netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Czy warto trwać w takim związku?

11 odpowiedzi2 919 wyświetleńzałożony przez marakujaipapaja, 25.04.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy warto trwać w takim związku?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: Czy warto trwać w takim związku?

Niespełna rok temu, po bardzo długiej samotności poznałam człowieka, z którym próbuję ułożyć sobie życie. Oboje jesteśmy już w wieku, w którym nasi rówieśnicy wychowują  nastoletnie dzieci. Po kilku tygodniach znajomości uznaliśmy, że szkoda czasu na prowadzanie się za rączki i postanowiliśmy zamieszkać razem. Okazja nadarzyła się  sama, gdyż mój partner właśnie kupił mieszkanie, w którym - po latach mieszkania z matką ? postanowił zacząć nowe samodzielne życie. Przyznaję, że było mi to na rękę, bo niemal całe  swoje życie mieszkałam z rodzicami i od dawna marzyłam o tym, żeby się wyrwać z mojego toksycznego domu. 

   Pierwsze tygodnie były przykładem wzorowego związku, jednak wszystko co dobre, szybko się kończy. Zdarza się, że pracuję do późna dwa, trzy razy w tygodniu i mój partner wracał do domu wcześniej ode mnie.  Wtedy to on przygotowywał obiad i czekał na mnie, a jeśli zdarzyło się, że oboje wróciliśmy późno, zmęczeni, to robiliśmy do jedzenia cokolwiek, albo zamawialiśmy coś z dostawą do domu. Dla nas to było normalne i nie stanowiło problemu. Niestety taka sytuacja nie pasowała do szablonu życiowego matki mojego partnera. No bo jak można zjeść kanapki na obiad? Wydawać pieniądze na fast foodową truciznę? I kto to widział, żeby obiad jeść na kolację?

  No i się zaczęło. Na czas remontu we własnym domu przeniosła się do nas i codziennie czekała z ciepłym obiadkiem. Pranie na suszarce, w domu ani pyłku kurzu, zakupy w lodówce. Wystarczy po powrocie z pracy wsunąć nogi w ciepłe kapcie i przez kilka godzin kwitnąć przed telewizorem opychając się domowym ciastem. I jakoś tak się zasiedziała, że została na zawsze.

   Spełnienie marzeń o wygodzie? Dla wielu osób może i tak. Dla mnie nie. Zwłaszcza, że wszelkie próby podjęcia jakichkolwiek czynności domowych (w tym samodzielne nałożenie sobie obiadu)  kończyło się kłótnią z ?mamusią?. Mój partner na początku stawał po mojej stronie, ale chyba spodobała mu się ta sytuacja, bo najpierw stał się obojętny, a później zaczął mi przetłumaczyć, że mama taka jest, że ona to z serca, żebym nie zwracała uwagi itp.
   
   Chwila. Moja matka zawsze dyktowała mi co, kiedy i ile mam jeść, kiedy mam iść spać, kiedy się kąpać, ale miałam wtedy kilka lat i bardzo szybko się spod tej dyktatury uwolniłam. Teraz mam lat trzydzieści parę i od nowa mam przeżywać to samo? Nie jestem konfliktową osobą i starszych zawsze traktuję szacunkiem, ale o swoje zdanie walczę niezależnie od pozycji drugiej strony. O tej walce można by książkę napisać. Wypychanie siłą z łazienki podczas prób prania własnej bielizny, przycinanie szufladą moich  palców sięgających po sztućce to tylko niewinne przykłady. Nie pomagały nerwowe dyskusje, ani spokojne rozmowy. Wytłumaczenie było tylko jedno. Przecież jest w domu i ma czas, żeby to wszystko zrobić.

