Hej.
Czy jesteście zdania,że wesela wychodzą z mody? Że szkoda wydawać pienidzęcy na to?Że dużo zaproszonych gości odmawia przyjścia bo wesela nie są juz modne?
Wczoraj przy obiedzie u rodziny mojego chłopaka,Jego Babcia ciągle powtarzała,że wesela są nie modne...i jest pewna,że ma rację.
Ja nie wyobrażam sobie ślubu bez wesela i moim zdaniem to wcale nie wyszło z mody.
Podobne tematy
Nie sądzę. wesela są były i będą. Fakt mało ludzi decyduje się na małżeństwo, ale jak już się decydują to z weselem. Po prostu jest mniej ślubów i stąd pewnie taki mit że wesela wyszły z mody
Fakt mało ludzi decyduje się na małżeństwo, ale jak już się decydują to z weselem.
Nie zgadzam się absolutnie! Jestem przykładem ślubu bez wesela i wcale nie żałuje
Myślę, że to trochę tandetne robienie, np: dwudniowego wesela na 120 osób w pełnym przepychu, żeby tylko się pokazać. No i potem spłacać kredyt przez 10 lat. Ale oczywiście jak kto woli. Moi kuzyni mieli właśnie takie wesela i myślę, że mogę im tylko pogratulować głupoty.
Znam wiele par, które zrezygnowały z weselicha, a w zamian wyremontowali mieszkanie, niektórzy je kupili (oczywiście musieli wziąć większy kredyt - ale mieszkać gdzieś trzeba) lub wyjechali na wakacje (podróż poślubną).
Mój ślub był naszym świętem, najwspanialszym dniem w życiu. Gdybym miała jeszcze raz poślubić mojego męża również wybrałabym sam ślub.
4 2012-02-27 23:01:23 Ostatnio edytowany przez dorota.f (2012-02-27 23:03:43)
Roskalinda opisała rzeczywistość, czyli tendencje. Jej stwierdzenie nie wyklucza tego, że ktoś brał ślub a nie wyprawiał wesela.
Brak funduszy lub ochoty czasami może sprawić, że Młodzi z wesela rezygnują.
Są to bardzo indywidualne kwestie.
Każdy lubi co innego - coś co komuś wydaje się tandetne, może być spełnieniem marzeń dla kogoś innego.
Może nam się to nie podobać albo możemy zazdrościć. Decyzję o swoim ślubie i weselu każdy podejmuje według swoich upodobań.
Mysmy tez nie mieli wesela w tradycyjnym tego slowa znaczeniu. Po ceremoni zrobilismy wykwintny obiad dla gosci, potem posiedzielismy przy drinkach i rozmawiali...A nastepnego dnia wyjechalismy w podoz poslubna
A w kilka mcy pozniej wyremontowalismy dom od gory do dolu. Wybierajac taki schemat nie kierowalam sie moda tylko zdrowym rozsadkiem
Bede sie za ciezkie pieniadze bawic przez dwa dni, zaplace fortune za alkohol ktorego nawet nie pije i nakarmie stado ludzi tylko po to by od co poniektorych uslyszec ze to bylo zle a tamto nie tak...Poniewaz nie da sie w zyciu dogodzic kazdemu to wybralam najprostsze rozwiazane. Dogodzilam sobie i mezowi ![]()
Ja sobie nie wyobrażam ślubu bez wesela, chciałabym ten dzień uczcić z najbliższymi mi osobami. Mam tylko nadzieję, że przylecą do Norwegii, bo to raczej tam się wesele odbędzie. Nie uważam, żeby wesele samo w sobie było niemodne, niemodne jest takie tradycyjne wesele z wiejską muzyką i tandetnymi zabawami. Ja chcę mieć na moim weselu fajną muzykę, a nie jakieś "Jesteś szalona" ![]()
Ja bym chyba czuła pewnego rodzaju niedosyt, jeśli bym miała ślub bez wesela. Mimo, że jest to wydatek to jednak taką zabawę weselną pamięta się przez całe życie.
Myślę, że wesela będą zawsze modne. I zdaje się, że tu nie chodzi o modę, a o to, że rosną jego koszta i dlatego Młodzi zastanawiają się nad tym czy je robić.
