netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności

22 odpowiedzi4 951 wyświetleńzałożony przez pikawa44, 23.07.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 ]

1

Temat: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności

Witam wszystkich i tych zranionych i tych szczęśliwych, po prostu wszystkich.
Tak na początku chciałam powiedzieć, że przez przypadek trafiłam na tą stronę, gyz musiałam zrobić coś co mnie uspokoi, a tym spokojem jest rozmowa, a moze inaczej wysłuchanie i doradzenie.
Jestem prawie 23 lata w związku małżeńskim, ale od przeszło 4 lat dzieją się sytuacje, że w zasadzie nie wiem co jest lepsze trwać w chorym związku, czy w samotności. Samotność jest bardzo bolesna, gdy wracasz do pustego domu i nie ma nikogo na przywitanie, chociaż ostatnie pół roku było podobne. Nikt z domowników nie wypowiadał się. Każdy żył swoim życiem, miał pasję i tylko gdy trzeba było dokonać opłat lub różnych składek, wówczas można bylo usłyszeć głos. Mąż obwiniał mnie o to, że dowiedziałam się kilka lat temu o jego zdradzie i tą zdradę zpreparował na korzyść naszego związku -"to miała być dla mnie nauczka, że miałam zrozumieć swoje błędy i zmienić się". Byłam jak lwica dbająca o ciepło domowego ogniska i dzieci. O niego też, ale dowiedziałam się, że go nie wspierałam w inicjatywach, w pomysłach, które finansowo nie miały nas zabezpoeczyć, wręcz przeciwnie uszczuplić budżet. Ale to ja do tego wszystkiego doprowadziłam, nawet do tego że od 4 lat nie umieliśmy w cywilizacyjnej postawie dojść do porozumienia. No i mam zabrał sie i wyjechał. więc zostałam się sama, sama, sama. Jest mi bardzo ciężko bo niraz myślę, że może faktycznie za mało starałam się, nie widziałam jego potrzeb, może byłam zapatrzona tylko wsiebie. Nie wiem, kłębią mi się myśli ..., co robić jak robić aby nie zwariować. Może tutaj znajdę ukojenie i ... zrozumienie.
Może.

2

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności

Lepiej nie mieć nic i być na "zero"
czy
lepiej nie mieć nic i na dodatek mieć dług i być na minusie???

Moim zdaniem bycie samotnym jest takim byciem "na zero", a bycie w toskycznym związku wyniszcza nas i stajemy się "na minusie".

3

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności

Tak faktycznie, lepiej mieć "nic"i być na zero, niż być na minusie. Jednak nasuwa mi się pytanie: jak długo ludzie, którzy wywodza się  ze środowiska nastawionego na życie w grupie, preferujacy styl zbiorowy nie jednostkowy, a tym samym potrzebujacy drugiej osoby, przyjaźni, wsparcia, jak długo mogą zyć w samotności i dlaczego to tak boli. Dlaczego, jeden drugiemu zadaje tak potworny ból ?

4

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności

"Związek dwojga ludzi  to partnerstwo, czyli równe prawa, jeden drugiemu jest partnerem, wsparciem i pomocą. Chodzi o odrobinę wyrozumiałości, a nie dyktowanie komuś co i jak ma mówić, jak się zachować, ubierać, wyglądać, co robić w każdej chwili, a czego nie.
Piękno w tym, aby pozwolić drugiemu człowiekowi w związku być sobą, realizować się i rozwijać swoje dobre strony, dostrzegać w ukochanej osobie jej ogromny ukryty potencjał i to, co w tej osobie kochamy najbardziej. Nie ma co się oszukiwać... dyktatura to nie miłość w pełni dojrzała... a już na pewno nie miłość, którą darzy się ukochaną osobę, to skrzywiona 'miłość', ale we własnym kierunku. Szkoda niszczyć w taki sposób swoje życie w związku."

Jak to w toksykach bywa: toksyczny, oparty na uzależnieniu związek często się rozpada. Mężczyzna, albo nie mogąc znieść ciągłej dominacji kobiety i z chęci odzyskania kontroli nad własnym życiem, albo po tym, jak ją skutecznie upokorzył, odczuwając do niej niechęć i brak szacunku ? odchodzi. Inicjatorką rozstania bywa też kobieta, która nie może już dłużej wytrzymać zadawanych przez mężczyznę cierpień, rozczarowana tym, że jej całkowite poświęcenie się związkowi zostało niedocenione i że jej wysiłki, by partner się zmienił, nie przyniosły żadnych efektów.
    Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że po takiej nauczce kobieta, dotknięta syndromem ?kochania za bardzo? zdrowieje - nie ma mężczyzny, to nie ma uzależnienia. Niestety, tak nie jest. Po pierwsze, gdy toksyczny związek się rozpada, cierpienie kobiety trwa nadal. Teraz dopiero przeżywa prawdziwe katusze. Na przemian odczuwa złość, wręcz nienawiść do swojego ex oraz tęsknotę, połączoną z nadzieją, że znowu będą razem. Jej życie znów przepełnia mężczyzna, choć nieobecny ciałem, to obecny duchem. Nie jest w stanie normalnie funkcjonować, odczuwać żadnej przyjemności, robić żadnych planów - wciąż myśli o nim. Często jej obsesja prowadzi do prób nawiązywania kontaktu, różnych rodzajów agresji, śledzenia go, niekiedy do błagalnych próśb o powrót. Jeśli mężczyzna wciąż jest od kobiety uzależniony, bywa, że po jakimś czasie rozłąki ponownie do siebie wracają i na nowo rozpoczynają swój toksyczny ?taniec?.
            Jest też inny scenariusz ? kobieta, by przerwać swoje cierpienie, tworzy nowy związek. Niestety, jeśli nie zrozumiała swojego syndromu, to najprawdopodobniej znów w nim będzie ?kochać za bardzo? i uzależniać się od mężczyzny. Jej głód miłości wciąż przecież nie został zaspokojony, a lęk przed samotnością stłamszony. Nałóg nie rozwija się, tylko narkotyk zmienił swoją fizyczną postać.
           Kobieta, która uświadomiła sobie swoje uzależnienie od mężczyzny, zrobiła już pierwszy krok. Pojęła, dlaczego tak naprawdę jest nieszczęśliwa i że droga do wyzdrowienia jest tylko jedna ? mozolna praca nad sobą. Mozolna i bardzo trudna, ponieważ gdy na nią wstąpi, co i raz dopadają ją wątpliwości, czy jest ona słuszna.

