Witam was. Sam nie wiem co o tym myslec, wiec proszę was o radę i cierpliwość w czytaniu. Otóz jestesmy parą od ponad 2 lat. Mamy po 23 lata. Oboje studiujemy w poznaniu tłumaczenie ( francuski, angielski). Ostatnio szukałem dla siebie pracy i w serwisie z ogłoszeniami pracy znalazłem ogłoszzenie, ze szukaja tłumacza ustnego na konferencje do krakowa. Pomyślałem-super.! Jezyki sie zgadzaja, mimo ze trudna tematyka, dam rade. Ale okazalo sie ze potrzebuje zmiennika, ponieważ tak dlugo sam nie dalbym rady tlumaczyc. Od razu pomyslalem o mojej dziewczynie- nazwijmy ją Kasia. Wiedziałem, że bardzo dobrze to robi, nie przyniesie mi wstydu. a poza tym byla perspektywa weekendu (zlecenie miało byc w sobote) romantycznego w Krakowie. Wszystkoz aczelo sie komplikować, kiedy 2 dni przed zleceniem dostałem umowe od klienta. W ogole nie do przyjecia umowa, m.in. bedzie nagrywał moje tlumaczenie, po wykonaniu tlumaczenia mam podpisac jeszcze jedna umowe do ktorej nie bede mial wgladu do czasu PO tlumaczeniu, i ma tydzien na sprawdzenie czy to jak tlumaczylismy bylo wlasciwe, a jak nie, to z 800zł na które sie umowilismy za dzien pracy, zabierze mi, i zamiast umowy o dzielo znalazl sie zapis ze mam mu rachunek wystawic, kiedy ja nie mam dzialalnosci gosp. To nie jest spotykane w umowach nie jest to standard w ZADNYM RAZIE, wiec napisalem mu co mi nie pasuje. Oczywiscie o wszystkim informowałem moją dziewczyne, zeby wiedziala co się dzieje. Facet był impertynencki, był gburem, chamem, stwierdził od razu ze to ja robie problem, jestem problematycznym tlumaczem bo to normalne procedury, jakbym był profesjonalista to by mnie to nie dziwili. Znowu mu wytlumaczylem o co mi chodzi, ale on obstawał ze nic nie zmieni. Wiec mowie mojej dziewczynie co i jak i jej mowie ze wg mnie rezygnujemy. I teraz: Ona tych pieniedzy potrzebowała, bo ma mało akurat, ale na zycie starcza, a poza tym jest winna bratu pieniadze, bo pomogl jej kupic auto, a teraz kupil mieszkanie remontuje i mu potrzebne pieniadze ( ale ja wiem, ze brat by sie nie upominal o pieniadze gdyby ich nie miala, to raczej ONA je chciala oddac) Ona mi odpowiada ze ok, facet niepoważny. Po czym, napisał mi ten gość ze gratyluje podejscia, nie znam sie na rynku itd. Tak mi nawrzucał. Po czym po godzinie dzwoni do mojej dziewczyny zeby ze mna pogadala zebym sie zgodzil bo on ma nóż na gardle nie znajdzie juz nikogo i zgadza sie na wszystkie nasze warunki. Ja nie mialem zamiaru pracowac z gosciem oczywiscie ktory mi tak nawrzucal, a ze sadzilem ze ona mnie poprze powiedzialem ze odmawiamy. Dzwoni moja dziewczyna i mówi ze jej bylo by bardzo przykro gdybym odmowil bo mielismy jechac i razem i bysmy zarobili i referencje itd i jej byloby glupio jechac samej tym bardziej ze ja jej to zalatwilem. Co miałem zrobic? Smutno mi sie zrobilo i jej zal ze byly happy ze mialaby zlecenie a ja zanegowałem wiec z bólem mówie jedź...I wiecie o co mi chodzi? o brak solidarnosci. o to ze pieniadze nie zawsze sa najwazniejsze tylko jakies wartosci, uczucia. O to mi chodzi ze w ogole spytala, czy ona moze jechac tam z kims innym skoro ja nie jade, ze to rozważałą ( i koneic koncow pojechala). O to, ze gosc mi nawrzucal a ona mowi ze powinienem z nim jednak pogadac, on by mnie przeprosil i jechac i nie unosic sie honorem schować go w kieszeń. A jak byłem uparty i mowie NIE, to mi dowaliła ze to moja wina ze ona musi jechac z kims innym teraz... Wiem ze tej kasy potrzebowała..ale wiem tez, ze ja na jej miejscu, gdyby ją to spotkało, nie pojechałbym. Spytałem ją: a jakby nie było zlecenia? to co? na co ona: to brat by poczekał a ja jakoś bym sobie musiała radzić. Po prostu...zawiodła mnie tak naprawdę no bo...sprzedała mnie za 800zł, tak sie czuje z jednej strony. ( czy bede mogl na nia w przyszlosci liczyc??;/)Rozmawiałem z rodzicami również, bo ojciec sie na umowach zna i rzucił na umowe okiem, i według nich to podłe zachowanie i nawet jakby nie miała kasy, powinna jednak być solidarna wkoncu jestem niby jej najblizsza osoba, ze