netkobietyWszystkie działy
Relacje z przyjaciółmi, relacje w rodzinie

Gość w dom...

21 odpowiedzi5 962 wyświetleniazałożony przez Catwoman, 10.03.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 22 ]

1

Temat: Gość w dom...

Jak zwykle pytam o Wasze doświadczenia smile....
Jak przyjmujecie gości, którzy są waszymi przyjaciółmi i jak oni przyjmują was?
Czy i z jednej i z drugiej strony jest to poczucie swobody w czyimś domu i tak, ze faktycznie można się poczuć jak u siebie? Czy to są tylko słowa, a w rzeczywistości jako goście czujecie się spięci by nie nakruszyć, czegoś nie przesunąć, NIE ZŁAMAĆ PORZĄDKU w domu ?

Jestem osobą, która nie przywiązuje wagi do tego, czy ktoś przypadkiem nakruszy mi na dywan, czy chlapnie herbatą bo wychodzę z założenia że wszystko można posprzątać, a liczy się dla mnie komfort moich przyjaciół (i nie tylko- w ogóle gości) w moim  domu i relacje z nimi.

Natomiast mam znajomych, którzy również powiedzą na dzień dobry: "czuj sie jak u siebie" ale jednak nie ma tej swobody, człowiek stale patrzy , czy odstawił filiżankę na podstawkę lub czy nie gniecie za bardzo łokciem poduszek na fotelu w sterylnie urządzonym pokoju.

Jak sądzicie, czy nasz sposób przyjmowania gości dużo mówi o nas ?

2

Odp: Gość w dom...

Nic mi nie wiadomo o tym,że ludzie u których goszczę zwracają uwagę na takie pierdoły jak plama od herbaty czy okruchy na dywanie.
Ja również nie przywiązuję do tego wagi,szczególnie,że często goszczą u nas znajomi z dzieciakami a wtedy,wiadomo,trochę bałaganu jest:)

3 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2012-03-10 15:44:43)

Odp: Gość w dom...

Wszystko zależy od osobowości osób. U niektórych czujemy się swobodnie, a u innych nawet jak znamy je dłuższy czas, atmosfera jest jakas taka "sztywna" i nie wiadomo z czego wynika.
Uważam, że dom jest do mieszkania a nie ogladania jak katalog, więc nie przeszkadzają mi, że dzieciaki, które przyjdą nakruszą, pościągają nakrycia. Kiedyś pewien mały, rezolutny chłopiec, odłowił mi rybki z akwarium ręką i pochował je do kanapy  smile teraz to jest śmieszne, ale lekko mnie zaskoczyło w tamtym czasie smile
Sposób przyjmowania gości napewno dużo mówi, prędzej kolejny raz odwiedzimy kogoś u kogo czujemy się swobodnie, niż u kogoś kto gości nas, bo tak wypada.
Ale we wszystkim wskazany umiar, dobry gość, to taki, który wie kiedy wyjść smile

4

Odp: Gość w dom...

W myśl zasady "czuj się jak u siebie w domu" przyjmujemy gości i gościmy się u przyjaciół. Oczywście nie jest to zasada - bekaj, pierdź i kładź nogi na stole (jak w domu ;-)), ale pełna swoboda panuje. Nie ma pytań czy mogę wziąć szklanę i nalać dziecku soku, tylko idziemy, bierzemy szklankę i nalewamy. Często jest też tak, że razem przygotowujemy posiłki, wspólne gotowanie jest częścią tych wizyt. Po obiedzie wspólne sprzątanie ze stołu i "ogarnianie" kuchni.
Taka wizyta, czy odwiedziny to relaks, nie ma stresów związanych z zaburzeniem porządku naszym domostw, dobre znajomości chyba naturalnie taką relację tworzą. W każdej z zaprzyjaźnionych nam rodzin są dzieci, więc to też sprawia, że atmosfera jest luźniejsza.
Unikamy goszczenia i goszczenia się u ludzi, w towarzystwie których nie czujemy się swobodnie. Nie ma sensu się stresować :-)

5

Odp: Gość w dom...