Dokładnie do tego trzeba doliczyć czas, na te wszystkie formalności zamawianie sali, orkiestry, cateringu itd.
Ja miałam wesele dla 30 osób najbliższa rodzina i przyjaciele, zabawa do białego rana i to udana a wydałam 4,5 tys. Więc jak się chce to można taniej tylko trzeba mieć czas na przeglądanie ofert
Ja nie chciałabym niewiadomo jakiego wesela,nie mam wielkiej rodziny i mój chłopak także.
Zaprosilibyśmy najbliższych i przyjaciół. I wcale nie trzeba brać niewiadomo jakiego kredytu,czasem wystarczy tylko trochę pooszczędzać.
Albo jak ma się chojnych rodziców heh.
Albo wprowadzimy nową modę... po weselu każdy gość dostanie rachunek do zapłacenia heh.
Żyjemy w coraz cięższych czasach i nie każdego stać na organizowanie wesela. A nie jest to mały wydatek. My ustaliliśmy, że wesela nie będzie, może obiad dla najbliższych albo coś takiego. Cieszę się z tego bardzo, bo dla mnie taki wieczór byłby koszmarem. Nie lubię i nie potrafię tańczyć. Jakbym miała jako Panna Młoda z każdym wujkiem czy innym facetem się zatańczyć albo uczestniczyć w jakiś głupich zabawach, to odechciewa mi się wszystkiego. Przypuszczam, że nie bawiłabym się dobrze, a to chyba nie o to chodzi. Ostatnio przyszedł nam do głowy pomysł wzięcia ślubu za granicą, gdzieś na plaży pod palmami. Bylibyśmy tylko we dwoje, ewentualnie najbliższa rodzina, kilka osób i mielibyśmy taki ślub o jakim marzymy, bez stresu i niezadowolonych ciotek. Takie jest nasze zdanie.
Jakbym miała jako Panna Młoda z każdym wujkiem czy innym facetem się zatańczyć albo uczestniczyć w jakiś głupich zabawach, to odechciewa mi się wszystkiego. Przypuszczam, że nie bawiłabym się dobrze, a to chyba nie o to chodzi.
Zabawy powinny być ustalane i akceptowane przez Młodych. Każdy zespół/dj ma w programie jakiś ich zestaw, ale to Młodzi decydują, co z tego chcą.
Jeśli nie podoba nam się przeciąganie piłeczki przez nogawkę faceta, to się na to nie decydujemy ![]()
Jeśli Młodzi w ogóle nie chcę konkursów, to spokojnie można z nich zrezygnować. Można je zastąpić innymi atrakcjami.
Nic na siłę, nic na pokaz. Takie jest moje zdanie i z doświadczenia wiem, że tak myślące pary są potem z wesela bardzo zadowolone.
A ceremonia na plaży brzmi super i bardzo romantycznie ![]()
Dorotko, wiem, że zabawy wybierają Młodzi, ale w moim przypadku to powinnam chyba z góry powiedzieć "nie proście mnie do tańca"
a to przecież bez sensu
A jako, że to ma być nasz najpiękniejszy dzień w życiu, a nie najgorszy, wybierzemy inna opcję ![]()
Ja zawsze reagowałam alergią na wesela. Jak na mój gust to za dużo wódki i tandetnej muzyki. Jeśli miałabym to przeżywać po swoim ślubie to już wolę w ogóle go nie brać. Jeśli już to tylko skromny obiad dla najbliższej rodziny, i koniec. I żadnej wódki. Fu.
Jak na mój gust to za dużo wódki i tandetnej muzyki.
Z alkoholem bywa różnie, przecież nie każdy lubi pić wódkę ale na przykład kilka lampek wina. Jest okazja do świętowania więc ja nie widzę w tym nic złego żeby wypić za zdrowie Młodej Pary. Co do muzyki to przecież to nowożeńcy zamawiają zespół, więc jaki rodzaj muzyki będzie na przyjęciu zależy w dużej mierze od nich.
17 2012-03-05 13:46:20 Ostatnio edytowany przez nocnalampka (2012-03-05 13:51:48)
Moze nie tyle wychodza z mody, co nie jest to juz "obowiazujaca" zasada? Ja tam na przyklad od dziecka nie chcialam miec wesela. I ogolnie antyslubowa bylam. Co do slubu sie ugielam. I to wcale nie z powodu wielkiego romantyzmu jakiegos, ale praktycznego podejscia. Wesela nie chcemy oboje.
