netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Nie potrafię z tym skończyć..

12 odpowiedzi3 573 wyświetleniazałożony przez daisy20, 14.04.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie potrafię z tym skończyć..

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1

Temat: Nie potrafię z tym skończyć..

Może to się wydać nieco głupie, że mój pierwszy post to od razu 'biadolenie'. Przeczytałam kilka wątków, na tym forum, po czym stwierdziłam, że zarejestruję się i napiszę...

Mogę wydać się dla wielu z Was zwykłą małolatą, która poznała pierwszego lepszego chłopaka i teraz ogromnie cierpi, a lada dzień zobaczy na ulicy byle jakiego typka i od razu się 'zakocha' (nie chciałam oczywiście nikogo obrazić, ale trochę jakby się wytłumaczyć, dlaczego na starcie wyskakuję z takim tematem)

Mam prawie 20 lat. Kilka związków, a raczej można powiedzieć - krótkich znajomości za sobą. W tym wieku zawsze wszyscy radzą 'młoda jesteś, poznasz kogoś nowego, nie masz co się przejmować'. Niby to jest zgodne z prawdą. Ale niestety nie w każdym przypadku.

Mniej więcej półtora roku temu zapoznałam się przez internet z chłopakiem (A), z którym chodziliśmy do jednego liceum. Był rok starszy. Ta znajomość to zwykły przypadek, będąc w szkole, nigdy nie zwrócił jakoś szczególnie mojej uwagi, ani ja jego chyba też. Nawet za specjalnie ze sobą nie pisaliśmy. To był u mnie taki czas, kiedy zapoznawałam wielu chłopaków przez internet, spotykałam się nawet z jednym i zapowiadało się, że będziemy parą. Ale wymieniłam się z A numerami telefonów i pewnego dnia kiedy się nie spodziewałam zadzwonił. Raz, drugi, trzeci. Choć praktycznie nic o sobie nie wiedzieliśmy, nie znaliśmy się - rozmawialiśmy po kilkadziesiąt minut o wielu rzeczach. Nie spotkaliśmy się jeszcze wtedy. Kiedy pisał, pytał najczęściej czy pójdę z nim na jakąś imprezę, praktycznie co weekend padało to samo pytanie. Ja jestem z tych 'spokojniejszych' osób. Imprezuję raczej z najbliższymi znajomymi, ale na pewno nie poszłabym z obcym facetem, na starcie znajomości na imprezę, co dość szybko mu oznajmiłam. W końcu umówiliśmy się w knajpie, gdzie spędziliśmy z 5h razem rozmawiając, śmiejąc się. Ogólnie pozytywne wrażenie. Chociaż zdziwiło mnie, gdy w pewnym momencie na chwilę wpadł jego kolega, którego już jakiś czas nie widział. I A raz mnie objął, kiedy graliśmy w rzutki. Myślałam, że to zwykły podryw. I od razu wiedziałam, że to człowiek nie dla mnie, ale polubiłam go i stwierdziłam, że miło mi się z nim spędza czas. Z wielu źródeł (czasem całkiem przypadkowo) dowiadywałam się, że A raczej nie jest lubianym chłopakiem. Że lubi się lansować (niestety jest w tym trochę prawdy, ma kasę i lubi ją wydawać na drogie gadżety a potem się chwalić), że jest nie do wytrzymania.. Ale nie przejmowałam się, bo stwierdziłam, że sama ocenię jak go poznam. I tak od spotkania do spotkania, wpierw co tydzień, później w ferie zimowe częściej, bo codziennie się widzieliśmy, walentynki spędziliśmy razem, codziennie dzwonił, pisał non stop smsy (czasem, ąż zbyt często), nawet kiedy wyjechał za granicę na narty z rodziną, dzwonił kilka razy dziennie aby ciągle mieć ze mną kontakt. No i wpadłam... Zakochałam się po uszy. Choć starałam się 'nie być łatwa', tzn. trzymać go trochę na dystans - a niech się stara. Unikałam