Witam was...
Chciałabym opowiedzieć wam historię mojego życia. Jestem załamana i nie wiem jak się teraz z tego wyplątać. Poradźcie mi proszę... Bo chyba się powieszę...
Mam 25 lat. Moi rodzice są po rozwodzie. Rozwiedli się kiedy miałam 4 lata i od tamtej pory razem z moją młodszą siostrą mieszkałyśmy u taty.
Poznałam mojego męża jak miałam lat 19. Jest w takim samym wieku co ja. Na początku było jak w bajce. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę. Krótko po tym jak się poznaliśmy zamieszkaliśmy razem. Jego ojciec jest tyranem. Uważa, że ma dzieci po to by mu usługiwały. Opowiem o tym więcej później. Więc porozmawiałam z ojcem o sytuacji rodzinnej mojego wówczas chłopaka. Ojciec zgodził się by zamieszkał z nami. Wiem dziwne, ale mój ojciec jest dobrym człowiekiem (choć leniwym ? opowiem o tym później) i nie jest głuchy na ludzką tragedię. Mój chłopak pracował więc sam się utrzymywał i nie było z tym problemów. Po jakimś czasie odezwała się moja matka, która zaproponowała mi przyjazd do Irlandii, ale bez mojego chłopaka. Odmówiłam. Kochałam go i nie potrafiłam go zostawić w takiej sytuacji. W zamian za mnie za granicę wyjechała moja młodsza siostra. Ja siedziałam w Polsce i chodziłam do szkoły, a mój chłopak dalej pracował ponieważ zrezygnował z dalszej nauki.
Po jakimś czasie matka znowu zaproponowała nam wyjazd za granicę. W tym momencie mój chłopak stracił pracę w wyniku recesji. Postanowiliśmy pojechać do niej na święta Wielkanocne i zobaczyć co będzie.
Mojemu chłopakowi udało się znaleźć pracę, a ja wróciłam do Polski na miesiąc. Później zrezygnowałam z dalszej nauki i wyjechałam z powrotem do Irlandii.
Po jakoś 2 miesiącach udało mi się znaleźć pracę w restauracji. Wszystko układało się pięknie. Aż...
Moja matka była wtedy w związku z mężczyzną o 11 lat młodszym od niej. Był bardzo złym człowiekiem. Mataczył mojej matce w głowie jak tylko mógł. Namawialiśmy mamę by zakończyła to. Miała przecież mnie, mojego chłopaka i moją siostrę. Wszyscy pracowaliśmy więc spokojnie mogliśmy żyć. Ale nie...
Matka zaczęła nas oszukiwać na pieniądzach. Żądała podwójnej zapłaty za pokój 2 na 2 metry. Nigdy nie pokazywała nam rachunków, nie pozwalała nam jeździć na zakupy (żywiliśmy się razem). W końcu namówiłam mojego chłopaka, żebyśmy się sami żywili. Oznajmił to mojej matce.
Tydzień później po moim powrocie z pracy wracam do domu a tam awantura. Moja pijana matka wyrzuca mojego chłopaka z domu bo on niby chciał jej spalić dom (co oczywiście było jej wymysłem)! Starałam się wszystko wyjaśnić, ale ona nie chciała mnie słuchać. Kazała mi się wynosić. Powiedziałam, że jeżeli tego sobie życzy. Zaczęliśmy się pakować. Wtedy ten jej facet (3 razy większy od mojego chłopaka) pobił mojego chłopaka, a matka pobiła mnie. Chcieli go wyrzucić z domu, a mnie zamknąć na klucz w pokoju. Na szczęście udało mi się uciec przez drzwi na ogród i razem uciekliśmy. Nie wiedziałam co z nami będzie, ale byłam pewna, że chcę zostać z moim chłopakiem.
Udało nam się wynająć małe mieszkanko. On pracował, ja pracowałam. Układało nam się dobrze. Potem kupiliśmy pierwszy samochód. Z czasem przeprowadziliśmy się do piętrowego domu. Wzięliśmy ślub. Zaszłam w ciążę. Byłam szczęśliwa, aż do dnia...
