)

a te laznie to koedukacyjne?;)

Myhy. A jak Ty myślałaś. Jasne ze koedukacyjne. smile Mussuka, Chlewiska są 15 minut autem od mojgo domu. Zajrzyj koniecznie do SPA, to się spikniemy. smile
Sorry za offtop Autorko.

21

Odp: O zdradzie....
Kriss napisał/a:

Myhy. A jak Ty myślałaś. Jasne ze koedukacyjne. smile Mussuka, Chlewiska są 15 minut autem od mojgo domu. Zajrzyj koniecznie do SPA, to się spikniemy. smile
Sorry za offtop Autorko.

Tez przepraszam;) jak to gora z gora..a tu sie okazuje, ze my przez miedze bywamy:)) Ja w strone Przysuchy...i pewnie latem tam zajrze;)

22

Odp: O zdradzie....

Proszę o powrót do tematu wątku.

23

Odp: O zdradzie....

Kosmiczny nicku.. powiem Ci to samo co usłyszał między innymi mój mąz na początku naszej znajomości.. ja nigdy nie wkładam ludzi do jednego worka.. uwzględniam prawo do błędu, wiem,że mozna sie pomylić, pobładzić.. ale mimo to uważam,że trzeba byc uczciwym.. nie wprwowadzać drugiej strony w błąd pod absolutnie żadnym pozorem!! stało się, trzeba powiedzieć co i jak.. jesli się tego żałuje to nalezy to naprawiać.. a przede wszystkim dac tym samym szanse drugiej stronie na ocenę tej sytuacji.!!! nie mozna dalej ani kłamać ani uśliczniać podłego postępku .. Jesli poznałabym prawdę od poczatku do końca mogłabym podjąc decyzje co z tym robie.. jesli bym dała szanse trzeba by było ustalić zasady dalszego życia.. jasno i czytelnie... jesli nie.. zamykamy to co było i nie ma nas.. wszystko zalezy od sytuacji.. nie ma dwóch takich samych historii...poznałam życie  na tyle,że  moge  śmiało powiedzieć,że   wszystko jest mozliwe a nie wszystko jednoznaczne.

24

Odp: O zdradzie....
kosmiczny nick napisał/a:

.
Zupełnie inną kwestią jest zachowanie w momencie zostania zdradzonym. Nie będę rozwodzić się nad bólem, emocjami - kto tego doświadczył wie co to za uczucie, kto miał szczęście tego nie zaznać - nie jest w stanie tego sobie wyobrazić.
y...

to jest właśnie pytanie o zdradę. zawsze zastanawiamy się dalczego zdradzają, jakie sa powody, przyczyny, skutki....

ale BYCIE ZDRADZONYM- to dopiero jest temat. jesli ja zdradzam, to po proostu musze lekko zmierzyć się z rzeczywistym obrazem mojej osoby - zdradzam, a więc nie jestem taki mądry dobry idelany odpowiedzialny uczciwy lojalny...

zostałam zdradzona..  a więc?? człowiek mi bliski zapomniał, że istnieje. człowiek, któremu ufałam uznaŁ, ŻE MOJE UCZUCIA nie mają znaczenia. człowiek, któremu zawierzyłam postawił wszystkie moje uczucia, nadzieje plany, na jedną szalę. Człowiek, który deklarował, że mnie kocha i chciał towarzyszyć mi w zyciu - oddał wszystko i sprzedał mnie za :
1. motyle w brzuchu
2. seks
3. sprawdzenie się
4 uznanie kolegów
5.
6.
własciwe podkreslić.

O zdradzie.... zdrada ma to do siebie, że DOTYKA tych, którzy sa w zdradzie bierni. Tych, którzy nie uczestniczą, nie korzystają, nie podejmują decyzji, nie wiedza, nie znają....

ZDRADA jest jak śmierć - nie możemy nic zrobić, gdy się zadzieje.
ZDRADA jest jak RAK - mozna wyciąg objaw, ale pamięc i strach zostają

ZDRADA - dotyka tych, których NIE DOTYCZY

25

Odp: O zdradzie....
Anemonne napisał/a:

Proszę o powrót do tematu wątku.