też imprez z jego znajomymi, to chyba przez to, że większość z nich to takie imprezowe, szalone towarzystwo, a ja czułabym się jak odludek, owszem - jestem rozmowna, towarzyska, ale kiedy kogoś dobrze znam. Nie chciałam żeby ktoś pomyślał, że dziewczyna A to jakiś dzikus, choć z drugiej strony nie chodząc nigdzie, też mogli tak pomyśleć.. Także spotykałam się z nim ile mogłam, a zbliżała się matura, więc czas był nieco ograniczony. Jego też. Chociaż wyrzucili go ze studiów, stałej pracy nie miał, codziennie był w domu, oddalonym od mojego o 15 min drogi spacerkiem. Coraz mniej czasu. Dochodziło do tego, że widzieliśmy się raz na 2 tygodnie, a kontakt telefoniczny też osłabł. I w czerwcu, po maturze zerwałam z nim.. Szczerze mówiąc, liczyłam, że on tak tego nie zostawi, że będzie się starał... Ale to typ człowieka, który nie stara się, a woli odczekać aż mi przejdzie. I odezwał się dopiero po 2 tygodniach jak gdyby nigdy nic ale byłam chłodna. Po 2 miesiącach spotkanie nastąpiło z mojej inicjatywy. Nie wytrzymałam. Spotkaliśmy się początkowo 'na piwo', a wyszliśmy już objęci i pogodzeni. Myślałam, że tak już zostanie, ale kontakt nadal był marny... Kolejny raz spotkaliśmy się u niego po miesiącu. Myślałam, że tęsknił jak mówił. Ale zaraz przyszedł jego kolega z nową dziewczyną, nagle wpadł drugi i stwierdził, że porywa nam A na półtorej godziny. Zapytałam go, czy to aż tak pilne, bo i tak za pół godziny musiałam wyjść. Podobno był z nim umówiony. Myślałam, że A nas nie zostawi, ale jednak zrobił to. I stwierdziłam, że dla niego chyba kumple będą zawsze najważniejsi... Obraziłam się, nie odzywałam, napisałam kilka smsów kilka dni później, ale on się tym nie przejął... 3 miesiące ciszy. To była tragedia. Nie miałam ochoty nigdzie wychodzić. Czułam, że moje życie straciło sens, mimo tego, że zaczęłam pracę, że poznałam tyle świetnych osób na studiach. Nikt nie umiał mi go zastąpić. Na święta wysyłałam życzenia do znajomych, to wysłałam i jemu. On za to odezwał się w sylwestra. Dzwonił kilkakrotnie, ale nie miałam przy sobie wtedy telefonu, wypisywał 'wszystkiego najlepszego w nowym roku myszka' itp. i wszystko wróciło... Mimo tego, że myślałam, że był pijany jak to pisał. Znów rozmawialiśmy przez telefon co raz, po pewnym czasie się spotkaliśmy. Chciałam, żeby to była zwykła znajomość. Wiedziałam, że jesteśmy jak ogień i woda, że go nie interesuję, nawet nie pamiętał o mnie w moje urodziny, w ogóle mało się mną interesował. Ale stwierdziłam, że wolę byle jaki kontakt, głupią znajomość, niż nic i non stop płakać jak przez te 3 miesiące... Wszyscy znajomi mnie uprzedzali, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, większość go z resztą nie lubi, ale jakoś zaakceptowali, że znów z nim jestem. Ale powtarzała się historia sprzed roku. Spotykaliśmy się co 2-3 tygodnie, smsy raz na tydzień, owszem - ja pracuję, co 2 weekend studia, on studiuje dziennie w Warszawie i tam mieszka, ale to tylko 20 km i gdyby chciał nie byłby to dla niego problem przyjechać..  