netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Dzieci z różnych związków i pieniądze...

12 odpowiedzi2 867 wyświetleńzałożony przez kornelitka, 11.02.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Dzieci z różnych związków i pieniądze...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1

Temat: Dzieci z różnych związków i pieniądze...

Witam!
Jestem tu nowa, ale już bym chciała się wygadac... sad Moja sytuacja wugląda następująco:

-Poznaaliśmy się z moim partnerem, gdy już mieliśmy dzieci z poprzednich związków. Wszystko było ok, dopóki jego córka nie wyprowadziła się prawie 400 km od niego i ja nie zaszłam w ciążę. Zaczęły się pierwsze kamstwa, ukrywania nocowania jego byłej żony u niego pod moją nieobecnośc... Późnieju jakoś tam było. Urodziłam zdrowego synka i jakoś to było z dnia na dzień. Przeniosłam się ze swojego rodzinnego miasta do jego rodzinnego miasta oddalonego od mojej rodziny i znajomych o 300 km. Zaczęły się pretensje, że nie pracuję. młodszy syn miał wtedy pół roku i nie miałam go z kim zostawic (brak znajomych i rodziny w nowym mieście), a oddac dzieci do żłobka i do przedszkola dwóch smyków kosztowałoby więcej niż moja pensja (zarobki są jakie są... sad ). Po zimie zaczęło byc względnie normalnie. nie poszłam do pracy, choc chciałam. Byłam nawet na rozmowie kwalifikacyjnej, wysyłałam maile i dzwoniłam-bezskutecznie. Wczoraj usłyszałam, że zależy mi tylko na jego kasie, bo mi wygodnie siedziec w domu. Że nic nie robię (mimo, że faktycznie nawet jego w jego obowiązkach wyręczam). Fakt-zdarzają mi się czasem dni, gdy po prostu zrobię mniej. Ale ciągle słyszę, że jestem koniec końców nierobem, a on nie wyrabia. Dostaje mi się nie raz za to, że proszę go o kupno czegoś na obiad... sad Grając na komputerze twierdzi, że przeszkadzam mu pracowac i nie mogę do niego nic mówic, bo to i tak nie jest ważne, bo dla niego zarobki są najważniejsze, bo z mojej gadki i tak zawsze awantura wychodzi, a on chce miec spokój.

-W lato zeszłego roku jego córka z matką i jej nowym braciszkiem przenieśli się do miasta, gdzie mieszkamy. I tu zaczynają się schody... Moi synowie są karani za złe zachowanie, dostają czasem od męża po klapsie i twierdzi, że tak musi byc. zwłaszcza starszy syn-z mojego wcześniejszego związku. Dostaje kary za wszystko-podczas gdy jego rodzone dzieci nie dostają kary NA NIC! On oczywiście twierdzi, że wyolbrzymiam i się czepiam, bo nie trawię jego córki itd. wręcz przeciwnie-chcę, żeby zamieszkała z nami, żeby zaczęła byc normalnym dzieckiem, ale on twierdzi ,że ile będzie trzeba kasy, to nieważne, ale jak będzie trzeba, to każdą kasę wyłoży, żeby ją przekupic... Przy czym chłopcom kupi raz na kilka tygodni batonika sam z siebie. Nie zabiera ich nigdzie-siedząa w domu i nie mają nic od życia. Jego córa ma zewsząd wszelkiego rodzaju korzyści, a mój M jeszcze dodatkowo dokłada jej tych właśnie korzyści, a Synki na to patrzą i zachowują się potem źle, bo się popisują (skoro widzą, że jedno dziecko ma za złe zachowanie korzyści, żeby tylko smutno nie było, to czemu tu ma tak nie byc z nimi?!). M potrafi przy stanie portfela 50 zł dac jej 20 zł kiezonkowego na najbliższe 5 dni (dziecko ma niespełna 10 lat) zamiast odmówic jej i powiedziec, że jak będzie miał, to jej da, a ja nie mogę prosic o kupno czegoś do jedzenia, czy zabranie nas na zakupy, bo chciałam coś dzieciom kupic do pokoju (nie z jego kasy tylko uzbierali sobie z prezentów od dziadków), to wtedy nigdy nie ma jak.jednak po swoje pierwsze dziecko w nocy o północy pojedzie i powiedział, że jak jest jego pociecha u nas, to ma nie byc awantur, ani niczego, bo ma widzeic, że u nas jest różowo. Chłopaki mogą patrzec, ale ona już nie może.