ich zawiodla i sa oburzeni bo wiedza ze ja bym tak nie zrobil. ( to ze kasa dla brata w to nie wierza, raczej mysla ze to na buty czy cos, ale tu przesadzaja- jak to rodzice:) i oczywiscie nie bede pewnie mogl na nia liczyc w przyszlosci wg nich. ). I z jednej strony czuje ze mnie sprzedala, a z drugiej tak te sytuacje obrocilaze naprawde czuje sie teraz winny, ze moze unioslem sie honorem dumą itd, ze nie bezdize weekendu w krakowie. I ciagle mi wyrzuca ze moglem od razu mowic, kiedy spytala, powinienem powiedziec nie jedz bo to mnei zaboli...a mi chodzi o to zebym ja nie musial tego mowic..zeby sama na to wpadla. I ma do mnie zal ze to taki haczyk, ze powiedzialem jedz, a teraz mam wyrzuty. A co mialem zrobic? byla taka smutna i tak chciala jechac i wogole...przykro mi sie zrobilo i powiedzialem jedz... I mowi ze to ja podjalem za nas oboje decyzje, bo ja mowie nie i ona tez musi rezygnować i nie potrafie zrobic kroku w jej strone i pogodzic sie z tym gosciem..no nie potrafie ale kto powinien robic krok w czyja strone tak na prawde???Dlatego sam nie wiem juz jak mam na to patrzec.... Prosze pomozcie. JEśli do tego zdania doczytaliscie, dzieki za cierpliwosc...
Podobne tematy
2 2012-03-22 13:04:52 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-03-22 13:06:14)
Myślę, że trochę przesadzasz. Faktycznie sprawa trudna, ale zleceniodawca koniec końców przyjął twoje warunki. Tak to niestety bardzo często u nas wygląda, a to i tak wersja "light" jeśli chodzi o kontakty biznesowe, bo nie zawsze zleceniodawcy są mili, przyjemni, profesjonalni i rzetelni....Bardzo często uważają, że wiedzą wszystko najlepiej i chcą dyktować co i jak masz robić od początku do końca, zmieniając przy tym zdanie co 5 minut.
Twoja partnerka ma dług, co jej ciąży. Nie chodzi o pieniądze, ale chodzi o świadomość długu. Ty natomiast strzeliłeś focha. Owszem - trzeba się szanować i cenić, no ale koniec końców facet zgodził się na wszystkie twoje warunki - co w takich sytuacjach nie za często ma miejsce. Uważam, że powinieneś był pojechać - dla niej. Oczywiście z wytłumaczeniem, że robisz to tylko dla niej, a przy następnej tego typu sytuacji zrezygnujesz.
Tymczasem wygląda to tak:
-otrzymujesz zlecenie na niekorzystnych warunkach
-rezygnujesz
-zleceniodawca przyjmuje twoje warunki
-nie podejmujesz zlecenia, bo pierwotne zlecenie było nie do przyjęcia.
To, że zleceniodawca ci nawrzucał, nawymyślał, był opryskliwy, uważał, że zna się lepiej.....stary...popracuj jako sprzedawca w sklepie to wtedy pogadamy o opryskliwości i chamstwie...
Skoro sam jej powiedziałeś żeby jednak jechała, to nie możesz mieć teraz do niej pretensji. Według mnie ona nie chciała zrobić Ci przykrości, tylko Ty to wszystko wyolbrzymiasz.
Dziękuje za odpowiedź yoghurt. Mi po prostu o zasade chodzi. Jeśli jej by tak ktoś napisał, naprawdę, będąc w podobnej sytuacji nie podjąłbym się tego, nawet po późniejszym zaoferowaniu korzystnych warunków, bo bym pomyślał tak: kurde, jej tak powiedział, fakt kase potrzebuje no ale nie moge go tak wystawić, działamy razem więc będe po jego stronie i jakoś sobie z kasą poradze. .. Ja bym to w kazdym razie tak zrobił. Zal mi ze nie było tego odruchu u niej.. Nawet jeśli powiedziałem jedź, napisałem tez co mną kierowało i chodzi o to ze w ogole ona to rozważała w tej sytuacji. Nawet jesli to powiedziałem, wg mnie powinna była powiedzieć: sluchaj nie moge jechac no jak, on taki wobec ciebie jest i mam z nim wspolpracowac? ok nie mam kasy ale moze poradze sobie, moze mi pozyczysz ( a wie e moglbym jej pozyczyc mimo ze tez nie mam aktualnie sporo, ale jak jej kiedys pozyczylem nie bylo problemu)
Zgadzam się z poprzednimi wpisami, wyolbrzymiasz.Moim zdaniem,nie stała Ci się żadna krzywda.Rodzice przeważnie nie są obiektywni.A stwierdzanie że dziewczyna tylko patrzy na kasę albo że nie będziesz mógł na niej polegać jest przesadą,czas pokaże jak jest.Radzę Ci na przyszłość nie doszukiwać się i nie analizować aż tak problemów bo potem to ona będzie się zastanawiać...
