Mam ponad 20 lat i zakochałam się w żonatym mężczyźnie. Romans trwa 1,5 roku.
Jestem na dnie rozpaczy i depresji. Czuje jak zycie i młodość ucieka mi między palcami.
Chce mi się ryczeć jak patrze na moje beztroskie koleżanki z ich chłopakami... Podczas gdy ja musze być ukrywana jak coś najgorszego.
Codzienne huśtawki nastrojów i niskie poczucie własnej wartości.
On wyprowadził się od żony a teraz kolej na pozew.
Kiedyś może by mnie to cieszyło, ale jestem tak wyniszczona psychicznie, ze nie wiem czy tego chcę.
Brzydzę się sama sobą i nie jestem w stanie opisać jak wielkie wyrzuty sumienia mam.
Może tak ma być i taka jest kara za to co zrobiłam.
Nie życzę tego nikomu.
Podobne tematy
Szukasz tutaj rozgrzeszenia czy pocieszenia?
Powiem krótko - każdy z nas ma wolną wolę i możliwość wyboru. Za naiwność i głupotę trzeba płacić. Dzięki takim kobietom jak Ty wysoką cenę rozwalonego życia płacą żony i dzieci. Nigdy nie zrozumiem kobiety, która z pełną premedytacją angażuje się świadomie w związek z żonatym mężczyzną. Czy Ty sama chciałabyś aby kiedyś Tobie inna rozwaliła rodzinę??? I jeszcze miała pretensje do świata, że jest ukrywana?? I nieszczęśliwa?? Wyrzuty sumienia, o których piszesz są chyba tylko potrzebne Tobie, żeby usprawiedliwić się i przez chwilę lepiej poczuć.
Tak - ja jestem zdradzoną żoną - takie jak Ty skazywałabym najchętniej na jakieś kamieniołomy chyba.
Jestem na dnie rozpaczy i depresji. Czuje jak zycie i młodość ucieka mi między palcami.
Chce mi się ryczeć jak patrze na moje beztroskie koleżanki z ich chłopakami...
Codzienne huśtawki nastrojów i niskie poczucie własnej wartości.
jestem tak wyniszczona psychicznie, ze nie wiem czy tego chcę.
Brzydzę się sama sobą i nie jestem w stanie opisać jak wielkie wyrzuty sumienia mam.
No to sama widzisz jaka to "piekna" milosc. Zwiazek dwojga ludzi powinien im przynosic radosc i szczescie a Ty co z niego masz?
Zal mi, ze tak sie czujesz ale chyba sama skazalas sie na to cierpienie. Wiec sama tez mozesz je przerwac i wiesz doskonale jak.
Masz dopiero 20+ lat, to bardzo malo i o wiele za wczesnie by juz tak cierpiec. Poczekaj na inna, prawdziwa i szcera milosc, nie spiesz sie do niej. Na dobre uczucie warto poczekac nawet i kilka lat.
Powiem krótko - każdy z nas ma wolną wolę i możliwość wyboru. Za naiwność i głupotę trzeba płacić. Dzięki takim kobietom jak Ty wysoką cenę rozwalonego życia płacą żony i dzieci.
No własnie - wolna wola i wybór - ale do zdrady trzeba dwojga, trafiła na takiego mężczyznę, który mając żonę, rodzinę i zobowiązania wobec niej - zdecydował sie na romans - więc nie tylko "Ona" jest za tą sytuacje odpowiedzialna.
missnobody jesteś młoda - masz możliwość ułożyć sobie życie jak chcesz i z kim chcesz. W uczuciach nie zawsze kierujemy się logika i zdrowym rozsądkiem a porywami serca. Od Ciebie będzie zależało - czy będziesz chciała budować związek z "tym" mężczyzną, jednak jak juz sama zauważyłaś, nie będzie to typowy związek jak u Twoich rówieśniczek. Wybierz to co dla Ciebie będzie najlepsze
Ja nie jestem z innego świata - po ziemi chodzę normalnie - spotkałam w swoim życiu kilku facetów, wspaniałych (z mojego punktu widzenia) mężczyzn, którzy żonaci - chcieli się ze mną spotykać - jeden z nich wprost oferował mi łóżko bez zobowiązań - Powiedziałam NIE. Też miałam wtedy dwadzieścia lat. Trochę empatii i myślenia trzeba i koniec.
Z pewnością nie usłyszysz tu pocieszenia ,czy wsparcia .Myślę że pogrążą cię jeszcze bardziej ...Popatrz na pozytywne aspekty ,jesli nie byłaby to miłość tkwiłabyś w relacji Ty ,On Ona .Zdecydował się na rozwód i wierz mi nawet w całym negatywnym ,trudnym dla ciebie okresie to jest coś bardzo ważnego.Każdemu kto nie jest w takiej sytuacji łatwo oceniać .Skoro wyprowadził się już to myślę że powoli wszystko zacznie się układać w końcu .Porozmawiajcie szczerze ,uważam że post który napisałaś podyktowany był gorszym nastrojem.Jesli nie kochałabyś ten związek nie trwał by tyle czasu .Uwierz w siebie,takie sytuacje się zdarzają
Ja nie jestem z innego świata - po ziemi chodzę normalnie - spotkałam w swoim życiu kilku facetów, wspaniałych (z mojego punktu widzenia) mężczyzn, którzy żonaci - chcieli się ze mną spotykać - jeden z nich wprost oferował mi łóżko bez zobowiązań - Powiedziałam NIE. Też miałam wtedy dwadzieścia lat. Trochę empatii i myślenia trzeba i koniec.
Ty to Ty a ona to ona. I nie mozemy wszystkich mierzyc jedna miara. Zrobila zle, bo mloda i glupia ale widzi, ze to zle i sadze, ze nie potrzebuje aby jej to regularnie powtarzac.
Ja nie jestem z innego świata - po ziemi chodzę normalnie - spotkałam w swoim życiu kilku facetów, wspaniałych (z mojego punktu widzenia) mężczyzn, którzy żonaci - chcieli się ze mną spotykać - jeden z nich wprost oferował mi łóżko bez zobowiązań - Powiedziałam NIE. Też miałam wtedy dwadzieścia lat. Trochę empatii i myślenia trzeba i koniec.
No i uważasz, że postawa tych mężczyzn była wspaniała? bo z mojego punktu widzenia to żal mi tych kobiet, które wzięły sobie takich mężczyzn za mężów, bo to że Ty potrafiłaś odmówić - to bardzo się chwali, ale tez przy takim podejściu wprost - nie ta to inna się znajdzie która nie odmówi.
poranna, czasem po prostu ci mezusiowie rozkochuja w sobie dziewczyny, mowiac, ze nie spotkali nigdy takiej jak ona itd itp sama tak mialam, takie bajki potrafia opowiadac jak cyganka. Nie zawsze kochanka sie wtraca w malzenstwo i probuje je rozbic, to facei sami szukaja kochanek, a dlaczego? Czasem tak po prostu bez powodu
poranna napisał/a:Ja nie jestem z innego świata - po ziemi chodzę normalnie - spotkałam w swoim życiu kilku facetów, wspaniałych (z mojego punktu widzenia) mężczyzn, którzy żonaci - chcieli się ze mną spotykać - jeden z nich wprost oferował mi łóżko bez zobowiązań - Powiedziałam NIE. Też miałam wtedy dwadzieścia lat. Trochę empatii i myślenia trzeba i koniec.
No i uważasz, że postawa tych mężczyzn była wspaniała? bo z mojego punktu widzenia to żal mi tych kobiet, które wzięły sobie takich mężczyzn za mężów, bo to że Ty potrafiłaś odmówić - to bardzo się chwali, ale tez przy takim podejściu wprost - nie ta to inna się znajdzie która nie odmówi.
No i tu drogi Mroku pies jest pogrzebany...
wiem, że jak będzie chciał, to jakaś się znajdzie. Zgadzam się z Tobą, że ich postawa jest hm... ogólnie mówiąc zła. Powinni zająć się swoimi problemami w małżeństwach itd. Tak, jak najbardziej. Ja po prostu podjęłam temat od strony kobiety, która weszła w taką relację.
Gdyby mój mąż pomyślał, potrafił powiedzieć sobie: "stop, dalej w to nie wchodzę" u mnie też może byłoby inaczej, ale jeśli Ona (mam na myśli osobę, która rozwaliła moje małżeństwo) też potrafiłaby powiedzieć nie, może sprawy potoczyłyby się w innym kierunku. To przecież nie było tak, że on chodził i szukał czegoś w każdej napotkanej kobiecie, spotkał ją i coś mu tam piknęło - ona na to pozwoliła. Gdyby odmówiła, MOŻE opamiętałby się. Może.
Nie zupełnie tak bez powodu... zwykłe znudzenie żoną i życiem z jedna i tą samą na co dzień to już powód nie lada dla takich.