Mysle, ze jeszcze kilkanascie lat temu ludzie czesto wesela organizowali nie tyle z checi, to z braku poczucia, ze mozna inaczej. Teraz, choc brak wesela nadal czesto dziwi, przynajmniej mamy swiadomosc, ze mamy wybor.
Wesela nie wyjdą za chiny ludowe z mody! ..czasem to jedna jedyna okazja by byc prawdziwa princessą ![]()
ale, ale ,poważnie: ludzie są zmęczeni, tym, że zawsze jest tak samo, zawsze panna młoda w białej sukni za 2 tysia a wygląda jak....każda inna przed nią i każda inna po niej. Ludzie są zmęczeni orkiestrą grającą utarte szlagiery, pijanym wujkiem Cześkiem, który się zawsze uwala, 200 daniami, których nie sposób zmieścić, oglądaniem lasek, w tym samym kroju satynowych sukienek i bolerkach, głupawymi zabawami organizowanymi przez wodzireja, tymi samymi minami państwa młodych, które widziało się na 10 ślubach wcześniej, piosenką"cudownych rodziców mam" i kółeczkiem z rodzicami na środeczku.....
a jak jeszcze pomyśleć, że już nie 40%, ale 60% małżeństw się rozwodzi, to już w ogóle nie ma się ochoty dawać młodej parze prezentu, o który za kilka lat bedzie walka w sądzie
:D
19 2012-04-04 17:23:04 Ostatnio edytowany przez Krzysztof1988 (2012-04-04 17:25:25)
Ja powiem tak. Czy wychodzą z mody. Chmm stanowczo nie. A czy szkoda na wesele kasy stanowczo tak.
Ps. Raczej odwrotnie 40% małżeństw się rozwodzi.
Jeśli chodzi o małżeństwo- w tym momencie rozpada się jedno na dwa, czyli 50%, szacuje się natomiast, że ta liczba jeśli wliczyć separacje, jest i będzie większa.
50%. Mnie to przeraża. Ludzie opamiętają się. Się nie dziwię że taki procent jest rozwodów bo zamiast rozwiązać problem w związku usuwają go rozwodząc się. Znam wiele takich co z takich błahych powodów się rozwodzą że głowa mała.
Może ja mam takie zbyt poważne podejście do małżeństwa? Ja hipotecznie jak bym się rozwiódł (nie ważne z czyjej winy) to bankowo wpadłbym w depresję, z domu nie wychodził bo spalił się ze wstydu i już bym nie był wstanie pokochać kolejnej kobiety. Został bym sam do końca życia.
Uważam, że ludzie po prostu oczekują zbyt wiele i idą na łatwiznę _pomijając poważne problemy takie jak alkoholizm, hazard, utajone choroby psychiczne , podwójne życie.... I jest presja bo musi być super na każdym polu: łóżko, praca, porozumienie dusz, osobiste szczęście.. no i przy pierwszym problemie zwija się żagle i ucieka.
Sytuacji nie poprawia fakt ze w dzisiejszych czasach byc rozwodnikiem to zaden wstyd. Kiedys bylo to pietno i klatwa a dzisiaj to niemalze status spoleczny. Niestety...
Oczywiscie nie w kazdym przypadku ale prawda jest ze rozwodnik dzisij a rozwodnik 10 lat temu to jest jak niebo do ziemi
Myślę, że raczej ludzie mają coraz więcej odwagi, żeby stanąć wbrew zwyczajowi spraszania wszystkich, najdalszych nawet krewnych, znajomych rodziców, sąsiadów itd. Ja jestem za prywatną uroczystością bez tego całego zamętu.
Jeśli wyjdę za mąż to na pewno wesela nie będziemy robić. Planujemy skromny ślub, obiad dla najbliższych, mała imprezka dla przyjaciół i to wszystko. Nie z powodu oszczędności czy mody, ale po prostu nie podoba mi się cała ta szopka z weselem. Zaprosić trzeba cała rodzinę, bo tak wypada, a z większością nawet kontaktu na co dzień nie mam, bez sensu jak dla mnie ![]()
Sytuacji nie poprawia fakt ze w dzisiejszych czasach byc rozwodnikiem to zaden wstyd. Kiedys bylo to pietno i klatwa a dzisiaj to niemalze status spoleczny. Niestety...
