Witam. Mam 27 lat. Jestem w ciężkiej dla mnie sytuacji, spotykam się z chłopakiem już prawie rok. Wcześniej przeszłam kilka związków i za każdym razem po rozstaniu starałam uczyć sie na błedach i ustalałam sobie w głowie czego chce a czego nie, co jest dla mnie najważniejsze a co mniej ważne. Chciałam mężczyznę - prawdziwego faceta, uprzejmego, czułego, oddanego, inteligentnego, przystojnego, zaradnego (która z nas by takiego nie chciała?). I znalazł się... Wyrozumiały, ponad wszystko ceni sobie miłość, rodzine, dzieci... ale... tu pojawił się problem.. nie czuję, że go kocham, nie potrafie poradzic sobie z tą myślą, że mam taki skarb i nie potrafie go docenić, nie potrafie sie przekonać.. zaangażować.. może ten związek rozpoczął się zbyt szybko po rozstaniu z poprzednim chłopakiem (wtedy bardzo się zawiodłam na miłości, przestałam w nią wierzyć, zrozumiałam że miłość to złudzenie- a może nigdy nie kochałam?). Problem jednak jest we mnie.. nie wiem czego chce, czuje ze sie w tym wszystkim dusze, starałam się byc szczera, mówiłam w prost o swoich obawach, lękach i niepewnościach. Widze, że on walczy.. walczy o moje serce, nieba by mi uchylił. Jest między nami chemia, cudnie się czuję w jego ramionach, mówimy sobie o wszystkim.. ale ciągle doszukuję się jakichś niedoskonałości, nie chce tak.. ciągle czuję, że nie jesteśmy sobie pisani a nie potrafie z tego zrezygnować. Niebawem mam urodziny... podejrzewam, że chce mi się oświadczyć... czuje panike, nie wiem co robic... nie chce go tracic ale nie czuje sie gotowa... czuje lęk... czasem myśle ze powinnam zaryzykować... popłynąć z prądem.. ale za kazdym razem gdy juz podejme taka decyzje wiem ze to nie rozwiewa moich wątpliwości i obaw... doradzcie cos.. czy on jest zbyt dobry? czy ja po prostu mam zbyt wiele? czy może potrzebuje czegos innego? czemu tak jest że pociąga nas to co prowadzi nas do zguby? jak ćmy do ognia....
Podobne tematy
Witam,
czulam sie bardzo bardzo podobnie.
Uwazam, ze z nami Kobietami jest tak...
Szukamy tego Jedynego.
Z cechami, ktore sa prawie idealne.
Ale kiedy juz to mamy to znowu jest cos nie tak.
Czegos zaczyna brakowac. Szukamy niewiadmo czego.
Przeszlam to tez.
Dusilam sie. Brakowalo mi tchu.
Absolutnie nie moglam narzekac....a jednak.
SLowo kocham nie chcialo przejsc przez gardlo.
Musialam odsapnac.
Kilka dni w swoim towarzystwie, przemyslenia, rozwazania.
Teraz bez zadnych oporow i obiekcji mowie, ze kocham.
Czasami czlowiek potrzebuje przestrzeni.
Wszystko jednak dobrze sie konczy jezeli to naprawde jest milosc bo jezeli nie to co...?
3 2012-01-14 16:29:21 Ostatnio edytowany przez skomplikowana (2012-01-14 16:31:03)
Dziękuję za odpowiedź..
Właśnie czuję, że potrzebuję swobody, przestrzeni.. chciałabym odsapnąć, poukładać sobie wszystko w głowie.. dlatego tez często wspominałam mu o moich wątpliwościach i lękach.. widzę, że bardzo go to rani ale wiem, że muszę być szczera.