Gdy rozjezdzaja sie wizje spojnosci zwiazku poprzez braki tego znaczacego czynnika trwalosci zwiazku jakim jest nie tylko seks, to moze trzeba partnera wziąć za "wszarz" usadzić i zacząć rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Nie pozwolić sobie wyjść, można się złościć, krzyczeć, płakać, ale rozmawiać bez owijania w bawelne - nie mylic z posciela. Niech to nie będzie - na poczatek - godzinna rozmowa przy butelce wina lub bardziej wyskokowych trunkach... po co od razu skakac na boki i utrudniac wyjscie partnerowi z domowych pieleszy, poprzez "rozrastajace sie poroze".
Niech trwa ona calymi dniami, miesiacami a nawet latami, bo jakos to trzeba na wzor zakonczenia jak w seksmisji zbudować od podstaw. Potrzeba nawet ta wyzszego rzedu zaspokojenia potrzeb jest w koncu matka wynalazku. Po cos bylo w koncu rozdawane przez tego siwego Pana u gory stosowne "oprogramowanie" do tego czterordzeniowego procesora, ktory kazdy z Nas nosi pod czuprynka, zwane nie inaczej jak wlasnie rozmowa.
Zamiast wysylania mu sygnalow po indiansku dymkiem, morsem czy Brailem, ze Ci to jego zachowanie "nie pasi", jest passe zamiast trendy, to usiadz i pogadaj w 4 oczy z nim, wykladajac bez pardonu kawe na lawe.

Czy jest Ci (boleśnie) znajomy, któryś z poniższych symptomów?
1. Wszelkimi sposobami starasz się uświadomić partnerowi niewłaściwość jego zachowań, z których wynika Twoje rozgoryczenie, smutek i frustracja. Tłumaczysz, namawiasz do terapii, perswadujesz, piszesz, odwołujesz się do uczuć wyższych, posuwasz się do szantażu emocjonalnego, żeby tylko zostać przez niego usłyszaną i zrozumianą.
2 .Mimo zapewnień, nie doczekujesz się żadnych zmian, jakie ustaliliście i jakich słusznie oczekiwałaś i wbrew logice to Ty podejmujesz starania, żeby ?naprawić? siebie.
3. Wyświadczasz mu rozmaite ?przysługi?, żeby zasłużyć na jego uważność i żeby zobligować go do adekwatnych działań na rzecz Ciebie i waszego związku.
4.Tłumaczysz go przed otoczeniem i chronisz go przed konsekwencjami jego destrukcyjnych działań albo zaniedbań, karkołomnych posunięć finansowych, skutków jego uzależnienia itp.
5. W obawie przed jego złością (krytyką, nieprzychylnością, kolejnym ciągiem alkoholowym lub kolejnymi zdradami) znosisz z trwogą jego poirytowanie, albo wbrew sobie udajesz zachwyt, gdy przedstawi Ci kolejny pomysł na wasze życie, który z daleka pachnie problemami albo zwyczajnie Ci się nie podoba.
6. Ostatecznie poddajesz się w swoich próbach nawiązania komunikacji, gdy po raz kolejny wspólne ustalenia łamane są w krótkim czasie od ich podjęcia i, mimo Twoich wysiłków, wszystkie problemy, które starasz się zażegnać nie znikają, a wręcz się nasilają.
7. Głupiejesz na skutek coraz bardziej irracjonalnej i coraz bardziej agresywnej argumentacji w dowolnym sporze.
8. Doznajesz frustracji, kiedy pomimo kilku trafnych samokrytycznych spostrzeżeń partnera na temat błędów, jakie popełniał, i deklaracji zmian, błędy owe popełnia nadal i z jeszcze poważniejszymi konsekwencjami, za które nie chce wziąć odpowiedzialności i winą obarcza Ciebie.
9. Z niedowierzaniem słuchasz wygłaszanych przez niego przy znajomych lub rodzinie historii o jego rzekomych sukcesach w pracy lub wizjach fenomenalnych transakcji, a każda Twoja realistyczna uwaga odnośnie nieprawdziwości bądź iluzoryczności owych osiągnięć traktowana jest jak napaść, upierdliwość i brak wiary w jego możliwości. W pewnym momencie przestajesz już oponować, bo nie dajesz już wiary własnemu osądowi sytuacji.
10. Jesteś zdezorientowana ciągłym wypieraniem jednych lub przekręcaniem innych faktów (od tych małej wagi po te kluczowe) oraz tym, że sieć jego większych i mniejszych kłamstw zatacza coraz szersze kręgi.
11. Czujesz się zmuszana do akceptowania jego irracjonalnych pomysłów.
12.Jesteś wyczerpana przemiennością jego euforii i stanów depresyjnych, miłości i zaraz potem pogardliwego chłodu, wizjonerstwa i kolejnych rażących potknięć.
13. Narasta w Tobie poczucie, że jesteś całkowicie lekceważona na każdym polu, a Twoje uwagi na ten temat traktowane są przez partnera pogardliwie i protekcjonalnie.
14. Swoje porażki partner usprawiedliwia ingerencją osób trzecich albo fatalnymi zbiegami okoliczności. Swoje naganne, obraźliwe, agresywne, lekceważące zachowania wobec Ciebie usprawiedliwia tym, co robisz Ty (?Zobacz, do czego mnie doprowadzasz.?)
15 .Zawsze znajduje ?logiczne? wytłumaczenie dla swojego braku zaangażowania w waszą relację i żerowania na Twoim zaangażowaniu, wymuszonym jego agresywną biernością (nadmiar pracy, choroba, zły nastrój, Twoje rzekomo niewłaściwe zachowanie).
16. Niektóre jego zachowania zaczynają Cię przerażać.
17. Odczuwasz, że nie masz kontroli nad swoim życiem, sferą finansową, emocjonalną, a Twój umysł nie odpoczywa, bo trwa w oczekiwaniu na kolejne ?atrakcje?.
18. Przeżywasz stres widząc, że partner stosuje podwójną moralność ? inne zasady głosi wobec otoczenia, inne stosuje w rzeczywistości oraz nakłania Cię do tego samego. Twój opór charakteryzuje jako brak elastyczności i wymierzoną przeciwko niemu zrzędliwość. Narasta rozdźwięk między tym, jak postrzegają go ludzie z zewnątrz, a tym, co widzisz Ty.
19. Czujesz się osamotniona i odizolowana od znajomych i rodziny na skutek jego ciągłego ich dyskredytowania i kpienia z Twoich relacji ze światem zewnętrznym.
20. Wyraźnie czujesz się wykorzystywana i zauważasz też interesowność cieplejszego stosunku partnera wobec Ciebie, gdy chce uzyskać od Ciebie pomoc i zaangażowanie w jakieś jego potrzeby.

Jeśli znasz ten pakiet ? witamy w klubie. Masz sporo do zrobienia.... Blog "moje dwie głowy" tak na cito.

5

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności

Witam wszystkich, którzy w pozytywny sposób starają się pokazać mi co jest tak naprawdę ważne w związku.
Odnosząc sie do ostatniej odpowiedzi Pana "bagsa", musze stwierdzić z całą odpowiedzialnością, że 20 punktowa informacja w 3/4 temacie należy właśnie do mnie. To straszne punkty, a jednak życiowe.
Cały czas przed oczyma mam poprzednią odpowiedź- "co jest lepsze?-nie mieć nic (czyli zero), czy nie mieć nic i być na minusie. Może czas doprawdy dorosnąć i czekać na to co los przyniesie.
Tak, to prawda wspominam, że mogłam wiele sytuacji inaczej zacząć i zakończyć. Przecież każdy z nas inaczej spojrzałby na drugiego człowieka z obecną wiedzą i doświadczeniem. Tylko, że człowiek  jest taki samotny, że w desperacji szuka czasami a nawet dość często głupich pomysłów, które z perspektywy czasu niczego dobrego nie przyniosą. Co robić aby móc z podniesioną głową spojrzeć prosto w twarz drugiej osobie, a konkretnie gdy pojawi się za jakiś czas w drzwiach (o ile pojawi się), mam wpaść w ramiona i zachowywać się jak gdyby nigdy nic się nie stało?. Co robić?. Zapomnieć i szukać ukojenia w pracy, która przecież nie trwa wiecznie?

