Rozstaliśmy się 2,5 roku temu (po 3 latach związku pełnego przemocy psychicznej z jego strony) i ledwo udało mi się wyrwać z tego bagna. Potem było pół roku stania pod moim oknem, telefonów, prezencików itd, potem pół roku smsów i maili o tym, jaką to jestem k.... itd.
Załagodziliśmy całą sytuację, ja mu grzecznie wyjaśniłam, że nigdy nie będziemy razem, że to nie to, że mam inne marzenia itd (bo inaczej mu się nie dało wytłumaczyć, żeby się wulgaryzm) ale w dalszym ciągu raz na jakiś czas dostaję od niego propozycje typu: kino/kolacja/seks bez zobowiązań/wróćmy do siebie. Ja te smsy ignoruję i jak je ignoruję, to on albo dzwoni albo pisze jeszcze więcej (że jestem podła i go traktuję jak śmiecia), a jeśli nie ignoruję i odpiszę "nie mam czasu" "mam kogoś" czy cokolwiek, to jest taka sama lawina smsów, która prowadzi do tego samego: "traktujesz mnie jak śmiecia, a mówiłaś, że zawsze będziesz mnie kochać".
Dwa miesiące temu napisał mi, że ma moje buty (których długo szukałam) i napisał niby żartem, że będzie je trzymał, jako zakładnika.
Napisałam mu kilka dni temu, że chcę moje buty z powrotem (za tydzień wyjeżdżam i może to głupie, ale po pierwsze, te buty są mi potrzebne, bo chwilowo mnie nie stać na inne, poza tym, one są dla mnie ważne, bo kupiłam je, jak mieszkałam za granicą i mam tyle wspomnień no i...do wulgaryzm, to jest moja własność!) a on sie mści. Pisze, że wie, że nie chodzi tylko o buty, że jestem nienormalna itd... Nie odbiera telefonów, bo mści sie za to, że ja nie odbieram. Napisałam "kiedy mogę przyjechać?" a on odpisał: "za 500lat" żeby mi pokazać, jak to on sie czuł, kiedy ja mu mówiłam, że nie mam czasu.
Nie wiem, co robić, przecież z policją do niego nie pojadę ![]()
(poza tym, on ma moje książki, jakieśtam ubrania jeszcze, bo jak od niego uciekałam, to naprawdę nie patrzyłam, co mojego tam jeszcze jest, musiałam mu po prostu uciec)
Nie używaj wulgaryzmów na forum. Lena