Gdybym miała opisać moją całą historię, mogłoby to zająć miesiące, z resztą to historia jak setki innych i nie oczekuje wobec tego od Was Drogie Koleżanki złotego środka na udany związek i szczęście, bo takiego nie ma. Chciałam się tylko wygadać... Jestem z X od 5 lat, przeżyliśmy wiele wzlotów i upadków, bardzo poważnych w ciągu ostatnich 2 lat. Nie miałam nadziei, że to wyjdzie jeszcze na prostą, ale po pewnym czasie się udało. Wypraliśmy wszystkie brudy i było naprawdę świetnie. Jak jest dobrze to się za niczym nie tęskni. Obiecaliśmy sobie, że bedziemy o wszystkim rozmawiać itd. a tu dziś nagle grom. Umówiłam się z koleżanką wczoraj na dzisiejszy dzień, bo miała do mnie sprawę. Ja mu zapomniałam o tym powiedzieć. No i zdarza się. Rano byłam troszkę nie w sosie, bo nie zgadaliśmy się co do wyjazdu, ale to ni była żadna kłótnia ani nic. Koleżanka do mnie przyszła i w czasie, gdy była X zadzwonił:
- Cześć, przyjdziesz do mojej mamy za pół godziny?
- Nie mogę, bo jest u mnie koleżanka.
- Jaka?
- No i tak nie znasz.
- JAKA?
- Xxxx Xxxx z podstawówki.
- Aha, to nara.
I trzask słuchawki. No i tyle. Za chwile sms: "koleżanka ku**a już to widzę", "nie chcesz mi pomóc to nie, ciekawe skąd koleżanka się wzięła, znowu kłamiesz, mam tego dość.".
Byłam w ciężkim szoku i już miałam palpitację serca i w ogóle. Jeśli chodzi o to kłamanie, to kolejna historia się z tym wiąże (był okres, że nie byliśmy razem 1,5 temu i spotkałam się JEDEN RAZ z kimś na spacerze, a później skłamałam, że go nie znam, bo nie chciałam już psuć tego, co tak się dobrze układało!). I to "nie chcesz mi pomóc", no ale w czym?! Jak można tak napisać i nie powiedzieć o co chodzi... Wystarczyło przecież przez ten telefon powiedzieć: bo słuchaj musisz mi pomóc w tym i w tym. I już. Tłumaczę koleżance sytuacje i wszystko jest w porządku. Czy to naprawdę takie trudne wszystko musi być?!
Wysłałam mu rozmowę z koleżanką, która jest dowodem na to, że się umówiłyśmy, poza tym może to potwierdzić kilka osób. Napisałam, ze chyba przesadził z reakcją. Ale niestety... zero odzewu. Ja już naprawdę nie wiem, jaki to ma sens i czy w ogóle jakiś ma. Naprawdę. Boję się, że bez niego nie dam rady, że nic mnie już nie czeka. Nie wyobrażam sobie życia z kimś innym. Budować wszystko od nowa, zaufać komuś innemu. Ach.
Pozdrawiam Was wszystkie :*