Jak bylam mlodsza, jeszcze w liceum to mialam jakies tam powodzenie. Byli rowiesnicy, ktorzy sie mna interesowali, chcieli sie ze mna umawiac, wyznawali milosc, ale ja nie wiem czemu, kazdego z nich odrzucalam. Po 20 roku zycia bylam w kilku paromiesiecznych czy rocznych zwiazkach, ale wszystko po czasie sie wypalalo. Mam 30 lat i niestety brak powodzenia. Podobno nie wygladam na tyle, gdyz jestem drobna, sredniego wzrostu, mam troszke piegow na nosie, naturalne, dlugie wlosy, mala buzie. Slysze komplementy od czasu na czasu, ale niestety nikt nie chce sie ze mna umowic. Moja mama mowi mi, ze jestem ladna, ale wiadomo, jak to mamy, chca pocieszyc. Cierpie na zaburzenia nerwicowe, jestem bardzo niesmiala i malo towarzyska. Zreszta uwazam, ze jak kobieta sie podoba mezczyznie to sie z nia po prostu umawia i okazuje to. Ja zrobilam sie niewidzialna dla mezczyzn. Nie chce zmieniac stylu ubierania, nie lubie sukienek, spodnic, mocnego makijazu, stawiam raczej na dbanie o siebie, swoja skore i naturalnosc. Mysle, ze juz wiekszosc osob w moim wieku ma rodziny i w tym tkwi problem, ja juz nie jestem atrakcyjna dla mezczyzn... Rzadko ktos mi sie podoba, juz mam swoje lata, patrze inaczej, a jak ktos sie spodoba to bez wzajemnosci. Jestem mila, uprzejma, bardzo wrazliwa i moze to mnie gubi?
Co ja tam nabazgrolilam, pisze z telefonu, wiec przepraszam za bledy. chcialam jeszcze dodac, ze nie podobaja mi sie typowi przystojniacy, a wrecz gustuje w zwyczajnych mezczyznach. Nie jest dla mnie istotna piekna buzia czy kaloryfer na brzuchu, ale to cos. Nie mam wygorowanych wymagan, nie oczekuje ksiecia z bajki, ale normalnego, dobrego faceta, z ktorym moglabym sobie ulozyc zycie. Niestety chyba za pozno sie obudzilam i wszystko przegralam. Nie mam szans na zalozenie rodziny i bycie wreszcie szczesliwa. Czasami mysle, zeby z tym wszystkim skonczyc, bo ile mozna zyc w samotnosci, pustce i beznadzieji. Nie widze juz swojej przyszlosci. Korzystalam z terapii, psychologow, ale to nie pomaga na dluzej, tylko na chwile. Wiec te rady sa bezsensowne... Nic mi sie wlasciwie nie uklada... Juz nie raz slyszalam rade, zeby wziac sprawy w swoje rece i ostatnio tak zrobilam.. Poznalam mezczyzne przypadkowo, takie tam sprawy powiedzmy zawodowe, spodobal mi sie, ale ja jemu nie. A jak sie o tym przekonalam? Po prostu umowilam sie na pewna przysluge zawodowa, zostala zrobiona i nic. Zero jakiejkolwiek reakcji, wiec to jest pewne, ze jestem dla niego nieatrakcyjna, nie podobam mu sie, traktuje mnie jak kazdego innego czlowieka.. Rzadko ktos mi wpada w oko tak bez blizszego poznania sie... Myslalam, ze moze tak, moze wreszcie cos sie ulozy, zmieni, ale nie. Bo przeciez mnie nigdy nic nie moze sie udac, zdarzyc dobrego, bo bylo by to nierealne. Od paru lat nikt mnie nie zaprosil na randke, nie okazal uczuc czy zainteresowania. Jestem przezroczysta i tylko istnieje, wegetuje. Nie mam juz sily.