netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Jak wiele innych...

11 odpowiedzi2 770 wyświetleńzałożony przez majorka1, 24.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak wiele innych...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1 Ostatnio edytowany przez majorka1 (2012-02-24 21:01:01)

Temat: Jak wiele innych...

Gdybym miała opisać moją całą historię, mogłoby to zająć miesiące, z resztą to historia jak setki innych i nie oczekuje wobec tego od Was Drogie Koleżanki złotego środka na udany związek i szczęście, bo takiego nie ma. Chciałam się tylko wygadać... Jestem z X od 5 lat, przeżyliśmy wiele wzlotów i upadków, bardzo poważnych w ciągu ostatnich 2 lat. Nie miałam nadziei, że to wyjdzie jeszcze na prostą, ale po pewnym czasie się udało. Wypraliśmy wszystkie brudy i było naprawdę świetnie. Jak jest dobrze to się za niczym nie tęskni. Obiecaliśmy sobie, że bedziemy o wszystkim rozmawiać itd. a tu dziś nagle grom. Umówiłam się z koleżanką wczoraj na dzisiejszy dzień, bo miała do mnie sprawę. Ja mu zapomniałam o tym powiedzieć. No i zdarza się. Rano byłam troszkę nie w sosie, bo nie zgadaliśmy się co do wyjazdu, ale to ni była żadna kłótnia ani nic. Koleżanka do mnie przyszła i w czasie, gdy była X zadzwonił:
- Cześć, przyjdziesz do mojej mamy za pół godziny?
- Nie mogę, bo jest u mnie koleżanka.
- Jaka?
- No i tak nie znasz.
- JAKA?
- Xxxx Xxxx z podstawówki.
- Aha, to nara.
I trzask słuchawki. No i tyle. Za chwile sms: "koleżanka ku**a już to widzę", "nie chcesz mi pomóc to nie, ciekawe skąd koleżanka się wzięła, znowu kłamiesz, mam tego dość.".
Byłam w ciężkim szoku i już miałam palpitację serca i w ogóle. Jeśli chodzi o to kłamanie, to kolejna historia się z tym wiąże (był okres, że nie byliśmy razem 1,5 temu i spotkałam się JEDEN RAZ z kimś na spacerze, a później skłamałam, że go nie znam, bo nie chciałam już psuć tego, co tak się dobrze układało!). I to "nie chcesz mi pomóc", no ale w czym?! Jak można tak napisać i nie powiedzieć o co chodzi... Wystarczyło przecież przez ten telefon powiedzieć: bo słuchaj musisz mi pomóc w tym i w tym. I już. Tłumaczę koleżance sytuacje i wszystko jest w porządku. Czy to naprawdę takie trudne wszystko musi być?!

Wysłałam mu rozmowę z koleżanką, która jest dowodem na to, że się umówiłyśmy, poza tym może to potwierdzić kilka osób. Napisałam, ze chyba przesadził z reakcją. Ale niestety... zero odzewu. Ja już naprawdę nie wiem, jaki to ma sens i czy w ogóle jakiś ma. Naprawdę. Boję się, że bez niego nie dam rady, że nic mnie już nie czeka. Nie wyobrażam sobie życia z kimś innym. Budować wszystko od nowa, zaufać komuś innemu. Ach.

Pozdrawiam Was wszystkie :*

2

Odp: Jak wiele innych...
majorka1 napisał/a:

Boję się, że bez niego nie dam rady, że nic mnie już nie czeka. Nie wyobrażam sobie życia z kimś innym. Budować wszystko od nowa, zaufać komuś innemu. Ach.

Czy to jedyny powód, dla którego z nim jesteś?
Jesteś młodą osobą i nie możesz myśleć, że już nikogo nie poznasz. Całkiem sporo kobiet poznaje właśnie tę drugę osobę w wieku 40-50 lat i są szczęśliwe, a Ty dopiero masz 22.
Druga sprawa, z tego co piszesz to nie byłaś nie w porządku w stosunku do chłopaka - przecież nie musisz się tłumacz z tego jak spędzasz każdą minutę - a jego reakcja to szkoda pisać (że już o przekleństwach nie wspomnę).