Doszło do tego ,że zaczynam byc zazdrosna o dziecko, bo wszystkie kłamstwa (i drobne i poważne), wszystkie ukrywania, obrażania się i dąsy (włącznie z nieprzyjściem na święta, sywlestra i urodziny starszego syna) sa jej najzwyczajniej w świecie darowane, podczas gdy nasi chłopcy wystarczy, że krzykną w złym momencie, to mają karę srogą i odczuwalną.
Mam głębokie poczucie niesprawiedliwości, że (jak to on mówi) to n w tym domu zarabia kasę i on wymaga, że zaniedbuje synów, podczas gdy widzę, że jednak jest skłonny do poświęceń dla dziecka i gorącej miłości. Spełnia każdą prośbę swojej byłej żony, a o moich nie chce słyszec. Mówi, że kocha nas, że gdyby nas nie kochał, to by nie pracował (wszystko jest mierzone miarą finansów), że mam chore rozumowanie...

Pytanie brzmi-czy niesłusznie się tak czuję? Czy w ogóle mam prawo byc zazdrosna o małe dziecko, które niczemu nie jest winne? Co zrobic gdy tłumaczenia rozmowy i prośby nie pomagają? Czy faktycznie wyolbrzymiam? Co zrobic z taką ilością emocji, gdy te zaczynają rujnowac psychikę i poczycie humoru?
Proszę o szczerą opinię... Nawet jeżeli ma byc dla mnie osakrżeniem. Chcę zrozumiec... sad

2

Odp: Dzieci z różnych związków i pieniądze...

Bardzo to wszystko zagmatwane. Wydaje mi się że pokutują niedomówienia i brak konkretnego postawienia sprawy. Inaczej odbierane są narzekania i utyskiwania, a inaczej zaproszenie do rzeczowej rozmowy. Z tego co opisujesz - nie ma u Was związku partnerskiego. Jest podział obowiązków, ale jak widać, Twój mąż twierdzi, że nierówny. Moim zdaniem jedynym wyjściem jest rozmowa. Umówcie się na jakiś konkretny dzień i godzinę, znajdź kogoś do dzieci, zeby nikt Wam nie przeszkadzał, przygotuj się do dyskusji - najlepiej na kartce napisz co Cię uwiera i spokojnie wyjaśnij Twój punkt widzenia.
Być może tak jak Ty masz do niego mnóstwo pretensji - on ma podobnie w stosunku do Ciebie. Unikałabym w rozmowie "bo Ty zawsze, bo ja nigdy," poszłabym w kierunku "kiedy tak robisz czuję się..., ". Bez oskarżeń.

Co do zazdrości o dziecko - ciężko powiedzieć czy jest to zazdrość, czy rodzi się w Tobie bunt przeciwko jawnej niesprawiedliwości. Moim jednak zdaniem - są to sprawy, ktore nie zostały domówione =ustalone przed wejściem w poważny związek, a teraz pokutują.

3

Odp: Dzieci z różnych związków i pieniądze...

Fakt-nigdy nie było między nami konkretów, czy jak to mówisz ustaleń. Jest, a raczej był to bład, bo zakochani odsunęliśmy rzeczywistośc na dalszy plan. Z czasem zaczęło nam zależec na różnych sprawach. Mi na rodzinie i na domowym ognisku-jemu na pracy i pieniądzach i powrocie dziecka do domu. Wszystkie te rzeczy są bardzo ważne i nie ukrywam, że byłoby łatwiej, gdyby było jakieś magiczne "coś", co sprawi, że M będzie się interesował nieco bardziej psychiką i uczuciami swoich najbliższych.
Z reguły nasza rozmowa zaczyna się spokojnie, jednak, gdy po chwili z reguły słyszę, że nie teraz, nie dziś, że tym tematem już .... (wymiotuje tongue), że ma wszystko w .... (gdzieś), a ja tylko chcę konkretów. Nie zażaleń i wyrzutów (nie ukrywam, że coraz częściej i mi się to zdarza) tylko czegoś, czego będziemy się trzymac, a nie jestem w stanie tego od niego wyegzekwowac.
Pomysł z umówieniem się na rozmowę jest całkiem nowy i w moim przypadku nowy, bo z reguły na świeżo "dyskutujemy", jednak niestety dzieeci nie mamy z kim zostawic. Nie mamy w tym mieścuie dosłownie NIKOGO, w związku z czym rozmowa w 4 oczy bez śwadków w postaci dzieci odpada, chyba że wieczorem, kiedy to M woli odpocząc.
Czy jeśli mężczyzna pracuje, to faktycznie nie wolno mu zawracac absolutnie niczym głowy? Czy samej byc i ojcem i matką dla moich synów?
P.S. Dziś idzie kartka i długopis w ruch i będę pisac wszystko, a faktycznie chyba trzeba wybrac odpowiedni moment... sad