A kochanka ?? Jak ma mózg tam gdzie być powinien ...wpierw, niech się zorientuje co do stanu cywilnego swojego wybranka ,wówczas nie będzie "wtrącania"
Nie ma w tym żadnej filozofii a tylko logika.
Gdyby mój mąż pomyślał, potrafił powiedzieć sobie: "stop, dalej w to nie wchodzę" u mnie też może byłoby inaczej, ale jeśli Ona (mam na myśli osobę, która rozwaliła moje małżeństwo) też potrafiłaby powiedzieć nie, może sprawy potoczyłyby się w innym kierunku. To przecież nie było tak, że on chodził i szukał czegoś w każdej napotkanej kobiecie, spotkał ją i coś mu tam piknęło - ona na to pozwoliła. Gdyby odmówiła, MOŻE opamiętałby się. Może.
To nie ONA - wredna kochanka Tobie wiernosc slubowala. Wiec nie ona jest tu glowna winowajczynia tylko niewierny maz.
Kochanka,to osoba, nawet jesli niskiej moralnosci i z wielkim egoizmem, wolna. I moze sobie sypiac z kim chce, bo sluby zadne jej w tym wzgledzie nie ograniczaja. Zwlaszcza, ze czesto gesto mezusiowie nie leca na pierwsza ani dziesiata randke z kochanka z deklaracja o zonie i dzieciach, o tym te panie dowiaduja sie duzo po czasie..kiedy juz wsiakna.
Nie usprawiedliwiam "mężusiów" absolutnie. Jeżeli jednak ONA, wolna, włazi w relację z żonatym wiedząc o tym - też jest winna. Koniec. Kropka.
poranna napisał/a:Gdyby mój mąż pomyślał, potrafił powiedzieć sobie: "stop, dalej w to nie wchodzę" u mnie też może byłoby inaczej, ale jeśli Ona (mam na myśli osobę, która rozwaliła moje małżeństwo) też potrafiłaby powiedzieć nie, może sprawy potoczyłyby się w innym kierunku. To przecież nie było tak, że on chodził i szukał czegoś w każdej napotkanej kobiecie, spotkał ją i coś mu tam piknęło - ona na to pozwoliła. Gdyby odmówiła, MOŻE opamiętałby się. Może.
To nie ONA - wredna kochanka Tobie wiernosc slubowala. Wiec nie ona jest tu glowna winowajczynia tylko niewierny maz.
Kochanka,to osoba, nawet jesli niskiej moralnosci i z wielkim egoizmem, wolna. I moze sobie sypiac z kim chce, bo sluby zadne jej w tym wzgledzie nie ograniczaja. Zwlaszcza, ze czesto gesto mezusiowie nie leca na pierwsza ani dziesiata randke z kochanka z deklaracja o zonie i dzieciach, o tym te panie dowiaduja sie duzo po czasie..kiedy juz wsiakna.
Mussuka bardzo różnie to w życiu bywa, co człowiek to inna historia, poranna miała takie a nie inne doświadczenia i przez pryzmat tego co przeżyła ma taką a nie inna postawę i ma do tego całkowicie prawo. Mimo wszystko starajmy się zachować obiektywizm i nie wyciągać pochopnych wniosków. Autorka wątku w sumie bardzo pobieżnie swoją sytuacje opisała - ma ponad 20 lat, ale ponad to ile? (ja lubie konkrety) 20.5 czy 29.5? Nic nie wiemy o jej partnerze, czy ma dzieci. Napisała, ze romans trwa od 1.5 roku wiec jeśli przyjmiemy dolna granice wieku to miała 18 - 19 lat gdy to się zaczęło. Po prostu mało danych a duże sądy, a tez sam sie zaczynam zastanawiac na co liczy autorka ?
15 2012-04-19 13:20:48 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2012-04-19 13:26:26)
Jeżeli jednak ONA, wolna, włazi w relację z żonatym wiedząc o tym - też jest winna.
Wiedzac o tym..tylko zgadnijmy ilu zdradzajacych mezow przyznaje sie do tego. Przynajmniej na samym poczatku, niewielu.
Mrok - ja nikogo nie osadzam ani nie oceniam tylko pisze i to czysto teoretycznie, nie nawiazujac do konkretnych przypadkow, ze nie jest to glownie wina kochanki za rozpad malzenstwa a tej osoby, ktora zdradzila, czyli meza. To maz zdradza, kochanka sobie jedynie uzywa tego meza.
I co ciekawe, zawisc babska nie zna granic..zdradzona zona predzej wybaczy swojemu zblakanemu niewiernemu mezowi niz tej obcej jej kobiecie. Jemu da druga, trzecia i dziesiata szanse na klamstwo i zdrade a ja (w koncu obiektywnie patrzac kochanka nic nie przyrzekala nikomu) do kamieniolomow wysle. Ot i sprawiedliwosc i logika.
16 2012-04-19 13:45:40 Ostatnio edytowany przez busiu (2012-04-19 13:46:20)
Powiem tak- wolę mieć mężczyznę, który nawet widząc okazję do zdrady odmawia, niż takiego pajaca, któremu do zdrady brakuje TYLKO okazji.
Dziwi mnie tylko, że dziewczyny cenią się tak nisko i wybierają sobie na partnera oszusta, kłamcę, zdrajcę- no po prostu zwykłego dupka. A jeszcze bardziej się dziwię żonom, że o takiego typa "walczą" i chcą spowrotem. Szaleństwo.
no niby tak ale jest troche prawdy w powiedzeniu jak suka nie da to pies nie weżmie. winne są obie strony. i nie ma co mydlić sobie oczu młodym wiekiem. jak miałam taką propozycję i umiałam powiedziec nie, a nie miałam wtedy nawet 20 lat. według mnie jak się ma kręgosłup maralny to się wie co jest dobre a co złe. i nie mówię tu już o zdradzonych żonach i opuszczonych dzieciach. tylko o szacunku dla samej siebie
poranna napisał/a:Jeżeli jednak ONA, wolna, włazi w relację z żonatym wiedząc o tym - też jest winna.
Wiedzac o tym..tylko zgadnijmy ilu zdradzajacych mezow przyznaje sie do tego. Przynajmniej na samym poczatku, niewielu.
Mrok - ja nikogo nie osadzam ani nie oceniam tylko pisze i to czysto teoretycznie, nie nawiazujac do konkretnych przypadkow, ze nie jest to glownie wina kochanki za rozpad malzenstwa a tej osoby, ktora zdradzila, czyli meza. To maz zdradza, kochanka sobie jedynie uzywa tego meza.
I co ciekawe, zawisc babska nie zna granic..zdradzona zona predzej wybaczy swojemu zblakanemu niewiernemu mezowi niz tej obcej jej kobiecie. Jemu da druga, trzecia i dziesiata szanse na klamstwo i zdrade a ja (w koncu obiektywnie patrzac kochanka nic nie przyrzekala nikomu) do kamieniolomow wysle. Ot i sprawiedliwosc i logika.
Zawiść babska?? łatwo oceniać "czysto teoretycznie". Winny tylko mąż?? jest takie brzydkie powiedzenie "jak suka nie da, pies nie weźmie". Po drugie, nie rozumiem, przy założeniu, że nie usprawiedliwiam mężów, dlaczego miałabym kochankę usprawiedliwiać.
Zrobiła, weszła w taki związek, niech nie płacze i narzeka tylko z godnością znosi rolę kochanki, tej drugiej, ukrywanej, tej na później i w wolnej chwili.
A tak na marginesie męża też do kamieniołomów wysłałam
.
no niby tak ale jest troche prawdy w powiedzeniu jak suka nie da to pies nie weżmie. winne są obie strony. i nie ma co mydlić sobie oczu młodym wiekiem. jak miałam taką propozycję i umiałam powiedziec nie, a nie miałam wtedy nawet 20 lat. według mnie jak się ma kręgosłup maralny to się wie co jest dobre a co złe. i nie mówię tu już o zdradzonych żonach i opuszczonych dzieciach. tylko o szacunku dla samej siebie
a co w przypadku, gdy kochanka nie wie, że kochanka jest a facet dziala na 2 fronty w domu i poza nim? Raczej wtedy nie powiemy, że taka osoba jest pozbawiona kręgosłupa moralnego.
no niby tak ale jest troche prawdy w powiedzeniu jak suka nie da to pies nie weżmie.
Nie ma w tym powiedzeniu ŻADNEJ prawdy. Mężczyźni nie są jakimiś bezwolnymi, tępymi pokrakami, które nie wiedzą, w którą dziurę wkładają. Jeśli tak uważacie, to gratuluję opinii o płci męskiej. To mąż składa swojej żonie przysięgę wierności, nie kochanka. I to on, W PEŁNI ŚWIADOMIE, postanawia swoją żonę zdradzić, oszukiwać i grać na dwa fronty. Nie widzę tu żadnej winy kochanki.