U mnie w domu zawsze był luz, jeśli chodzi o gości. Mój tata zawsze mówił, że tu jest lodówka i proszę się częstować jak się jest głodnym. Herbatę też można sobie zrobić. Oczywiście to było zazwyczaj kierowane do moich znajomych, gdy byłam jeszcze w liceum, moja rodzina nigdy nie była z tych skaczących wokół gości, ale też i nie rozliczała ich z tego co zjedli/wypili albo, że nabrudzili. Jeśli zapraszamy kogoś na dłużej to zazwyczaj tata robi obiad dla wszystkich i każdy się częstuje, a do obiadu jest wino. Za to moja mama zupełnie inaczej: skacze wokół gościa (zresztą ja też zaczęłam się czuć u niej jak gość odkąd u niej nie mieszkam), nakupuje pełno jogurtów, serów, szynek i wciska jedzenie wink Ale jednocześnie narzeka strasznie jak ktoś nie zdejmie butów od razu i jej chociaż lekko zadepcze podłogę (oczywiście nie narzeka przy tej osobie tylko np. mi potem). Każdy ma inne podejście.

6

Odp: Gość w dom...

Pytanie brzmi: jak przyjmujecie gości, którzy są waszymi przyjaciółmi. No więc przyjaciół przyjmuję na totalnym luzie. Znamy się jak łyse konie, wiedzą, że jestem roztrzepana, bałaganiara, nie przywiązuję wagi do konwenansów - toteż się dostosowują smile
Z przyjaciółmi spotykam się po to, żeby miło spędzić czas. Skupiamy się na swoim towarzystwie, nie na okolicznościach. Zupełnie koło nich nie skaczę i oni nie oczekują skakania. Czasem robimy jakieś jedzonko, częściej są chipsy (które oni przynoszą) i jakieś wino. Nawet, kiedy jest oficjalna impreza - również nie ma śladu sztywności. No bo jak ma być, skoro nie mam nawet wystarczającej ilości miejsc do siedzenia? A siedzenie na podłodze bardzo rozluźnia atmosferę smile

7

Odp: Gość w dom...

no właśnie....cóż wychodzi na to, że sekret jest tylko jeden: normalni ludzie w osobach przyjaciół smile

8

Odp: Gość w dom...

właśnie smile

9

Odp: Gość w dom...

u mnie czują się swobodnie,nawet jak przychodzą z dziećmi nie ma czegos takiego ,nie właź tak,nie ruszaj tego itd.bałagan jaki zrobia też mi nie przeszkadza,nie jestem maniaczką porządków a ludzie zbyt pedantyczni w tym, wręcz na nerwy mi działają,nie zauwazyłam też aby bedąc u przyjaciół czy rodzinie w gościnie mieli jakieś obiekcje że coś nie tak jest

10

Odp: Gość w dom...

A co wam się najbardziej NIE PODOBA gdy jesteście GOŚĆMI? i....jak z tym "walczycie"? Mnie się nie podoba:
-zmuszanie do jedzenia [tu jestem stanowcza, jeśli już nie mogę, po prostu odmawiam tyle razy ile trzeba] Na szczęście w gronie ludzi, z którymi się spotykam nie ma czegoś takiego, no,może w jednym przypadku, ale staram się unikać smile
-sztywność, przesadna etykieta co do "poruszania się" po domu gospodarzy, [staram się unikać takich znajomych po prostu]

i tyle smile

11

Odp: Gość w dom...

Ja gosci-przyjaciol i bliskich znajomych przyjmuje na luzie. Siadaja gdzie chca, jedza co chca robia co chca. Oczywiscie w granicach przyzwoitosci i dobrego wychownia smile Normalnie jak u siebie nakruszysz czy wylejesz to tez sprzatasz smile Oni robia to samo u mnie. Ale z dugiej strony jak ja jestem blizej sciery to ja posprzatam smile Tak samo jak ja jestem u nich. NAkrusze to sprzatam, wyleje to zmyje.
Co mnie denerwuje jak ja jestem w gosciach? Wmuszanie we mnie jedzenia czy picia. Zaproponowanie jest ok ale jesli grzecznie mowie ze nie dziekuje to mam na mysli nie dziekuje. A nie "..dobra to tu masz herbate a tu talerzyk z ciastem.." To mnie wkurza na maksa.

12

Odp: Gość w dom...