Dla mnie też nie.. Ale najwyraźniej nie chciał. A ja miałam być twarda a zaczynałam strzelać coraz więcej fochów. Że mu nie zależy na mnie, że tęsknię, że chcę mieć z nim większy kontakt - nic to nie dawało... Odzywał się praktycznie tylko w weekendy. Momentami pisałam już teksty typu, że nie będę mu się więcej narzucać, że usuwam się, a pewnie jego to tylko ucieszy - nie odpisywał, a ja wariowałam. Następnego dnia go przepraszałam. Jak histeryczka. Uzależniłam się od niego... A on tylko kręcił, że a to nie odpisał bo sms nie doszedł do niego, a to ma ciężką sytuację rodzinną, a to ma dużo nauki. I tak zawsze. Choć a to znalazłam jakieś zdjęcia na facebooku z popijawy, a to z jakiegoś wypadu z kumplami, na to ma czas... Kiedyś mi wszystko to proponował, żebym z nim poszła, teraz nawet o niczym nie wiem... Na ostatnim spotkaniu, które było po miesiącu nie widzenia się, chciałam z nim porozmawiać. Ale ciągle coś przeszkadzało. W końcu musiał gdzieś jechać i odwiózł mnie do domu. Całą drogę milczałam, myślałam, że zobaczy, że coś jest nie tak. Ale o nic nie spytał, pojechał. Po kilkunastu minutach zadzwoniłam i powiedziałam, że nie mieliśmy nawet możliwości porozmawiać, że jednak chciałabym to wszystko wyjaśnić, że nasz związek nie jest normalny... Miał podjechać za parę minut czego nie zrobił. Zadzwoniłam później, rozmawialiśmy, znów tłumaczenie, że 'musiał wrócić do domu', słyszał, że płakałam, mówiłam mu, że widzę, że się narzucam i chyba wolałabym usłyszeć wprost, że mnie nie chce, niż się tak męczyć i robić sobie nadzieję, niech mi powie co czuje, a nie tak olewa, na co usłyszałam bardzo niewyraźnie, ale coś w stylu 'to miałem ci powiedzieć zostańmy przyjaciółmi czy co?', prosiłam, żeby powtórzył, ale usłyszałam 'nic'. Miał zadzwonić następnego dnia, ale się nie odezwał. Zaliczyłam już 2 przepłakane noce. Non stop jedyne co robię to czytam jego smsy sprzed paru dni, że tak mu na mnie zależy, że nie doceniam jego 'starań', że nie widzę, że potrafiłby rzucić wszystko gdybym tylko chciała. Wypisuję tylko jakieś smsy robocze, tym, co chciałabym mu powiedzieć, ale ich nie wysyłam. Przeklinam kogoś, kto wymyślił porozumiewanie przez telefon.To jest już prawie jak choroba. A wiem, że to dupek, że na mnie nie zasługuje, dla niego liczą się tylko te imprezy i nic więcej... Nigdy nie był wylewny, podobno ma problemy z wyrażaniem uczuć, jakoś rok temu tego nie zauważyłam... Nie wiem zupełnie co miałabym zrobić, gdybym nagle dostała smsa co robię w weekend, lub co u mnie... Nie wiem. Nie umiem z nim skończyć. Nie umiem się nikim zainteresować. Chociaż powodzenie mam raczej spore i na studiach i na codzień... Każdego faceta zbywam tylko dlatego, że nie jest NIM. Myślałam, że jestem silna. Już nie jednego chłopaka straciłam, nieraz płakałam. Straciłam swojego ukochanego Tatę, który chorował prawie rok na raka. Po tym zdarzeniu w moim życiu, myślałam, że mam silny charakter, że przeszłam to, to jakieś byle uczucie mnie nie załamie. Znajomi mówią, że robię wokół siebie taką zasłonę, że staram się być taką twardą sztuką, nie do złamania. Jest tylko jeden, przez którego cierpię i nie mogę tego powstrzymać. I nie wiem co z tym dalej zrobić. Te 2 dni już i tak były tragiczne. Nic nie mogłam nawet przełknąć. Boję się kolejnego okresu czasu. Nawet nie mam z kim porozmawiać, rodzina myśli, że od czerwca już z nim nie jestem, a teraz spotykam się rzadko tylko 'po kumpelsku'. Znajomi są zajęci swoimi sprawami. Dlatego piszę to tutaj. Może ktoś to przeczyta i mnie zrozumie, a nie potraktuje jak jakąś małą, załamaną dziewczynkę...

