Poznałam go 2 lata temu, zafascynował mnie z początku. Był miły, interesował się mną. Potrafiliśmy przegadać całe dnie, co mi się bardzo podobało. Zaczęliśmy się spotykać, dobrze się rozumieliśmy. Doszło do pocałunków itd dużo mi obiecywał, że wyjedziemy razem, że zabierze mnie tu i tam... Jednak na tych obietnicach zawsze się kończyło. No i tak spotykaliśmy się przez 1,5 roku w czym 4 miesięczną przerwę mieliśmy bo wyjechał do pracy. W końcu zaczęło mi przeszkadzać to, że nie jesteśmy w oficjalnym związku. Mówiłam mu o tym, lecz zawsze odpowiadał że on potrzebuje więcej czasu, a ja z nadzieją jak głupia tkwiłam w tym bo naprawdę tak myślałam, że za jakiś czas to wszystko zmieni się na lepsze. Wcześniej był z dziewczyną 2 lata, ale się rozeszli i miał za sobą kilka nie udanych relacji z kobietami. Coraz bardziej zaczęłam na niego naciskać aby się zdeklarował, bo ile można tkwić w takim układzie? Wynikiem czego on zaczął mnie olewać, wystawiać na spotkaniach. Ja powiedziałam mu o swoich uczuciach i że mam dosyć tego jak mnie traktuje. Wiem, że dużo w tym mojej winy, że sama pozwoliłam sobie na takie zachowanie z jego strony, że powinnam być bardziej stanowcza wobec niego. Teraz przyszło mi płacić za swoją naiwność i głupotę. Już nie lecę na jego każde zawołanie, Nie kochamy się od pół roku, on co jakiś czas odzywa się z inicjatywą spotkania, ale ja wiem że to by niczego nie zmieniło. Staram się go unikać, powiedziałam mu że go kocham ale nie podoba mi się jego zachowanie i że nie chce go znać. W efekcie on nie odzywa się przez kilka dni lub 2 tygodnie po czym odzywa się jak gdyby nic się nie stało. I wtedy ja zaczynam swoje awantury, ciągle się czepiam i mówię mu że jeśli nie chce mnie traktować poważnie to niech da mi zapomnieć. I tak w kółko. Błędne koło... On nie chce już tego słuchać, ale z jego strony nic się nie zmienia, względem zachowania. Dzwoni do mnie o 2 w nocy i liczy na spotkanie (oczywiście do tych spotkań nie dochodzi, tylko wyzywam go że mnie ma nie traktować jak dziwki), staram się go olewać tylko jak mogę. Czasem spotykm go przypadkiem i zachowujemy się jak normalni kumple. Lecz w głębi serca marzę o tym by być z nim, by znów było tak pięknie jak na początku, by mnie szanował. Nie wiem co robić, nie wiem jak z tym wszystkim mam sobie poradzić. Jak zapomnieć o nim lub jak zmienić jego zachowanie... Czy ktoś miał podobnie? Skąd bierze się takie zachowanie? Czy to moja wina, czy też jakiś uraz z dzieciństwa? I jak mam go traktować? ;/
Podobne tematy
to "błędne koło" nie ma sesnu, uwierz mi. Jeśli facetowi zależy na dziewczynie, to się stara, wlaczy. nie rób mu wyrzutów, bo to go do Ciebie zniechęca. sama coś o tym wiem. najlepiej jakbyś w ogóle przestała się nim przejmować. skoro jest jaki jest to nie jest Ciebie wart. my kobiety nie jesteśmy po to, żeby wiecznie cierpieć przez facetów. nie marnuj życia na jakiegoś głupka ! rób to co kochasz, spełniaj się... życie masz jedno, pamiętaj ![]()
Bledne kolo,faktycznie,brak zdecydowania,determinacji i prawdziwego zaangazowania sie.
wiem, że nie ma sensu. tylko zastanawiam się po co odzywa się jeszcze do mnie ;/
Nie posadzaj mnie o zlosliwosc.Moge sie mylic,ale sadze ze w mysl zasady ze raz zdybyta kobieta jest zawsze najlatwiejsza teoretycznie do ponownego"zdobycia",tel o 2 w nocy,wybacz,bez dalszego komentarza.Dalej pomysl sama.
wiem o tym, ale przez ostatnie pół roku w ogóle się nie kochamy. co więcej może widzieliśmy z 4 razy przypadkowo. tak to się nie spotykamy. był miesiąc ciszy, teraz znów czasem się odezwie. zależy mi na nim i żałuje że poszłam z nim do łóżka.
Jest takie stare polskie porzekadlo"z koniem sie nie pokopiesz". A jak jeszcze pewny jego organ[nie ten] nie podaza za masa ciala i jest bezuzyteczny to nalezy zdecydowanie zgodnie z soba albo odpuscic,albo postawic na jedna karte w zyciu i zdecydowanie zabrac sie do dziela stworzenia tego zwiazku,poczynajac od prawie zera.Podpowiadam zaangazowanie sie w alternatywe nr-2,jak okaze sie po latach niewypalem doprowadzi Cie na krawedz stabilnosci psychicznej a rana ktora pozostanie zmieni Cie ale nie na lepsze.
rzecz w tym, że ja już próbowałam chyba wszystkiego. starałam się i latałam za nim, bez skutku. później awanturowałam się i próbowałam postawić na swoim, teraz olewam bo nic innego mi chyba nie pozostało. jak się odzywa to pogadam z nim chwilę i na tym się kończy.
spróbuj być niedostępna... nie odbieraj telefonów, a jeśli to konieczne zmień numer. nie chcesz chyba w nieskończoność być zabawką w jego rękach...
Myślę, że jestem niedostępna przez sam fakt że mnie zranił. nie odbieram jego późnych telefonów, czasem tylko jak zagada na gg to chwile z nim popiszę i koniec. cały czas wymyślam sobie zajęcia byle tylko o nim nie myśleć ;/ gdybym mogła cofnąć czas i inaczej to rozegrać...
był ktoś w podobnej sytuacji? niech się wypowie
To jakiś chory związek. I że ty się z tego nie potrafisz wyplątać? Nie rozumiem. Po prostu go ignoruj i zacznij się rozglądać za kimś fajnym. Masz dopiero 20 lat!
Nie potrafiłam się wyplątać, bo wciąz pamiętałam jaki był dla mnie kiedyś... Jak zabiegał o mnie i było miło... teraz jest już inaczej, bo mam dosyć, już 2 miesiąc go nie widze...