Aż do dnia kiedy mój mąż miał wypadek w pracy. I od tego dnia wszystko zaczęło się sypać. Mój mąż doznał urazu kręgów szyjnych. Zaczął cierpieć na straszne bóle pleców. Ja wtedy byłam chyba w 4 miesiącu ciąży. Załatwił sobie chorobowe, a ja dalej pracowałam.
Mój mąż stał się strasznie leniwy. Ja siedziałam po 10 godzin w pracy, a on nawet w domu nie posprzątał. A o obiedzie to nie miałam co marzyć, a byłam wtedy w ciąży. Po urodzeniu synka poszłam na macierzyński. Wtedy muszę przyznać zajmował się małym. Ja pierwszy miesiąc kurowałam się po szyciu i nawet nie mogłam się schylać. Zaczęły się problemy z teściem. Byliśmy zmęczeni. Każdy rodzic wie jak to jest mieć małe dziecko. Nie przespane noce, obiad o 17.00 i takie tam. Mój teść pewnego razu zadzwonił do mojego męża i zaczął na niego wrzeszczeć. Że w ogóle się nie odzywa, że ma w dupie swoją rodzinę, że olał się na nich, i w ogóle, że jest wyrodnym synem. Tutaj chciałabym powiedzieć, że dzwoniliśmy do teściów przynajmniej raz w tygodniu. Ale to było dla nich za mało. I wyobraźcie sobie, że mój mąż nic nie powiedział. Nie odezwał się ani słowem w naszej obronie. Nawrzeszczałam na teściów, że co oni sobie wyobrażają! Że już nie pamiętają chyba jak to jest mieć małe dzieci. Skończyło to się wielką obrazą majestatu i zerwaniem kontaktu na dwa miesiące, potem oni się odezwali, ale nie poruszali już tematu ostatniej rozmowy, ani już nie odważyli się powiedzieć, że olewamy się na rodzinę.
Ale potem wróciłam do pracy...
Mąż znowu nie sprzątał w domu, dalej nie gotował. Dziecko sadzał przed telewizorem, a sam siadał na cały dzień na laptopa. Robiłam mu wielokrotnie awantury, że nie wychodzi z dzieckiem na spacer. Nawet już się pakowałam bo miałam już go dość. Ale obiecywał, że się zmieni. Potem zaczęły się problemy u mnie w pracy. Mój pracodawca stał się nie wypłacalny. W końcu zamknął biznes. Mogłam pójść na bezrobocie i spędzić trochę czasu z rodziną. Mogliśmy żyć za te moje bezrobotne i męża chorobowe jak pączki w maśle, ale...
Mój teść zaproponował że załatwi mi i mojemu mężowi pracę w firmie, w której był kierownikiem. Ja bym dostała 1500 zł, a mój mąż od 3000 w górę jako kierowca. Ja powiedziałam mężowi, że ja nie chcę wracać do Polski. W mieszkaniu mojego ojca mieliśmy bardzo złe warunki. Grzyb, wilgoć, brak podłóg i normalnej kuchni i tylko jeden mały pokój w którym mieliśmy mieszkać z naszym 1,5 rocznym synkiem. Ale on tak mnie prosił, obiecywał, że to tylko tymczasowe, że wynajmiemy jakieś mieszkanko, albo wyremontujemy całe mieszkanie. W końcu uległam. Uwierzcie mi, że gdybym wiedziała co mnie w Polsce czeka to jakbym jeb&^%ła mojego męża w łeb to by zapomniał co to w ogóle jest Polska. Zakończyliśmy wszystkie sprawy w Irlandii. Sprzedaliśmy samochód, sprzedaliśmy rzeczy. Uzbieraliśmy 12 tysięcy złotych i wyjechaliśmy.