6 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2013-07-26 09:57:32)

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności
pikawa44 napisał/a:

...nasuwa mi się pytanie: jak długo ludzie, którzy wywodza się  ze środowiska nastawionego na życie w grupie, preferujacy styl zbiorowy nie jednostkowy, a tym samym potrzebujacy drugiej osoby, przyjaźni, wsparcia, jak długo mogą zyć w samotności i dlaczego to tak boli. Dlaczego, jeden drugiemu zadaje tak potworny ból ?

Dlaczego zadaje ból wie wyłącznie TEN ZADAJĄCY i odpowiedź w zasadzie nie ma znaczenia... Podjął taką decyzję i krzywdzi a to jest NIE FAIR.
Co do reszty wpisu - jeśli nawet wywodzisz się z takiego środowiska stadnego - nad czym się zastanawiać, jeżeli mąż TEGO co opisujesz Ci nie gwarantuje? Coś od około 4 lat nie ma: "drugiej osoby, przyjaźni, wsparcia"?
Nie ma co żyć przeszłością - wszak ona NIEZMIENNĄ jest, tudzież szukać winy w swych zaprzeszłych decyzjach - ICH też nie cofniesz i nie zmienisz.
Teraz trzeba pomyśleć o przyszłości smile nie ma innego wyjścia. Życzę powodzenia i sił smile

Paść w ramiona komuś kto się na Ciebie wypiął?
Może od razu połóż się na podłodze i powiedz: "OTO ja - twoja wycieraczka"?
Nie wiem jakie winy trzeba mieć na sumieniu by w tym kierunku dryfować? Jakieś najcięższego kalibru chyba?

7

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności

odpowiadając na Twoje pytanie - lepiej w samotności.
Trwałam w chorym związku, teraz jestem sama. mam więc porównanie. Widzę same plusy.
1. Przestałam się bać powrotów do domu
2. moge się zrelaksować w spokoju
3. Moge się spotykac z przyjaciółmi
4. Nikt mnie nie wyzywa
5. Nikt nie sprawia, że mam wyrzuty sumienia (bezpodstawne) na każdym kroku.. itd.


Rozważ, że bycie samą nie oznacza samotności.
Powodzenia

8

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności

Toksyczny zwiazek jest  niszczacy .......
Samotnosc , bywa budujaca......
Twoja decyzja Twoje zycie .....

9

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności

Oba rozwiązania w aspekcie długoterminowym nie są korzystne ani normalne. Ale czasowa samotność ma jedną lecz nieocenioną zaletę: "człowiek poznaje swoją siłę i wartość dopiero wtedy, kiedy zostaje ze sobą sam na sam". Trzeba jednak wiedzieć, jak umiejętnie wykorzystać ten czas w samotności.

10

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności
bags napisał/a:

"Związek dwojga ludzi  to partnerstwo, czyli równe prawa, jeden drugiemu jest partnerem, wsparciem i pomocą. Chodzi o odrobinę wyrozumiałości, a nie dyktowanie komuś co i jak ma mówić, jak się zachować, ubierać, wyglądać, co robić w każdej chwili, a czego nie.
Piękno w tym, aby pozwolić drugiemu człowiekowi w związku być sobą, realizować się i rozwijać swoje dobre strony, dostrzegać w ukochanej osobie jej ogromny ukryty potencjał i to, co w tej osobie kochamy najbardziej. Nie ma co się oszukiwać... dyktatura to nie miłość w pełni dojrzała... a już na pewno nie miłość, którą darzy się ukochaną osobę, to skrzywiona 'miłość', ale we własnym kierunku. Szkoda niszczyć w taki sposób swoje życie w związku."

Jak to w toksykach bywa: toksyczny, oparty na uzależnieniu związek często się rozpada. Mężczyzna, albo nie mogąc znieść ciągłej dominacji kobiety i z chęci odzyskania kontroli nad własnym życiem, albo po tym, jak ją skutecznie upokorzył, odczuwając do niej niechęć i brak szacunku ? odchodzi. Inicjatorką rozstania bywa też kobieta, która nie może już dłużej wytrzymać zadawanych przez mężczyznę cierpień, rozczarowana tym, że jej całkowite poświęcenie się związkowi zostało niedocenione i że jej wysiłki, by partner się zmienił, nie przyniosły żadnych efektów.
    Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że po takiej nauczce kobieta, dotknięta syndromem ?kochania za bardzo? zdrowieje - nie ma mężczyzny, to nie ma uzależnienia. Niestety, tak nie jest. Po pierwsze, gdy toksyczny związek się rozpada, cierpienie kobiety trwa nadal. Teraz dopiero przeżywa prawdziwe katusze. Na przemian odczuwa złość, wręcz nienawiść do swojego ex oraz tęsknotę, połączoną z nadzieją, że znowu będą razem. Jej życie znów przepełnia mężczyzna, choć nieobecny ciałem, to obecny duchem. Nie jest w stanie normalnie funkcjonować, odczuwać żadnej przyjemności, robić żadnych planów - wciąż myśli o nim. Często jej obsesja prowadzi do prób nawiązywania kontaktu, różnych rodzajów agresji, śledzenia go, niekiedy do błagalnych próśb o powrót. Jeśli mężczyzna wciąż jest od kobiety uzależniony, bywa, że po jakimś czasie rozłąki ponownie do siebie wracają i na nowo rozpoczynają swój toksyczny ?taniec?.
            Jest też inny scenariusz ? kobieta, by przerwać swoje cierpienie, tworzy nowy związek. Niestety, jeśli nie zrozumiała swojego syndromu, to najprawdopodobniej znów w nim będzie ?kochać za bardzo? i uzależniać się od mężczyzny. Jej głód miłości wciąż przecież nie został zaspokojony, a lęk przed samotnością stłamszony. Nałóg nie rozwija się, tylko narkotyk zmienił swoją fizyczną postać.
           Kobieta, która uświadomiła sobie swoje uzależnienie od mężczyzny, zrobiła już pierwszy krok. Pojęła, dlaczego tak naprawdę jest nieszczęśliwa i że droga do wyzdrowienia jest tylko jedna ? mozolna praca nad sobą. Mozolna i bardzo trudna, ponieważ gdy na nią wstąpi, co i raz dopadają ją wątpliwości, czy jest ona słuszna.