3

Odp: Jak wiele innych...

Moim zdaniem reakcja chlopaka lekko przesadzona.
I te teksty...
Sa granice jednak.

Skoro wszystko bylo wyjasnione /kazdy popelnia bledy/ wiec o o chodzi?
Chyba do konca Ci nie ufa...

4

Odp: Jak wiele innych...

mata hari, nie, to nie jest jedyny powód, ale nie umiem też podać argumentów dlaczego tak się boję go zostawić. Mam pewną teorię na ten temat. Zawsze jak grożę rozstaniem to nie robi to na nim wrażenia. Jak mieliśmy przerwę, to bardzo mnie bolało to, jak się obnosił i afiszował tym, że beze mnie świetnie sobie radzi. Czułam się bezwartościowa. Teraz dopiero zdałam sobie z tego sprawę. Że nie mogłam znieść, nie mogę znieść myśli, że on może żyć beze mnie. To chore...

Leila01, rozumiem, gdybym zrobiła naprawdę jakąś straszną rzecz, ale mam czyste sumienie i on nie ma podstaw, żeby mi nie ufać. Nie mam nic do ukrycia przed nim. Kompletnie nic. W przeciwieństwie do niego. On pisał z innymi dziewczynami i się spotykał, ale mniejsza z tym, bo po naszych przejściach zdecydowaliśmy dać sobie szansę. Z mojej strony miał wobec tego czyste konto, choć było to trudne dla mnie, by go nie sprawdzać na każdym kroku, ale jak powiedziało się "a" to trzeba powiedzieć "b". Wydaje mi się, że może on czuje się winny, że jednak zrobił mi tam kiedyś świństwo i teraz szuka byle powodu, żeby siebie "wybielić" i udowodnić sobie (i mnie), że też nie mam czystego sumienia. Nie wiem, czy dobrze to wyjaśniłam.

Bardzo poważnie myślę o rozstaniu, bo on chyba sam podświadomie tego chce, skoro na siłę szuka powodu do kłótni, ale nie wiem, czy dam radę...

5

Odp: Jak wiele innych...

Usiądź spokojnie i odpowiedz sobie na pytanie jak wyobrażasz sobie waszą przyszłość za 5, 10, 20 lat.
Jeżeli się nawet roztsaniecie to nie myśl kategoriami "on sobie dobrze radzi beze mnie". Ty możesz żyć bez niego i on bez Ciebie.
Najważniejsze dla Ciebie powinno być Twoje szczęście.

6

Odp: Jak wiele innych...
majorka1 napisał/a:

Bardzo poważnie myślę o rozstaniu, bo on chyba sam podświadomie tego chce, skoro na siłę szuka powodu do kłótni, ale nie wiem, czy dam radę...

jestem pewna, że dasz radę...teraz tylko masz wątpliwości, bo nie wyobrażasz sobie, że możesz być sama a potem z kimś innym u boku...nie wyobrażasz sobie, dopóki nie spróbujesz...jeśli decydujesz się zakończyć związek, w którym nie czujesz się w pełni szczęśliwa, to rozstanie owszem będzie boleć, ale szybko uświadomisz sobie, że teraz możesz byś sobą, nie udawać, nie kłamać...masz dopiero 22 lata..jeszcze dużo szczęśliwych chwil przed Tobą, tylko pozwól im nadejść smile

7

Odp: Jak wiele innych...

ok. może ii przesadził trochę.. ale kto w nerwach nee pisze/mówi różnych rzeczy?

powinniście się spotkać ii pogadać.. ;>

8

Odp: Jak wiele innych...