Znajomi, którzy u mnie bywają czują się swobodnie. Nie mam bzika na punkcie porządku, nie robię afery o poplamiony obrus, czy błoto na parkiecie. Znajomi bywają często z dzieciakami, więc o bałagan nie trudno. Nie mam z tym problemów.
Oczywiście są pewne zasady: nikt mi nie grzebie w moich prywatnych rzeczach typu: bielizna, odzież, dokumenty. Z kuchnią nie mam problemów: nie robi mi różnicy kto przyniesie czystą szklankę.
Jeśli jest jakaś impreza zawsze ktoś zostaje, żeby pomóc posprzątać. I nikt nie wchodzi w butach do mieszkania.

Kiedy ja odwiedzam przyjaciół jest podobnie. Czuję się dobrze, nikt mi nie patrzy na ręce. Zawsze oferuję swoją pomoc w kuchni, czy sprzątaniu. Buty też oczywiście zdejmuje. Wszystko normalnie, przyjemnie.

Najczęściej bywam u mojej przyjaciółki i mimo, że ona mieszka z rodzicami czuję się zupełnie swobodnie. Znamy się do początku podstawówki i już wtedy bywałyśmy w swoich domach- jej rodzice dobrze mnie znają. Teraz bywam u niej z córką, mała też czuje się tam swobodnie, chociaż wiadomo, że nie pozwalam dziecku na wszystko u kogoś w domu- nie biega po całym mieszkaniu, nie robi hałasu- ale to chyba normalne.

13

Odp: Gość w dom...
Sadie napisał/a:

Co mnie denerwuje jak ja jestem w gosciach? Wmuszanie we mnie jedzenia czy picia. Zaproponowanie jest ok ale jesli grzecznie mowie ze nie dziekuje to mam na mysli nie dziekuje. A nie "..dobra to tu masz herbate a tu talerzyk z ciastem.." To mnie wkurza na maksa.

Zmuszanie do jedzenia i nakładanie na talerz "na siłę" podwójnej porcji to w moim przypadku raczej domena mam/babć/cioć, nikt z naszych znajomych nigdy nie wyjechał z takim przedstawieniem :-)

14

Odp: Gość w dom...

sierpniowa tak, toteż właśnie napisałam, że to raczej nie, choć mam taki jeden przypadek. Ale dla mnie to brak szacunku dla decyzji człowieka i sprawia, że czujemy się po prostu niekomfortowo w danym domu . Co do babć itd. mozna przymknać na to oko.....i dalej odmawiać wink

15

Odp: Gość w dom...
sierpniowa napisał/a:
Sadie napisał/a:

Co mnie denerwuje jak ja jestem w gosciach? Wmuszanie we mnie jedzenia czy picia. Zaproponowanie jest ok ale jesli grzecznie mowie ze nie dziekuje to mam na mysli nie dziekuje. A nie "..dobra to tu masz herbate a tu talerzyk z ciastem.." To mnie wkurza na maksa.

Zmuszanie do jedzenia i nakładanie na talerz "na siłę" podwójnej porcji to w moim przypadku raczej domena mam/babć/cioć, nikt z naszych znajomych nigdy nie wyjechał z takim przedstawieniem :-)

Moi znajomi tez nie sa az tak natretni ale jeszcze w czasach liceum czy studiow jak zesmy sie odwiedzali to musialam miec do czynienia z ich rodzicami i wiele razy musialam stawiac czolo ciasteczkom, ciastom i kanapkom smile (cytat z jednej wizyty: trzeba cie, dziecko, utuczyc bo na tobie tylko skora i kosci a w twoim wieku potrzeba ci kalorii. Mialam wtedy 17 lat, 166 wzrostu i solidne 62 kg wagi.) Generalnie lubilam mamy moich koleznek czy kolegow ale takie cos zawsze sprawialo ze rosly mi kly i pazury big_smile

16 Ostatnio edytowany przez maugosha (2012-03-26 15:05:42)

Odp: Gość w dom...