2

Odp: Nie potrafię z tym skończyć..

Daisy20, na Twoim miejscu zerwałabym kontakt. Lepiej raz przecierpieć niż cały czas. Ja tak zrobiłam, rozstałam się niedawno z chłopakiem. Na początku było ciężko, miałam ochotę zasypywać go smsami, dzwonić, ale jakoś udało mi się to wytrzymać. A był moim najlepszym przyjacielem, rozmawialiśmy codziennie o wszystkim i bardzo długo (dzieliło nas 200 km). Będzie Ci bardzo ciężko, ale spróbuj. Moim skromnym zdaniem lepiej przeżyć swoją żałobę, otrząsnąć się i poczekać na kogoś naprawdę wartościowego niż trwać w pozornym związku.

3

Odp: Nie potrafię z tym skończyć..

Myślę, że powinnaś zastosować pewną taktykę. Napisz do niego, że to koniec, że masz dość jego zachowania, nie jest Ciebie wart. Kiedy poczuje, że może Cię stracić, być może zmieni się - jeśli oczywiście coś czuje do Ciebie. Jeśli nie odpisze, będzie mu wszystko jedno - będziesz miała dowód,że Cię nie kocha. Uwierz, nie warto być z osobą, która nie potrafi kochać. Prędzej czy później odejdzie, a wtedy pozostanie jeszcze większy żal, smutek.

4

Odp: Nie potrafię z tym skończyć..

mika2906, doskonale wiem, że masz rację, że nie ma sensu w tym brnąć dalej. Ale to jest silniejsze ode mnie... Już kilkakrotnie próbowałam z nim skończyć, ale skutki były marne - i tak wracałam. Ten głupi odzew po prawie 4 miesiącach w sylwestra zmienił całe moje nastawienie do wszystkiego.

A aga999, już niejednokrotnie tak robiłam. Brak odzewu tylko mnie rozjusza jeszcze bardziej - wolałabym chyba usłyszeć 'bardzo dobrze, że to koniec', niż nie usłyszeć nic. To taka jego gra, nigdy nie potrafiliśmy się nawet pokłócić - zawsze odpowiadał na moje zarzuty ciszą, lub na nie tylko zaprzeczał i nic więcej. Jakby nigdy nie czuł winy, a chciał obciążyć mnie, że jestem taka zła i niedobra bo się wykłócam...

Myślałam raczej o tym żeby sama z siebie zaproponować przyjaźń... Zobaczyć jak zareaguje... A jeśli faktycznie to ma być koniec, nic nie czuje, wystarczy mi chociaż byle jaki kontakt, albo świadomość, że nie rozstaliśmy się w złości - może dzięki temu będę się czuć choć trochę lepiej? Co o tym myślicie?

5

Odp: Nie potrafię z tym skończyć..

Potrafisz przyjaznić sie z facetem którego kochasz??? ..najlepszym sposobem bedzie zerwanie kontaktu definitywnie..Na poczatku nie bedzie Ci łatwo( sama to przechodziłam i to po 8 latach) ale z czasem zapomnisz..Nie trac czasu na kogos kto go nie ma dla Ciebie..On sie Toba bawi...przykre to ale prawdziwe...Upłynie sporo czasu zanim o nim zapomnisz...Teraz jestes w takiej sytuacji że tylko sie meczysz i cierpisz i sama to przeciagasz...