(...)Nie widzę tu żadnej winy kochanki.
Kochanka d o b r o w o l n i e wchodzi w związek z żonatym mężczyzną.
Winny tylko mąż??
Winny nie "tylko" a "przede wszystkim". Powtarzam - to ON przysiegal i to ON zdradzil. I prawdopodobnie to tez ON pierwszy siegnal po te kochanke a nie odwrotnie. Oszukujac ja przy tym, ze albo zony niema albo sie rozwodzi albo inne trele morele.
jest takie brzydkie powiedzenie "jak suka nie da, pies nie weźmie".
Jest tez takie, ktore mowi, ze jak jest popyt to jest i podaz. Innymi slowy, jakby suka nie miala komu dawac to by nie dawala.
Po drugie, nie rozumiem, przy założeniu, że nie usprawiedliwiam mężów, dlaczego miałabym kochankę usprawiedliwiać.
A kto tu mowi o usprawiedliwianiu kochanek? Chodzi o to, by calej winy za rozpad swego malzenstwa nie przypisywac jakiejs obcej kobiecie tylko raczej temu co obiecywal a nie dotrzymal.
Zrobiła, weszła w taki związek, niech nie płacze i narzeka tylko z godnością znosi rolę kochanki, tej drugiej, ukrywanej, tej na później i w wolnej chwili.
Tylko zakladam, znow teoretycznie, ze malo ktora kobieta swiadomie wchodzi w zwiazek z mezczyzna zonatym. Chyba jednak wiekszosc z nich pakuje sie w klopoty z poczatku nieswiadomie, nie wiedzac z kim ma do czynienia. Potem nagle dowiaduje sie no i ma wyjscie - albo zerwac kontakt albo cierpiec role tej drugiej. Tak czy inaczej sytuacja nie do pozazdroszczenia.
Hm, odszedł jednak od żony, następnym krokiem rozwód. No cóż, najwyraźniej facet w końcu doprowadza sprawę do finału. Generalnie mało informacji - bo ja szczerze wątpię że przez te 1,5 roku dziewczyna nie wiedziała że gość jest żonaty - skądś było to ukrywanie i szopki. Dziwne jest dla mnie że facet nadal ją "ukrywa" skoro od żony się wyprowadził. Jakoś brak mi tu sensu i powodu. No bo gdyby kochał, to generalnie postępować powinien wprost przeciwpołożnie - miłość powiedzmy że "zwyciężyła", zadecydował o rozstaniu z żoną definitywnie na rzecz nowej kobiety - to "wychodzi z szafy", cieszy się, pokazuje światu swoje szczęście. A nie nadal ukrywa jak wstydliwą przypadłość.
Ja mając te 20kilka lat - stwierdziłabym że ZA WCZEŚNIE. Nie wiadomo jakie Autorka ma doświadczenia z mężczyznami, w związkach i czy w ogóle jakieś ma. Nie wiadomo ile lat ma ten facet, jakie za sobą ciągnie zobowiązania. Bo jeśli dzieci - to alimenty, które Autorkę też dotkną jeśli zadecyduje o wspólnym życiu. Biała kiecka w kościele - odpada. Nie wiemy co powie rodzina - jeśli na rodziny opinię uwagę zwraca.
Poza tym - moje zdanie - facet zdradzający żonę to jest oszust i kłamca. Koniec kropka. Zawsze istnieje niebezpieczeństwo że proceder się powtórzy. Bo raz już się udało. Prawdziwy mężczyzna - taki honorowy i szanujący (bo przecież z tą żoną kiedyś cośtam go łączyło też prawda?) najpierw kończy jeden związek a potem zaczyna drugi. Półtora roku to bardzo długo - jak dla mnie ZA długo na mącenie w głowie młodej lasce, która też i mącić sobie daje i w mąceniu czynnie uczestniczy.
Co do kochanek in general - jeśli wie że facet żonaty - a jej to nie przeszkadza we wchodzeniu z nim w bliższe relacje, to musi się liczyć z taką a nie inną rolą w łańcuchu pokarmowym. Musi też wziać pod uwagę że ten facet nie jest człowiekiem uczciwym. Po prostu.
. Dziwne jest dla mnie że facet nadal ją "ukrywa" skoro od żony się wyprowadził. Jakoś brak mi tu sensu i powodu. No bo gdyby kochał, to generalnie postępować powinien wprost przeciwpołożnie - miłość powiedzmy że "zwyciężyła", zadecydował o rozstaniu z żoną definitywnie na rzecz nowej kobiety - to "wychodzi z szafy", cieszy się, pokazuje światu swoje szczęście. A nie nadal ukrywa jak wstydliwą przypadłość.
może nie chce, żeby sprawa kochanki ujrzała światło dzienne przed rozwodem?
a mnie zastanawia, czy facet w ogóle liczy się chociaż z uczuciami swojej kochanki (bo z żony zapewne nie)?
ewaaa napisał/a:no niby tak ale jest troche prawdy w powiedzeniu jak suka nie da to pies nie weżmie. winne są obie strony. i nie ma co mydlić sobie oczu młodym wiekiem. jak miałam taką propozycję i umiałam powiedziec nie, a nie miałam wtedy nawet 20 lat. według mnie jak się ma kręgosłup maralny to się wie co jest dobre a co złe. i nie mówię tu już o zdradzonych żonach i opuszczonych dzieciach. tylko o szacunku dla samej siebie
a co w przypadku, gdy kochanka nie wie, że kochanka jest a facet dziala na 2 fronty w domu i poza nim? Raczej wtedy nie powiemy, że taka osoba jest pozbawiona kręgosłupa moralnego.
czy autorka była nieświadoma tego że "jej" facet jest żonaty?
Oboje ( kochanka i żonaty) są tak samo winni.. nie ma większej lub mniejszej czyjejś winy.. Mało tego..dla mnie są jednakowo nic niewarci..
ewaaa napisał/a:no niby tak ale jest troche prawdy w powiedzeniu jak suka nie da to pies nie weżmie.
Nie ma w tym powiedzeniu ŻADNEJ prawdy. Mężczyźni nie są jakimiś bezwolnymi, tępymi pokrakami, które nie wiedzą, w którą dziurę wkładają. Jeśli tak uważacie, to gratuluję opinii o płci męskiej. To mąż składa swojej żonie przysięgę wierności, nie kochanka. I to on, W PEŁNI ŚWIADOMIE, postanawia swoją żonę zdradzić, oszukiwać i grać na dwa fronty. Nie widzę tu żadnej winy kochanki.
a kochanka to zawsze ta nieświadoma niczego, wykorzystywana istota idąc tym tokiem rozumowania
Oboje ( kochanka i żonaty) są tak samo winni.. nie ma większej lub mniejszej czyjejś winy.. Mało tego..dla mnie są jednakowo nic niewarci..
Ja uważam, że jest to kwestia dyskusyjna. Należy rozważyć tutaj kilka przypadków:
- kochanka nie wie o istnieniu żony; mężczyzna, z którym się wiąże utrzymuje, że jest wolnym człowiekiem, bez zobowiązań. W takiej sytuacji uważam, że wina leży tylko i wyłącznie po stronie mężczyzny.
- kochanka wie o istnieniu żony, jednak mężczyzna zapewnia ją, że od długiego czasu pozostają z żoną w separacji bądź są w trakcie rozwodu (jest to oczywiście nieprawda). W tym wypadku wina leży po obu stronach, jednak uważam, że większa część winy ciąży na mężczyźnie.
- kochanka wie o istnieniu żony, wie, że pozostają w związku z małżeńskim (nie ma mowy o rozwodzie, separacji). Wtedy obie strony są winne.
- kochanka z premedytacją "odbija" mężczyznę żonie. Również obie strony są winne.
Tak samo sytuacja wygląda w wypadku, kiedy to żona jest tą zdradzającą.
Nie jest tak, że nieświadoma. Ale to nie ONA lazła do ołtarza, przysięgała itede. Ona tak jakby wobec żony nie ma żadnych "zobowiązań". Wszystko zależy od zasad jakie ma - bo jak ma zasady - w nosie mi lata czy facet zajęty czy nie, skoro zwrócił na mnie uwagę, to biorę - to generalnie ten typ tak ma i nie ma co rozkminiać. Tu facet jest parszywy.
Oczywiście są pewne zasady wobec drugiego człowieka - takie zwykłe człowieczeństwo, ale każdy je inaczej rozumie i inaczej nagina jak zauważyłam.
