Witam.
Jestem studentką 2 roku. Na uczelni nie mam się do kogo odezwać... I o tym chciałabym wam napisać. Jestem osobą raczej zamkniętą w sobie. Potrafię rozmawiać tylko z ludźmi, którzy tak naprawdę lubią mnie i rzeczywiście chcą przebywać w moim towarzystwie. Wyczuwam, jeśli ktoś nie chce ze mną rozmawiać, wtedy automatycznie się izoluję, urywam kontakt. Na uczelni, w mojej grupie jest kilka osób, które podobierały się w grupki, jak to zwykle bywa. Te wszystkie osoby chyba wyczuły, że nie mam się do kogo odezwać i że na siłę szukam przyjaźni, kogoś, kto zechciałby na dłużej ze mną przebywać, kumplować. Ale nie znalazłam bratniej duszy do tej pory, być może dlatego, że studiuję to, co mnie w ogóle nie interesuje... Na początku bardzo się stresowałam, jak miałam przyjść na uczelnię i miały odbyć się zajęcia, bo nie wiedziałam do kogo mam podejść, do kogo zagadać. A samej tak stanąć jest głupio. Głupio jest mi też przyłączać się do tych grupek, ponieważ wiem, że te osoby już dawno się podobierały i są raczej zamkniętymi grupami, a na mnie szczerze mówiąc patrzą dziwnie i zauważyli już dawno, że jestem inna... Jestem bardzo atrakcyjną kobietą. Śmiem twierdzić, że najładniejszą w grupie, jedną z ładniejszych na roku. Mimo to ludzie z mojej grupy nie chętnie odzywają się do mnie. Ponieważ widzą, ze jestem sama... Wszyscy pewnie już dawno mnie obgadali, a reszta jest już uprzedzona. Na pewno nie lubią mnie za to, że jestem "nieogarnięta". Nigdy nie wiem co się dzieje, nie wiem jakie mamy zaliczenie, z czego, gdzie. Ogólnie nigdy nie wiem o co chodzi. Dlatego też uważam, że ludzie są cholernie interesowni. Lubią innych za to, że mogą im pomóc w jakiejś sprawie, np na egzaminie, na mnie już raczej liczyć nie można ;/ Nie wiem z czego to wynika. Z tego, że nie interesuje mnie ten kierunek to jest jedno, ale z drugiej strony jest tez na pewno inna przyczyna, ponieważ zawsze jestem taka nie ogarnięta... Co innego nowi, nieznajomi ludzie. Ci nowi myślą, że jestem jakaś zajebista, super fajna i coś w tym stylu. Dlatego też z innymi wolę rozmawiać. Nie wiem co mam zrobić ze swoim życiem;/
Podobne tematy
2 2012-02-01 00:01:43 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-02-01 00:05:03)
Dla lepszego obrazu skopiuję to, co napisałaś w listopadzie swym pierwszym wątku:
Witajcie. Chciałam podzielić się z wami moim problemem, jakim jest małomówność. Do tej pory wmawiałam ludziom, że jestem nieśmiała, ale ja jestem po prostu małomówna i nudna. Od dziecka byłam bardzo cicha i zamknięta w sobie, unikałam towarzystwa innych ludzi. Tak zostało mi do tej pory. Bezpieczniej czuję się sama. Jestem obecnie studentką II roku. W tamtym roku poznałam jedną dziewczynę, która wkręciła mnie w wir imprezowania. Przez cały poprzedni rok przesiadywałam w akademiku, ciągle tylko chlanie... Dzięki temu, że się upijałam, byłam bardziej wyluzowana, może odrobinkę częściej się odzywałam. Ale nigdy nie opowiadałam jakichś długich historii. Nie potrafię opowiadać kawałów. Brak mi dystansu do siebie. Miałam mieszkać z tą moją przyjaciółką w akademiku, ale mieszkam gdzie indziej, w takim hotelu studenckim. To chyba nawet lepiej się złożyło, bo chyba nie zniosłabym ciągłych wizyt innych ludzi w moim pokoju, bez mojego pozwolenia. Cenię sobie prywatność. W tym hotelu często w kuchni na piętrze zbierają się ludzie. Ciągle żartują, głośno się śmieją. Chciałabym do nich dołączyć, lecz brakuje mi odwagi. Chciałabym, by ktoś po mnie przyszedł, sama się wstydzę. Wstydzę się tego, że nie będę miała co powiedzieć. Bardzo lubię przebywać wśród ludzi, wbrew pozorom. Gdy jestem sama, czuję przygnębienie. A gdy długo jestem sama, popadam w coraz większy dół. Bardzo źle mi z tym. Z drugiej strony wśród ludzi czuję się nieswojo. Czuję się taka inna. Wydaje mi się, że wszyscy się na mnie patrzą i uważają mnie za dziwną. Tzn. nie widać tego od razu, dopiero po pewnym czasie zauważają, że jestem małomówna. Jestem raczej obserwatorem. Gdy poznaję nowego człowieka, opowiadam mu o sobie. Więc jeszcze tematy jakieś są do rozmowy, ale gdy spotykam się kolejny raz i kolejny... To boję się, że nie będzie tematów. Dlatego wtedy zaczynam unikać ludzi. Nigdy nie miałam chłopaka. Jestem bardzo atrakcyjną dziewczyną i mam wiele propozycji spotkań, na piwo, na imprezę. Umawiam się, lecz tak jak piszę... Początki są fajne i mają mnie za fajną dziewczynę, lecz potem już staję się nudna. Tak bardzo chciałabym być osobą, która potrafi opowiadać interesująco, zabawnie. Chciałabym mieć o czym opowiadać... Czy to oznacza, że jestem mało inteligentna? Zauważyłam, że ludzie dużo rozmawiają o innych ludziach. A ja mam tylko 1 przyjaciółkę i tylko z nią ciągle przebywam, nie otwieram się na innych ludzi. Potrzebuję kilku miesięcy, by otworzyć się przed człowiekiem. Wydaje mi się, że cały świat jest nastawiony do mnie wrogo... Proszę o pomoc... Nie wiem jak mam żyć z tym:(
W tym swoim pierwszym wątku dostałaś sporo odpowiedzi, ale nie odezwałaś się powtórnie.
Napisz, czego oczekujesz tutaj od nas, forumowiczów.
może tym że jesteś ładna i co dziwne, masz problem z nawiązywaniem kontaktów, sprawiasz po prostu wrażenie zadufanej w sobie? większe grupki nie są zamknięte
w małe 2 osobowe ciężej jest wejść więc startuj w większe
myślę, że powinnaś zrobić kiedyś pierwszy krok i wejść w jakaś grupe, która ci się wydaje fajna ![]()
albo traktuj tak tych ludzi nieznajomych jak dobrych koleżanek i kolegów
ja takiego problemu nie mam ponieważ chodzę do zaocznej szkoły i moja klasa się składa osób w dzienniku około 40 aa na zajęcia chodzą 8 osób więc z tych 8 osób stworzyliśmy grupę
na początku było nie zbyt fajnie bo ja tylko z koleżanka z ławki gadałam a później po kilku naszych zjazdach na zajęciach polepszył się kontakt z osobami z klasy.I chodzę pierwszy rok do zaocznej szkoły i nie mam problem tak jak napisałam. Ty masz niestety problem większy bo 2 rok i nic. Musisz poprostu kiedyś do nich zagadać.