ja już nie mam siły...mam, zaraz będę miała 28 lat... dziecko,a w zasadzie dwoje, bo jedno przybrane, męża i zero własnego życia...w zasadzie "zero" powinnam pisać na Caps locku, bo inaczej wydaje się być mało oddające rzeczywistość...dziecko urodziłam 3 tyg temu, praktycznie wymarzone, śpi, je i w zasadzie tyle,tylko,że ja sobie nie radzę, nie mam czasu na nic, odkąd poznałam męża moje życie zubożało w jakiekolwiek rozrywki,ale wtedy to miało jakiś urok,a teraz...teraz czuję się jak 90 latka zdająca sobie sprawę z nadchodzącego końca,a chcąca żyć silniej niż kiedykolwiek...ja umieram wewnętrznie...po prostu umieram. mam ochotę czasem krzyknąć,że jest źle,ale do mojego męża to nie dociera...On ma swoją pracę, do domu wraca i mało go interesuje.nie pyta nigdy jak ja się czuję jak minął mi ten cholerny dzień. nawet wyjść mi nie wolno, bo z dzieckiem powinnam byc pierwszy miesiąc,a później to też najlepiej wszędzie z dzieckiem.a przecież nawet psa wyprowadza się na spacer...duszę się...kończę...to do niczego dobrego nie poprowadzi...błagam, powiedzcie,że nie jestem jedyna,że są kobiety, które czują podobnie...
Podobne tematy
Witam....nawet nie wiesz jak jest nas wiele...przeglądam wątki z tym tematem już od dłuższego czasu..u mnie ta samotność trwa już od ponad pięciu lat, ja już nie mam sił prosić męża o jakąkolwiek uwagę, nie czuję się dla niego kobietą,tylko robotem do gotowania,sprzątania,opiekunki do dzieci, a mam ich troje,najstarsze w dopiero poszło do szkoły...z daleka od miasta...żadnych znajomych...żadnych perspektyw na szybki powrót do pracy, nie doceniana, nigdy nie pochwalona,odsunięta od poważniejszych zadań, ograniczona do egzystencji na minimalnym poziomie.I niby materialnie niczego mi nie brakuje ale psychicznie jestem już totalnie wrakiem.
Kobitki na forum podsuwają dobre pomysły, tylko ja już nie mam siły walczyć, uśmiałabym się do łez gdyby ktoś mi powiedział 10 lat temu powiedział, że tak będzie wyglądało moje życie... ja zawsze w centrum uwagi, otoczona mężczyznami, przyjaciółmi...
i wiesz pomaga mi trochę, uśmiechanie się do przypadkowych ludzi(choć trochę wymuszone),dbanie o siebie i ta myśl że czasem życie przynosi nam niespodzianki...
Na zmianę od męża już chyba nie liczę, ale nie mogę zrozumieć jak można być tak nieczułym człowiekiem...
jak można nie widzieć, że tej drugiej osobie jest aż tak źle, jak można nie chcieć pomóc, kiedy ja proszę...
A tyle wsparcia w trudnych chwilach uzyskał ode mnie...
Pamiętaj(zawsze staram się to sobie wmawiać),że jesteś osobą ważną, że dla samej siebie nie możesz się poddać,uśmiechnij się do samej siebie...postaraj się być bardziej tajemniczą dla męża,miej odrobinę swojego życia choć trochę, daj mu powód do zazdrości-wierzę,że choć trochę Ci to pomoże, chociaż odrobinę...wtedy ja będę szczęśliwsza