Gdy rozjezdzaja sie wizje spojnosci zwiazku poprzez braki tego znaczacego czynnika trwalosci zwiazku jakim jest nie tylko seks, to moze trzeba partnera wziąć za "wszarz" usadzić i zacząć rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Nie pozwolić sobie wyjść, można się złościć, krzyczeć, płakać, ale rozmawiać bez owijania w bawelne - nie mylic z posciela. Niech to nie będzie - na poczatek - godzinna rozmowa przy butelce wina lub bardziej wyskokowych trunkach... po co od razu skakac na boki i utrudniac wyjscie partnerowi z domowych pieleszy, poprzez "rozrastajace sie poroze".
Niech trwa ona calymi dniami, miesiacami a nawet latami, bo jakos to trzeba na wzor zakonczenia jak w seksmisji zbudować od podstaw. Potrzeba nawet ta wyzszego rzedu zaspokojenia potrzeb jest w koncu matka wynalazku. Po cos bylo w koncu rozdawane przez tego siwego Pana u gory stosowne "oprogramowanie" do tego czterordzeniowego procesora, ktory kazdy z Nas nosi pod czuprynka, zwane nie inaczej jak wlasnie rozmowa.
Zamiast wysylania mu sygnalow po indiansku dymkiem, morsem czy Brailem, ze Ci to jego zachowanie "nie pasi", jest passe zamiast trendy, to usiadz i pogadaj w 4 oczy z nim, wykladajac bez pardonu kawe na lawe.

Czy jest Ci (boleśnie) znajomy, któryś z poniższych symptomów?
1. Wszelkimi sposobami starasz się uświadomić partnerowi niewłaściwość jego zachowań, z których wynika Twoje rozgoryczenie, smutek i frustracja. Tłumaczysz, namawiasz do terapii, perswadujesz, piszesz, odwołujesz się do uczuć wyższych, posuwasz się do szantażu emocjonalnego, żeby tylko zostać przez niego usłyszaną i zrozumianą.
2 .Mimo zapewnień, nie doczekujesz się żadnych zmian, jakie ustaliliście i jakich słusznie oczekiwałaś i wbrew logice to Ty podejmujesz starania, żeby ?naprawić? siebie.
3. Wyświadczasz mu rozmaite ?przysługi?, żeby zasłużyć na jego uważność i żeby zobligować go do adekwatnych działań na rzecz Ciebie i waszego związku.
4.Tłumaczysz go przed otoczeniem i chronisz go przed konsekwencjami jego destrukcyjnych działań albo zaniedbań, karkołomnych posunięć finansowych, skutków jego uzależnienia itp.
5. W obawie przed jego złością (krytyką, nieprzychylnością, kolejnym ciągiem alkoholowym lub kolejnymi zdradami) znosisz z trwogą jego poirytowanie, albo wbrew sobie udajesz zachwyt, gdy przedstawi Ci kolejny pomysł na wasze życie, który z daleka pachnie problemami albo zwyczajnie Ci się nie podoba.
6. Ostatecznie poddajesz się w swoich próbach nawiązania komunikacji, gdy po raz kolejny wspólne ustalenia łamane są w krótkim czasie od ich podjęcia i, mimo Twoich wysiłków, wszystkie problemy, które starasz się zażegnać nie znikają, a wręcz się nasilają.
7. Głupiejesz na skutek coraz bardziej irracjonalnej i coraz bardziej agresywnej argumentacji w dowolnym sporze.
8. Doznajesz frustracji, kiedy pomimo kilku trafnych samokrytycznych spostrzeżeń partnera na temat błędów, jakie popełniał, i deklaracji zmian, błędy owe popełnia nadal i z jeszcze poważniejszymi konsekwencjami, za które nie chce wziąć odpowiedzialności i winą obarcza Ciebie.
9. Z niedowierzaniem słuchasz wygłaszanych przez niego przy znajomych lub rodzinie historii o jego rzekomych sukcesach w pracy lub wizjach fenomenalnych transakcji, a każda Twoja realistyczna uwaga odnośnie nieprawdziwości bądź iluzoryczności owych osiągnięć traktowana jest jak napaść, upierdliwość i brak wiary w jego możliwości. W pewnym momencie przestajesz już oponować, bo nie dajesz już wiary własnemu osądowi sytuacji.
10. Jesteś zdezorientowana ciągłym wypieraniem jednych lub przekręcaniem innych faktów (od tych małej wagi po te kluczowe) oraz tym, że sieć jego większych i mniejszych kłamstw zatacza coraz szersze kręgi.
11. Czujesz się zmuszana do akceptowania jego irracjonalnych pomysłów.
12.Jesteś wyczerpana przemiennością jego euforii i stanów depresyjnych, miłości i zaraz potem pogardliwego chłodu, wizjonerstwa i kolejnych rażących potknięć.
13. Narasta w Tobie poczucie, że jesteś całkowicie lekceważona na każdym polu, a Twoje uwagi na ten temat traktowane są przez partnera pogardliwie i protekcjonalnie.
14. Swoje porażki partner usprawiedliwia ingerencją osób trzecich albo fatalnymi zbiegami okoliczności. Swoje naganne, obraźliwe, agresywne, lekceważące zachowania wobec Ciebie usprawiedliwia tym, co robisz Ty (?Zobacz, do czego mnie doprowadzasz.?)
15 .Zawsze znajduje ?logiczne? wytłumaczenie dla swojego braku zaangażowania w waszą relację i żerowania na Twoim zaangażowaniu, wymuszonym jego agresywną biernością (nadmiar pracy, choroba, zły nastrój, Twoje rzekomo niewłaściwe zachowanie).
16. Niektóre jego zachowania zaczynają Cię przerażać.
17. Odczuwasz, że nie masz kontroli nad swoim życiem, sferą finansową, emocjonalną, a Twój umysł nie odpoczywa, bo trwa w oczekiwaniu na kolejne ?atrakcje?.
18. Przeżywasz stres widząc, że partner stosuje podwójną moralność ? inne zasady głosi wobec otoczenia, inne stosuje w rzeczywistości oraz nakłania Cię do tego samego. Twój opór charakteryzuje jako brak elastyczności i wymierzoną przeciwko niemu zrzędliwość. Narasta rozdźwięk między tym, jak postrzegają go ludzie z zewnątrz, a tym, co widzisz Ty.
19. Czujesz się osamotniona i odizolowana od znajomych i rodziny na skutek jego ciągłego ich dyskredytowania i kpienia z Twoich relacji ze światem zewnętrznym.
20. Wyraźnie czujesz się wykorzystywana i zauważasz też interesowność cieplejszego stosunku partnera wobec Ciebie, gdy chce uzyskać od Ciebie pomoc i zaangażowanie w jakieś jego potrzeby.

Jeśli znasz ten pakiet ? witamy w klubie. Masz sporo do zrobienia.... Blog "moje dwie głowy" tak na cito.

Bags stałeś się ekspertem forum a narzekasz jak ja wrzucam porady.
Czyżbyś chciał zachować monopol an porady?...