Na przykład - był czas kiedy za moim mężem piszczała jedna czy druga. Nie powiem. Nie darzę ich ani sympatią ani szacunkiem - jak dla mnie dno. ALE. To od mojego męża wymagam, a nie od obcej przecież baby. I pewnie że mnie denerwowały ich zakusy, bo nie lubię jak mi ktoś teren za przeproszeniem próbuje oszczać, ale nawet gdyby taka jedna z drugą na golasa pod drzwiami skiełczały - to mój mąż powinien przejść obok ewentualnie humanitarnie jakąś derką przykrywając. Oczywiście że spędzały mi sen z powiek i zadawałam sobie pytanie: dlaczego ona to robi? Jak moze? przecież sama ma męża, rodzinę. Jednak w takich przypadkach te durnoty po prostu wyłączają logiczne myślenie i liczy się tylko realizacja własnej zachcianki. Oczywiście za tym idą konsekwencje. Na przyklad mój telefon do męża takiej delikwentki. I problem z bani. Szafa gra.
Takie kobiety będą zawsze. Takie nie zwracające uwagi albo naginające zasady - no bo gdyby kochał - to nawet nie zwróciłby na mnie uwagi. I jest w tym dużo prawdy. Jest też dużo prawdy w tym, że każdy związek przeżywa lepsze i gorsze chwile. I jeśli taka delikwentka próbuje się wstrzelic w tę gorszą chwilę - to moze narobić dużo złego samymi próbami wstrzelenia się. Bo zaczyna stwarzać podejrzenia. Czasem po prostu baby robią to dla zwykłej zabawy. Z nudów. Z pustoty. Tu o faceta chodzi. To on jest w związku.
Zresztą generalnie wszystko zależy od układu. Bo układ moze brzmieć: ja Ci nic nie obiecywałem. I wtedy to kochanka jest frajerką bo wlazła w układ bzykankowy a się zakochała i zbudowała świetlaną przyszłość na paru westchnięciach i czułych słówkach w łóżku.
Kochanka sama na siebie kręci bat. To ją najbardziej boli tyłek po zerwaniu. Czuje się wykorzystana i oszukana. Bo ona się zakochała a miłość spadła na nią jak grom z jasnego nieba, z miłością się nie walczy - to są jej argumenty. Ona w jego żonie nie widzi konkurencji, nie, to tylko kwestia czasu gdy znajdzie się na jej miejscu. Mój wiarołomny opowiadał swojej panience, że kocha żonę(ale ją też!), opowiadał gdzie bywamy, jak używamy życia, jak dobrze nam razem. To jeszcze bardziej podsycało jej apetyt na takiego super faceta. Po prostu ja odejdę uniesiona dumą a ona wskoczy na moje miejsce. Tak rozumują kochanki więc ich nie potępiam, czasami tej i owej się uda więc próbują... Tej mojego męża się nie udało, powiedział koniec i do dzisiaj walczy o moje względy a panienka gryzła przez kilkanaście miesięcy pazury w bezsilnej rozpaczy. Jednak uważam, ze wina jest w 99% mojego męża. Nie rozkochuje się w sobie innej kobiety jeśli wie się, że żona jest miłością życia. Wszyscy z tego wychodzą potłuczeni, wszyscy, nawet winowajca.
Zgadzam się z Kriss. Też zawsze uważałam, że większa wina leży po stronie tego co ślubował, a nie wolnego. Poza tym niektóre z Was piszą, że "gdyby suka nie dawała to by pies nie wziął" nie wiem jak Wy, ale ja swój rozum mam to samo mężczyzna. Choćby przede mną stanął sam Adonis i oblewał się feromonami i hormonami to nie bzyknęłabym się z nim, bo umiem myśleć logicznie i jestem wierna. Dlaczego więc to kochanka jest tą złą, bo miała "ruję"?, a facetowi rozum odjęło i logiczne myślenie diabli wzięli, ale on jest w pewien sposób usprawiedliwiony, bo ona przed nim gołym tyłkiem kręciła?
Jeżeli jestem osobą wolną to wolno mi podrywać, chodzić nago, mamić i czarować wszystkich, których chce, ale nie przystawiam nikomu pistoletu do głowy i każę ulec moim wdziękom.
Życie to kwestia wyboru.
Teo brawo, wyjęłaś mi to z ust.
Jeśli jest się wiernym, to po prostu się jest i kropka. Ty jesteś czujesz się winna i niesłusznie, owszem, mogłaś to zakończyć, ale to on ma nieczyste sumienie a nie Ty. Nie znasz tej kobiety, także nie robisz świństwa swojej znajomej/koleżance.
Szukasz tutaj rozgrzeszenia czy pocieszenia?
Powiem krótko - każdy z nas ma wolną wolę i możliwość wyboru. Za naiwność i głupotę trzeba płacić. Dzięki takim kobietom jak Ty wysoką cenę rozwalonego życia płacą żony i dzieci. Nigdy nie zrozumiem kobiety, która z pełną premedytacją angażuje się świadomie w związek z żonatym mężczyzną. Czy Ty sama chciałabyś aby kiedyś Tobie inna rozwaliła rodzinę??? I jeszcze miała pretensje do świata, że jest ukrywana?? I nieszczęśliwa?? Wyrzuty sumienia, o których piszesz są chyba tylko potrzebne Tobie, żeby usprawiedliwić się i przez chwilę lepiej poczuć.
Tak - ja jestem zdradzoną żoną - takie jak Ty skazywałabym najchętniej na jakieś kamieniołomy chyba.
Twoj maz Cie oszukal,zdradzil,zawiodl i wszystko razem.Sam rozwalil swoja rodzine.
Nie wazne z jakiego powodu.
Wbij sobie do glowy ze gdyby nie ta to bylaby inna.Jego obwiniaj i osadzaj.
Jak wsiadziesz po alkoholu do auta to kogo bedziesz winic?Siebie czy tego kto Cie poczestowal i pozwolil jechac?
34 2012-04-19 17:34:46 Ostatnio edytowany przez semiramida (2012-04-19 17:46:05)
jak to różni ludzie mają różne zapatrywanie na zdradę...jeszcze w innym wątku padł pogląd, że to osoba zdradzana jest winna na równi ze zdradzającym..toż to dopiero absurd..za zdradę zawsze odpowiada osoba zdradzająca...to jest pewne..za nieporozumienia w związku odpowiadają oboje partnerzy, ale przecież zdrada nie jest rozwiązaniem tych nieporozumień...a kochanki też bywają różne - od naiwnych młodych dziewczyn po dojrzałe świadome działające z premedytacją...ale facet, który ma kręgosłup moralny nie da się ani jednej ani drugiej..i absolutnie nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że każdy facet zdradzi, jak nadarzy się okazja..nie każdy..ten z kręgosłupem wie, jaka jest kolejność, w razie zgrzytów w związku..
I pewnie że mnie denerwowały ich zakusy, bo nie lubię jak mi ktoś teren za przeproszeniem próbuje oszczać, ale nawet gdyby taka jedna z drugą na golasa pod drzwiami skiełczały - to mój mąż powinien przejść obok ewentualnie humanitarnie jakąś derką przykrywając..
Dokładnie TAK ! ![]()
Mąż jako mąż, stanu już nie wolnego,mąż żony... i żonie winien być mężem tak jak i ślubując przysięgał wierność.
Jak chce bzykać ...rozwód- gra w otwarte karty a nie zasrywanie komuś życia w tym przypadku żonie.
Kochanka, bywa i tak że na początku nie wie...tyle że nie uwierzę aby takowy początek trwał, nie dłużej jak miesiąc od poznania.
W końcu prawda wychodzi na jaw...chyba ,że kochanka "ślepa i głucha na fakty"
I albo kochanka stawia ultimatum swojemu "żonkosiowi" odnośnie sytuacji ...."albo Ja albo żona"
Albo tkwi w chorym układzie.Który jak powszednie wiadomo, nigdy nic dobrego nie wróży na przyszłość.
Kochanka/i zanim wlezą do wyra z jakimkolwiek żonkisiem...powinny się postawić w sytuacji żon zdradzanych.
Natomiast żony zdradzone powinny się głęboko zastanowić ....czy warto walczyć o takiego gnojka i dawać mu szanse.
36 2012-04-19 18:03:21 Ostatnio edytowany przez semiramida (2012-04-19 18:06:38)
Kochanka, bywa i tak że na początku nie wie...tyle że nie uwierzę aby takowy początek trwał, nie dłużej jak miesiąc od poznania.
W końcu prawda wychodzi na jaw...chyba ,że kochanka "ślepa i głucha na fakty"
I albo kochanka stawia ultimatum swojemu "żonkosiowi" odnośnie sytuacji ...."albo Ja albo żona"
Albo tkwi w chorym układzie.Który jak powszednie wiadomo, nigdy nic dobrego nie wróży na przyszłość.
jest jeszcze trzecia ewntualnosc..sama znam przypadek, ze kochanka nie chce, zeby jej kochas odszedl od zony, bo jej taki uklad jak najbardziej pasuje...ona ma przytulanie, czulosci, kolacje w drogich restauracjach, wakacje na Bali, a zona pierze, ceruje, prasuje...taka sobie wygodnicka..
nikandra napisał/a:Kochanka, bywa i tak że na początku nie wie...tyle że nie uwierzę aby takowy początek trwał, nie dłużej jak miesiąc od poznania.