   Po którejś takiej mój partner zwyczajnie  nie zdzierżył i zareagował po męsku. Znalazł sobie w pubie przytulny kącik i tam postanowił przeczekać nasze przepychanki. Kiedy kurz po bitwie opadł, pierwsza rękę do zgody wyciągnęła mamusia. Rękę z telefonem oraz  kluczami do auta. Kiedy usłyszałam, że mam dzwonić i prosić, żeby wrócił, albo najlepiej jechać i przywieźć jej synka do domu, myślałam, że się przesłyszałam. Oburzyła się na mój protest oburzyła się, ale nie ustąpiłam. Natychmiast usłyszałam, że to moja wina, bo to kobieta powinna umieć zatrzymać mężczyznę w domu! Czym? ? pytam ? Czym mam go zatrzymać, kiedy to ona podrzuca drew do domowego ogniska. A ja to przepraszam od czego jestem w tym wszystkim? Wtedy pokłóciliśmy się bardzo poważnie, tj ja mu powiedziałam, a nawet pierwszy raz wykrzyczałam, co o tym wszystkim myślę, a on tylko słuchał, po czym przyznał, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Cóż z tego, kiedy zaczęła się powtarzać coraz częściej.  Nie wytrzymałam. Wyprowadziłam się. No i wtedy wybuchła bomba. Skrzywdzony przez los biedny człowiek pogubił się i z rozpaczy niemal zamieszkał w swoim barowym kąciku za  jedynego przyjaciela mając  ?samoanpełniającysiępiwem kufel?. Popadł w chorobę, zaniedbał pracę, stracił sens życia i popadł w niełaskę naszych wspólnych znajomych. A ja jestem temu wszystkiemu winna, bo gdybym przy nim trwała jak kamień, nie doszłoby do tego, do czego doszło.

     Wzniosłam się na wyżyny mojej dobroci i łaski (słowa mamusi), i wyciągnęłam go z tego bagna. Zawiozłam do lekarza, dopilnowałam badań, wykupiłam leki i pilnuję, żeby stosował dietę i podtrzymuję na duchu.

   Ciągle go kocham i martwię się, gdy coś złego się z nim dzieje, ale nie wiem, co dalej z tym wszystkim będzie. Wszystko się zmieniło. Myślę teraz inaczej. Rozum potrafi przekonać pękające serce, które jednak żyje własnym życiem.
   
   Długo nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego mój partner z mężczyzny mojego życia zmienił się w maminsynka i domowego świerszcza,  który ciągle jest małym chłopcem. Teraz już wiem. On zawsze taki był. Przez lata z rąbkiem maminego fartuszka w ręce szedł przez życie nie mając pojęcia o realnym świecie. Mama zawsze była blisko kiedy upadł i stłukł kolano. I takim sposobem nie nauczył się normalnego życia. Może i chciał, co wynikałoby z początkowych planów i poczynań. Rok to nie całe życie, ale uważam, że gdybyśmy byli sami  wszystko ułożyłoby się inaczej. Los nie dał nam szansy. A może dał, tylko bardzo szybko ją odebrał. Mnie nie pasowało się  stawiać w kwestii mieszkania z matką w jego bądź co bądź mieszkaniu, a on nie zauważył, kiedy czas na przecięcie pępowiny przeminął. 

   Teraz nawet gdyby dane nam było żyć tylko naszym życiem,  chyba nie potrafiłabym znowu zaczynać wszystkiego od początku. Od początku uczyć się zaufania, wspólnego życia. Nie wiem. 

  Ostatnie tygodnie otworzyły mi oczy na dzielące nas różnice i mnożące się problemy.
 
Pracuję na dwa etaty i jestem niezależna finansowo, podczas, gdy mojemu partnerowi zdarzają  się kilkutygodniowe przerwy, w których wspiera go mamusia. Kolejny fakt jest taki, że opłaty i stałe wydatki też pokrywa ona, a synek ma pieniądze na własne potrzeby. Jest to dla mnie sytuacja nie do przyjęcia, bo jak dwoje dorosłych ludzi może zbudować związek na pieniądzach  matki? Czy to normalne, że kobieta pracuje, zarabia na życie, a facet jak mały chłopiec bawi się swoimi pieniędzmi, realizuje marzenia o lepszym aucie, nowoczesnych gadżetach? 
         
    Innym problemem jest alkohol, od którego mój partner bynajmniej nie stroni, zwłaszcza w tym czasie, gdy nie pracuje.  Nie chcę go niesłusznie wrzucać do jednego worka z moim ojcem alkoholikiem, ale po latach piekła w ?rodzinnym domu?  to mnie drażni i burzy mój spokój. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że nigdy, przenigdy, nawet po alkoholu nie zdarzyło mu się nawet niewłaściwie do mnie odezwać, nie mówiąc o jakiejkolwiek agresji.

   Wiem, ze są rodziny, w których alkohol, przemoc, niezgoda, życie na koszt rodziny są na porządku dziennym. Znam to z własnego domu. Znam, co nie znaczy, że wyniosłam. Wręcz przeciwnie. Obiecywałam sobie od dziecka, że mój dom, moja rodzina będą normalne. A co dziś oznacza to słowo, sama nie wiem. Może właśnie takie życie jest normalne, a ja żyję marzeniami? Może wymyśliłam sobie księcia i życie jak z bajki, podczas, gdy inni jakoś w takich domach żyją? Czy to moja wina, że nie chcę żyć "jakoś", w niepewności i obawie o każdy kolejny dzień, z matką swojego faceta w garnku, pralce i pod materacem, bo na jej koszt, choc to niezgodne z moją wolą?