11

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności

Samotność powinna trwać jak najkrócej w tym czasie jak napisał Fevers powinnaś poznać swoją wartość i i wzmocnić swoją siłę a potem szukać kogoś kto ciebie by pokochał czyli osobę na która zasługujesz.

12

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności
AdrianDąbrowski napisał/a:

Samotność powinna trwać jak najkrócej w tym czasie jak napisał Fevers powinnaś poznać swoją wartość i i wzmocnić swoją siłę a potem szukać kogoś kto ciebie by pokochał czyli osobę na która zasługujesz.

Nie do końca. Samotność powinna trwać tyle czasu, żeby w jej trakcie przerobić wszystkie swoje problemy i mechanizmy. Powinna zakończyć się dokładnie wtedy, by w sposób niewymuszony i w pełni świadomy poczuć potrzebę budowania z kimś relacji, mając świadomość jakie przeszkody nas czekają i wiedząc, jak je pokonać w konstruktywny i dojrzały sposób, jednocześnie za ich pomocą scalając relację partnerską. W żadnym wypadku nie jak najkrócej. Bo to jest tożsame z wymuszeniem zakończenia "kwarantanny", czyli tylko częściowym osiągnięciem dojrzałości i głębi świadomości emocjonalnej.

13 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-07-28 09:03:22)

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności
Fevers napisał/a:
AdrianDąbrowski napisał/a:

Samotność powinna trwać jak najkrócej w tym czasie jak napisał Fevers powinnaś poznać swoją wartość i i wzmocnić swoją siłę a potem szukać kogoś kto ciebie by pokochał czyli osobę na która zasługujesz.

Nie do końca. Samotność powinna trwać tyle czasu, żeby w jej trakcie przerobić wszystkie swoje problemy i mechanizmy. Powinna zakończyć się dokładnie wtedy, by w sposób niewymuszony i w pełni świadomy poczuć potrzebę budowania z kimś relacji, mając świadomość jakie przeszkody nas czekają i wiedząc, jak je pokonać w konstruktywny i dojrzały sposób, jednocześnie za ich pomocą scalając relację partnerską. W żadnym wypadku nie jak najkrócej. Bo to jest tożsame z wymuszeniem zakończenia "kwarantanny", czyli tylko częściowym osiągnięciem dojrzałości i głębi świadomości emocjonalnej.

W jej przypadku masz rację ale nie może trwać dłużej niż trzeba ponieważ później trudno będzie  jej znaleźć odpowiedniego partnera, najlepiej niech znajdzie kogoś czułego kto bardziej od kasy ceni przyjaźń, uległego to da jej większą pewność że związek przetrwa lata.
Oczywiście mu mieć w miarę dobrą co najważniejsze stabilną pracę ale to nie znaczy że musi być bogaty.
Tak doradziłem koleżance z pracy i ta rada jej bardzo pomogła, polecam portal spam ale żeby z niego w pełni skorzystać należy uiścić opłatę.

14 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-07-28 09:03:45)

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności
AdrianDąbrowski napisał/a:

W jej przypadku masz rację ale nie może trwać dłużej niż trzeba ponieważ później trudno będzie  jej znaleźć odpowiedniego partnera, najlepiej niech znajdzie kogoś czułego kto bardziej od kasy ceni przyjaźń, uległego to da jej większą pewność że związek przetrwa lata.
Oczywiście mu mieć w miarę dobrą co najważniejsze stabilną pracę ale to nie znaczy że musi być bogaty.
Tak doradziłem koleżance z pracy i ta rada jej bardzo pomogła, polecam portal spam ale żeby z niego w pełni skorzystać należy uiścić opłatę.

Nie zgadzam się z Twoim zdaniem. Trwać to musi DOKŁADNIE tyle, ile musi i nie wpasujesz ani nie zamkniesz tego w sztywnych ramach czasowych. Mogą to być nawet lata i jeśli zostaną wyciągnięte odpowiednie wnioski, to w żaden sposób nie będzie to czas zmarnowany i mogący świadczyć o przesunięciu w stronę staropanieństwa lub starokawalerstwa. Dlaczego? Dlatego, że osoba po kwarantannie powinna być na tak wysokim poziomie duchowego i emocjonalnego rozwoju, że to otoczenie ( czyli płeć przeciwna ) samo będzie zafascynowane tą dojrzałością i będzie ciągnąć niczym mucha do lepu. Rozpatrywanie całokształtu pod kątem "bo czas mi ucieka" to równia pochyła wprost w kleszcze patologicznego związku. Jedno jest pewne - kwarantanna to nie okres przeminięcia czasu sam w sobie, ale okres, w którym trzeba przejść prawdziwą orkę emocjonalną. Taką, że czasem wyje się w swoim bólu do księżyca. Ale odpowiednio wyciągnięta nauka będzie niesamowicie procentować do końca życia. W żadnym wypadku nie powinno się szukać partnera/partnerki na zasadzie "jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma". To bardzo wielki błąd. Z kwarantanny powinno się wyjść z pełnią świadomości swojej wartości jako człowieka o wysokim rozwoju emocjonalno-duchowym, dodatkowo z pewną mądrością życiową. Z takimi atrybutami nie ma bata, żeby nie znalazło się partnera/partnerki dokładnie takiego, o jakim się śni. Praca? To aspekt drugo- lub nawet trzeciorzędny. Gdy jest dojrzała relacja między partnerami, gdy jest obustronne pełne zrozumienie i wsparcie na najgłębszym poziomie, to nawet zaczynając z niczym można zbudować małe finansowe imperium. A zaryzykowałbym nawet tezę, że gdy relacja jest tą najbardziej wartościową, to finanse nie są w życiu priorytetowe i służą tylko celom egzystencjalnym, a nie jako cel sam w sobie, czyli szeroko pojmowana konsumpcja ( skóra, fura i komóra ).

15 Ostatnio edytowany przez bags (2013-07-27 09:25:29)

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności
Fevers napisał/a:
AdrianDąbrowski napisał/a:

W jej przypadku masz rację ale nie może trwać dłużej niż trzeba ponieważ później trudno będzie  jej znaleźć odpowiedniego partnera, najlepiej niech znajdzie kogoś czułego kto bardziej od kasy ceni przyjaźń, uległego to da jej większą pewność że związek przetrwa lata.
Oczywiście mu mieć w miarę dobrą co najważniejsze stabilną pracę ale to nie znaczy że musi być bogaty.
Tak doradziłem koleżance z pracy i ta rada jej bardzo pomogła, polecam portal dopasowani.pl ale żeby z niego w pełni skorzystać należy uiścić opłatę.