Droga majorko1,
uderzaja mnie  dwie rzeczy:
1. piszesz 

Wysłałam mu rozmowę z koleżanką, która jest dowodem na to, że się umówiłyśmy, poza tym może to potwierdzić kilka osób

-wydaje mi sie , ze nie musisz nic mu udawadniac. Dlaczego myslisz , ze musisz?
2.piszesz     

Zawsze jak grożę rozstaniem to nie robi to na nim wrażenia

-to okropne. Ty mu grozisz rozstaniem ? Dlaczego?

Przeciez , jak chcesz sie z nim rozstac, to mozesz sie po prostu rozstac.Nie grozac.Grozac mu i nie rozstajac sie , jestes niewiarygodna.Chcesz przeciez , zeby Cie szanowal.

9

Odp: Jak wiele innych...

Brak zaufania.
Groźby.
Brak szacunku.
Szantaże emocjonalne.
Nagromadzone przez lata.

Macie wiele za sobą. Życzę Ci wielkiej odwagi, siły i miłości, która potrzebna jest do zmian w życiu.

Może jeszcze nie znaleźliście swego dna. Ono jest potrzebne by przestać spadać. Przeczytaj jeszcze raz początek posta i odpowiedz na pytanie:

Ile jeszcze?

?If you love somebody set them free? - całe życie przed Tobą i Twoi chłopakiem smile

chyba, że wolisz:

Brak zaufania.
Groźby.
Brak szacunku.
Szantaże emocjonalne
(...)

10

Odp: Jak wiele innych...

Dziękuję za wszystkie Wasze odpowiedzi. Każdy z Was ma po części rację. Mam dopiero22 lata, a zachowuję się jakby mój świat kończył się na nim. Te moje wszystkie szantaże, czy grożenia pożal się Boże, (brak słów, że zniżam się do takiego poziomu) są po to, by sprawdzić jak mu zależy i czy w ogóle zależy.

Co do wypowiedzi, że w nerwach mówi się różne rzeczy to owszem, zgodzę się częściowo. Pod wpływem emocji można powiedzieć za dużo, ale chwila wzburzenia mija i wtedy chyba się przeprasza... Przynajmniej ja tak robię jeśli mi się zdarzy.

Oczywiście, że chcę żeby mnie szanował i mówię mu o tym, że szacunek to jedna z najważniejszych rzeczy w związku. I to prawda, że czeka nas dużo pracy, bo wiele przeszliśmy przez te lata. I ja się starałam z całych sił. Jednak po tym incydencie mój zapał osłabł. Pomimo szczerej rozmowy i wyjaśnienia nie jestem już tak bardzo skłonna do poświęceń, napraw i starań. Dużo myślałam i stwierdziłam, że pozostawiam rzeczy swojemu biegowi, zobaczymy jak t się rozwinie.

Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki.

11 Ostatnio edytowany przez hassana (2012-02-27 21:15:02)

Odp: Jak wiele innych...
mata hari napisał/a:

Jesteś młodą osobą i nie możesz myśleć, że już nikogo nie poznasz. Całkiem sporo kobiet poznaje właśnie tę drugę osobę w wieku 40-50 lat i są szczęśliwe, a Ty dopiero masz 22.

Dokładnie! Zgadzam się z poprzedniczką. Jesteś jeszcze młoda i na pewno bez żadnego problemu znalazłabyś nowego partnera. Dlaczego miałabyś nie dać sobie bez niego rady? Przecież nie jesteś w żaden sposób od niego uzależniona!
Poza tym nie ma co od razu nastawiać się na rozstanie. W związkach często zdarzają się zgrzyty, jednak najważniejsza jest szczera rozmowa, bez tego żaden związek długo nie przetrwa. Twój chłopak mocno przesadził z reakcją, ale faceci tak czasem mają. Zbyt szybko dają ponieść się emocjom po czym później tego żałują i przepraszają. Nie bierz zawsze jego wybuchów do serca, czasem trzeba przymknąć oko wink

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak wiele innych...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026