Faktem jest, może i powinienem był od razu powiedzieć nie jedź. Ok moze i tak.Racja. Ale to nie zmienia faktu ze nadal boli mnie to, że nie stanęła twardo po mojej stronie w tej sytuacji mimo że te pieniądze aż tak nie są ważne, bo wiem jaką ma sytuacja jeśli chodzi o pieniądze na życie a brat jej powiedział ze nie musi narazie oddawać, czego by i tak nie zrobiła gdyby nie było zlecenia. Może nie powinienem też patrzeć na innych przez pryzmat tego, jak ja bym się zachował, bo każdy jest inny. Może to też prawda. A co do tego ze rodzice przesadzają- mysle ze akurat oni już w ogóle przesadzają mówiąc, że są oburzeni, ze podle sie zachowała itd. Co innego, że tak ich to przejelo ze juz 2 dzien o tym gadają i raczej nie sprzyja to temu, aby pałali sympatią do Kasi... podzielenie się moimi spostrzeżeniami z nimi nie miało na celu żeby ją przestali lubić oczywiście ale wyszło...lekko mówiąc odwrotnie
Masz rozsądną dziewczynę, która wykorzystała szansę na zarobek. Rynek pracy bywa okrutny i często nie ma w nim miejsca na sentymenty, a Cv trzeba budować, jak się jest młodym.
Myślę, że powinieneś ochłonąć, przemyśleć to na spokojnie i na pewno porozmawiać z Kasią.
Oczywiście, szczerze opowiedz jej, jak zareagowałeś na jej decyzję. Niech wie, jakie targały Tobą emocję. Daj jej szansę na spokojne wytłumaczenie, a pewno przyznasz jej w końcu rację ![]()
pogadamy o tych zasadach jak popracujesz trochę :-). a tak na poważnie masz madra dziewczynę. wykorzystała okazję aby zarobic pieniadze i oddać dług.facet w końcu zgodził sie na twoje warunki, a ty walnałeś focha jak 15-stolatka.:-))
Jacobb, czy to ta sama dziewczyna, ktora po 2 latach zwiazku oczekuje jakis deklaracji na przyszlosc, a Ty nie czujesz sie gotowy?
o kurde:) chyba powoli zaczyna to do mnie docierać:) kurcze może rzeczywiście. Wiecie co, niepotrzebnie chyba się uniosłem hmm.. może racja. Teraz jest problem taki, że w przyplywie emocjim, bo nie miałem do kogo zadzwonić, zadzwoniłem do domu i po prostu opisałem sytuacje tak jak była bez kolorowania i moje przemyślenia emocje itd co w pewnym stopniu jest podobne do 1 wiadomości. Zakładałem, ze im sie to nie spodoba, ale musialem sie wygadac. Problem w tym ze oni sa teraz na nia oburzeni, a ja nie chce zeby zupelnie lub tez dramatycznie zmienili do niej stosunek czy tez sympatie.. Tym bardziej ze kiedy,. a sporadycznie sie zdarza, mówią ze taki ei takie jej zachowanie sie im nie podoba to jej bronie. Może po prostu powinienem dawkować info jakie im daje, albo oddzielić jakoś życie osobiste od domowego i czasem tylko mówić niektore rzeczy???...
STARY. Jak możesz ją podkopywać do własnych rodziców? To są sprawy między Wami, a nie między Wami i rodzicami. Tyle mówisz o tym, że chciałbyś, żeby ona stała po Twojej stronie, a zrobiłeś dokładnie na odwrót! WTF? Byłbyś szczęśliwy, gdyby ona leciała ze skargami na Ciebie do swoich rodziców?
wiem właśnie widze ze dałem ciała po całości;/ to było zdecydowanie złe posunięcie no ale emocje itd.. trudno stało się. Teraz trzeba to jakoś odkręcić/naprawić. Masz racje- to sprawy między nami,
Teraz to ty tego nie odkręcisz. Mleko się rozlało, możesz posprzątać, ale mleka nie odzyskasz...
Ja Ciebie rozumiem, kasa to nie wszystko, liczy się lojalność wobec partnera. Mój mąż nie wziął zlecenia od klienta, który mnie obraził a chodziło o większe pieniądze. I co przeżyliśmy? Albo działamy w jednej drużynie, albo nie.