Nie zgadzam się z Twoim zdaniem. Trwać to musi DOKŁADNIE tyle, ile musi i nie wpasujesz ani nie zamkniesz tego w sztywnych ramach czasowych. Mogą to być nawet lata i jeśli zostaną wyciągnięte odpowiednie wnioski, to w żaden sposób nie będzie to czas zmarnowany i mogący świadczyć o przesunięciu w stronę staropanieństwa lub starokawalerstwa. Dlaczego? Dlatego, że osoba po kwarantannie powinna być na tak wysokim poziomie duchowego i emocjonalnego rozwoju, że to otoczenie ( czyli płeć przeciwna ) samo będzie zafascynowane tą dojrzałością i będzie ciągnąć niczym mucha do lepu. Rozpatrywanie całokształtu pod kątem "bo czas mi ucieka" to równia pochyła wprost w kleszcze patologicznego związku. Jedno jest pewne - kwarantanna to nie okres przeminięcia czasu sam w sobie, ale okres, w którym trzeba przejść prawdziwą orkę emocjonalną. Taką, że czasem wyje się w swoim bólu do księżyca. Ale odpowiednio wyciągnięta nauka będzie niesamowicie procentować do końca życia. W żadnym wypadku nie powinno się szukać partnera/partnerki na zasadzie "jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma". To bardzo wielki błąd. Z kwarantanny powinno się wyjść z pełnią świadomości swojej wartości jako człowieka o wysokim rozwoju emocjonalno-duchowym, dodatkowo z pewną mądrością życiową. Z takimi atrybutami nie ma bata, żeby nie znalazło się partnera/partnerki dokładnie takiego, o jakim się śni. Praca? To aspekt drugo- lub nawet trzeciorzędny. Gdy jest dojrzała relacja między partnerami, gdy jest obustronne pełne zrozumienie i wsparcie na najgłębszym poziomie, to nawet zaczynając z niczym można zbudować małe finansowe imperium. A zaryzykowałbym nawet tezę, że gdy relacja jest tą najbardziej wartościową, to finanse nie są w życiu priorytetowe i służą tylko celom egzystencjalnym, a nie jako cel sam w sobie, czyli szeroko pojmowana konsumpcja ( skóra, fura i komóra ).

No, wreszcie!. Po długim "przestoju" mam znów niebywałą okazję "potknąć" się o Ciebie Fevers na wątku. big_smile
Nie mniej jednak nijak nie mogę zaprotestować odnośnie tego, co napisałeś, bo to jest prawdziwe jak amen w pacierzu. smile

Adrianie Wyjście na prostą z takiego czy innego życiowego zakrętu trwa czasowo u kazdego różnie - jak z detoksem u narkomana czy alkoholika lub analogicznego odniesienia tego czasu do różnorodności Naszych cech osobowości.
Tak jak różne są Nasze cechy osobowości, tak różnego odstępu czasu potrzebujemy na powrót do stanu pierwotnego. Jedni z Nas są bardziej emocjonalni, inni mniej. Ci pierwsi bardziej przeżywają konflikt na płaszczyźnie uczuć, drudzy ? faktów i logiki argumentów. Bardziej emocjonalni często podsycają, ?żywią? emocje i budują na nich oceny, oskarżenia, pretensje i wymówki.  Jedni z nas reagują szybko i gwałtownie, ale już po chwili im ?przechodzi? i nie pamiętają urazy, natomiast u innych poczucie krzywdy, przykre uczucia i żale, zalegają długo. W poważnych sytuacjach, nawet latami. Tak też jest ukształtowana psychika ludzka po zerwaniu więzi związkowych.
Udowodnione nawet naukowo w psychologii doświadczenia mówią jasno, że osoby, które szybko i gwałtownie reagują, i szybko im ?przechodzi?, maja skłonności do recydywy. Dotyczy to np. problemu wierności w związkach, z którą te osoby mają czasem znaczne trudności. Natomiast ich łatwość przebaczania jest niewątpliwą zaletą. Z drugiej jednak strony osoby trzymające w sobie przezywane emocje długo, wyciągają trwałe wnioski z popełnionych błędów ciągnąc to latami. I wreszcie jeszcze jedna z ? jakby biegunowych cech osobowości ? separatywność i towarzyskość. Separatywny, a jeżeli jeszcze dodatku emocjonalny, ma trudność, niejako wrodzoną, z nawiązaniem kontaktu i trudniej mu pierwszemu wyciągnąć rękę do zgody. Towarzyskiemu, dla którego więź z drugą osoba jest często ważniejsza niż ?racje? zdecydowanie łatwiej powiedzieć "przepraszam".

Już z tego krótkiego przeglądu cech osobowości widać, że mamy odmienne predyspozycje, które w różny sposób wpływają na zdolność przebaczenia. Warto poznawać cechy swojej osobowości, rozpoznawać je. I tak samo jest z tematem dochodzenia do siebie po różnych traumach. I inaczej niż jak Ty to widzisz, tego nie da się od tak przeskoczyć. Praw fizyki i natury ludzkiej nie wpasujesz w identyczne dla obu tych dziedzin ramy.
Wszystko to wymaga zdolności do spojrzenia z dystansu na siebie samego, przepracowania w sobie własnych sposobów reagowania. Potrzebna jest Nam świadomość swoich cech u każdego z osobna. Nikt jednak nie może powiedzieć: taki jestem i taki będę, tak mam. Każdy z nas jakoś ?ma? ale jest powołany do tego, by nad tym co ?ma? pracować, mamy to w sobie dane i zadane i każdy z osobna musi to przerobić i do tego dojść. Tu nie ma w tych obu przypadkach jednoznacznej uniwersalnej zasady. Jeśli nadal uważasz inaczej, to niestety ale masz bardzo liche doświadczenia życiowe albo mocno ograniczony sposób ich postrzegania. Tu nikt nie jest winny ale każdy z Nas jest INNY.

16

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności
Anhedonia napisał/a:
pikawa44 napisał/a:

...nasuwa mi się pytanie: jak długo ludzie, którzy wywodza się  ze środowiska nastawionego na życie w grupie, preferujacy styl zbiorowy nie jednostkowy, a tym samym potrzebujacy drugiej osoby, przyjaźni, wsparcia, jak długo mogą zyć w samotności i dlaczego to tak boli. Dlaczego, jeden drugiemu zadaje tak potworny ból ?

Dlaczego zadaje ból wie wyłącznie TEN ZADAJĄCY i odpowiedź w zasadzie nie ma znaczenia... Podjął taką decyzję i krzywdzi a to jest NIE FAIR.
Co do reszty wpisu - jeśli nawet wywodzisz się z takiego środowiska stadnego - nad czym się zastanawiać, jeżeli mąż TEGO co opisujesz Ci nie gwarantuje? Coś od około 4 lat nie ma: "drugiej osoby, przyjaźni, wsparcia"?
Nie ma co żyć przeszłością - wszak ona NIEZMIENNĄ jest, tudzież szukać winy w swych zaprzeszłych decyzjach - ICH też nie cofniesz i nie zmienisz.
Teraz trzeba pomyśleć o przyszłości smile nie ma innego wyjścia. Życzę powodzenia i sił smile

Paść w ramiona komuś kto się na Ciebie wypiął?
Może od razu połóż się na podłodze i powiedz: "OTO ja - twoja wycieraczka"?
Nie wiem jakie winy trzeba mieć na sumieniu by w tym kierunku dryfować? Jakieś najcięższego kalibru chyba?

