Witam, mój problem dotyczy przyjaciółki teraz juz może lepiej zabrzmi byłej przyjaciółki no ale od początku... Poznałyśmy się 2 lata temu i na początku byłyśmy zwykłymi koleżankami, którym dobrze się ze sobą gadało, jakieś 1,5 roku tamu zbliżyłyśmy się bardziej tak jakoś nie wiadomo kiedy bez żadnego parcia, po prostu różne sytuacje nastały i tak zrodziła się przyjaźń między nami. Tak się złożyło, że początek poprzedniego roku był dla niej pasmem nieszczęść, przeżyła ciężkie rozstanie z chłopakiem, manipulacje i zdrady z jego strony, wykorzystywanie, wyzwiska ze strony jej "znajomych" pod byle pretekstem, wyleciała ze studiów a na koniec śmierć bliskiej jej osoby. Biedna załamała się całkowicie ale każdego dnia byłam przy niej, zawsze mogła się wypłakać, posiedzieć u mnie, znaleźć taką odskocznie w momencie gdy na raz waliło się jej wszytko. A ja stawałam za nią zawsze murem, nie zawsze zgadzałam się z tym co robi, widziałam jakie błędy popełnia i mówiłam jej o tym ale też wiedziałam, że jest dorosła i szanowałam decyzje jakie podejmowała, zawsze też powtarzałam jej, że nie zależnie od tego co zrobi to ja stanę za nią murem i tak było. Ludzie ją krytykowałi, że zrobła coś głupiego, mówili że jest taka czy inna (nie będę tu przytaczać tych wulgarnych zwrotów, którymi nie raz dostała w twarz) a ja jej broniłam mimo, że i mi coś się nie podobało ale byłam z nią jak prawdziwa przyjaciółka. Była nawet sytuacja, że gdy zobaczyłam, że po raz kolejny płacze bo jakiś chłopak ją zwyzywał nie znając go kompletnie dowiedziałam się gdzie mieszka, wpadłam do niego (akurat miał imprezę było tam pełno jego znajomych) i w nerwach wykrzyczałam mu w twarz co o nim myślę, bo nie mogłam już patrzeć na jej łzy... Takich sytuacji było przynajmniej kilka.
No ale teraz w czym jest problem otóż po wakacjach gdy wróciłam na studia na początku roku spotkała mnie nie miła historia, nie mogłam sobie z nią poradzić, ktoś kiedyś mi bliski bardzo mnie skrzywdził, ranił każdego dnia. Po jakimś czasie juz nie miałam sił usiadłam z nią i rozpłakałam się jak dziecko a ona nic... Prosiłam wprost gdy widziałam, że sama nic nie robi w tej sprawie by mi pomogła, mówiłam, że sama nie mam sił, że nie poradzę sobie, ze łzami w oczach żebrałam o pomoc. Kiedyś w końcu coś zrobiła za moimi plecami ale dla mnie niby z korzyścią, czyli grzecznie dogadała się z tą osobą (znała ją a tak ściślej mówiąc to jego) i poprosiła by dał sobie już spokój z tym co robi "bo po co ci to" i tego typu zwroty. I fakt poskutkowało teoretycznie miałam spokój ale miedzy mną a nią coś zaczęło być nie tak. Zostawiła mnie, coraz rzadziej przychodziła, prosiłam czasem przyjdz bo chcę pogadać, mam problem potrzebuję rozmowy, pisałam, dzwoniłam, ona zawsze znalazła wymówkę. Po jakimś czasie kompletnie zerwała kontakt tak po prostu. Pisałam do niej pytałam co jest, mówiła że ma ciężki okres, że nigdy z dziewczynami przyjaźnie jej się nie układały ale nadal jej zależy i sama nie wie co jest. Później dowiedziałam się, że ze wszystkimi osobami (co do jednej), które jeszcze rok temu ją wyzywały, niszczyły psychicznie, przez których chodziła do psychologa, załamała się teraz po prostu się spotyka, bawi, pije, śmieje a co w tym najlepszego oni mają mnie za "kur*ę" tak wprost jej powiedzieli mimo, że nie znają mnie, nic o moim życiu nie wiedzą tak po prostu a ona co na to? "oj tam nie wiesz wszytkiego nie mów tak"... no na Boga! Pisałam prosiłam przyjdz wszystko wyjaśnimy albo po prostu siądziemy pogadamy bez żadnego tłumaczenia bo zależy mi na tej przyjaźni i nie potrzebuję wyjaśnień, przeprosin itd -"nie". Tydzień temu sama napisała do mnie czy możemy się spotkać, pogadać (podała konkretny dzień) napisałam, że tak, że będę czekać jeszcze na wiadomość od niej i co do dziś cisza, ze 2 dni temu spotkałam ją przypadkiem nawet się ucieszyłam a ona powoli, z uniesioną głową minęła mnie bez słowa nawet nie starała się udawać, że mnie nie widzi. Obok niej szła para dla której rok temu ona była tylko zwykłą szm**ą, dzi*ką która zawsze i z byle kim się puszcza, ta dziewczyna była też kiedyś jej najlepszą przyjaciółką, po ich kłótni wszytstkim rozpowiedziała o jej problemach zreszta z tą parą też się kiedyś pokłóciłam dla niej.
Nie wiem co mam teraz robić, czuję się taka oszukana, ciągle analizuję co ja złego zrobiłam, dlaczego tak jest, przecież nic nikomu nie powiedziałam, nie pokłóciłam się z nią, nie sprawiłam żadnej przykrości więc dlaczego?? Co mam zrobić, pomóżcie mi może macie jakieś podobne przeżycia, może macie pomysł w czym tkwi problem. Ja już nie mam siły, nie mogę spać w nocy, nie mam na nic ochoty, dziś rano obudziłam się otworzyłam oczy i po prostu się rozpłakałam jak małe dziecko, ten tekst też już piszę przez łzy. Mam nadzieję, że dacie mi kilka rad, że będzie jakoś lepiej...