A ja  goscina jestem w  miare - tak  akurat wink big_smile
Luz luzem - nie martwie sie chlapnieta  herbata czy okruchami  ...zbite naczynie  przez  przypadek tez mi wisza ..ale nie  znosze wlazenie w butach  zwlaszcza nie dokonca  wytartych  i za boga nie dam  gosciowi palic u mnie w domu ... sorry smile
Zapraszam ludzi do mojego domu a  w moim domu  takie sa regoly -  bloto na parkiecie mnie wnerwia natomiast nie wnerwia mnie poroztawiane zabawki  jesli sa to zajomi z dziecimi - nie mam nic przeciwko  samoobsludze  goscia ale na fajke to musi  wyjsc na taras  wink grzebanie  w moich rzeczach  osobistych tez jest nie do przyjacia smile
Idac do ludzi  tez  staram sie "odczytac"  regoly  ich domu ... i prawda jest taka ze  moi znajomi akceptuja  moje  widzimisie  a i ja  akceptuje  widzimisie  moich znajomych  smile
Nie lubie tez zmuszania do jedzenia - ale i nie czesto  tez mi sie trafia  i ja nie zmuszam ....i jak  robie  zarlo to tez zwracam uwage na  gusta zaproszonych ... nie zapraszam kolezanki wegetarianki na miecho ... mam zawsze dla niej  rybke nawet jak inni wcinaja miesko wink
jesli ktos nie pije  winka   dostaje piwko czy  co tam lubi  i jest git majonez ... smile

Nawet z  regolami mozna milo spedzac  czas ze zanjomymi smile

17

Odp: Gość w dom...

Niedługo święta - trzba będzie się "gościć" dla zasady. U mnie z reguły jest luz. Ale jak pojedę do ciotki, to widze umęczoną kobietę, która zajmuje się serwowaniem coraz to nowych przysmaków bez chwili wytchnienia. Pięć ciepłych dań, sterylne naczynia i sztuka konwersacji. Konwersacji, nie: rozmowy. Brrr Natomiast jej mąż wygłasza toasty. Można na początku jego przemowy odstawić kieliszek, wyjść, obejrzeć odcinek jakiegos serialu i wracając, załapać się na finał: to wypijmy za naszą piękną rodzinę.

18

Odp: Gość w dom...

taaaa znałam taką rodzinę:)  kiedy solenizantka miała nieszczęsne imieniny ,sama wszystko przygotowywała-a stół słowo daję, uginał się pod liczbą potraw, potem sama wszystko sprzątała i myła..... była umęczona jak po pracy w kopalni, ale za rok zaś to samo.... "bo nie wypada".....   sobie odetchnąć big_smile

19

Odp: Gość w dom...

Zauważyłam temat zdejmowania butów:).U mnie nikt nie musi zdejmować butów,ba,ja nawet proszę żeby w butach zostać.No chyba,że komuś jest gorąco,może wtedy zdjąć.No ale nie wyobrażam sobie tego chodzenia w samych rajstopkach na przykład elegancko ubranej kumpelki.Podobnie i ja- wycieram dokładnie buty ale raczej ich nie zdejmuję bo nie cierpię chodzić w skarpetach,rajtuzach czy wręcz boso- latem.

Kiedyś słyszałam taką anegdotkę: młodzi pracownicy uczelni zaprosili swoich znajomych współpracowników do nowego domu na kolację.Przyszła także znana pani profesor.Gospodarz przy drzwiach stał z nowymi kapciami w reku i dawał je gościom.Na to pani profesor(przypuszczam,że wyrazicielka zdania większości) powiedziała,że nie założy tych kapci i wyszła.Podobnie zrobiła większość gości:)

20

Odp: Gość w dom...

nieźle big_smile  gospodarz zapewne chciał dobrze wink.... ale fakt faktem....obuwie jest częścią stroju. Jednakże....teoria sobie a życie sobie....jeśli jest ZIMA, CHLAPA/JESIEŃ/WIOSNA.... a ktoś ma w domu dywany to jasne że te buty zdejmę....i to samo dla mnie robią moi znajomi:)  Poza tym stwierdzam, ze bez butów u kogoś czuję się mniej oficjalnie, bardziej swojsko;)

21

Odp: Gość w dom...

Co do obuwia, to w Norwegii jest taki zwyczaj, zabiera się ze sobą z domu buty na zmianę :-) buty pasujące do stroju, tylko, że czyste, nie prosto z zabłoconego podwórka. Bardzo to fajnie wyglądaj jak każdy gość przychodzi z woreczkiem ze swoimi butami na zmianę :-)

Posty [ 22 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026