4 Ostatnio edytowany przez Kriss (2012-02-11 14:58:51)

Odp: Dzieci z różnych związków i pieniądze...

I bardzo dobrze. Czasami samo przeczytanie tego co się napisało - pomaga.

No wiesz, z tym pracującym mężczyzną to różnie bywa. Wszystko zależy od werbalnie ustalonego podziału obowiązków. A nie dlatego że "tak wyszło".  Czy umawialiście się na taki stan rzeczy - Ty w domu, a on zasuwa na życie. Bo jeśli "tak wyszło", to jest to idealne pole do konfliktów. I czy rzeczywiście zasuwasz - jak Ci się wydaje że zasuwasz, czy efekty twojej ciężkiej pracy są postrzegane jako "czary mary krasnoludków", czy Twój mąż zdaje sobie sprawę z tego że na przykład kibel sam się nie myje. Z drugiej strony - czy Ty zdajesz sobie sprawę z trudów jego pracy? Wiesz na czym polega? Czy umiałabyś ją wykonać?

U mnie jest tak: mamy własną firmę, prowadzi ją mąż, ja mu pomagam: księgowość, papiery, logistyka. Decyzyjny jest on, chociaż przy większych transakcjach konsultuje się ze mną. To jest zasuwanie 24/7, biuro w domu. Do tego trójka małych dzieci nie chodzących jeszcze do szkoły - najmłodsze ma 5 miesięcy, naturalnie karmione średnio co 2 godziny całą dobę. Domem zajmuję się ja, zakupy robi mąż, ja gotuję, on zmywa. Ja sprzątam, on odkurza. Są jeszcze dwa psy - moja działka, ale bez napinki - mamy ogródek. Roboty jest po dziurki w nosie. Był czas, ze firma słabo szła i mój mąż musiał wyjechać na rok za granicę. Firma, dom, najstarszy syn miał 3 lata, a ja byłam już w wysokiej ciąży. Mieszkałam sama i ciągnęłam wszystko sama. Pamiętam jak mieliśmy awarię netu - wezwałam faceta od operatora, sprawa była skomplikowana, więc siedział pół dnia. Wywiązała się rozmowa i wreszcie facet nie wytrzymał i spytał: "no to jak to, to pani SAMA to wszystko ciągnie w 7mym miesiącu ciąży z drugim małym dzieciakiem, do tego jeszcze remont?! Ja mam żonę, mamy 10letniego syna, żona siedzi w domu i mówi że nie może iść do pracy, bo nie da rady zająć się i domem i pracą."

I widzisz, teraz powstaje pytanie - czy ten facet pomagał w domu COKOLWEK zrobić, a może ma po prostu żonę - lenia? No bo czy Twój mąż umie zrobić cokolwiek sam w domu? Obiad? Sprzątanie? Wstawić pralkę może? Czy to dzieje się "samo", a on myśli że Ty siedzisz i dłubiesz w nosie cały dzień? Nikt nie jest duchem świętym, jeśli on nie ma bladego pojęcia skąd co się w domu bierze i ile jest z tym wysiłku - to nic dziwnego, że nie szanuje Twojej pracy. Z drugiej strony - podstawowy błąd, to robienie wszytskiego samej. Jeśli do tego Ty nie wiesz jak on haruje - na przykład nigdy tego nie robiłaś, to też żyjesz w błogiej nieświadomości.

5

Odp: Dzieci z różnych związków i pieniądze...