   Nieprawda. Chcę mieć normalne zwyczajne życie. Ugotować obiad, zrobić pranie, posprzątać, wieczorem obejrzeć film i  przytulona bez skrępowania zasnąć u boku swojego faceta, a na  weekend wyjechać za miasto.

   Zawsze, gdy nie potrafię podjąć  decyzji biorę kartkę papieru, dzielę  ją na pół i wypisuję argumenty na tak i na nie po dwóch stronach. Niemal wszystko przemawia za zakończeniem tego związku, a za jego utrzymaniem niestety niewiele. Mam wrażenie, że moje uczucie w świetle tego wszystkiego nie jest już tak silne jak wcześniej, choć nie mogę powiedzieć, że zupełnie wygasło. Nie wiem nawet, czy byłabym w stanie znowu z nim zamieszkać, nawet, gdyby matka się wyprowadziła. Zbyt wiele się zmieniło. Czasami mam ochotę rzucić to wszystko w diabły, wrócić do swojej jaskini, do książek i pozwolić, żeby praca pochłonęła mnie jeszcze bardziej, bo jest jedyną w miarę udaną stroną mojego życia. Boję się jednak znowu zostać sama na nie wiem jak długo, może na zawsze. I nie wiem co będzie większym tchórzostwem.

2

Odp: Czy warto trwać w takim związku?

Przykro było mi to czytać. Mogę się tylko domyślać jak się czujesz w takiej sytuacji.
Rozmawiałaś z nim poważnie? Mówiłaś co Ci przeszkadza, jak chciałaś żeby wyglądało wasze życie? Wydaję mi się, że tylko takie rozwiązanie Ci pozostało jeśli nadal chcesz trwać w tym związku.

Życie z "taką" teściową z góry jest skazane na straty skoro Ty inaczej widzisz wspólne życie, w którym teściowa nie biega po Twoim domu i robi wszystko za Ciebie. Rozumiem odwiedziny na weekend, czy wasz przyjazd do niej na jeden, czy kilka dni.

Jaki jest powód zamieszkania jej z wami? Skoro miała tylko remont?

3 Ostatnio edytowany przez november (2012-04-25 08:26:33)

Odp: Czy warto trwać w takim związku?

Bardzo mi zaimponował Twój post, w zasadzie Twoje rozsądne podejście do tego wszystkiego, podejście osoby, której naprawdę zależy na partnerze.
To ważne, że dostrzegasz to wszystko w takim świetle. Ok - zastanawiasz się, czy mogłabyś z nim być, jeśli matka się wyprowadzi. Ale czy jesteś pewna, że on w ogóle podjął decyzję, że chce żyć z kobietą inną, niż jego matka? Bo przecież to wszystko musi wyjść od niego. Dla mnie bycie maminsynkiem jest jak choroba - ktoś sam musi zdać sobie z niej sprawę i podjąć próby leczenia. Tym bardziej, że Ty chcesz go wspierać.
Cały czas próbuję myśleć co bym sama zrobiła w takiej sytuacji. Sądzę, że głęboko zastanowiłabym się nad próbą bycia razem. Ale tylko pod warunkiem, że to będzie Wasz związek, a nie trójkąt z mamą. Wiem jednak, że nie są to sprawy proste, skoro on nawet finansowo się podpiera kasą swojej matki. Osobiście uważam coś takiego za nie do przyjęcia... Pytanie jak daleko jesteś już do tego związku. Wiesz, że nadal go kochasz, ale czy jesteś gotowa wrócić w tamto miejsce i nie mieć nawet pewności, że to się uda? Pewne jest, że związek w takim kształcie, w jakim trwał, nie był tym, czego oczekujesz.

4

Odp: Czy warto trwać w takim związku?

Dzięki wielkie za reakcję i zrozumienie.

Historia przylgnięcia mamusi do naszego życia ma podłoże czysto rodzinne i nie chcę się w nią zagłębiać.