Dziękuję za otwarcie szeroko oczu. Tak, nie ma co żyć przeszłością-trzeba realnie stąpać po ziemi. Paść w ramiona nie padnę - samotność może być bardzo budująca.
Dziękuję.Tego mi trzeba było - mądrych dobrych ludzi, którzy potrafią dzielić się z drugimi swoimi doświadczeniami. Dzięki

17

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności
aloiram napisał/a:

odpowiadając na Twoje pytanie - lepiej w samotności.
Trwałam w chorym związku, teraz jestem sama. mam więc porównanie. Widzę same plusy.
1. Przestałam się bać powrotów do domu
2. moge się zrelaksować w spokoju
3. Moge się spotykac z przyjaciółmi
4. Nikt mnie nie wyzywa
5. Nikt nie sprawia, że mam wyrzuty sumienia (bezpodstawne) na każdym kroku.. itd.


Rozważ, że bycie samą nie oznacza samotności.
Powodzenia

W zasadzie zaczynam przyzwyczajać sie do zasypiania i budzenia się w pustym łóżku w ogromnym domu. Czasami jest to bardzo smutne, że nie rozpoznałam wcześniej symptomów dzisiejszego stanu sytuacji, a czasami budzące sprzeciw, że najdroższa osoba potrafi zniszczyć wszystko na co się wiele lat pracowało i rozgrzewało palenisko aby rozniecić ogień. Może po jakimś czasie nudzimy się facetom i wówczas poszukują innej zabawki i ją zdobywają. Tak moja samotność zaczyna już powoli układać się. Tak jak piszesz - nie boję się powrotów do domu, nie boję się złości, krzyków i nikt nie sprawia, że mam wyrzuty sumienia, że znowu czegoś nie wiedziałam jak zrobić lub czegoś nie zrobiłam.
Obym miała tylko więcej siły...

18

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności
bags napisał/a:
Fevers napisał/a:
AdrianDąbrowski napisał/a:

W jej przypadku masz rację ale nie może trwać dłużej niż trzeba ponieważ później trudno będzie  jej znaleźć odpowiedniego partnera, najlepiej niech znajdzie kogoś czułego kto bardziej od kasy ceni przyjaźń, uległego to da jej większą pewność że związek przetrwa lata.
Oczywiście mu mieć w miarę dobrą co najważniejsze stabilną pracę ale to nie znaczy że musi być bogaty.
Tak doradziłem koleżance z pracy i ta rada jej bardzo pomogła, polecam portal dopasowani.pl ale żeby z niego w pełni skorzystać należy uiścić opłatę.

Nie zgadzam się z Twoim zdaniem. Trwać to musi DOKŁADNIE tyle, ile musi i nie wpasujesz ani nie zamkniesz tego w sztywnych ramach czasowych. Mogą to być nawet lata i jeśli zostaną wyciągnięte odpowiednie wnioski, to w żaden sposób nie będzie to czas zmarnowany i mogący świadczyć o przesunięciu w stronę staropanieństwa lub starokawalerstwa. Dlaczego? Dlatego, że osoba po kwarantannie powinna być na tak wysokim poziomie duchowego i emocjonalnego rozwoju, że to otoczenie ( czyli płeć przeciwna ) samo będzie zafascynowane tą dojrzałością i będzie ciągnąć niczym mucha do lepu. Rozpatrywanie całokształtu pod kątem "bo czas mi ucieka" to równia pochyła wprost w kleszcze patologicznego związku. Jedno jest pewne - kwarantanna to nie okres przeminięcia czasu sam w sobie, ale okres, w którym trzeba przejść prawdziwą orkę emocjonalną. Taką, że czasem wyje się w swoim bólu do księżyca. Ale odpowiednio wyciągnięta nauka będzie niesamowicie procentować do końca życia. W żadnym wypadku nie powinno się szukać partnera/partnerki na zasadzie "jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma". To bardzo wielki błąd. Z kwarantanny powinno się wyjść z pełnią świadomości swojej wartości jako człowieka o wysokim rozwoju emocjonalno-duchowym, dodatkowo z pewną mądrością życiową. Z takimi atrybutami nie ma bata, żeby nie znalazło się partnera/partnerki dokładnie takiego, o jakim się śni. Praca? To aspekt drugo- lub nawet trzeciorzędny. Gdy jest dojrzała relacja między partnerami, gdy jest obustronne pełne zrozumienie i wsparcie na najgłębszym poziomie, to nawet zaczynając z niczym można zbudować małe finansowe imperium. A zaryzykowałbym nawet tezę, że gdy relacja jest tą najbardziej wartościową, to finanse nie są w życiu priorytetowe i służą tylko celom egzystencjalnym, a nie jako cel sam w sobie, czyli szeroko pojmowana konsumpcja ( skóra, fura i komóra ).

No, wreszcie!. Po długim "przestoju" mam znów niebywałą okazję "potknąć" się o Ciebie Fevers na wątku. big_smile
Nie mniej jednak nijak nie mogę zaprotestować odnośnie tego, co napisałeś, bo to jest prawdziwe jak amen w pacierzu. smile

Adrianie Wyjście na prostą z takiego czy innego życiowego zakrętu trwa czasowo u kazdego różnie - jak z detoksem u narkomana czy alkoholika lub analogicznego odniesienia tego czasu do różnorodności Naszych cech osobowości.
Okropnie jest ciężko wyjść na prostą, okropnie. Za każdym razem gdy zamykam oczy widzę jak w przeglądzie filmów krótkometrażowych swoje dość długie małżeństwo z kilkoma tylko chwilami szczęścia.  Bo analizując teraz z perspektywy czasu - to ja nie dawałam iskierki dla rozwoju szczęścia rodzinnego (stwierdzenie męża). Zawsze byłam winna, wszystkiego czego dotknęłam albo nawet spojrzałam na to. Tak każdy z nas jest INNY, ale czy zrozumiałe dla wszystkich...?, czyba nie!Tu nikt nie jest winny ale każdy z Nas jest INNY.

19

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności
AdrianDąbrowski napisał/a:

[Bags stałeś się ekspertem forum a narzekasz jak ja wrzucam porady.
Czyżbyś chciał zachować monopol an porady?...

Toś się szanowny kolego zagalopował zdeka za daleko...
Ze mnie taki ekspert, jak z Ciebie prawie fachura; a owe "prawie" robi wielką różnicę za każdym razem.