Bogu dzięki wiem na czym polega jego praca i wiem, że faktycznie czasem bywa ciężka i nie do wytrzymania. Wówczas staram się usunąc z domu z dziecmi lub wcześniej kładę je spac, żeby móc zrobic M kąpiel, podac kawę dziesiątą z rzędu czy po prostu dac mu wcześniej się położyc spac czy wypocząc. Problem w tym, że on nie zauważa, że doceniam to jak nieraz haruje. Z reguły nie jest to wielka harówa od świtu do zmierzchu, jednak co by nie robił utrzymuje nas i za to jestem mu wdzięczna. mam w planach pójśc do pracy za rok, bo wtedy młodszy syn będzie chodził do przedszkola i będę mogła wspomóc finansowo M. Teraz idąc do pracy musiałby tylko dokładac do opieki nad dziecmi (żłobek czy opiekunka). To się zwyczajnie nie kalkuluję. Musiałabym zarobic ponad 2 tys na rękę, żeby miec na czysto jakiś grosz po opłaceniu przedszkola i żłobku/opiekunki. Wracając do tematu-staram się mężowi pomagac w wyszukiwaniu części mu potrzebnych, miejsc, adresów, instytucji itd, jak tylko mogęę, to pomagam mu z wielką chęcią, robię czasem masaże po pracy. I nie zawsez mu o tym mówię, jednak doceniam i doceniac będę to, co dla nas robi.

Czy umie włączyc pralkę? Na początku, gdy jeszcze nie mieszkaliśmy razem-owszem! Robił to, bo musiał (czyt. nie robiła mu tego kobieta). Gotowanie? Gdy jeszce nie mieszkaliśmy razem po prostu jadał z córką na mieście. Umycie naczyń? Aż 2 razy odkąd się znamy... hmm Kurze? Też 2 razy...  Mówi, że wszystko co ja robię przez cały dzień On zrobiłby to w 2x krótszym czasie, mimo że uświadamiam mu co robię w ciągu dnia. Co do gotowania raz mi pomógł przy kotletach, a na początku naszej znajomości zrobił kolację. I tu się kończy wyliczanie. Opiekując się trójką (bo jego córka jest u nas 2 dni w tyg)dzieci nie jest tak, że jak się posprząta rano, to dopiero na drugi dzień się nabrudzi. Dwóch chłopców i dziewczynka, która lubi wszystkim malowac-to daje pracę na bieżąco. Znajduję jeszcze czas na zakupy czasem (raczej z reguły zajmuje się tym M), załatwiam wszelkiego rodzaju formalności i zaległości, do lekarza z dziecmi z reguły też idę sama (ostatnio się zdarzyło, że musiałam byc w dwóch różnych miejscach u dwóch różnych lekarzy z chłopakami, jednak jeden w jednym miejscu, a drugi w drugim. Zlitował się i wyręczył mnie przy jednym z dzieci). M też często nie ma. Wyjeżdża a to do innych miast, a to ostatnio był w Niemczech i nie jęczałam, że nie daje sobie rady, a może gdybym zaczęła, to wiedziałby, że nie śpię od rana do nocy smile


Jak jeszcze można okazac mężczyźnie, że docenia się jego pracę? Co takie męskie oko zauważy?

6

Odp: Dzieci z różnych związków i pieniądze...

Tym stwierdzeniem: "Mówi, że wszystko co ja robię przez cały dzień On zrobiłby to w 2x krótszym czasie" - odpowiadasz sobie właściwie sama na moje i Twoje pytanie. On ma jakieś pojęcie - mieszkał sam kiedyśtam - ale na dzieńdzisiejszy, to pojęcie mu się wypaczyło. Czyli jest przekonany, ze się obijasz. Podejrzewam, że na pomysł zamiany ról - jednak nie dałby się namówić, bo tu potrzebna dobra wola.

Wydaje mi się ze jesteście po prostu zmęczeni. I Ty i on, obydwoje (mniej lub bardziej "podstawnie") czujecie się gdzieśtam niedocenieni, a to rodzi frustracje.

Naprawdę nie ma możliwości, żebyście komuś "sprzedali" dzieci chociaż na dwa dni i zwiali do hotelu? My też mamy ciężko, ale raz-dwa razy do roku moja mama daje się namówić, i wtedy urywamy się na dzień-dwa bez dzieci. Można odsapnąć, ładnie się ubrać, iść do kina, na kolację. Może tego mu trzeba? I Tobie też?

7

Odp: Dzieci z różnych związków i pieniądze...