W końcu prawda wychodzi na jaw...chyba ,że kochanka "ślepa i głucha na fakty"
I albo kochanka stawia ultimatum swojemu "żonkosiowi" odnośnie sytuacji ...."albo Ja albo żona"
Albo tkwi w chorym układzie.Który jak powszednie wiadomo, nigdy nic dobrego nie wróży na przyszłość.jest jeszcze trzecia ewntualnosc..sama znam przypadek, ze kochanka nie chce, zeby jej kochas odszedl od zony, bo jej taki uklad jak najbardziej pasuje...ona ma przytulanie, czulosci, kolacje w drogich restauracjach, wakacje na Bali, a zona pierze, ceruje, prasuje...taka sobie wygodnicka..
Bywają i takie
W takim przypadku pozostaje tylko prośbę do boga nieistniejącego wystosować aby najrychlej żona się o tym dowiedziała i pogoniła gnidę w tym przypadku męża niewiernego ![]()
Chyba że....zonie również odpowiada taki układ,niewierny ma Bali z kochanicą a żona swój święty spokój...i rzecz jasna jego pieniądze ![]()
Tyle ,że tu nie o takie przykłady w tym konkretnym przypadku chodzi.
Facet, który zdradza swoją żonę to zwyczajny dupek. Kobieta, która godzi się na bycie kochanką.....no cóż - nie ma szacunku do samej siebie itd.
Autorka postu wie, że zrobiła zle, jak czytam odczuwa to w sposób dotkliwy na własnej skórze.Człowiek nie jest idealny, uczy się na błędach najczęściej własnych.Sądzę, że jak ktoś raz "doświadczył" tego rodzaju " przyjemności" nie skosztuje jej ponownie.....jeżeli jest rozsądnym człowiekiem i uczciwym. Autorko, życzę Ci żebyś nigdy więcej nie wchodziła w takie bagno, któym niewątpliwie jest żonaty facet....
Odpuść go sobie, szkoda na niego czasu, szkoda Twojej młodości, nerwów. Zakończ ten rozdział swojego życia i zacznij oddychać świeżym powietrzem. Powodzenia!
wiec ,za kilka lat mozesz sie przekonac co czula jego zona.Pamietaj ze zdradzanie to charakter z ktorego sie nie wyrasta ,takim sie poprostu jest.............
Pani Missnobody....nie da się opisać bólu jaki się odczuwa kiedy ktoś komu ufasz, kogo kochasz....zdradza. To jest niesamowita krzywda dla żony, dzieci i całej rodziny. Swoim "szczęściem" niszczysz komuś życie....
Nie rozumiem kobiet, które ładują się na trzeciego. Czy warto aż tak się poniżać, łudzić??? Mężczyźni tylko czekają, żeby sobie znaleźć obiekt na seks, zostałaś wykorzystana, więc możesz mieć pretensje tylko do siebie.
Facet starszy ze zobowiązaniami, który pakuje w związek młodą dziwczynę jest egoistą robi takiej dziwczynie krzywdę
Nie będę Cię oceniać, bo nie ma sensu Cię dołować.
Młody wiek nie jest wystarczającym usprawiedliwieniem.
Ciesz się młodością, beztroską i nie marnuj sobie życia na przechodzony towar. Tej skradzionej młodości może Ci kiedyś bardzo brakować.
Pomyśl lepiej jak zrekompensować krzywdę, ktorą wyrządziłaś.
"jakby suka nie dała, to pies by nie wziął"
Obrzydliwe przysłowie, bo zwalnia mężczyznę z odpowiedzialności za swoją seksualność i przerzuca ją na kobiety, które go otaczają. To one mają go pilnować i dbać o to by PAN wywiązał się z danego przy ołtarzu słowa? I jeśli któraś ulegnie SWOJEMU WŁASNEMU pożądaniu to jest SUKĄ, która dała.....On natomiast ma przyzwolenie na uleganie? A jeśli nawet nie przyzwolenie to zrozumienie?
To przysłowie zostało wymyślone przez mężczyzn, na usprawiedliwienie ich własnych grzechów i zwolnienie z odpowiedzialności za krzywdy żon i dzieci. Bo to ta druga jest winna. Dziwi mnie, że kobiety tego nie widzą i używają tego szowinistycznego powiedzonka do chłostania innych kobiet.
Dla mnie winna jest ta strona romansu, która wchodzi w to, mając ZOBOWIAZANIA! Zdradza kogoś, komu przysięgała wierność i uczciwość małżenską.
Żal mi tych młodych dziewczyn, które wikłają się w małżeńskie trójkąty. Łapią się na słodkie słówka i opowieści, że "...żona go nie rozumie i wcale za sobą nie śpią..." Młodość, naiwność, brak doświadczenia. Krzywdzą same siebie, bo składają swój los w ręce kogoś kto jest z gruntu nieuczciwy. To tak, jakby złodziejowi powierzyć własny majątek na przechowanie.
wysłałam Ci maila, sprawdź
Czy można powiedzieć, że osoba, która rani żonę, dzieci, ale również i Ciebie jest człowiekiem, mężczyzną - nie sądzę. Wiem jak jest trudno zerwać taki związek, wiem też jak bardzo mężczyzna potrafi ogłupić i łazić, aż zdobędzie to co chce. Przykro mi jest, że Cię to spotkało i żal mi kobiety, która się związała z kimś takim. Pamiętaj Twoje łzy nie pójdą na marne i on jeszcze kiedyś gorzko zapłacze nad tym co zrobił Tobie i żonie. Łzy nie idą w zapomnienie.
wysłałam Ci maila, sprawdź
Lilie jeżeli to było do mnie, to niestety nic nie otrzymałam.
Mój kochanek jak już napisałam we wstępie wyprowadził się od żony.
Znam ich sytację zarówno od jego strony jak i od jej strony.
Oboje są winni rozpadu a ja (kochanka) jestem końcowym efektem ich wspólnych błędów, których ponoć nie da sie już naprawić.
Żona przez całe życie gnębiła go psychicznie do czego sama osobiście mi się przyznała. Oczywiście nie uważam, że on we wszystkim był święty.
W pewnym momencie oboje zaczeli mnie traktować jak pralnie swoich życiowych brudów angażując w to jeszcze moich rodziców.
Odpowiadając na wcześniejsze pytania. Mam 22 lata a owy kochanek jest bezdzietny.
Nie możemy się 'oficjalnie' pokazywać ponieważ na to składa sie jeszcze jedna rzecz o której tutaj wolę już nie pisać.
Oczywiście mój młody wiek nie jest absolutnie tłumaczeniem, ale zaczynając ten romans miałam zupełnie inny pogląd, inne (bardziej dziecinne) myślenie niż teraz. W tym momencie czuję sie za wszystko odpowiedzialna i muszę dobrze przemyśleć jak rozwiązać sytuację.
Dziekuję wszystkim ,którzy się wypowiedzieli.
Na pewno każdy ma rację w swojej wypowiedzi.
Tak to było do Ciebie, wysłałam Ci jeszcze raz sprawdź i się odezwij.
Tak to było do Ciebie, wysłałam Ci jeszcze raz sprawdź i się odezwij.
Niestety wciąż pusto. Zmieniłam adres mailowy na inny, więc proszę wyślij jeszcze raz jeśli zechcesz.
Ja też jestem kochanką... ciągle jeszcze...
Ale wiecie co, tak czytam te wypowiedzi i myślę, że wszyscy trochę uogólniamy, a tak naprawdę, każdy jest inny, relacje które tworzymy są przez to inne choć pozornie wyglądają tak samo i można je wrzucić do 1 worka.
Mogę się wypowiedzieć jako kochanka, która naprawdę kocha. Mogę się wypowiedzieć tylko z tego punktu widzenia.
Tak, wiem, ze bardzo łatwo jest powiedzieć "nie" żonatemu facetowi, wiele razy tak mówiłam, bo miałam kilka "propozycji". Aż pewnego razu spotkałam właśnie jego... to był długi proces, to nie stało się przypadkiem, to nie stało się dla zaspokojenia potrzeb seksualnych, nie było moim celem nic rozbijać. Pojawiło się uczucie. Ktoś może się śmiać teraz i nazywać nas głupimi naiwnymi istotami, ale tak jest z uczuciami. Wtedy rozum i rozsądek nagle gdzieś uciekają. To nie był mój plan na życie i gdy go nie znałam pewnie wypowiadałabym się bardzo podobnie jak osoby, które potępiają "te trzecie" twierdząc, że były świadome, że teraz mają to czego chciały... To nie jest drogie panie takie proste i jednoznaczne.
