Szczerze mówiąc, Kriss, to myślałam początkowo, że żartujesz z tymi "zaledwie 10h" zanim nie przeczytałam do końca. Jestem w szoku. 10h to mało? Sama jestem młoda, pracuję i studiuję, ale długo tej pracy szukałam. Zwłaszcza, że mieszkam zagranicą i to wcale nie takie proste przekonać Norwegów, że nie jest się typowym Polaczkiem ledwo wysławiającym się po angielsku, tylko naprawdę znam 3 języki obce, w tym właśnie norweski. Oni i tak wolą zatrudnić Norwega, bo ja nie mam tu znajomych, którzy by mnie mogli polecić, a jakoś trzeba pierwszą pracę zdobyć. I szukałam wszędzie, łącznie z posadą sprzątaczki, bo korona by mi z głowy nie spadła, zresztą tutaj sprzątaczka w hotelu dostaje 150nok/h. Więc to wcale nie takie proste sobie wyjechać i znaleźć pracę. Ja po pół roku szukania w końcu pracę zdobyłam, pracuję 9h 3 razy w tygodniu i po takim dniu dosłownie się chwieję na nogach, bo to jest 9h biegania w jedną i drugą (jestem kelnerką) i nie wyobrażam sobie robić czegokolwiek innego po pracy jak walnąć się na kanapę i oglądać jakiś serial. Fizycznie bym nie dała rady. Więc nie gadaj Teo bzdur, że dziewczyna leniwa i jej się nie chce. Tak łatwo jest kogoś krytykować i się wymądrzać, że mi samej powodzi się lepiej. Najtrudniejsze są początki, a poza tym do znalezienia dobrej pracy potrzebne jest też szczęście. Ja sama moje CV wysłałam na stanowisko pomocy kuchennej, a dostałam odpowiedź z zapytaniem, czy nie wolałabym być kelnerką, choć w ogóle nie miałam doświadczenia na tym stanowisku. Więc super, że dostałam taką ofertę i zostałam przyjęta, ale poza moją obecną szefową nikt się do mnie nie odezwał, jedynie do przedświątecznej pracy jako hostessa się załapałam. Byłam zarejestrowana we wszystkich portalach z ofertami pracy i wysyłałam masowo CV, chodziłam też po centrum i rozdawałam osobiście. Zero odzewu przez kilka miesięcy poza zwrotnymi emailami w stylu "dziękujemy, ale znaleźliśmy już kogoś na to stanowisko". A mieszkam w stolicy, więc pracy jest raczej od groma.
I jeszcze kilka słów do autorki: mi wyjazd zagranicę bardzo pomógł w usamodzielnieniu się. Nie jestem z patologicznej rodziny, mój tata zawsze podkreślał, że mam być samodzielna, ale ja się bałam i zawsze na niego zwalałam podejmowanie wszystkich decyzji. Bardzo mnie wspierał w tym, bym wyjechała i jestem mu za to wdzięczna. Jak jest się zmuszonym do podejmowania własnych decyzji to się staje automatycznie samodzielnym. Nie można całe życie opierać się na rodzicach, zrozumiałam to dopiero tutaj. Czasem mi głupio, że rzadko z nimi rozmawiam, ale chcę się teraz trochę odciąć, by móc podejmować decyzje zgodnie z własnym rozsądkiem i ponosić ich konsekwencje, a nie konsultować wszystko z tatą. Toteż jeśli masz znajomych zagranicą, którzy pomogą Ci znaleźć pracę: jedź. Sam fakt, że rozmowy zagraniczne są drogie skutecznie zapobiegnie nadmiernym kontaktom z rodzicami 