Ja przyznam, że w moim byłym małżeństwie podobnie twierdziłem jak partner autorki. I powiem z mojej perspektywy jak to wyglądało. To, że ty mu zrobisz masarz czy podasz kawę to chwała Ci za to. Moja ex też tak robiła nieraz i twierdziła jak ty. Jednak zapominacie o ważnej kwestii jak dla mnie. To nie ważne jak ty się starasz i jak bardzo jesteś wdzięczna partnerowi za to, że on "haruje na was?. ALE TO, W JAKI SPOSÓB ON BY CHCIAŁ BYŚ OKAZYWAŁA MU WDZIĘCZNOŚĆ. Czy chociaż raz zapytałaś go. Co jemu by sprawiło przyjemność, w jaki sposób ty mogłabyś docenić jego pracę? Nie sądzę! Bo jak by tak było zapewne partner by ci powiedział, co dla niego ma większe znaczenie. Czy to, że ty dbasz o dom i to by on mógł iść wcześniej spać, czy może to, że np: jak wróci z pracy to wszyscy wyjdziecie na spacer. Ja tego nie wiem. Ale wiem, że ex twierdziła, że jest mi zawsze wdzięczna za to, że utrzymuję całą rodzinę. A ja zawsze czułem, że jestem jej potrzebny tylko dla tego by przynosić kasę do domu. To jest bardzo dołujące i drażniące.
Co do jego podejścia do waszych dzieci. To mi osobiście się nie podoba. I ja bym na to nie pozwolił. Kiedyś, gdy rozmawiałem o przyszłości z pewną kobietą, to ona właśnie chciałbym ja pomagał jej w wychowywaniu jej dzieci i zwracał im uwagę jak coś robią nie tak. Jednak ja znając jej sposób na wychowywanie i mój. Stwierdziłem, że ja nie mogę ingerować w sposób, jaki wychowuje ona swoje dzieci. Mogę jedynie powiedzieć, że to czy tamto mi się nie podoba i tyle. Ale nie wyobrażam sobie bym mógł karcić dzieci swojej partnerki. Takie moje zdanie. Ale jak zawsze podczas konfliktów zalecana jest rozmowa, rozmowa, rozmowa. A jeżeli on a nie pomaga to należy zastosować cięcie. I podjęcie takich kroków, jakie pozwalają nam zaspokoić swoje oczekiwania, pragnienia.

8 Ostatnio edytowany przez Kriss (2012-02-11 16:31:53)

Odp: Dzieci z różnych związków i pieniądze...

Racja Czerepach - nie wiadomo co by mu sprawiło największą przyjemność.

Jeszcze jedno od siebie dodam - być może tylko ja to tak postrzegam ALE; nie podoba mi się takie stwierdzenie, że ktoś, kto przynosi do domu kasę może być w pozycji uprzywilejowanej, bo kasa jest na papu, rachunki, etc. No chyba że mamy sytuację, że żona sidzi i piłuje pazury całymi dniami, do dzieci jest niańka, do chałupy - gospodyni, a facet faktycznie zarabia na ten majdan przy totalnym nieróbstwie drugiej połówki. To faktycznie, trzeba być wdzięcznym, doceniać i wogóle czapki z głów. Jeśli natomiast zasuwają dwie strony - ramię w ramię, tyle że jedna ze stron za to nie dostaje realnej kasy - to ja przewrotnie sądzę, że szacuneczek tu się na dwie równe części powinien dzielić. Wtedy obie strony powinny sobie tę "wdzięczność" okazywać.

Bo dlaczego moja fucha miałaby być niej wartościowa od fuchy mojego męża? Veto! Jestem identycznie urobiona po pachy. Ja lubię zrobić mojemu małżowi przyjemność, ale on mnie też.

9

Odp: Dzieci z różnych związków i pieniądze...

Czerepach-fakt, nigdy nie pytałam, jednak nie wiem czy za każdym razem mam pytac, co zrobic, żeby móc zrobic Ci przyjemnośc i okazac wdzięcznośc. Też nie chciałabym na każdym kroku instruowac partnera "Jeżeli chcesz by było dobrze, to zrób tak i tak, a nie będę miała pretensji". Byc może tu właśnie mój błąd, bo powinnam pytac i mówic o potrzebach. Jednak Wy faceci to tylko, że baba to jedynie za kasę może kochac... sad Kocham Go nie dlatego, że nas utrzymuje, ale tak po prostu. Pokochałam go i tak już będzie. Za to jaki jest i za to jaki nie jest... A czemu mężczyzna myśli, że praca w domu jest mało odpowiedzialna i lekka, a kasa, którą mąż przynosi do domu, to jedyny powód do wdzięczności? Nie pytam ironicznie, tylko faktycznie, bo naprawdę chciałabym wiedziec... hmm

10

Odp: Dzieci z różnych związków i pieniądze...
kornelitka napisał/a:

Byc może tu właśnie mój błąd, bo powinnam pytac i mówic o potrzebach.