Oczywiscie nie w kazdym przypadku ale prawda jest ze rozwodnik dzisij a rozwodnik 10 lat temu to jest jak niebo do ziemi
To ja jestem nie z tej epoki. Ja bym zapadł się podziemnie ze wstydu.
Jeśli wyjdę za mąż to na pewno wesela nie będziemy robić. Planujemy skromny ślub, obiad dla najbliższych, mała imprezka dla przyjaciół i to wszystko. Nie z powodu oszczędności czy mody, ale po prostu nie podoba mi się cała ta szopka z weselem. Zaprosić trzeba cała rodzinę, bo tak wypada, a z większością nawet kontaktu na co dzień nie mam, bez sensu jak dla mnie
Jestem tego samego zdania. Ale dołożę że mi do tego szkoda wydawać kasę na całą tą sopkę.
Krzysztof, bycie rozwodnikiem to nie jest nic fajnego- nie ze względów społecznych, ale rozwód określa się w skali najbardziej stresogennych sytuacji w życiu człowieka, zaraz po śmierci bliskiej osoby......I każda znana mi osoba, która się rozwodziła, powiedziała, że wyobrażała sobie, że to jest jednak łatwiejsze.
Natomiast społecznie rozwodnicy są całkowicie akceptowalni i znajdują z czasem swoje drugie połówki. Jednak jestem za tym, zeby jednak człowiek 50 razy pomyślał zanim podejmie taką decyzję.
Natomiast społecznie rozwodnicy są całkowicie akceptowalni i znajdują z czasem swoje drugie połówki.
Może i są akceptowalni. Ale ja sam siebie nie akceptował. Wstyd nie pozwalam by mi normalnie funkcjonować. Znalezienie sobie kolejnej kobiety. Nie ma szans. Zbyt bym był zamknięty w sobie.
Ja też nie lubię wesel choć brzmi to brutalnie bo wesele jest najważniejszym dniem dla młodej pary i trzeba się cieszyć "weselić" a nie narzekać.
Jednak ja podobnie jak margaretka nie potrafię i nie lubię tańców, tej muzyki, konkursów, kamer itd;o jak nie muszę to nie chodzę a byłam raz w życiu-pół roku temu u brata, no może dwa jeszcze jako dziecko.
Ja najchętniej wybrałabym opcję bez wesela i byłabym najszczęśliwszą Panną Młodą na świecie;) ale wiadomo rodzice chcieli by się zabawić na weselu córki itd...
Nie wiem co począć, myślę nad czymś w stylu uroczystym obiedzie i kolacji w jakiejś restauracji z najbliższą rodzina i tyle, bez orkiestry i tańców.
Z drugiej strony wiem że większości by się to nie podobało bo wiadomo że nuda... Każdemu się nie dogodzi
Ja chwała Bogu mam juz mój ślub i wesele za sobą, było fajnie a teraz niech się martwią inni ![]()
Ja też nie lubię wesel choć brzmi to brutalnie bo wesele jest najważniejszym dniem dla młodej pary i trzeba się cieszyć "weselić" a nie narzekać.
Brutalnie mówiąc, to jeśli para narzeka na swój ślub/wesele, to sama jest sobie winna.
Tyle możliwości i pełen wybór. Jeśli mimo tego decyduje się na coś, co się im nie podoba, to nie ma cudów, wspomnienia będą mało rewelacyjne.
Jednak ja podobnie jak margaretka nie potrafię i nie lubię tańców, tej muzyki, konkursów, kamer itd;
Dla takich osób właśnie powstała forma tzw. zasiadanych uroczystości weselnych.
A muzykę, konkursy można zawsze wybrać, takie jakie się podobają lub w ogóle z nich zrezygnować.
Kamera to też rzecz gustu. Ślub i wesele obędą się doskonale i bez tego. Osobiście uważam, że to zbędny wydatek, ale co kto lubi.
Ja najchętniej wybrałabym opcję bez wesela i byłabym najszczęśliwszą Panną Młodą na świecie;) ale wiadomo rodzice chcieli by się zabawić na weselu córki itd...