Jeśli chodzi o rodziców to niepotrzebie im mówiłeś o tej sprawie. Ty też zachowałeś się nielojalnie.
15 2012-03-22 15:05:20 Ostatnio edytowany przez morfeusz73 (2012-03-22 15:10:19)
emocje, emocje, a potem urażona duma i nadal emocje.
idź na siłownie i ochłoń.
wycisz emocje i pomysł racjonalnie.
A jeszcze jedno mnie zaciekawiło w twojej wypowiedzi, na samym początku napisałeś, ze temat tłumaczenia był trudny.
Czy ty, na samym początku nie podjąłeś podświadomej decyzji, o tym ze nie zrobisz tego? No i w końcu nie zbiłeś, wywołując przy tym burze z własną dziewczyną
Jestem oburzona twoim zachowaniem, Nie wyobrażam sobie żeby ktoś na mnie skarżył dla swoich rodziców, przecież to przykre. Wyobraź sobie co Oni teraz o niej myślą, wg nich prawdopodobnie ona nie jest ciebie warta (tak mniej więcej). Więc po pierwsze powinieneś przeprosić dziewczynę, bo chciała dobrze, chciała oddać pieniądze bratu, bo miała tą świadomość że jest dlużna. Wolałbyś gdyby nie chciała mu oddać tych pieniędzy, gdyby stwierdziła że to tam brat, po co mu oddawać, pogniewa sie i przestanie? Mi się wydaje że to raczej wtedy ona byłaby nie lojalna, bo jeżeli wobec brata, to i pewnie też wobec ciebie. Popatrz też na to jaka jest odważna
Odważyła się jechać tam bez ciebie, sama do obcego miasta, na pewno z obawami, i stresem co będzie dalej. Tak to prawda, twoja dziewczyna jest bardzo mądra
Dobrze że i ty widzisz swój błąd
Myśle że wszystko da się naprawić
I to nie będzie wcale takie trudne... Oby
Powodzenia ![]()
słuchajcie słuchajcie:) jednak jest rozwiązanie!!. Z nią szczerze porozmawiałem, wyjaśniliśmy sobie jest ok, z czego niezmiernie jestem rad, bo nie ma między nami kwasów, każdy wyjaśnił co miał na myśli, i jest dobrze,.!!!!! Co do rodziców. Otóż jest info:D. Dostałem telefon od gościa który tę konferencje organizuje. Okazuje sie, ze dzwonil do Kasi, bo wiedzial ze ona została przyjeta jako tłumaczka i zaproponował jej tłumaczenie dużej konferencji w Krakowie. Jednak ona odmowila i poleciła i zarekomendowała mnie. Więc on do mnie zadzwonił, pogadalismy, przedstawiłem CV i...jade. Myśle, a pro po uznania u rodziców, jak to im zakomunikuje, myśle ze sie zreflektują i zmienią zdanie, bo teraz o to mi chodzi. Jestem dobrej myśli:):)
Widzę, że już jest rozwiązanie. Ale tak na przyszłość. Nie biegaj do rodziców z takimi problemami
To sąś sprawy tylko i wyłącznie między Wami, a tak dziewczyna złapała już minus u Twoich rodziców.
@bella, tak widze ze to moj blad, owszem jest madra i odważna. A taka niepozorna:) ale kocham ja:)
@ m ałgorzatka. wiesz, jakbym sie mial kierowac tym co moi rodzice tak naprawde sądzą to juz na starcie by bylo zle bo np rozwód jej rodzicow im przeszkadza, a mi to nic nie robi. Kwestie finansowe też itd itp. To juz olewam, i zawsze ją bronie. Natomiast fakt, zareagowałem pod wpływem impulsu/emocji, i niepotrzebnie do nich sie zwrocilem. To ze ma minusa.. moze ma ale nikt nie jest idealny, rodzice chyba zwsze sa stronniczy, a mysle ze ta sytuacja poprawi jej wizerunek w ich oczaach:)
20 2012-03-22 16:39:21 Ostatnio edytowany przez smutna123 (2012-03-22 16:39:59)
Zgadzam się z przedmówcami! Zrobiłam bym dokładnie to, co Twoja dziewczyna. I co z tego, że brat nie kazał oddawać, na razie. Dług jest długiem i ja zawsze stawiam, go na pierwszym miejscu. Pożyczam w ostateczności i staję na głowie, aby oddać i się tym nie martwić. Uważam, że dobrze zrobiła. Jak już będzie specjalistami to (życzę wam tego szczerze) będziecie sobie przebierać w propozycjach i stawiać warunki (poza tym zleceniodawca i tak przystał na Twoje, a więc udało ci się dużo- moim zdaniem).
P.S.: Widzę, że doszliście do porozumienia;) Dużo szczęścia życzę!;) Pozdrawiam!