Nikt mnie nie widzi. Mam męża, dwie córeczki, pracę, dom.... Powinnam być szczęśliwa. Ale świat mi się zawalił i chyba czas zniknąc naprawde... Dopadła mnie choroba, musiałm z nia walczyc sama, żeby ja zwalczyć musiałam znaleźć siłę i fundusze. ZwalczyłAM. Narobiłam długów. Mąz mi nie pomaga... teściowa mówi, że on żenił sie ze zdrową, ja nie mam rodziców, ani innej rodziny. Teraz siedzę w pracy i rycze. Mam zaczęte studia - ale ich nie skończę bo... nie zapłaciłam, a ich ukończenie to warunek utrzymania stanowiska pracy. A co gorsza płace mojej teściowej za opiekę nad wnukami... MOJE ŻYCIE TO PORAŻKA. I nikt mnie nie widzi, nikt nie chce pomóc. Przepraszam, co Was to obchodzi... Tak sobie chciałam popłakac. ...
Podobne tematy
Może porozmawiaj z mężem i powiedz mu jak się czujesz?
Jeżeli faktycznie mąż Cię nie zauważa i ze wszystkim zostajesz sama to może pora pójść na całość i walczyć o siebie?=własne szczęście?
3 2012-03-13 18:14:03 Ostatnio edytowany przez fuorviato (2012-03-13 18:14:31)
Nikt mnie nie widzi. Mam męża, dwie córeczki, pracę, dom.... Powinnam być szczęśliwa. Ale świat mi się zawalił i chyba czas zniknąc naprawde... Dopadła mnie choroba, musiałm z nia walczyc sama, żeby ja zwalczyć musiałam znaleźć siłę i fundusze. ZwalczyłAM. Narobiłam długów. Mąz mi nie pomaga... teściowa mówi, że on żenił sie ze zdrową, ja nie mam rodziców, ani innej rodziny. Teraz siedzę w pracy i rycze. Mam zaczęte studia - ale ich nie skończę bo... nie zapłaciłam, a ich ukończenie to warunek utrzymania stanowiska pracy. A co gorsza płace mojej teściowej za opiekę nad wnukami... MOJE ŻYCIE TO PORAŻKA. I nikt mnie nie widzi, nikt nie chce pomóc. Przepraszam, co Was to obchodzi... Tak sobie chciałam popłakac. ...
Obchodzi, obchodzi. Pisz kiedy chcesz. Jeśli tylko pomaga..
Przytulam wirtualnie ![]()
Nikt mnie nie widzi. Mam męża, dwie córeczki, pracę, dom.... Powinnam być szczęśliwa. Ale świat mi się zawalił i chyba czas zniknąc naprawde... Dopadła mnie choroba, musiałm z nia walczyc sama, żeby ja zwalczyć musiałam znaleźć siłę i fundusze. ZwalczyłAM. Narobiłam długów. Mąz mi nie pomaga... teściowa mówi, że on żenił sie ze zdrową, ja nie mam rodziców, ani innej rodziny. Teraz siedzę w pracy i rycze. Mam zaczęte studia - ale ich nie skończę bo... nie zapłaciłam, a ich ukończenie to warunek utrzymania stanowiska pracy. A co gorsza płace mojej teściowej za opiekę nad wnukami... MOJE ŻYCIE TO PORAŻKA. I nikt mnie nie widzi, nikt nie chce pomóc. Przepraszam, co Was to obchodzi... Tak sobie chciałam popłakac. ...
Uważam, że powinnaś bardzo poważnie porozmawiać ze swoim mężem. Jeżeli wzięliście ślub, to jest się ze sobą na dobre i złe, a także w zdrowiu jak i w chorobie...Dlaczego sama musiałaś walczyć z chorobą? Twój mąż powinien Cię wspierać. W głowie mi się nie mieści jak można sobie w takiej chwili nie pomagać nawzajem! Mówiłaś mu o tym że jest Ci potrzebne jego wsparcie, zarówno emocjonalne jak i finansowe? Przecież to Wasze wspólne życie. Porozmawiaj z nim szczerze o tym że boli Cię ta sytuacja...no chyba że zgadzasz się na takie relacje. Co do studiów, to też musicie coś wspólnie ustalić, bo jeśli stracisz pracę, to odbije się to na Waszym domowym budżecie. My na forum możemy dać Ci tylko rady, ale nie zmienimy Twoich relacji z mężem, które moim zdaniem nie wyglądają jak relacje partnerskie a co dopiero małżeńskie.
Przemilczę fakt że płacisz swojej teściowej za to że zajmuje się własnymi wnukami...
A właśnie, że nas to obchodzi. I uwierz, że napawdę są osoby które chcą Ci pomóc, wspierać chociażby rozmową.
