AAA
1 2009-02-19 01:11:43 Ostatnio edytowany przez Agnieszka24 (2009-04-21 22:36:40)
Podobne tematy
powiem ci tak kochana. moja historia życiowa jest podobna do twojej. też byłam zdradzona przez swojego faceta a byłam z nim 4 lata. teraz jestem w zwiazku z lekko duchem dla którego liczą się jeszcze imprezy niż związek. pomimo tego on ma dobre serce, a dowody miłości z jego strony są tak mocne że nie umiem bez niego żyć, mimo że to związek na odległość.
fakt jest jeden, nie umiem zakochać się w cieplej klusce czyli w mężczyźnie który daje mi wszystko czego chce robi to co chce i kiedy go obudzę w środku nocy że chce coli to poleci do sklepu całodobowego by mi ją kupić. muszę mieć faceta trudnego by go zdobywać pacować nad nim i mieć satysfakcje z tego że taki trudny facet właśnie mnie kocha !! sama jestem sama sobie winna że mam pecha w miłości, no ale chyba muszę dostać pare razy po dupie by zmienić typ faceta na których zawsze zwracam uwagę.
Wiesz,tez miałam niedawno takie wątpliwości.Mam za soba bardzo burzliwy związek,zakończony przeze mnie kiedy moja siła na wybaczane krzywd sie skończyła.To była potężna miłość ale destrukcyjna.Postanowiłam z niej wyciągnąć wnioski na przyszłość.Teraz jestem z kimś kto mnie szanuje,kogo jestem pewna,kto jest ze mną zawsze szczery.Na każdym kroku okazuje,że to ja jestem najważniejsza.I w związku z tym odczuwałam czasem brak tych motyli w brzuchu,tego szaleńczego zakochania (z obecnym partnerem znaliśmy się wczesniej i przyjaźniliśmy bardzo długo),jakie towarzyszy spontanicznemu związkowi,partnerowi wymykającemu się,niepewnemu,każącemu się zdobywać.Tylko,że ja byłam szczera i powiedziałam mu o tym.O tym,że boję się,iż kiedyś na mojej drodze stanie ktoś,kto będzie oznaczał owo szaleństwo i zburzy coś co teraz budujemy.Uznaliśmy,że zawsze jest to możliwe,ale że rodzina,spokojny,bezpieczny dom,wierność,zaufanie,przyjaźń i miłość wypracowana tym jaki partner dla nas jest-to wszystko jest znacznie cenniejsze niż te motyle w brzuchu.To nie na nich budujemy przyszłość.
Jesli coś mi w partnerze nie pasuje-mowię mu o tym i razem dochodzimy do kompromisu:)
Wiem,że on nie zmieni swojej natury,dla niego krzywdzenie osoby,która się kocha czy trzymanie jej w niepewności jest sprzeczne z samą miłością.Ale ja zrozumiałam,że tego przecież dotąd szukałam w nieuadnych związkach...teraz to mam i doceniam.Partner potrafi mnie zaskoczyć,potrafi zafundować mi szaleństwo,ale to jest szaleństwo pełne miłości,w którym oboje dobrze się czujemy.Moje uczucie do niego jest inne niż do poprzedniego faceta ale nie uważam,że gorsze czy słabsze.Ja po prostu...dojrzałam.
Tak więc Agnieszka24-myślę,że on kroczek po kroczku zdobędzie Twoją miłość na tyle silną,że pozbędziesz się wątpliwości i nie będziesz juz myśleć o tym,że ktoś zburzy Twoją stabilność.Daj mu na to szansę,rozmawiaj z nim szczerze,włącz się w budowanie Waszego związku.Bardzo trudno teraz o miłość,która da Ci poczucie bezpieczeństwa.Spróbuj to docenić:)
Witaj Kjersti. Zrozumiałaś mnie idealnie, a Twoje życie jest moim...tylko,że Ja dopiero wkraczam w etap na którym Ty juz jesteś. Podobnie jak Ty dojrzałam i zrozumiałam czego pragnę- bezpieczeństwa, pewności, oparcia, miłości mimo wszystko, a nie za coś. Rozumiemy sie bez słów, znamy swoje potrzeby i przyzwyczajenia, doceniam Go i ufamy sobie. Tylko zastanawiam się czy On może mi zaufać w identycznym stopniu. Nie mówię tutaj o zdradzie, ale o tym, że pewnego dnia przestane się starać i walczyć o tę miłość.