Najistotniejsze jest podejście mojego faceta do sprawy. Przestałam przemilczać ten problem i powiedziałam mu głośno i wyraźnie, co sądzę o jego postawie i całej tej sytuacji. Powiedziałam, że nie chcę żeby jego matka nas utrzymywała, żeby decdowała o tym, co mamy jeść na obiad, jaki film oglądać i kiedy mamy iść spać. A on... nie widzi w tym nic złego i nie ma zamiaru niczego zmieniać.

Tłumaczyłam bez końca, że nasze dochody przy regularnym zatrudnieniu z zupełności nam wystaczą na godne życie. Dla niego jednak godne życie to za mało, bo on chce jeździć superbryką, mieć drogi zegarek. Jasne, można spełniać swoje marzenia, jeśli nie trzeba się martwić o to, czy rachunki są zapłacone i czy jutro będzie z czego zrobić obiad.

Jak daleko jestem od tego związku?
Jestem w pułapce. W pajęczynie uczuć, wątpliwości, poczucia odpowiedzialności za drugiego człowieka, troski o jego zdrowie i życie. Jestem pewna, że gdybym miała odwagę go teraz na dobre zostawić, cierpiałabym okrutnie, a on znowu popadłby w alkohol i niszczyłby życie swoje i moje przy okazji. O tym też mówi otwarcie, bo uznał mnie sens swojego życia i tylko ja go trzymam na powierzchni. 

Czasami sobie myślę, że może los wyznaczył mi taką misję, że walka o życie drugiego człowieka ma być moim przeznaczeniem.

5

Odp: Czy warto trwać w takim związku?

Jestes niezalezna, pracujesz i wiesz czego chcesz. Czy myslisz, ze Twoj partner jest w stanie Ci to dac? Ja wiem, ze jesli sa uczucia, nie jest latwo podjac decyzje o radykalnym cieciu, ale jak na razie on zyje na garnuszku mamy. Czy jestes pewna, ze on jest takim mezczyzna, za jakiego go bierzesz? Wyglada teraz jakby mial dwie matki, jedna od prania, prasowania i placenia, a druga go wyciaga z bagna i jak podejrzewam, alkoholizmu. Trzymaj sie cieplo!

6

Odp: Czy warto trwać w takim związku?

Masz dwie opcje: trwac w toksycznym zwiazku z tym mezczyzna i jego matka i  byc nieszczesliwa, i odejsc od niego, rozwinac skrzydla  i  dac sobie szanse  na prawdziwa milosc. Co wybierasz?

7

Odp: Czy warto trwać w takim związku?

brawo Iskra
ten gość juz będzie mamisynkiem bo mu tak wygodnie

8

Odp: Czy warto trwać w takim związku?
marakujaipapaja napisał/a:

Dzięki wielkie za reakcję i zrozumienie.

Jak daleko jestem od tego związku?
Jestem w pułapce. W pajęczynie uczuć, wątpliwości, poczucia odpowiedzialności za drugiego człowieka, troski o jego zdrowie i życie. Jestem pewna, że gdybym miała odwagę go teraz na dobre zostawić, cierpiałabym okrutnie, a on znowu popadłby w alkohol i niszczyłby życie swoje i moje przy okazji. O tym też mówi otwarcie, bo uznał mnie sens swojego życia i tylko ja go trzymam na powierzchni. 

Czasami sobie myślę, że może los wyznaczył mi taką misję, że walka o życie drugiego człowieka ma być moim przeznaczeniem.

marakujaipapaja napisał/a:

Nie chcę go niesłusznie wrzucać do jednego worka z moim ojcem alkoholikiem, ale po latach piekła w ?rodzinnym domu?  to mnie drażni i burzy mój spokój.

Te dwa fragmenty są ze sobą mocno związane. Po pierwsze nie wmawiaj sobie żadnych "przeznaczeń"... Nikt nie każe Ci cierpieć, a Ty nie możesz być odpowiedzialna za cały świat i za ludzkie słabości! Pamiętaj! Masz prawo do szczęścia jak każda z nas. Natomiast z tego co widzę, proponuję abyś zapoznała się z tematem "DDA". Jest również spory wątek na naszym forum. Nie wstydź się niczego. To, że tu napisałaś to już pierwszy krok, że potrzebujesz pomocy. A myślę, że zgłębiając ten temat uzyskasz też dodatkowe wsparcie.

9

Odp: Czy warto trwać w takim związku?

Okruszko, jestem schematycznym DDA i zdaję sobie z tego sprawę od dawna. Z tego właśnie powodu mam tyle wątpliwości, bo wiem, że bywam przewrażliwiona na wielu płaszczyznach swojego życia.