Ja byłam w sytuacji, ze wiedziałam od początku o żonie dzieciach, o tym że nie ma mowy o rozwodzie. Na początku była przyjaźń, nie myślałam wcale o jakimś romansie, potem była fascynacja, a potem... któregoś dnia sobie uświadomiłam, że wpadłam po uszy... To jest bardzo skomplikowane i na pewno nie jest proste i oczywiste jak bułka z masłem. Kto nie był w takiej sytuacji to nigdy tego do końca nie zrozumie.
Nie macie pojęcia jak się cierpi - tak - pozornie na własne życzenie, tak - bardzo łatwo przewidzieć jakie będą konsekwencje i tak- bardzo łatwo przewidzieć, jaki będzie tego koniec (w większości przypadków).
Zgadzam się z opinią, że kochanka się nie szanuje, że nie zna swojej wartości, że pozwala się tak traktować, a przecież każda z nas zasługuje na faceta, który bedzie tylko jej i tylko z nią. Trudno mi wytłumaczyć w kilku słowach co się czuje będąc w takiej roli.
Jestem teraz na takim etapie, że wstydzę się sama przed sobą, ze daję sobą tak pomiatać, bo inaczej się tego nie da nazwać, że pozwalam się tak poniżać, bo tkwić w takim układzie to poniżać samą siebie. I każdy facet wcześniej czy później przestanie szanować swoją kochankę (jeśli kiedykolwiek ją szanował), bo ona sama siebie nie szanuje.
Chciałam tymi paroma zdaniami (trochę chaotycznie) powiedzieć, żebyśmy jednoznacznie nikogo nie skreślali i jednoznacznie nie oceniali, ale starali się pomóc, pomóc wyjść z tego, bo pomoc kobietom, które POKOCHAŁY żonatego faceta jest bardzo potrzebna. Toksyczność takich związków jest przeogromna i bardzo bardzo bardzo trudno jest się z tych toksyn oczyścić.
Ja też jestem kochanką... ciągle jeszcze...
Ale wiecie co, tak czytam te wypowiedzi i myślę, że wszyscy trochę uogólniamy, a tak naprawdę, każdy jest inny, relacje które tworzymy są przez to inne choć pozornie wyglądają tak samo i można je wrzucić do 1 worka.
Mogę się wypowiedzieć jako kochanka, która naprawdę kocha. Mogę się wypowiedzieć tylko z tego punktu widzenia.
Tak, wiem, ze bardzo łatwo jest powiedzieć "nie" żonatemu facetowi, wiele razy tak mówiłam, bo miałam kilka "propozycji". Aż pewnego razu spotkałam właśnie jego... to był długi proces, to nie stało się przypadkiem, to nie stało się dla zaspokojenia potrzeb seksualnych, nie było moim celem nic rozbijać. Pojawiło się uczucie. Ktoś może się śmiać teraz i nazywać nas głupimi naiwnymi istotami, ale tak jest z uczuciami. Wtedy rozum i rozsądek nagle gdzieś uciekają. To nie był mój plan na życie i gdy go nie znałam pewnie wypowiadałabym się bardzo podobnie jak osoby, które potępiają "te trzecie" twierdząc, że były świadome, że teraz mają to czego chciały... To nie jest drogie panie takie proste i jednoznaczne.
Ja byłam w sytuacji, ze wiedziałam od początku o żonie dzieciach, o tym że nie ma mowy o rozwodzie. Na początku była przyjaźń, nie myślałam wcale o jakimś romansie, potem była fascynacja, a potem... któregoś dnia sobie uświadomiłam, że wpadłam po uszy... To jest bardzo skomplikowane i na pewno nie jest proste i oczywiste jak bułka z masłem. Kto nie był w takiej sytuacji to nigdy tego do końca nie zrozumie.
Nie macie pojęcia jak się cierpi - tak - pozornie na własne życzenie, tak - bardzo łatwo przewidzieć jakie będą konsekwencje i tak- bardzo łatwo przewidzieć, jaki będzie tego koniec (w większości przypadków).
Zgadzam się z opinią, że kochanka się nie szanuje, że nie zna swojej wartości, że pozwala się tak traktować, a przecież każda z nas zasługuje na faceta, który bedzie tylko jej i tylko z nią. Trudno mi wytłumaczyć w kilku słowach co się czuje będąc w takiej roli.
Jestem teraz na takim etapie, że wstydzę się sama przed sobą, ze daję sobą tak pomiatać, bo inaczej się tego nie da nazwać, że pozwalam się tak poniżać, bo tkwić w takim układzie to poniżać samą siebie. I każdy facet wcześniej czy później przestanie szanować swoją kochankę (jeśli kiedykolwiek ją szanował), bo ona sama siebie nie szanuje.Chciałam tymi paroma zdaniami (trochę chaotycznie) powiedzieć, żebyśmy jednoznacznie nikogo nie skreślali i jednoznacznie nie oceniali, ale starali się pomóc, pomóc wyjść z tego, bo pomoc kobietom, które POKOCHAŁY żonatego faceta jest bardzo potrzebna. Toksyczność takich związków jest przeogromna i bardzo bardzo bardzo trudno jest się z tych toksyn oczyścić.
Tak lepiej bym tego nie opisała, a przecież też się do nich zaliczałam. To nie jest tak że tego chciała, to przyszło z czasem, a teraz za to płace gorzkimi łzami i wielką pustką, bo mnie zostawił jak niechcianego psa.
51 2012-04-25 20:36:11 Ostatnio edytowany przez koniczynka200 (2012-04-25 20:43:20)
ja mam 20 lat... mam chlopaka ale jestem kochanka .. facet ma ok 40 lat zone 2 dzieci ,ciacho nie samowite..
nie jestem pierwsza... zdradza zone dosc dlugo... nie mam zadnych wyzutow.. on jest cudowny
mamy sie znowu spodkac nie dlugo.. nie moge sie doczekac.. szczerze to chcialabym go zgarnac dla siebie...
narazie to ja ustalam zasady ale boje sie tego ze powie nara mala mam kolejna... pierwszy raz cos takieg zrobilm .. posunela sie do takich czynow nie przez brak szacunku bo mam do siebie duzy.. tak dla urozmaicenia ale boje sie ... boje sie ze mnir to zniszczy jestem mloda... a juz pakuje sie w cos takiego... wypaczy moj poglad na zwiazek... masakra...
52 2012-04-25 20:54:52 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2012-04-25 21:00:15)
Ale mnie rozbawilas!!!:))) ciacho:)) i snujesz plany. Jesteś zdecydowanie sprytniejsza mądrzejsza i cwansza od 40-latka który szuka młodych naiwnych i je zalicza.
Cudownie:)))
W innym wątku ktoś dzisiaj przytoczył cytat:
"Kochanka to nikt. Ktoś taki nie istnieje. O niej mężczyzna nie mówi nikomu bliskiemu. Kochanka jest nieważna. Nieważna w święta, niedziele, wakacje. Nieważne, że choruje i martwi się. Nieważne są jej sprawy przyziemne, zepsuta pralka, zepsuty samochód, brak pieniędzy, chore dziecko, chory pies. Kochanka ma czekać (!!!) na telefon od pana znudzonegożonkosia, Broń Boże sama nie ma dzwonić (bo żona albo dziecko obok stoi i może coś usłyszeć). Ma czekać na jakiś cudowny/szybki (?) seks i na ochłapy uczuć, albo na słowa, które chce usłyszeć (pan znudzonyzonkoś poszasta słowami - przecież to nic nie kosztuje, a seks potem lepszy, i tańszy niż w agencji ...). Kochanka ma być, bo panu znudzonemużonkosiowi rodzina/żona się cokolwiek znudziła, ale on rodziny nie opuści, bo po co mu zaczynać wszystko od nowa ? Nowy dom ? Nowe dziecko? Nowe zycie ? Nowe kredyty? Nie, on to wszystko ma , jest za wygodny zeby zaczynać od zera .Zresztą dzieci rosną, a z kim , jak nie z zoną , można by cieszyć się sukcesami dzieci, wnukami, itp .? On ma pozycje. Co powiedzą znajomi, przyjaciele, gdyby chciał zacząć nowe życie? Powiedzą "stary, zwariowałeś, masz potrzebę to idź, pociumciaj i wracaj do domu". Nikt nie pochwaliłby jego nowych planów, więc on zostanie przy tym co ma. Dzieci mu przecież nie wybaczą - będzie już dla nich tylko maszynką do wyciągania pieniędzy, o ile w ogóle będą chciały się z nim kontaktować. A rodzice? Na pewno starsi. Lubią synową. O nie, ich nie będzie denerwował. To niech już lepie zostanie tak jak jest. Żona to żona - ostoja spokoju, bezpieczeństwa i pewności . Znudzonyżonkoś wie co ma . Kochanka - to niewiadoma, więc nie warto ryzykować. Ale seks chociaż tani i bardziej ekscytujący niż z żoną ( bo po kilkunastu latach mniej namiętności). Wystarczy parę słów, czułych spojrzeń, obiecanki cacanki i trele morele. Można się pochwalić kumplowi (nie wymieniając kochanki z imienia i nazwiska, absolutnie nie), że się przerżnie coś od czasu na boku (tak właśnie faceci rozmawiają!) i owo zadowolone stworzenie kwiczy z rozkoszy . Trzeba tylko nie dac po sobie nic poznać w domu, trzeba pilnować telefonu, dobrze zabezpieczać laptop (hasła!!!), trzeba żonę zabrać na dobre wakacje, kupić coś ładnego , powiedzieć, że super gotuje.