To sadzasz ich przed sobą i szczerze im mówisz, że to Twój dzień i najszczęśliwsza będziesz, jak obejdzie się bez tańców.
Nie wiem co począć, myślę nad czymś w stylu uroczystym obiedzie i kolacji w jakiejś restauracji z najbliższą rodzina i tyle, bez orkiestry i tańców.
Z drugiej strony wiem że większości by się to nie podobało bo wiadomo że nuda... Każdemu się nie dogodzi
Każdemu na pewno nie dogodzisz. Nie miej złudzeń. A właściwie, dlaczego miałabyś myśleć o wszystkich? Czy to jest najważniejszym Twoim celem?
Zawsze narzeczonym powtarzam: To wasz dzień, sobie macie dogodzić.
dokładnie, to co napisała dorota.f : na wszystko można znaleźć sposób a nie demonizować i ułożyć wesele tak jak się chce
ALE MOŻE BYĆ PROBLEM JEDEN: jeśli rodzice płacą za wesele i jeśli są dość restrykcyjni to wtedy może zaiskrzyć.Jeśli płaca ale zostawiają wolną rękę dzieciom- to OK.
Doroto w sumie to masz racje ale ja jestem taka że chce żeby moi bliscy byli zadowoleni, żeby nie wypominali mi z pretensją "widzisz a teraz moglibyśmy pooglądać sobie płytkę z waszego wesele"
Pewnie, ja też bym chciała uwiecznić TEN dzień np. na jakiejś sesji fajnej, chociażby po to żeby moje dzieci mogły zobaczyć jak mama wyglądała w tym dniu...
Doroto w sumie to masz racje ale ja jestem taka że chce żeby moi bliscy byli zadowoleni, żeby nie wypominali mi z pretensją "widzisz a teraz moglibyśmy pooglądać sobie płytkę z waszego wesele"
Pewnie, ja też bym chciała uwiecznić TEN dzień np. na jakiejś sesji fajnej, chociażby po to żeby moje dzieci mogły zobaczyć jak mama wyglądała w tym dniu...
No to nie widzę problemu. Zaklepuj kamerzystę.
Ważniejszy jest dla Ciebie święty spokój niż Twoje dobre samopoczucie podczas ślubu - czyli nie lubisz kamery, ale ugniesz się, by dogodzić bliskim. Twój wybór.
Albo może zaryzykuj i doradź bliskim, żeby jak tak lubią sobie filmiki oglądać, sami coś pokręcili. Mniejszy wydatek i wszyscy będą zadowoleni.
Ja szukałabym kompromisów.
nikt nie zwraca uwagi na film z wesela, naprawdę! u nas nie było kamerzysty, nawet zdjęc jakos super duzo nie było i OK:)
Z filmami to jest tak że nie ogląda ich się bo zazwyczaj trwają długo i są nudne. Nudne dlatego bo poszczególne ujęcia trwają długo w porównaniu do zdjęć gdzie jedno zdjęcie/ujęcie ogląda się 5s. A nie jak w przypadku filmu 30/60sek.
Może i nie zwraca, ja miałam bardziej na myśli moje przyszłe dzieci... że chciałby na pewno popatrzeć na takowy filmik, jak to było itd. hmm
Uważam że wesele to jedno a drugie, ważniejsze to lata życia ze sobą
Ja na pewno żadnej kamery nie chcę mieć na swoim ślubie. Od zawsze nie znosiłam być nagrywana i to się nie zmieniło. Mnóstwo zdjęć: jak najbardziej, zresztą mam w rodzinie 3 fotografów (jednego zawodowego nawet), więc prawdopodobnie nawet nie będę musiała zatrudniać dodatkowego fotografa
I chyba też jakiejś wielkiej imprezy na 100 osób nie będę wyprawiać, bo nie mam aż tak dużej rodziny, zresztą mieszkam w Norwegii i nie jestem pewna, czy wszyscy byliby w stanie przylecieć. I wtedy musiałabym im przecież jakiś nocleg zagwarantować, a to kosztuje... No, ale do ślubu jeszcze daleko, więc na takie rozważania mam jeszcze sporo czasu ![]()
Każdy ma swoje plany ale pewnie wiele się jeszcze zmieni;)