Kochani...
Sytuacja wygląda tak.
Poznałam przez internet bardzo fajnego faceta. Już na pierwszym spotkaniu mnie zauroczył sobą. Na początku nieco mnie przetrzymał zanim się odezwał. Tak na prawdę to tylko "podkręciło" moje zainteresowanie nim.
Spotykaliśmy się co jakiś czas, zawsze z jego inicjatywy.
Oczywiście dostawałam od niego bardzo miłe smsy.. dzwonił, że chce mnie usłyszeć itp. nazwał się moim chłopakiem nawet w jednej rozmowie.. mimo, że nie oczekiwałam od niego żadnych deklaracji.
Martwić mnie zaczęło to, że byliśmy w kinie... a on po seansie nagle mówi mi, że będzie musiał jechać bo musi jeszcze trochę popracować (w niedzielę?! ) następnym razem podczas spaceru zaproponował żebyśmy podjechali gdzieś napić się czegoś ciepłego (Było dość chłodno). A że byliśmy każdy swoim autem to jechaliśmy osobno. Jak go mijałam widziałam, że rozmawia z kimś przez telefon. Dojechaliśmy na miejsce.. a on mi mówi, że właśnie dzwonił kumpel/jego pracownik i zepsuło mu się auto więc musi mu jechać pomóc.. no cóż.
Później nieco zła dałam mu do zrozumienia, że nie podoba mi się to. Kolejnego razu umówiliśmy się, że przyjadę do niego na film bo kino było nieczynne w święta. Było bardzo miło.. oczywiście do niczego nie doszło. Ale przytulaliśmy się itp. Znowu poprawił mi się humor i uwierzyłam, że jest OK. On w smsach proponował, że może zostanę u niego na noc następnym razem.. powiedziałam, że na to za wcześnie.
Kolejne spotkanie.. zaraz po pracy poszliśmy na obiad.. on mówi, że może jutro też się spotkamy..tylko da mi znać jutro czy zdąży dojechać z innego miasta bo ma sporo pracy. Po obiedzie siedzimy przytuleniu..on mówi jak mu tak dobrze itp. a nagle.. "no.. obiad obiadem ale będę się już zbierał, muszę jeszcze coś załatwić" ....??!! Nic z tego nie rozumiem:/
Następnego dnia dostałam smsa na dzień dobry.. później cały dzień cisza (no ale przecież wiem, że jest zapracowany.. więc nie mam pretensji) około 15 pisze, że nie da rady przyjechać jednak. Wiec odpisuje, że rozumiem i czy niedziela jest aktualna (miałam do niego wpaść) odpisał z entuzjazmem, że tak.
kolejny dzień... cisza. Wieczorem napisał mi, że miał bardzo ciężki dzień i że kładzie się spać. Nic mu nie odpisałam.. też miałam ciężki dzień.. jeszcze to jego milczenia. Jakoś nie miałam ochoty.
Następnego dnia (w przeddzień kiedy miałam do niego przyjechać) cisza... znowu nic nie pisał. Więc wysłałam mu buziaka. cisza... późno w nocy napisał mi smsa, że ciężko mu z tym.. bo widzi jak się angażuję ale dla niego to za wcześnie.. że nie jest gotowy na związek..
Spotkań było więcej, ale te były specyficzne.. spotykaliśmy się przez ok. miesiąc. Wiem, że to niewiele.. ale mimo to.. ![]()
Dodam, że niecały rok temu zmarł jego tata, niedługo po tym zostawiła go dziewczyna, no i ma dość poważne problemy z bratem.
Wiem, że ten sms to nic innego jak "nie jestem gotowy na związek z Tobą.. z inną może tak jak się tylko pojawi". Nie będę się odzywać itp. Rozumiem, że mogło z jego strony nie zaiskrzyć i tyle.. nie rozumiem tylko po co ta cała zabawa w podchody.. zabieganie.. pisanie tych wszystkich smsów.. po co to. Czuję się oszukana i skrzywdzona.. znowu. Obiecałam sobie, że nie dam się wciągnąć w taką gierkę już.. nie udało się. ![]()