Pierwszy post, w którym to ja gram główną rolę. Ja jestem tą "pokrzywdzoną".
Liczę na szczerą ocenę zachowań, skupienie się bezpośrednio ma problemie.
Przyszedł wczoraj. Było jak zawsze. No, może był trochę milszy niż zwykle. To wzbudziło moje podejrzenia, ale miał już takie momenty od jakiegoś czasu. Miesiąca mniej więcej.
Kiedyś oszukał, zawiódł zaufanie. Dałam szansę, żeby to zaufanie odbudować. Powiedział kiedyś, że mogę go sprawdzać, jeśli mu nie ufam. Że on pozwala, nie ma nic przeciwko.
Nie robiłam tego. Bo i po co, skoro po takiej deklaracji tylko bardziej by się pilnował i ukrywał dokładniej ewentualne "przewinienia"? Wczoraj coś mnie tknęło. Poszedł do łazienki. Zajrzałam do torby. Znalazłam prezerwatywy. Szok. Niedowierzanie. Nie inicjował zbliżenia przez ostatnie spotkania. Opakowanie było nietknięte, zafoliowane, więc wywnioskowałam, że kupił je wczoraj, ewentualnie przedwczoraj.
Jego duże potrzeby seksualne wpływały na częstotliwość współżycia (przy okazji każdego spotkania, a więc 2 - 3 razy w tygodniu). Ja też mam temperament.
Uprzedzając pytania odpowiem na nie zawczasu. Nie miał ostatnio dodatkowych problemów. Nie jest przemęczony. Nie zmienił diety. Nie choruje. Jednym słowem, wszystko jak dawniej.
Tylko te prezerwatywy... I fakt, że jest aż za bardzo, za miły, za opiekuńczy. Ostatnimi czasy.
Z mojej strony ostatnio również nic się nie zmieniło. Inicjuję ewentualne "przytulanka". Ostatnio nie wykazał chęci podjęcia dalszych działań. Trochę zabolało, bo nigdy wcześniej nie miało to miejsca.
Ponadto przy jego temperamencie seksualnych seks 2 razy w tygodniu nie jest nawet średnią patrząc na wszelkie dłuższe pobyty sam na sam.
Liczę na obiektywizm i szczere odpowiedzi życząc miłego dnia.
Babie Lato