A co do rozmowy...To właśnie powienien być pierwszy krok, powinnaś porozmawiać ze swoim mężem. Ślubowaliście sobie miłość na wieki, nie było tam mowy o tym w jakich okolicznościach to jego uczucie i wsparcie się skończą (!), a teraz jest ta chwila kiedy go najbardziej potrzebujesz i on powienien o tym wiedzieć. Powinnaś z nim szczerze o tym porozmawiać, wyrzucić z siebie to co czujesz. Tłumienie tego w sobie nic nie zmieni, a rozmową z nim ... Hmm nie masz nic w zasadzie do stracenia, jedyne co możesz zyskać. Jeśli stracisz pracę odbije się to na Was wszystkich, na nim również , więc wtedy tak czy tak będziecie zmuszeni do podjęcia poważnej rozmowy i z pewnością padnie pytanie :"Co dalej?", ale warto się nad tym zastanowić nie tylko w kwestii pracy, ale również innych aspektów wspólnego życia. Przede wszystkim nie możesz się poddać! Takiego rozwiązania w ogóle proszę do siebie nie dopuszczać. Masz córeczki, masz dla kogo walczyć i żyć. One z pewnością chcą aby ich mamusia była szczęśliwa, żeby wreszcie na nowo potrafiła się szczerze uśmiechać. One czują przecież co się dzieje, widzą, wyciągają wnioski. To dla nich musisz spróbować poukładać to wszystko na nowo, porozmawiać z mężem... Dla nich, bo naprawdę warto!
Tego faktu ich płacisz teściowej za opiekę nad jej własnymi wnuczkami nie będę komentować. Zachowania niektórych po prostu nie warto czasami komentować, bo to nic nie da a tylko nerwy człowiekowi przybędą przez to.
Jeśli będziesz potrzebować pogadać lub czegokolwiek to po prostu....jestem.
Pozdrawiam i wirtualnie przytulam!
Nikt mnie nie widzi. Mam męża, dwie córeczki, pracę, dom.... Powinnam być szczęśliwa. Ale świat mi się zawalił i chyba czas zniknąc naprawde... Dopadła mnie choroba, musiałm z nia walczyc sama, żeby ja zwalczyć musiałam znaleźć siłę i fundusze. ZwalczyłAM. Narobiłam długów. Mąz mi nie pomaga... teściowa mówi, że on żenił sie ze zdrową, ja nie mam rodziców, ani innej rodziny. Teraz siedzę w pracy i rycze. Mam zaczęte studia - ale ich nie skończę bo... nie zapłaciłam, a ich ukończenie to warunek utrzymania stanowiska pracy. A co gorsza płace mojej teściowej za opiekę nad wnukami... MOJE ŻYCIE TO PORAŻKA. I nikt mnie nie widzi, nikt nie chce pomóc. Przepraszam, co Was to obchodzi... Tak sobie chciałam popłakac. ...
Mąz Ci nie pomaga.... a prosiłas go o pomoc?? bo wiesz faceci sa czasem chol.....rnie mało domyslni i trzeba im wytłumaczyc jak "krowie na rowie" a jesli ty nie komunikujesz duzymi literami ze ci źle on sadzi ze ok ( bo mał napisałas o relacjach z mezem).
Tesciową wal zdrowo i nie mysl o tym co mówi, bo kazdy moze sie rozchorowac, a (wybacz porównanie) żona to nie jałówka, bo jałówke kupuje sie zdrową a jak zachoruje to the end, do uspienia i niech maz płaci jej za opieke nad potomstwem waszym.
Studia, tu jest kilka opcji- mozesz załatwic sobie dziekanke, niech maz weźmie pozyczke na czesne, w koncu w jego interesie tez lezy to bys ty miała prace (co 2 pensje to nie jedna)- nie jesteś jakąś Wojowniczą Xeną by sama wszystko ogarnąc- przyciśnij go troche- bo ON i dziewczynki to twoja rodzina.
Wydaje mi sie, ze przez tesciowa jests troche zahukana i niepewna, zacznij krzyczec ze nie podoba Ci sie to i odseperuj sie od tesciowej- za opieke nad dziecmi mozesz płacić komus innemu, wyjdzie na jedno (tym bardziej, ze nie wiesz co ona opowiada o tobie dzieciom).
Miła stufko(zet)
Ja myślę troszkę inaczej, po przeczytaniu Twojego wpisu. Myślę że oczekujesz, aby wszyscy się nad Tobą poużalali. Nie rycz w pracy, tylko zacznij działać. Przecież zwalczyłaś chorobę!!!!
Tak to już jest na świecie, że wiedza kosztuje. Jeśli teraz nie masz pieniędzy na ukończenie studiów, możesz zawsze poprosić o wydlużenie sesji czy też ze względów zdrowotnych na przedłużenie możliwości spłaty. Na pewno władze uczelni zgodzą się, to przecież wyjątkowa sytuacja. A żeby Ciebie trochę podbudować, powiem, że na studiach i na jednej pracy świat się nie kończy. Jest wiele możliwości podjęcia pracy, nawet bez studiów-trzeba tylko chcieć!!!!!
Płacz Ci nie pomoże, działaj kobieto, a nie oczekuj pomocy, zwłaszcza finansowej od innych. Masz dzieci i to Ciebie powinno motywować.
Sufka skontaktuj się ze mną. Moje gg:1124396 lub napisz na maila. I głowa do góry, zawsze są jakieś rozwiązania.
Piotr