Witam. jestem tu pierwszy raz i nie wiem jak mam zacząć.Mam 25 lat,jestem mężatką od 3 lat(co nie którzy pewnie pomyślą tylko?! no niestety myślę że to są aż 3 lata) we wrześniu będę po raz drugi matką i też od tego wszystko wezbrało. Jeszcze jakoś przedtem leciało co prawda mąż nigdy nie był zbyt wylewny w uczuciach za to w słowach zaczoł być mistrzem szczególnie w tych obraźliwych i dotykających.Kutnia na kutni a ostatnio nawet szarpaniny bo ja jako'' wulkan''dużo zniosę ale też potrafię się bronić czego sam mąż mnie nauczył.Co więcej przestał nawet zwracać uwagę na mój ''odmienny''stan i na młodsze dziecko które wszystkiemu się bacznie przygląda poczym wszystko to moja wina a on jest święty. ta sytuacja zaczyna mnie przerastać aż boje sie pomyśleć co będzie jak rodzina nam się powiekszy. Prawdą jest że ta ciąża spadła na nas jak grom bo wiadomo młodzi mieli inne plany,a teraz trzeba na nowo podporządkować się sytuacji.Przestaliśmy ze sobą rozmawiać nawet oficialnie kończy kutnią albo dogryzaniem.czuję się taka samotna, nie potrzebna, bezradna.najgorsze jest to że nie mam z kim o tym pogadać, wypłakać się w ramie. Poprostu mi wstyd albo się boję ?... gdybym mogła gdzieś uciec od tego wszystkiego ....
Podobne tematy
moze jeszcze jest sznasa na ratowanie tego wszytskiego ?
to jest dopiero 3 lata.
tylko gorzej jak bedzie jeszcze gorzej.
a maz zawsze taki byl?
chlopak.
ratować to nawet trzeba,chociażby ze względu na dzieci.Kocham go ale jużnie jestem pewna czy on jest ze mną z miłości czy z obowiązku.I to jest najgorsze czasami żałuje ale ponoć miłość jest ślepa.cos w tym jest.przy każdej kutni coraz bardziej wzbiera mnie nienawiść i złość na niego na siebie na całe otoczenie.a marzyłam tylko żeby mieć rodzine która się kocha i szanuje.choć nie jestem bez winy bo mam cięty język i czasami myślę że to ja wywołuję awantury to mam wrażenie że mnie olewa i ma w nosie moje zdanie.a kiedy dochodzi do słów ''wynocha.....'' to zawsze ja mam poczucie winy że to ja niszczę rodzinę,jego i siebie ,i ze lepiej nam będzie osobno.jestem w kropce nie potrafimy sie dogadać co znami bedzie czy czekać na ''lepsze czasy'' oby nie bylo gorzej. choć niewiele brakuje...