Cześć. Nigdy wcześniej nie pisałem na forum, ani nigdzie o pomoc, ale teraz potrzebuję pomocy od obiektywnych osób.
Więc tak, 7 miesięcy temu poznałem pewną dziewczynę i od razu się w sobie zakochaliśmy. 5 miesięcy było dobrze, kłóciliśmy się ale w normalny sposób jak każdy (tak mi się przynajmniej wydaje). Raz byłem zazdrosny o to, że jedzie z jakiś człowiekiem za granice, nawet przez to płakała, ale chyba sobie to wyjaśniliśmy i było okej.
Jakieś 3 tygodnie temu dowiedziałem, się że spotkała się ze swoim kolegą za moimi plecami (odczytałem jej wiadomości, niestety
) Czuła się winna i mi wszystko wyjaśniła, że przestaje mnie kochać tak mocno jak kochała. Prawie się rozstaliśmy, ale jakoś się dogadaliśmy. Akurat zbliżał się nasz urlop i postanowiliśmy, że na urlopie spróbujemy popracować nad związkiem. Tam niestety mnie jeszcze trzymał ten temat i obawiałem się, że ona o tym człowieku myśli.. (czy myślała nie wiem, chyba nie) ale cisnąłem sprawę, czy wie czy mnie jeszcze kocha itp.... Po powrocie spędziliśmy bardzo miły weekend, cały czas razem gdzieś chodziliśmy na spacery, koncerty itp itd. W niedzielę, niestety znowu zacząłem drążyć temat i mimo fajnego poniedziałku, powiedziała mi, że chce tydzień spokoju, żeby spokojnie pomyśleć. Miałem się przez tydzień nie odzywać. Niestety w środku tygodnia wyciągnąłem ją na spacer, było przyjemnie, gadaliśmy o wszystkim i o niczym, trochę naciskałem ale w formie żartu, myślałem że będzie dobrze.. później jeszcze napisałem do niej, to mi odpisała, że potrzebuje czasu tylko dla siebie. Pod koniec tygodnia powiedziała, że ten czas spędzony w samotności ją przeraził. Zobaczyła jak bardzo jest wykończona i zniszczona w środku. Powiedziała mi, że nie wie czy mnie kocha, ale nie ma już siły próbować i walczyć o nas. Powiedziałem, ze rozumie, że teraz ja będę walczył. Nie chciała mnie krzywdzić, bo nie wie czy jeszcze kiedyś coś takiego poczuje do mnie jak wcześniej i powiedziała, że to koniec. Że potrzebuje spokoju, żeby się doprowadzić do stanu używalności i że mi się ten czas też przyda.
Co takiego się stało.. Otóż ja miałem ciężki okres przez ostatnie około 2 miesiące, spadła moja samoocena, stałem się leniwy, nie chciałem z nią wychodzić na spacery (mówiłem, ze może iść z kimś innym, ale ona chciała ze mna.. dałem dupy, stawiałem na swoim). Nie chciałem ją obarczać swoimi problemami, a sam uciekałem od nich do kompa i gier i do książek (jakieś fantasy i inne głupoty), po to żeby nie myśleć.
Tak ona zaczęła szukać kogoś do rozmowy w koleżankach, aż w końcu zaczęła gadać z kolegą , którego znała już przede mną i okazało się, że mają wspólne tematy, a że oboje są nadzwyczaj inteligentni, to całkiem inaczej niż ze mną wyglądały te rozmowy.
Tak czy inaczej parę dni temu się rozstaliśmy.
Zrozumiałem teraz, że ona jest zmęczona tym, że miała na swoich barkach moje i swoje problemy, a ja nie chciałem z nią rozmawiać i ją odpychałem. Dlatego jest tak zniszczona, bo się martwiła o mnie, o nas i nie miała we mnie wsparcia..
Zrozumiałem wiele rzeczy, chce ją odzyskać. Nawet jak głupi, zapytałem ją czy jest szansa, że jak sobie damy trochę czasu to mamy szansę do siebie wrócić, powiedziała mi tylko, że nie wiadomo co się wydarzy. Nadal mam nadzieję.. Może głupią, ale (tutaj znowu faux pas) powiedziałem jej, że ja ją kocham i nie zostawię tego tak, że będę o nią walczył, że będę próbował ją odzyskać. Powiedziała mi tylko, że ona teraz musi się skupić na sobie i naprawieniu siebie i żebym ja też się skupił na naprawieniu siebie, bo chce dla mnie jak najlepiej.
Dziewczyny mam plan i potrzebuję waszej chłodnej opinii.
Tak, chce nad sobą pracować, odbudowuję swoją pasję, przywracam pewność siebie i zwiększam samoocenę (jeszcze nie skończyłem, ale, pracuję nad tym). Był taki problem, że w pewnym momencie nie mieliśmy o czym rozmawiać, tzn ja nic nie wiedziałem (pustka w głowie) i tylko ona mnie stymulowała intelektualnie, uczyła czegoś, wcześniej było inaczej. Muszę do tego wrócić.
Teraz tydzień nie będę się odzywać, niech każdy ma czas dla siebie. Pod koniec tygodnia się odezwę i postaram umówić na jakiś spacer, może zaproponuję koncert itp. Jak się zgodzi to super, tak pogadać o wszystkim i o niczym. Sam sporo czytam różnych ciekawych książek, żeby mieć o czym rozmawiać, o czymś więcej niż wcześniej..
Wydaje mi się, że nie ma co odbudowywać tego co było, a trzeba znowu spróbować zdobyć jej uczucia od nowa. Wiem, ze to będzie ciężkie, ale właśnie tego chcę. Chcę się zmęczyć, chcę pracować, teraz i zawsze, jeśli do siebie wrócimy. Wiem już co znaczy praca w związku, chodzi o to, że nawet jak mi się czegoś nie chce, jestem zmęczony po pracy itp itd, to zaciskam zęby i to robię, ba jeszcze się uśmiecham i czerpię przyjemność z tego, że ona się cieszy (odkryłem amerykę, nie?
)
Nie wiem czy to dobry pomysł. Jak się z kimś rozstawałem, czy to ja kończyłem, czy ona, to nie próbowałem wrócić do tej osoby, to była decyzja ostateczna. Tutaj nie chce tego tak zostawić, za bardzo mi zależy, za mocno kocham i czuję zbyt dużą stratę..
Chciałem zapytać Was, czy mój pomysł z odzywaniem się i wyciąganiem jej na jakiś spacer, czy inną aktywność to dobry kierunek. Może za miesiąc, dwa ona zacznie do mnie pisać i mnei gdzieś zapraszać.. Może, jak będę wystarczająco interesujący ponownie.. Nie chciałbym też wpaść we friendzone...
Co robić?? Znajomi mi doradzali żebym dał sobie spokój, sama zadzwoni jak zatęskni jak zobaczy, że już nie płaczę za nią.. Wątpię w coś takiego, jest zbyt dojrzała i uparta, a także zna swoją wartość
Parę dni nie odzywania się i kontakt, parę dni na zajęcie się swoimi sprawami i znowu kontakt.
Dziewczyny, potrzebuję waszej chłodnej obiektywnej opinii.