Czy mogłabyś mi zdradzić ile jesteście razem i czy miałaś chwile zwątpienia?
Czy na Twojej drodze nigdy nie stanął ktoś kto mógł zburzyć Twoje szczęście?
Ciesze sie ze odważyłam sie tutaj napisać, ponieważ usłyszenie własnej historii z ust innych pokrzepia.
Agnieszka24
Budujemy nasz związek od prawie roku.Ja przez ten czas przeżyłam mnóstwo wątpliwości,wiele razy zastanawiałam się czy mogę dać mu tyle z siebie ile on daje mnie,czy ja w ogóle jestem jeszcze zdolna do stworzenia czegoś trwałego po tym co przeszłam.Ale ilekroć ja wpadałam w jakiś dołek on potrafił mnie z niego wyciągnąć...Jego starania,jego siła z jaką przetrzymał moje wahania,z jaką mocno trzymał mnie za rękę kiedy bałam się,że przeszłość znowu mnie dopadnie...Dlatego uważam,że określenie sziriny "ciepła kluska" do niego nie pasuje.Dla niego ten związek to nieporównywalnie większe ryzyko niż dla mnie.Ja czuję się pewnie,on dopiero zaczyna.A mimo to nie boi się,nie rezygnuje.Czuję jego ciepło na każdym kroku,moge na niego liczyć w każdej sytuacji.Również wtedy gdy przyjdzie mi do głowy jakiś szalony pomysł,wiem,że on dotrzyma mi kroku.To silny facet.Czyż nie takiego szukam?
Przez ten rok przez chwilę stanął na mojej drodze ktoś komu wystarczyłoby jedno moje słowo by porwać mnie w szaleństwo,w zwariowaną fascynację.W coś za czym nie tak dawno jeszcze goniłam...Nie poddałam się temu Agnieszko z prostego powodu.Moja dojrzałość dała mi możliwość zastanowienia się-co jest ważniejsze?Czego tak naprawdę szukam?Co jest trwałe,a co szybko się wypali?W którym przypadku mogę mieć to co teraz w związku jest dla mnie najważniejsze-zaufanie?Tych kilka prostych pytań rozwiało wszelkie wątpliwości...I nie żałuję.
Co do Twojego pytania o to czy on może się bać,że kiedyś przestaniesz się starać...może.Ale czy nie uważasz,że jeśli mimo tego strachu on chce zaryzykować to masz szansę na wspaniałe uczucie,wspaniały związek?Ryzyko,że sie nie uda jest zawsze.Ja naprawdę wierzę,że to jaki jest dla Ciebie,to jak razem się czujecie,to co Ci daje,spowoduje,że oddasz mu całą siebie.To uczucie nie będzie gorsze.Będzie inne bo dojrzalsze.Pozwól mu się zdobyć:)
Dziewczyny- mam podobnie jak Wy!
Kjersti - to co napisalas w swoim pierwszym poscie tutaj dalo mi duzo do myslenia. ostatnio mialam watpliwosci co do mojego zwiazku, czy chce miec wlasnie taki zwiazek, w ktorym facet tak bardzo sie stara. roznie bywalo, ale obecnie wychdoizmy na prosta. jednak jezeli bede miala jakies watpliwosci to zawsze przeczytam tego Twojego posta i bede spokojniejsza i pewniejsza.. bo naprawde madrze to napisalas i daje to do myslenia:)