Jakiś czas temu powiedziałam, że potrzebuje przerwy, że muszę pobyć sama ze sobą. Faktycznie tak było.. poczułam ulgę, kilka dni nawet o nim nie myślałam, później poczułam tęsknote i chęć wtulenia się w jego ramiona. Spotkaliśmy się w wigilię.. emocje były ogromne i czułam, że kocham.. ale bałam się, że jak znowu zaczniemy się spotykać znowu się zaczną moje wątpliwości.. nie pomyliłam się.. czy ja jestem jakaś dziwna? mam sprzeczne emocje.. może on zbytnio naciska na mnie.. niedawno mieliśmy przerwe a już mam pewne przesłanki żeby myslec, ze mi się oświadczy.. czemu to mnie kosztuje tyle nerwów i stresów.. czy miłość nie powinna dawać ukojenia? chyba, że to nie jest miłość...
Niezapominajka81 jeśli możesz to powiedz, czy też nie wiedziałaś czy to miłość? Widze, że mam bardzo podobnie, mi tez słowo kocham nie może przejsc przez gardło..
Cieszę się, że Ty się z tym uporałaś. Pozdrawiam
Jakaś sprzeczność jest w tych dwóch rzeczach- wolność (przestrzeń) i związek(bliskość z drugą osobą) - rodzi jakiś dyskomfort. Chyba każdy to czuje.
Może Twój obecny partner zbyt szybko dąży do stabilizacji (zaręczyny), po roku znajomości, a dla Ciebie to za krótko? Ty daj sobie czasu tyle ile potrzebujesz, dotrzyj do swoich uczyć- czego chcesz naprawdę??? Powodzenia
Czesto sie nad tym zastanawialam czy to jest wlasnie milosc.
Mam czasami obawy, nie powiem, ze nie. On bardzo tego nie lubi i boi sie po prostu.
Wiem bo rozmawiamy o tym.
Teraz np mam czas wyciszenia. Nie potrzebuje ogromnie jego obecnosci. Zajmuje sie soba. Spedzam czas teraz tutaj:)
POtem moze ksiazka. Cos dla siebie. Ja wiem, ze On jest, ze kocha ale jest tez ten czas tylko i wylacznie do pobycia z sama soba.
On to rozumie.
Nie mozemy byc ze soba non stop bo to przytlacza czlowieka.
Ale mowie, ze kocham. Gdy mam potrzebe to mowie bo to czuje.
Jezeli chodzi o Ciebie to moze po prostu boisz sie zobowiazan. Zwiazku "po grob".
Nie wiem. Chyba nie jestes jeszcze gotowa, zdecydowanie nie.
Porozmawiaj z nim. Ustalcie sobie, ze czasami masz potrzebe pobycia z wlasnymi myslami. Powinien to uszanowac.
Pozdrawiam
Jakaś sprzeczność jest w tych dwóch rzeczach- wolność (przestrzeń) i związek(bliskość z drugą osobą) - rodzi jakiś dyskomfort. Chyba każdy to czuje.
To, ze jestesmy w zwizku nie oznacza, ze musimy przebywac ze soba 24h/24h.
A gdzie czas na pasje, na wyciszenie?
Wiele rzeczy mozna robic razem, owszem, ale nie mozna tez przytlaczac.
Czlowiek badz co badz jest jednostka, kazdy inna.
Mimo wspolnych zainteresowan potrzebuje tez tej wlasnie przestrzeni...
Motylek 79 masz racje, ja ponad wszystko cenie sobie wolność i niezalezność, pewnie jak wiele kobiet. Z pewnych źródeł wiem, że on chciał się oświadczyć juz pół roku temu.. z resztą od początku twierdzi, że spotkał kobiete swojego życia.. czując presje z jego strony (chociaż wiem,że on by tego nie chciał), nie ma miejsca na moje wlasne przemyslenia, bo gdy mysle, że wszystko mam pod kontrolą, docieram do swoich uczuc to nagle proponuje abysmy zamieszkali razem, z jednej strony chce tego, chce spróbowac i tak wlasnie myslalam, że to będzie nasza próba, wszystko się okaże. A teraz wiem, że chce mi sie oświadczyc za tydzien... wymknelo mi się to spod kontroli. Czuje sie przyparta do muru i chociaz mi na nim zalezy mam ochote uciec..
