Witam,
od dwóch miesięcy spotykam się z facetem. Jakieś 2-3 miesiące temu rozstał się z dziewczyną i jakoś zaczęłam go pocieszać. Znamy się rok. Nie miałam żadnych planów wobec niego, chciałam od tak, go pocieszyć, bo wiedziałam przez co przechodzi. Sama rozstałam się po długoletnim związku. Jego związek trwał z dobrych parę lat, nie była to pierwsza miłość. Twierdzi, że rozsypywał się z rok. Na początku roku powiedział mi, że nic ode mnie nie chce, że nie chce poznawać nowej dziewczyny. Nie chce związku żadnego. Takie tam, ja byłam zszokowana, przecież nie miałam wobec niego żadnych planów, nic od niego nie chciałam. Odprowadził mnie w ten dzień do domu i tłumaczył się, dlaczego tak powiedział. Po tygodniu, odprowadzał mnie z kilka razy. Od początku była wymiana sms-owa, parę telefonów. Zaczęłam myśleć o nim poważniej z dwa dni przed pierwszą randka, która była gdzieś z miesiąc temu, pierwszy pocałunek. Spędziliśmy cały weekend wspólnie. Nic po za pocałunkiem. I tak już pozostało do lutego. Codzienne spotkania, pocałunki, widywaliśmy się co raz częściej. Codziennie. Na początku lutego poszliśmy do łóżka i tak jakoś było nam ze sobą dobrze. Dalej wspólne spotkania, codzienne. Częstsze telefony z jego strony. W między czasie miałam imieniny i od koleżanki wiem, że w ten dzień to on oszalał, nie wiedział w jaki sposób może okazać mi, że pamiętał. Przybiegł z czekoladkami. Zaskoczył mnie totalnie. Dzwonił już codziennie. 10. była wspólna impreza ze znajomymi. Nie opuszczał na krok, odwiózł do domu. Został na noc. I się zaczęło:
Pytam go, dlaczego mówi znajomym, że nie jesteśmy razem. Przecież mówi, jak to mu zależy na mnie jak to jestem dla niego najważniejsza. Przedstawił znajomym... On na to, że on nie jest gotowy wchodzić w związek, że nie chciałby, abym była za niego odpowiedzialna, że jego życie jest skomplikowane. Stara śpiewka faceta, który chce zaliczyć, zapomnieć o byłej... Więc mówię, że ok, w takim razie nic z tego nie będzie, że głupia byłam, że mu zaufałam... On wkurzył się w tym momencie strasznie. Mówi, że daje z siebie wszystko, aby mnie zdobyć, że zależy mu, że chce abym przy nim była, a ja się tak odwdzięczam. Zostaje na noc. Pyta rano, czy może u nas zostać. Cały czas jest z nami mój 5 letni syn. Zostaje na cały dzień. Bawi się z nim, on zaczyna go lubić, sam widać, że jest z tego powodu zadowolony. Dzwoni jego matka i słyszę całą rozmowę, pyta się go, gdzie on jest a on bez skrępowania, że jest u mnie i ona że właśnie słyszy. Antoni oczywiście dał się we znaki. Po czym dowiaduje się, że on poinformował już swoja mamę, że się ze mną spotyka, i ze mam dziecko. Jakoś od słowa do słowa mamy jakiś wspólny temat, gdzie jedziemy na wakacje. Taka luźna rozmowa. Wszystko ładnie pięknie, dzwoni pyta co u nas i tak rozmowa trwa z 10 minut, a mnie nachodzą wątpliwości.
Niby się faktycznie stara, niby zależy mu, niby mama jego wie o nas, mówi, że swojej byłej nie kocha, że jestem najważniejsza, okazuje to w sposób naprawdę wyraźny. Ja osobiście jestem na etapie albo brnę dalej, albo się wycofuje. Jest mi z nim naprawdę dobrze, ale boje się zaangażować, szczególnie, że mam jakieś przejścia... Czemu mówi wszystkim w koło, że nie jesteśmy razem, a z drugiej strony informuje najbliższych, że spotyka się ze mną i że mam dziecko. Ja na początku byłam ostrożna, ale teraz już nie wiem. Sama mu na początku mówiłam, że nie chcę wchodzić w żaden związek. Czy on się bawi, czy po prostu boi się zaangażować?
Poradźcie coś proszę ![]()