Kochanka - chwilowa odskocznia od prozy zycia.
Kochanka - nikt i nic znaczącego.
Kochanka - osoba dorabiająca filozofię (miłość) do zwykłego seksu, z facetem mającym ją za NIC."
ja mam 20 lat... mam chlopaka ale jestem kochanka .. facet ma ok 40 lat zone 2 dzieci ,ciacho nie samowite..
nie jestem pierwsza... zdradza zone dosc dlugo... nie mam zadnych wyzutow.. on jest cudowny
mamy sie znowu spodkac nie dlugo.. nie moge sie doczekac.. szczerze to chcialabym go zgarnac dla siebie...
narazie to ja ustalam zasady ale boje sie tego ze powie nara mala mam kolejna... pierwszy raz cos takieg zrobilm .. posunela sie do takich czynow nie przez brak szacunku bo mam do siebie duzy.. tak dla urozmaicenia ale boje sie ... boje sie ze mnir to zniszczy jestem mloda... a juz pakuje sie w cos takiego... wypaczy moj poglad na zwiazek... masakra...
Jeśli faktycznie tak się o siebie boisz, jeśli faktycznie boisz się takich konsekwencji, to... rozstań się z kochankiem.
narazie to ja ustalam zasady ...
Szkoda tylko ze z zasadami ortografii jestes na bakier.
ja mam 20 lat... mam chlopaka ale jestem kochanka .. facet ma ok 40 lat zone 2 dzieci ,ciacho nie samowite..
nie jestem pierwsza... zdradza zone dosc dlugo... nie mam zadnych wyzutow.. on jest cudowny
mamy sie znowu spodkac nie dlugo.. nie moge sie doczekac.. szczerze to chcialabym go zgarnac dla siebie...
narazie to ja ustalam zasady ale boje sie tego ze powie nara mala mam kolejna... pierwszy raz cos takieg zrobilm .. posunela sie do takich czynow nie przez brak szacunku bo mam do siebie duzy.. tak dla urozmaicenia ale boje sie ... boje sie ze mnir to zniszczy jestem mloda... a juz pakuje sie w cos takiego... wypaczy moj poglad na zwiazek... masakra...
Ty chyba jestes jeszcze bardzo mlodziutka, skoro piszesz takie rzeczy.... Ze nie masz wyrzutow sumienia, ze ustalasz zasady.
Nie masz wyrzutow sumienia, bo jestes jeszcze dzieckiem, nie wiesz co robisz. A zasady ustala on - jestes jego zabaweczka, ktora po prostu zmieni, jak mu sie znudzisz, jak zaczniesz go meczyc.Myslisz, ze zgarniesz go dla siebie i co? Wpakujesz swoje ciacho w kolejny zwiazek, a on sie znudzi, bo bedzie potrzebowal odmiany i zacznie zdradzac Ciebie. Czego mozna oczekiwac po facecie, ktory bzyka na lewo i prawo? ze przy Tobie sie zmieni? Ze zostaniesz kobieta jego zycia? O swieta naiwnosci!
jak wy pieknie wszystkich krytykujecie. Wiem ze to nie ma sensu ze sie ludze ze w ogole to zalosne. Jako kochanka bede nikim. Ale wy ktore bylyscie albo jestescie nimi znacie to uczucie... Tego poczatku... Napisalam na tym poratalu bo chcialam sie z kims podzielic tym'doswiadczeniem'. Pisalam pod przyplywem chwili, wiec czepianie sie o bledy jest zbedne..... Nie realne jest zgarniecie goscia dla siebie wiem! To wszystko jakas abstrakcja... Ale ja chcem tego romansu...
57 2012-04-26 07:34:21 Ostatnio edytowany przez Kriss (2012-04-26 10:41:37)
Kochanie ja Cię nie skrytykuję. Ja Cię pochwalę. Robisz bardzo dobrze, robisz tanio, a jak będziesz robić porządnie - to może dłużej pociągniesz w tym związku i nie wymieni Cię na następną. Musisz tylko być wytrwała, dbać o siebie - o swój wygląd najbardziej. Mam nadzieję że jesteś śliczna, bo na pewno nie jesteś wykształcona. Ale wykształcenie to pikuś - rzecz nabyta i generalnie przy bzykaniu zbędna. Pamiętaj żeby być na każde zawołanie i nie stawiać zbyt wygórowanych żądań - bo facet Cię wymieni. Pamiętaj żeby być zawsze gotowa - bo moze okazać się że jesteś już oziębła. Latka lecą, jest mnóstwo osiemnastek, zaraz wakacje, konkurencji moc. Nie myśl też za dużo (to chyba nie problem) i nie planuj - bo okaże się że jesteś roszczeniowa - a faceci nie znoszą roszczeniowych kobiet. Na pewno robisz dużo dobrego i może się okazać że jak będziesz się starała to facet odejdzie dla Ciebie od żony. Trzymam kciuki.
Musisz się jednak przygotować na ten fakt odejścia - dwójka dzieci to podwójne alimenty. W naszym kraju dzieci uczące się otrzymują alimenty do 28 roku życia - może one są zdolne te jego dzieci. Do tego jeśli jego byłej już wtedy żonie pogorszy się w wyniku rozwodu status życia - też może żądać alimentów. Mam nadzieję że masz świetną pracę, która pozwoli na pomoc Twojemu partnerowi w finansowych zawirowaniach - chyba Cię uprzedził o takich możliwościach? Na pewno. W każdym bądź razie musisz wziąć pod uwagę że jak będzie już tylko dla Ciebie - będziesz musiała sprostać pewnym wymaganiom - żeby to ciacho przy Tobie zostało, a nie wymieniło Cię na inny model. Sama wiesz jak to bywa. Więc przede wszystkim stabilizacja finansowa. No i na początku - raczej zero dzieci - bo wiesz, roztyjesz się i w ogóle. Bez sensu. Tym bardziej że nie wiadomo czy będzie Was na dzieci stać - przecież on ma już dwójkę swoich, więc po co mu następne owoce miłości. Chociaż kto wie... W każdym bądź razie musisz być czujna jak chrabąszcz żeby nie dać się wykiwać - ale co ja Ci będę opowiadać - przecież to Ty rozdajesz karty, więc na pewno liczysz się z każdą ewentualnością.
P.S. Moja rada - pisz najpierw w Wordzie (taki program do pisania tekstu oznaczony dużą niebieską literką "W") - podkreśli Ci błędy. Potem zaznacz tekst (prawy przycisk myszy), nanieś w okienko do pisania posta i wciśnij "wklej". Rób tak za każdym razem kiedy cokolwiek piszesz. Masz maturę?
Widze ze bardzo doswiadczona jestes po tym jak obrazujesz cala sytuacje. Nalezy mi tylko Tobie wspolczuc... Ja nie popelnie takiego bledu. Zabawilam sie i chyba mi to wystarczy. Nie potrzebnie mnie tylko obrazilas,te kasliwe uwagi itd... Ale ok. Jestem wyksztalcona i naprawde zdaje sobie sprawe z tego wszystkiego....
Widze ze bardzo doswiadczona jestes po tym jak obrazujesz cala sytuacje. Nalezy mi tylko Tobie wspolczuc... Ja nie popelnie takiego bledu. Zabawilam sie i chyba mi to wystarczy. Nie potrzebnie mnie tylko obrazilas,te kasliwe uwagi itd... Ale ok. Jestem wyksztalcona i naprawde zdaje sobie sprawe z tego wszystkiego....
Skoro jestes wyksztalcona oszczedz nam prosze bledow typu "spodkania" czy "chcem".
Nikt Cie nie atakuje. To Ty nie potrafisz przyjac zadnych rad. Nikt Cie nie obrazil, prosze naucz sie odrozniac sarkazm od obrazania. Skoro zdajesz sobie "sprawe z tego wszystkiego", to po co tu piszesz? To nie jest towarzystwo wzajemnej adoracji, ale forum. I skoro prosisz o porade, skoro tu piszesz, to miej odwage przyjac tez krytyke. Nikt Cie po glowie nie bedzie glaskal ani zyczyl Ci szczescia na dalszej drodze zycia, skoro trafilas na faceta, ktory zdradza zone i traktuje Cie jak przedmiot.