W Polsce okazało się, że mój teść nas oszukał. Powiedział, że sami musimy sobie radzić. Dostałam normalnie obuchem w łeb. Nie mogliśmy już wrócić do Irlandii bo nie było już do czego. Mąż znalazł pracę za 900 zł miesięcznie w sklepie elektronicznym, a ja (nie będę wam opowiadać szczegółów o wojnie o ziemię, rachunki i dom z moją rodziną) wylądowałam w zgrzybiałym mieszkaniu z naszym dzieckiem i zostałam przydzielona do opieki nad moimi niepełnosprawnymi dziadkami, którzy potrzebowali opieki 24h na dobę. Pieniądze, które zebraliśmy w Irlandii (które miałam nadzieję, że przeznaczymy na remont mieszkania) mój mąż wydał na samochód, bo nie chciało mu się jeździć autobusem do pracy. I tak mija już rok od naszego zjazdu. Teściowie buntują męża przeciwko mnie. Opowiadają, że nic nie robię tylko z dupą siedzę w domu. Że przeze mnie nie poszedł na studia. Że nie umiem się dzieckiem zająć. I wiele, wiele innych rzeczy. A mój mąż na to.....nic. Nie odzywa się nawet słowem w mojej obronie. Mówi mi tylko, żebym się nie przejmowała. Jak mam się nie przejmować. Ja zawsze poświęcałam się dla niego. A co dostaję w zamian?
Teraz już nie mam siły. Nie mogę znaleźć pracy bo muszę opiekować się dziadkami 24h na dobę. Nie mogę posłać dziecka do przedszkola bo nie pracuję (opieka nad dziadkami według naszego przedszkola to nie praca). Teraz mój mąż pracuje na czarno w kantorze i zarabia 1500 zł miesięcznie. Ale to dla nas za mało. Mój ojciec pomaga nam finansowo, ale ile można?
Mój mąż twierdzi, że sam wszystko robi, a ja tylko narzekam. Ja już naprawdę nie mam siły. On wychodzi na cały dzień do pracy i wraca wieczorem. Nie siedzi w tym gnoju cały dzień. A ja nic nie mogę z tym zrobić. Do tego jeszcze jest nimfomanem. Jak tylko odmawiam mu sexu to obraża się na mnie i nie chce ze mną rozmawiać. Jak ja mam kochać się z kim kogo nie obchodzę?
Myślałam o rozwodzie, ale mamy dziecko, a ja już nie jestem tak atrakcyjna jak kiedyś, mam zobowiązania wobec dziadków. Co robić? Pomóżcie... Ja naprawdę jestem na skraju załamania nerwowego....
Mam nadzieję, że komuś chciało się przeczytać mój post i że nie zanudziłam was. Pozdrawiam....
Podobne tematy
Mi się chciało przeczytać Twój post,choć jest troszkę długi.
Hm,ciężką masz sytuację...do swojej mamy to nawet nie masz co wracać-to na pewno.
Na rodziców męża też nie masz co liczyć i na Niego samego też nie bardzo.
Pozostaje Ci tylko tata.
Co do opieki na dziadkami...na pewno mają emeryturę albo rentę.Są ośrodki opiekuńcze dla osób starszych i chorych,moja mama w takim pracuje,jest opiekunką osób starszych.Twoi dziadkowie mogą opłacić taką opiekunkę,chociaż żeby była na 8 h dziennie.Spróbuj dzieciaczka dać do przedszkola a sama poszukaj pracy,chociaż na ten czas kiedy opiekunka będzie zajmowała się dziadkami.
Nad rozwodem to się zastanów,to poważna decyzja.Jeśli potrzebujesz czasu żeby to przemyśleć to idź na jakiś czas do swojego taty,moze Twój mąż wystraszy się,że odejdzesz na zawsze i jakoś to Go zmobilizuje do zmiany itp.