Ja jestem za. Faceci nie są od domyślania się. Fakt miło jest kobiecie jak facet sam na coś wpadnie. Ale to rzadko się zdarza w ocenach kobiet.

kornelitka napisał/a:

Jednak Wy faceci to tylko, że baba to jedynie za kasę może kochac... sad

Absolutnie nie.

kornelitka napisał/a:

A czemu mężczyzna myśli, że praca w domu jest mało odpowiedzialna i lekka, a kasa, którą mąż przynosi do domu, to jedyny powód do wdzięczności?

Ja tego nie powiedziałem.

Ja odpowiem za siebie. Wychowywałem sam małą córkę przez ponad 3 lata. I wiem ile pracy jest w domu. Ale mimo wszystko wolałbym pracować w domu. Dlaczego? Bo zawsze jest coś do zrobienia nigdy mi by się nie nudziło. Natomiast w pracy zawodowej zawsze jest ktoś, komu się moja praca może nie spodobać, może mnie zwolnić albo obciąć wynagrodzenie. A niejednokrotnie jak coś ja w pracy zawalę to leci łańcuszek zawalonych spraw i za wszystko ja odpowiadam. Dzisiaj są chore czasy. Dlatego też uważam, że praca zawodowa jest pod tym względem gorsza. Niż ta w domu. Bo w domu najwyżej mąż/żona mnie ochrzani, że kwiatków nie podlałam albo ta koszula/bluzka mogłabyś lepiej wyprasowana. I tyle. Nie potrąca mi z wynagrodzenia za te niedociągnięcia, ( jeżeli one w ogóle są).

11

Odp: Dzieci z różnych związków i pieniądze...

Mam wrażenie, że  odchodzisz od problemów z pierwszego postu  do "czy z ketchupem czy z majonezem".
Jeśli nie ściśniesz się i nie zrobisz jak Kriss poradziła to, że ulubiony sos podasz do obiadu nie będzie miało znaczenia.
Czy mu zrobisz masaż nago, czy w dresie też.

Burczycie na siebie ale żadne nie wyjdzie z inicjatywą. Postaw sprawę jako pierwsza do załatwienia-priorytet!
I wyznacz sobie cel tej rozmowy, bo jak na razie, nie napisałaś co chciałabyś osiągnać.

Czy ojciec Twojego dziecka nie mógłby pokrywać kosztów przedszkola?

12

Odp: Dzieci z różnych związków i pieniądze...

Co chciałabym osiągnąc? Na pewno wyrozumiałośc, że nie jestem jakąś materialistką i nie jestem z nim dlatego, że mogę nie pracowac. Chcę iśc do pracy, ale to się NA RAZIE nie kalkuluje. Może płacic, jednak nie będzie wtedy żadnych dochodów na rękę tylko jeszcze trzeba będzie "dokładac".
Czy odchodzę od problemu? Nie-po rpostu odpowiedziałam na post związany z tematem (pośrednio).
Rozmowa? Kurcze, jak ja bym chciała móc powiedziec jak się czuję, co bym chciała i bez dogadywania "nooo, bo ja jestem ten najgorszy" np przy pytaniu "czy mógłbyś Słonko nie karac Starszego syna za to czy tamto?". Mam wrażenie, że chodzi smutny, zgorzkniały i nastawiony anty, jakby ktoś na nim psy wieszał. Nie zawsze, ale z reguły to my dostosowujemy się do jego zasad. Chciałabym zobaczyc, jak to jest samemu coś od drugiej połówki wyegzekwowac. smile

Patrzę na te rady z boku-sama komuś innemu pewnie radziłabym podobnie-jednak w praktyce, gdy ma się taką sytuację czy inną, to już trochę gorzej obiektywnie spojrzec na to wszystko... sad

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Dzieci z różnych związków i pieniądze...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026