60 2012-04-26 10:31:24 Ostatnio edytowany przez Kriss (2012-04-26 10:33:29)
Widze ze bardzo doswiadczona jestes po tym jak obrazujesz cala sytuacje. Nalezy mi tylko Tobie wspolczuc... Ja nie popelnie takiego bledu. Zabawilam sie i chyba mi to wystarczy. Nie potrzebnie mnie tylko obrazilas,te kasliwe uwagi itd... Ale ok. Jestem wyksztalcona i naprawde zdaje sobie sprawe z tego wszystkiego....
Owszem, jestem bardzo doświadczona. Mój ojciec miał całe mnóstwo kochanek. Niektóre z nich - miałam szaloną przyjemność poznać osobiście - fascynujące przeżycia. Wszystkie takie "wyjątkowe", każda po kolei. Takie lepsze i niespotykane. Wykształcone i mniej wykształcone, stare purchawy i opóźnione emocjonalnie nastolatki. No masa się tego przewinęła. Takie były bystrzutkie i w ogóle. Jestem przekonana że gdyby tylko dorwały się do netu, to też chętnie "podzieliłyby się doświadczeniem". Taaa. Na pewno.
Bo my tu proszę ja Ciebie taki skołtuniały naród babski. Pojęcia o realnym życiu nie mamy. Wszystko normalnie zgorzkniałe, nieszczęśliwe, zazdrosne i z rysami z dzieciństwa. Masakra. A Ty jako ten świeży powiew wiosennej bryzy - dzielisz się doświadczeniem. Nooo z podziękowaniem Waćpanience, z podziękowaniem. Jakbym Cię chciała obrazić - to bym to zrobiła. Ja napisałam tylko szczerą prawdę - że jesteś niewykształcona - bo tak jest i widać to wyraźnie i po ortografii, i po składni, i po sposobie wyrażania się. Dałam do zrozumienia że jesteś łatwa - bo jesteś, skoro żonaty facet dwa razy starszy od Ciebie jest w stanie zawrócić Ci w głowie - to TAK, właśnie tak jest. A dalej - to był tylko ciąg wydarzeń przewidziany logicznym myśleniem. A Ty myślałaś że odkryłaś Hamerykę, a tu taki zonk.
Także NIE, nie zdajesz sobie sprawy z tego wszystkiego. Bladego pojęcia nie masz. Dla Ciebie to jest na razie fun i kretyńskie współzawodnictwo z nieznajomą kobietą. I w takich kategoriach to postrzegasz. Coś tam bredziłaś o szacunku do siebie - w mojej opinii go nie masz. Jesteś z jakimś zakłamanym fiutkiem w wieku Twojego starego i jeszcze się głupio cieszysz. No śmiech na sali. To ma być szacunek do samej siebie? Chciałabyś żeby Twoja córka tak się szanowała? Albo Twoja matka? Naprawdę uważasz że na nic więcej Cię nie stać niż na przechodzonego lowelasa? Litości.
61 2012-04-26 10:51:26 Ostatnio edytowany przez melania68 (2012-04-26 11:12:43)
Jak swiat swiatem tak byly zdrady, kochanki i kochankowie.
Moralnosc zmienia sie z biegiem czasu, jednak dla nas kobiet, najbardziej znienawidzona grupa sa kochanki i prostytutki.
To one przypominaja nam ze nie wystarczy "zlapac chlopa" caly czas jest niebezpieczna konkurencja i trzeba umiec "zatrzymac chlopa".
Traktowanie seksu jako nagroda, moze popchnac mezczyzne wlasnie w objecia kochanki.
Podobnie kiedy mezczyzni zapominaja o swoich zonach i te szukaja pocieszenia gdzie indziej.
Wina czesto nie lezy tylko po stronie zdradzajacych ale rowniez po stronie zdradzanych.
MISSNOBODY - mysle ze nie znajdziesz tu pocieszenia, tylko nienawisc i radosc z Twojego nieszczescia, wsrod zdradzonych i zagrozonych netkobiet.
Skoro jestes wyksztalcona oszczedz nam prosze bledow typu "spodkania" czy "chcem".
Nie chcem ale muszem - że zacytuję naszego prezydenta - elektryka ( nie ujmując elektrykom)
63 2012-04-26 11:14:52 Ostatnio edytowany przez melania68 (2012-04-26 11:19:29)
smutnamonia - malo tego ze mloda to jeszcze robi bledy ortograficzne, fujjj
Nie latwo byc kobieta zblizajaca sie do 40- stki.
smutnamonia - malo tego ze mloda to jeszcze robi bledy ortograficzne, fujjj
Wiesz, błędy ortograficzne to mały pikuś przy całej reszcie!
65 2012-04-26 11:18:40 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2012-04-26 11:21:08)
Jak swiat swiatem tak byly zdrady, kochanki i kochankowie.
Moralnosc zmienia sie z biegiem czasu, jednak dla nas kobiet, najbardziej znienawidzona grupa sa kochanki i prostytutki.
To one przypominaja nam ze nie wystarczy "zlapac chlopa" caly czas jest niebezpieczna konkurencja i trzeba umiec "zatrzymac chlopa".Traktowanie seksu jako nagroda, moze popchnac mezczyzne wlasnie w obecia kochanki.
Podobnie kiedy mezczyzni zapominaja o swoich zonach i te szukaja pocieszenia gdzie indziej.Wina czesto nie lezy tylko po stronie zdradzajacych ale rowniez po stronie zdradzanych.
MISSNOBODY - mysle ze nie znajdziesz tu pocieszenia, tylko nienawisc i radosc z Twojego nieszczescia, wsrod zdradzonych i zagrozonych netkobiet.
melania jedna uwaga:
winę za zdradę ponosi ten co zdradza. No chyba, żebym pomogła kochance mojego męża sciągnąc gacie, albo jemu nałozyć gumkę. Wtedy i owszem, byłabym winna
kryzysy w związkach, problemy - dotyczą obydwu stron, ale fakt, że facet wyciąga fiuta, albo kobieta rozkłąda nózki - naprawde jest decyzją jednostkową....
To nie jest kwestia nienawiści i radości z nieszczęscia koniczynki... zresztą o czym ty piszesz? przecież ona jest szczęsliwa, dumna, blada i korzysta z zycia!
to bycie kochanką nie jest jednak spełnieniem marzeń? no chyba się gubisz lekko w zeznaniach...
co do szukania przez męża pocieszenia... to przepraszam ciebie bardzo... ale nie rozumiem. jakiego pocieszenia? to ten, którego nazywasz "mężczyzną" to jakaś niezaradna, dziecinna sierota, nieszczęsliwa, która SZUKA POCIESZENIA?? a kto ją te biedną sierotę w nieszczęscie takie wprawił?? niedojrzałość, brak zasad, kłamstwo, oszustwo, głupota -będzie zawsze tym, czym jest
ja jestem taka zdradzona i zagrozona netkobieta. nie obchodzi mnie, czy mój mąż znalazł sobie w tej "małej Głowce" powody, żeby mnie zdradzić, nie interesuje mnie, jak się sam przed sobą usprawiedliwiał - okazał się idiotą, prostakiem, chamem, kretynem, oszustem i kłamcą... i nic tego nie zmieni..\
przezyłam szok, utraciłam zaufanie, straciłam moj,ą wielką miłość, którą do niego czułam. Dzisiaj zyję w ZWIĄZKU. po proostu. rozumiesz.. w związku..
wiem jedno, niezależnie od tego ile pieknych koniczynek rzuci mu się pod nogi, ile będzie gotowe na wszystkie - najmniejsze zaprzaństwo z jego strony spowoduje, że ZWIĄZEK sie skończy - bo ten ZWIĄZEK to świadoma, juasno okreslona, warunkowa relacja...
coś ci powiem, często mi mojego męża jest żal. często myślę - kurcze, on mnie jednak musi kochać, bo ze mną ma teraz najtrudniej na świecie. nie dlatego, że się na nim wyzywam, albo jestem wredna, albo coś, dlatego - bo ja znam swoją wartośc, wiem czego chcę, mam swoje oczekiwania i potrzeby. a przecież na świecie całe poletka takich pieknych, mądrych wkształconych, sprytnych, cwanych zapatrzonych w starsze ciacha koniczynek, które wezmą COKOLWIEK się im da!!!
I nikt mnie na puste słowka nie nabierze, ani mój mąż, ani żaden potencjalny kochanek, ani żadna koniczynka.. Zdrada to zdrada.
Stać mnie na więcej