Być może mam wyidealizowany plan na życie, a życie ten plan boleśnie weryfikuje.
Niewykluczone, że widzę problemy, których nie ma.
Równie możliwe jest, że mam zawężone pole widzenia na prozę życia.

Bardzo prawdopodobne jest, że tylko siebie widzę jako tą, która potrafi radzić sobie w życiu i jeszcze pomóc innym, a wszyctkich dookoła postrzegam przez pryzmat mojego wypaczonego - w dysfunkcyjnej rodzinie - obrazu, jako życiowych nieudaczników, maminsynków, ofiary losu lub pasożytnicze organizmy.

10

Odp: Czy warto trwać w takim związku?

Rozumiem. Nawet mi głupio, że Ci o tym napisałam, bo potem doczytałam się, że jesteś starsza ode mnie. Jakoś mi to umknęło w miarę angażowania się w historię.

Możesz podjąć walkę. Musiałabyś wtedy prowadzić kurację męża, namówić teściową (bardzo trudne) do jakiejś wspólnej terapii, sama nieść tego giganta na plecach. Ta silna osoba, którą w sobie wypracowałaś zostałaby stłamszona. Zakochanie jest takie samo w każdej grupie wiekowej. Najpierw wielkie nadzieje i sielanka a potem przychodzi rutyna i problemy. Miałabyś tego człowieka przy sobie, ale musiałabyś przez całe życie bawić się w psychologa i innych specjalistów. Może i pomogłoby to trochę... A potem na świat przyszłyby dzieci. Dzieci patrzyłyby jak matka zmaga się z ojcem i historia zatoczyłaby koło. Oczywiście nie musiałoby tak być. Może udałoby mu się z tego wyjść, teściowa odeszłaby w cień... Ale zadaj sobie pytanie... Na ile jest to prawdopodobne?
Z tego wszystkiego, na końcu stałabyś Ty. Kobieta, która na własne życzenie zrezygnowała z... Partnerstwa i spokojnego życia po to, aby i tak nikt jej za to nie podziękował. Pamiętaj, że niestety ludzie skonstruowani są tak, że rzadko dziękują za pomoc. Byłabyś zmęczona, stara... Nie bądź więźniem własnego umysłu. Nie jest za późno żeby zacząć od nowa. Nie masz kredytów, dzieci... To bardzo smutne, że ludzie, którzy przeżyli tragedię we wczesnym wieku, wmawiają sobie, że muszą przez całe swoje życie nieść krzyż. Taki system "kastowy". Urodziłem się biedny i umrę biedny. Nie ma kast. A Ty już wystarczająco zostałaś wpędzona (przez teściową) w ślepy zaułek. Jeżeli będziesz brnęła dalej, pamiętaj, że teściowa i problem partnera będzie Cię coraz bardziej otaczał. Będziesz słyszała oskarżenia i pretensje dookoła siebie a najbardziej w Twojej głowie.

Poza tym, na pewno, jak każda kobieta chciałabyś oparcia. On Ci go nie da, jeśli na problem partnerka-mama odpowiedział ucieczką. Jak ktoś w ten sposób ucieka, to będzie uciekał całe życie.

11 Ostatnio edytowany przez alfaalfa (2012-04-30 21:04:07)

Odp: Czy warto trwać w takim związku?

Obawiam się, że historia już "zatacza koło".
Mężczyzna z którym jesteś nie jest osobą dorosłą emocjonalnie. Całe życie kierowała nim matka i zwykle jak coś nabroił to ona wyciągała go z opresji (świadczy o tym jej zachowanie, gdy kazała Ci po niego jechać i przeprosić). Teraz on oczekuje tego samego od Ciebie - abyś się nim opiekowała i Ty to robisz (czyli schemat działa). On nie potrafi inaczej. Już zawsze będzie sprawiał problemy abyś tylko od niego nie odeszła..
Wiem, to trudne - ale w tej chwili obie i Ty i jego matka nie pozwalacie mu dorosnąć i wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje. On sam z siebie tego nie zmieni - bo tak mu jest dobrze.

Dużo lepiej będzie jeśli się od niego wyprowadzisz - zostańcie jedynie przyjaciółmi, wróćcie do punktu wyjścia, do czasu kiedy się tylko widywaliście od czasu do czasu... niech poczuje, że się powinien o Twoje uczucie postarać.. przynajmniej dopóki nie podejmie decyzji czy woli w Tobie widzieć kobietę, czy opiekunkę.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy warto trwać w takim związku?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026