Tylko, że ja z mężem mieszkamy właśnie u mojego taty. Jedyne co by wchodziło w grę to spakowanie go i wyrzucenie z domu. A co do dziadków to już próbowałam załatwić opiekunkę z opieki społecznej, ale po tygodniu ją odprawili bo niby sami sobie radzą. Dziadek leży cały czas w łóżku i "robi" pod siebie (przepraszam za wyrażenie), a babcia jest po udarze i przyjmuje insulinę. A opiekunki społeczne nie mogą podawać takich leków. A pieniądze oddają swojej patologicznej córce. Mnie dają tylko część która starczy na leki i rachunki. Żywimy ich z własnej kieszeni.
masakra, wspolczuje.
ja przeczytalam i jestem w szoku.
kopnij meza w dupe taki z niego maz ze az sie plakac chce, dziadki tez sa niezle.
A dziadki mieszkają oddzielnie?
Mieszkają nad nami. Dom jest piętrowy. My mieszkamy w podpiwniczu (pół ścian w ziemi, pół nad ziemią), a oni na piętrze.
Witaj
Na początek , dziewczyno ja Ciebie podziwiam ! jesteś na prawdę dzielna ! Ja też musiałam się opiekować starszą osobą i wiem jakie to trudne zwłaszcza że masz małe dziecko.
Moim zdaniem jeśli nie możesz liczyć na pomoc męża to po prostu wystaw mu walizki za drzwi
bo z tego co piszesz jest totalnie zdominowany przez Swojego ojca i może kubeł zimnej wody coś pomorze
Z opiekunką z opieki społecznej bym tak szybko nie odpuszczała , nie jest łatwo przekonać starszych ludzi do obcych ale jest to wykonalne a na pewno bym domagała się większych pieniędzy na ich wyżywienie od nich.
A jeśli nikogo nie zaakceptują to domagaj się zasiłku opiekuńczego na nich , a to że masz dziecko nie zmienia faktu że się nimi opiekujesz ! Nie daj się zbyć tłumaczeniami opieki że jesteś w domu , skoro mogą płacić opiekunce to mogą płacić i Tobie ! Możesz się powołać na to że nie możesz iść do pracy bo opiekujesz się właśnie dziadkami.
Faktycznie, lekko to Ty nie masz, a gdybyś nie mogła się nimi wszystkimi się zajmowac to okazałoby się że daliby sobie radę. Dziewczyno, daj sobie na luz bo nie wyrobisz, wiem dobrze co to jest opieka nad starszymi ludżmi, przerabiałam to, poszlam do opieki spolecznej i dotad odrzucalam tzw. opiekunki aż trafiłam na taką co chciała to robić i potrafila. W większosci to panie przychodziły tylko aby im podpisac że były albo z deklaracją że ona będzie tylko zakupy robiła, albo może tylko posiedziec. Ta którą wybrałam była doskonała i w życiu jej nie zapomnę. Na Twoim miejscu męża bym spakowała bo się nie sprawdza i tylko utrudnia Ci zycie, jak nie podoba mu się być mężem i ojcem to niech spada , a płacić alimenty musi. Porozmawiaj z dziadkami, oni muszą sobie zdawac sprawę z tego że Ty nie możesz do nich dokładac i muszą sami się finansowac, opieka społeczna tez bierze kase za opiekę i to niemało, zgłos opiekę nad dziadkami do opikeki społecznej a sama idż do pracy, dziecko do przedszkola lub opiekunkę najmij, bo musisz uporządkować swoje życie, tak dłuzej się nie da. Powodzenia.
Przeczytałam Twój post. Podziwiam Cię naprawdę ! Słuchaj, co to za mąż, który nie potrafi zająć się swoją rodziną, stawiać jej na pierwszym miejscu i chcieć dla niej jak najlepiej ?? Żeniac się, powinien wiedzieć, że małżeństwo to odpowiedzialność też za swoją druga połowę i dzieci w przyszłości. A zachowuje się nieodpowiedzialnie wg mnie. Powinien się postawić swoim rodzicom, bronić zawsze swojej rodziny. A on co? Daj spokój... No na mamę to też za bardzo liczyć nie możesz. Jedynie Twój tata. Zastanów się nad rozwodem. Napisz sobie na karteczce wszystko za i przeciw, jakie byłyby zalety a jakie wady. Walcz o siebie i o swoje dziecko. Powodzenia ![]()