Witam.
Jestem facetem.
Normalnie nie rozklejam się i z większością problemów radzę sobie sam.
Jednak z tym nie potrafię.
3 lata temu poznałem dziewczynę.
Na początku było wszystko idealnie - jak z bajki.
Jednak po pewnym czasie zaczęła mnie posądzać o zdrady, o to że flirtuje z innymi itp.
Jednak było to wtedy bardzo "lekkie", potem zamieszkaliśmy razem, wtedy już bywało różnie.
Zerwałem kontakty ze wszystkimi. Całe moje życie opierało się na domu i pracy - nic ponad to, chociaż chodząc do pracy też słuchałem że zdradzam albo chociaż mogę zdradzić.
Ostatnio zrobiło się naprawdę ciężko - jako, iż pracuję w 2 pracach - 2 głównie wykonuje zdalnie - dużo spraw załatwiam przez tel - który jest ciągle kontrolowany.
Jeśli muszę dany temat załatwić z kobietą 0- od razu słyszę że z nią flirtowałem.
Niestety ten stan rzeczy już bardzo mnie męczy i po prostu sobie z nim nie radzę. Ten trwający ponad 2 lata stan sprawił że nasza miłość bardzo się wypaliła.
nasz związek wygląda jak sinusoida, od najlepszych pod słońcem chwil do prawie agresjii i nienawiści wobec siebie.
Ona rozumie swój problem, dlatego mieliśmy zapisać się do psychologa żeby to wyprostować, lecz ostatnio we mnie coś pękło, 2 razy pod rząd powiedziałem jej że to koniec, no i stało się - wyprowadziła się.
Teraz chce nadal próbować to naprawić i porozmawiać na ten temat, a ja zastanawiam się w którą stronę się udać - serca czy rozumu?
Niestety nie mam z kim na ten temat porozmawiać, gdyż wiem, iż rodzina będzie nie obiektywna, a ze znajomymi zerwałem dla niej kontakt.
Proszę o jakąś pomoc, bo jestem w punkcie z którego nie wiem jak wyjść.
Na marginesie powiem, iż jej zdrada nie jest moją winą, bo nigdy jej nie zdradziłem, nie dając nawet powodów do zazdrości, lecz jej byłego związku w którym była.
bardzo mi na niej zależy, lecz nie mam już siły na dalsze bezpodstawne posądzania mnie, na to, że z każdej czynności czy rozmowy muszę się tłumaczyć.