6

Odp: Nie potrafię z tym skończyć..

Masz całkowitą rację. Właśnie czytając post innej osoby, doszłam do wniosku, że sama tworzą swój problem, bo się od niego uzależniłam. I sama mocniej w to brnę. Bo gdy z nim zerwę, on szybko zapomni, pozna kogoś, a najprawdopodobniejszą opcją jest, że 'tak się przejmie' i pójdzie na imprezę... hmm A ja będę siedziała w domu zamknięta w sobie, płakała... Lepiej skończyć. Ale jak? Nie ominą mnie nieprzespane, przepłakane noce, ciągłe sprawdzanie telefonu, poczty... Mam jakąś manię, nad którą nie potrafię zapanować... Nawet nie mam z kim teraz porozmawiać. Wszyscy mówią 'a nie mówiłem', a to wcale nie pomaga... Rodzina nie wie nic, ciężko mi to ukrywać. Nie mam w nikim wsparcia, dlatego jestem tutaj...

7

Odp: Nie potrafię z tym skończyć..

Po to jest to forum, aby się wygadać i uzyskać wsparcie smile

Strach przed płaczem, samotnością jest gorszy niż samo przeżywanie tego. Jeżeli ktoś jest prawdziwym przyjacielem to na pewno Ci pomoże. Ja też myślałam, że zostanę sama, jednak prawdziwi przyjaciele powiedzą co myślą, ale również dadzą wsparcie w trudnych chwilach. Mi pomaga bardzo pomoc innym, dzięki temu nie mam czasu myśleć o swoich problemach. Wiem, że Ci będzie ciężko i nie będziesz miała ochoty nic robić, ale postaraj się znaleźć w sobie siłę, aby zapełnić sobie czas. To też bardzo pomaga.

Pozdrawiam cieplutko smile

8

Odp: Nie potrafię z tym skończyć..
mika2906 napisał/a:

Po to jest to forum, aby się wygadać i uzyskać wsparcie smile

Cieszę się, że się tu znalazłam smile Przyznam szczerze, że od wczoraj jest nieco lepiej... Wczorajsza, wolna sobota była wręcz tragiczna. Nie miałam co ze sobą zrobić i non stop płakałam, na zmianę z patrzeniem w telefon. Czekałam tylko do wieczora, jakoś czuję się lepiej gdy jest ciemno, kiedy mogę iść spać... Czasami jeszcze mam wrażenie, że mogłabym spać coraz dłużej, jakbym chciała przespać te dni i przeczekać - a nuż się odezwie? Z tym muszę walczyć... No ale jutro praca, w przyszły weekend studia, więc liczę, że nie będę miała zbytnio czasu na łzy.

Pozdrawiam.

9

Odp: Nie potrafię z tym skończyć..

Witaj Daisy20,
Nie będę Ci doradzać, czy masz to zakończyć, czy nie, bo to musi być Twoja decyzja.
Napiszę Ci jednak, że z całą pewnością ból po rozstaniu mija! Piszesz że boisz się przepłakanych nocy, zerkania w telefon itd. Słusznie, bo to męka. Ale ja, po 2,5 miesiącach od rozstania z osobą, którą uważałam za przyszłego męża, mogę powiedzieć, że ból powolutku mija. Faktycznie był płacz, było zerkanie w telefon i ta rozdzierająca serce świadomość, że tak będzie już zawsze... Z czasem tych łez było jednak coraz mniej i dziwne, ale pojawiał się coraz większy spokój...
Cokolwiek postanowisz, trzymam mocno kciuki smile Ja po moim rozstaniu zrozumiałam, że związek jest udany tylko wtedy, gdy pragną tego dwie osoby, a nie tylko jedna.

10

Odp: Nie potrafię z tym skończyć..