OK, juz sie kajalysmy.

A poza tym to ile mozna te sama rzecz przez maszynke przepuszczac? Czemu sa zdrady? Bo homo sapiens nie jest monogamista i tyle. Jest kilka gatunkow zwierzat, ktore z jednym partnerem do konca zycia pod rasie ale to tez wyjatki. Wiekszosc kopuluje na prawo i lewo wiec jeszcze i tak jestesmy od nich nieco lepsi:)

26

Odp: O zdradzie....

Zostałam zdradzona.......to były chwile kiedy upadłam na samo dno. 10 lat małżeństwa i dwójkę wspaniałych dzieci poświęcił DLA NIEJ. Ile dobra padło o niej z jego ust, a każde słowo bolało jeszcze bardziej. Tyle myśli, bólu, cierpienia...aż brak słów. Stwierdzam iż cierpienie czyni z człowieka skałę.

27

Odp: O zdradzie....

Leszczyneku,
Wlasciwie co mnie interesuje, dzieku temu tematowi, to nie do konca zdrada, ale slowo "wolnosc osobista" i dazenie do przezycia zycia tak, by nie upadac.

Myślę, że bardzo ważne pytania stawiasz. Podoba mi się Twoja wypowiedź.


Pytanie jest takie : Jak postepowac, gdy wiemy, ze czlowiek, nie jest do nabycia?
Myslicie, ze ten ktory kocha na poczatku, nie zmienia sie w ciagu lat? Mysle sobie, ze kazdy z nas, ludzi kulturalnych, mial kielek mysli zwiazany z pytaniem "czy przezyje z nia, z nim cale zycie"?

Całkowicie muszę się z tym zgodzić. Osoba, która zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności swoich decyzji, powinna a wręcz musi sobie stawiać takie pytania. Wiadomo nie jest w stanie wszystkiego przewidzieć ale ważne by zdawała sobie z tego sprawę.


Zdrada boli, ale ja nie chce by mnie bolala! Moze zaistniec, nikt, niestety, nie jest z kamienia i nie wszyscy moga sie kontrolowac i mowic, ze ja!!! no nie, bron Boze, a moj maz nigdy by tego nie zrobil, bo za bardzo mnie kocha?
Czlowiek ma to do siebie, ze robi bledy i po bledach staje sie silniejszy, ale jezeli juz wiemy, ze doskonali nie jestesmy ( pisze o dwoch plciach), to moze lepiej sie skoncentrowac nad tym jakiej szukac powloki by zyc z ta prawda, jak chronic siebie, gdy "zaslony opadna"?

I to jest powód dla którego założyłam ten temat. Ja wychodzę z podobnego założenia, człowiek popełnia błędy. Nie wiem być może nawet kiedyś ja sama będę na tyle głupia i zaślepiona, że zrobię coś tak głupiego jak zdrada, nie wiem, nie znam przyszłości.


Zawsze mialam wrazenie, ze to pytania sa wazniejsze niz odpowiedzi.


Absolutnie się z Tobą zgadzam;)


Kosmiczny Nicku,
Ileż tu buńczucznych wypowiedzi o tym, co by się zrobiło, gdyby partner zdradził... Aż czasem chciałoby się życzyć, by to nastąpiło, by ktoś na własnej skórze to poczuł i nie poznał samego siebie, własnych reakcji i myśli. Nie życzę tego nikomu...
Czarne emocje, owszem, zawsze się pojawią... Ale przychodzi też refleksja, analizowanie wszystkiego i - jeśli jest uczucie - wybaczenie. Nie od razu, ale najczęściej - kochając - potrafimy się wznieść ponad gniew i walczyć.


Ja nie wiem tak naprawdę  co bym zrobiła. Mogę się tylko domyślać ale nie wiem i nie chcę się dowiedzieć, odpowiedź na to pytanie mnie nie uszczęśliwi, wręcz przeciwnie.

Posty [ 28 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026