Nie mniej jednak moje ekspertyzy wystawiane za free tu na forum służą temu, że te wypowiedzi pełne są niuansów, ironii, niedomówień i możliwości własnej, subiektywnej ich interpretacji; ja niczego nikomu odgórnie nie narzucam.
Niejako są one światełkiem w tunelu rozpaczy moich przypadkowych "zleceniodawców" i szanownego, licznie poczytnego grona odbiorców, z którymi chętnie przysiądę się do stolika, by podyskutować dalej i wymienić pełne garści poglądów, o ile sobie tego (za)życzą wink
Mnie taki(e) zaszczyt(y) wielokrotnie już tu spotkały na tym forum, nawet face2face w realu, a Ciebie? hmm

20

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności

To ja pisałam, odpowiadając i cytując osoby, które mnie wspierają. Widocznie źle odznaczyłam wiec czynię to teraz, przekazując swoją myśl:
Okropnie jest ciężko wyjść na prostą, okropnie. Za każdym razem gdy zamykam oczy widzę jak w przeglądzie filmów krótkometrażowych swoje dość długie małżeństwo z kilkoma tylko chwilami szczęścia.  Bo analizując teraz z perspektywy czasu - to ja nie dawałam iskierki dla rozwoju szczęścia rodzinnego (stwierdzenie męża). Zawsze byłam winna, wszystkiego czego dotknęłam albo nawet spojrzałam na to. Tak każdy z nas jest INNY, ale czy zrozumiałe dla wszystkich...?, czyba nie! Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy są mi ostoją i pomocą!!!

21

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności
bags napisał/a:
AdrianDąbrowski napisał/a:

[Bags stałeś się ekspertem forum a narzekasz jak ja wrzucam porady.
Czyżbyś chciał zachować monopol an porady?...

Toś się szanowny kolego zagalopował zdeka za daleko...
Ze mnie taki ekspert, jak z Ciebie prawie fachura; a owe "prawie" robi wielką różnicę za każdym razem.

Nie mniej jednak moje ekspertyzy wystawiane za free tu na forum służą temu, że te wypowiedzi pełne są niuansów, ironii, niedomówień i możliwości własnej, subiektywnej ich interpretacji; ja niczego nikomu odgórnie nie narzucam.
Niejako są one światełkiem w tunelu rozpaczy moich przypadkowych "zleceniodawców" i szanownego, licznie poczytnego grona odbiorców, z którymi chętnie przysiądę się do stolika, by podyskutować dalej i wymienić pełne garści poglądów, o ile sobie tego (za)życzą wink
Mnie taki(e) zaszczyt(y) wielokrotnie już tu spotkały na tym forum, nawet face2face w realu, a Ciebie? hmm

Bardzo dziękuję za pomoc wszystkim dla których nie przekreślają drugiej nieznanej osoby, bo przecież nikt z nas nie spotkał się w realu. Dziękuję i proszę o jeszcze jeszcze...Dajecie mi wielka radość.

22

Odp: Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności

Tak z podrzutu przelotnego po tematycznie zbliżonych wątkach

ontheroad napisał/a:

Kochane kobietki,
z dumą muszę pochwalić się, że udało mi się odejść od bardzo toksycznego człowieka. Chciałabym przekazać Wam kilka rad i zachęcić do walki o same siebie.

Mój związek był bardzo trudny, gdyż oboje mamy silne charaktery, a w dodatku jesteśmy naznaczeni przez przeszłość i tragiczne dzieciństwo bez miłości oraz wsparcia, w domach pełnych awantur i toksyn.

Zaczęło się to bardzo niepozornie, gdyż żadna ze stron nie była właściwie nastawiona na związek, lecz na kontakt fizyczny.
Do niczego na początku nie doszło, za to od razu złapaliśmy wspaniały kontakt, śmialiśmy się z siebie, że jesteśmy dla siebie jak odbicia lustrzane.

Rzeczywistość pokazała co innego. Okazało się, po krótkim czasie, że mój partner to wampir emocjonalny, podkopujący pode mną metrowe doły. Jak to bywa w takich toksycznych związkach, na początku było cudownie, dogadywaliśmy się, w przypadku nieporozumień stawialiśmy na rozmowę. Do tej pory nie wiem, co takiego się stało, co w tego człowieka wstąpiło, albo jak to ja bardzo byłam ślepa.

Kilka 'aktywności' wampira emocjonalnego:
- deprecjonowanie waszych pasji, zainteresowań, dokonań, na początku w żartach, które z czasem stają się natarczywe
- próba zrzucenia win wynikających z jego strony na was - odwrócenie 'kota ogonem'
- dotkliwe, notoryczne uwagi na temat waszego wyglądu, stylu ubierania się, tzw. 'małe szpilki'
- nieumiejętność rozmowy, trzaskanie drzwami, a tym bardziej brak poczucia winy z jego strony
- ignorowanie, próby sił przy znajomych
- wieczne fochy i obrażanie się, nawet przy spokojnej rozmowie, którą on prowadzi do karczemnej awantury
- kompletny brak szacunku pod przykrywką 'nie umiem wyrażać uczuć'
- próby odciągnięcia od nabliższych
- granie na waszych emocjach, czasie i pieniądzach
- pozowanie na kochającego, dobrego partnera, który rzuca wszystko dla was, dopóki grozicie mu odejściem
- wszelkie pozostałe próby przemocy psychicznej, prowadzące do znacznego obniżenia pewności siebie, rezygnowania ze swoich zainteresowań, przyjaciół, prowadzące do przejęcia całkowitej kontroli nad waszymi emocjami

Jak wy czujecie się w związku z wampirem emocjonalnym?
- wykończone, śpiące, niekochane, nieakceptowane
- zaczynacie zwracać uwagę na bzdury i drobnostki w swoim wyglądzie, co często prowadzi do niskiej samooceny
- odcinacie się od ludzi wokół, gdyż zazwyczaj jemu osoby z waszego towarzystwa 'nie pasują'
- rezygnujecie z siebie kompletnie

Co zrobić:
Mówiąc brzydko sp...rzać od takiego człowieka, bo to tylko szkoda czasu, im szybciej tym mniejsze szkody wam wyrządzi. Nie bawcie się w Matkę Teresę, gdyż ona była tylko jedna, tacy ludzie NIGDY, PRZENIGDY się nie zmieniają, żerują na waszych negatywnych emocjach.
Zapewne łatwo jest mówić, ale wierzcie - sama przeżyłam taką sytuację i jedyne, co można zrobić to całkowicie urwać kontakt. Nie jest to łatwe, w szczególności gdy w grę wchodzą dzieci, czy małżeństwo... Ale jedno jest życie i błagam was, nie marnujcie go na kogoś, kto was kompletnie zniszczy! Będzie to trudne, gdyż takie osoby często po rozstaniu próbują nawiązać kontakt i kuszą obietnicami zmian, nie nabierajcie się na to! Nie dajcie się zgnoić tak jak ja, że z sympatycznej, pełnej energii kobiety stałam się wrakiem...

Nie bójcie się. Jest 6 mld ludzi na świecie, na pewno gdzieś jest tam wasza druga połówka smile
Zasługujecie na miłość i szacunek.
Na swoje zdanie, na realizowanie się i na dużo, dużo szczęścia.

Trzymam kciuki za te Netkobitki, by znalazły w sobie siłę, by rzucić takiego drania i nie odwracać się więcej i jednocześnie ostrzegam was wszystkie przed wampirami emocjonalnymi dążącymi do waszego zniszczenia.

Mam nadzieję, że nie powieliłam wątku, komuś ten post doda otuchy i siły by skończyć toksyczną relację.

Trzymajcie się ciepło,
Ontheroad

Posty [ 23 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Co jest lepsze? - trwać w chorym związku czy w samotności

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026