Droga daisy20, nawet nie wiesz jak Cię rozumiem... Wiem, że rady typu "daj sobie spokój" są do niczego. Kochasz, a nie możesz z nim być - straszne. Przechodzę właśnie to samo. 3maj się, a jeśli będziesz chciała pogadać - napisz na maila, niestety mamy wspólny temat do rozmowy sad

11

Odp: Nie potrafię z tym skończyć..
Marti83 napisał/a:

Faktycznie był płacz, było zerkanie w telefon i ta rozdzierająca serce świadomość, że tak będzie już zawsze...

Chyba właśnie najbardziej boli mnie ta świadomość, że tak już zostanie. Najlepiej się czułam z myślą, że mam go, że jest jaki jest, ale jest... Że jednak coś czuje, jestem komuś potrzebna, komuś na mnie zależy... A teraz boli podwójnie, bo nie dość, że zawalił się cały świat, bo okazuje się, że to nieprawda, że nie mam nikogo, że jemu na mnie nie zależy, to jeszcze dowiedziałam się, że kłamał... A kłamał na pewno, bo od czwartku zupełna cisza sad
Jedyne co dowiem się na jego temat, to pewnie jak wrzuci jakieś nowe zdjęcie na facebooka, ze znajomymi ze studiów, gdzie dziewczyn jest sporo i na pewno niejednej zawrócił w głowie... Chyba to jedyne co potrafi. A ja głupia będę płakała po nim, bo jestem głupia i tyle...

Jeszcze chłopak przyjaciółki (który zna go z nie najlepszej strony i nigdy go nie lubił, zawsze był przeciwny temu, że z nim jestem, choć znosił jakoś jego towarzystwo) ostatnio powiedział, że on nie ma mi nic do zaoferowania. Nic mu nie wychodzi, korzysta tylko z kasy rodziców i nią się nosi na wszystkie strony, a sam nic nie potrafi osiągnąć. A ja już sporo przeszłam, sporo przecierpiałam jak na swój wiek i wiele osiągnęłam, więc nie powinnam dać się poniżać takiemu człowiekowi, któremu tylko imprezy i alkohol w głowie... A jednak tyle czasu się dawałam, więc może jednak naprawdę jestem nic nie warta? sad Skoro odrzucam ludzi wartościowych, którzy mogliby mnie darzyć prawdziwym uczuciem, a wybieram dupka? sad

12 Ostatnio edytowany przez daisy20 (2012-04-18 18:43:11)

Odp: Nie potrafię z tym skończyć..

Zadzwonił dziś kiedy byłam w pracy. Odebrałam. 'Miałaś rację, zostańmy przyjaciółmi'. Odpowiedni moment na schrzanienie humoru. Rozmawiałam później z nim na osobności (przez telefon oczywiście, jakby inaczej)... Powiedział, że tak będzie lepiej, bo on ostatnio nie ma czasu dla mnie i wie, że nie będzie w najbliższej przyszłości też miał... To ja spytałam o prawdziwy powód. Ma kogoś? Czy nie zależy mu na mnie? Odpowiedział, że nie może powiedzieć, że nie zależy bo by skłamał. I kazałam mu to zrobić. To powiedział, że tak, nie zależy mu na mnie. Chociaż wiem, że na pewno to kłamstwo nie było...
W pracy się popłakałam i nie mogłam już nic zjeść. Ale potem mi ulżyło chyba trochę. Pewnie będą jeszcze kryzysowe momenty kiedy będę ryczeć jak bóbr, ale przeżyję. Muszę się od niego odciąć. Zakłamany typ.
Przez telefon powiedziałam mu, że niby nie ma dla mnie czasu a jutro zobaczę zdjęcia na facebooku z jakąś nową panną albo z jakiejś imprezy. Iiii wróciłam do domu, wrzucił. Jak z kumplem gdzieśtam byli i się lansowali. Żal po prostu i dziecinada. Trzymajcie kciuki, żebym była silna i nie odezwała się do niego... Nie ma po co...

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie potrafię z tym skończyć..

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026