skomplikowana, to masz tak jak ja - rowniez lubie wolność/przestrzeń. ja zawsze wybierałam facetów, którzy dawali mi sporo przestrzeni, ale i nie zawsze chcieli się ustatkowac (dlatego jestem gdzie jestem). Twój z kolei chce deklaracji, śłubu, stabilizacji, jest pewien. Hmmmm - trudna sprawa.....dla Ciebie :-) - według mnie jak zamieszkacie razem to zaangazowanie będzie jeszcze większe. jeśli coś nie zagra - to odwrót będzie trudno. Ja bym nie mieszkala z facetem przed slubem, ale dala sobie wiecej czasu na poznanie go, ale bez mieszkania razem. Ale to moje tylko zdanie.
motylek79 doskonale Cie rozumiem, tez zawsze starałam się wybierać mężczyznę, który dawał mi wiele przestrzeni i swobody, ale skutek uboczny był taki jak u Ciebie - nie chcieli sie ustatkować, wolne ptaki. Tak źle i tak nie dobrze.. Musze się z tym zmierzyć!
Dzieki za odpowiedz.
Pozdrawiam!
Wątek jakby pisany dla mnie-dziekuje autorce za to.
We mnie tez jest "rozdwojenie jaźni" w kwestii związków, bo jestem dosć niezależna i lubie miec czas dla siebie, nie chce byc z kimś przez 24h na dobe, nie chce zamienic "ja" na "my", mam swoje pasje, swoje przyzwyczajnia i najzwyczajniej potrzebuje swobody.
Dlatego unikam zaangażowania i jak napisała Motylek "jestem gdzie jestem", bo jest bardzo trudne, bo nie chce rezygnowac z siebie i nie chce byc sama w zyciu.
Fajnie byłby byc w takim związku , jakiego model opisała Niezapominajka, ze mam czas wyłacznie dla siebie, by pobyc ze soba, odciać sie od wszystkich, robic co lubie.
Jak czlowiek nie ma czasu, choc odrobiny, dla siebie to zwariowac mozna:)
Zwiazek jest. Milosc jest. Ale i czas dla siebie tez.
I wszyscy sa zadowoleni.
Witam Cię....
Bardzo ciężko jest doradzić w takiej sytuacji, tylko tak naprawdę Ty wiesz co czujesz i czego oczekujesz....
Coś Ci opowiem, jak byłam w liceum poznałam chłopaka , który bardzo mi się podobał, ale straciliśmy ze sobą kontakt...Minęło ze cztery lata, gdy na studiach spotkałam go znowu, ja byłam tuż po rozstaniu ze swoim pierwszym chłopakiem, z którym planowaliśmy ślub.... Zaczęliśmy się spotykać, był idealny, ale trafiliśmy na siebie w złym czasie, ja nie wiedziałam czego chcę, wiedziałam że z nim to już tak na poważnie.... Kiedy powiedział mi, że się we mnie zakochał to się przestraszyłam i wycofałam, do tej pory nie wiem dlaczego to zrobiłam, wszyscy mi się dziwili bo wiedzieli jak bardzo mi się podobał.... Chwilę później poznałam swojego obecnego męża, wpadliśmy i się pobraliśmy...O tamtym nigdy nie zapomniałam i zastanawiałam się jak by było gdybyśmy byli razem... Mój mąż się nie sprawdził, okazał się bardzo nieodpowiedzialny i jesteśmy w trakcie rozwodu... Mam syna i żałuję że wtedy się wycofałam, bo wiem że tamten jest fantastycznym człowiekiem... Ma swoje wady, ale jest bardo odpowiedzialny, dojrzały, nadawał by się na męża i ojca... Nie powiem , utrzymujemy kontakty...dużo rozmawiamy o tym co było, dlaczego tak się stało.... myślę,że jest szansa na to aby w przyszłości być razem...ale pierwsze ja muszę pozamykać swoje sprawy....
Musisz sama zadecydować jak postąpić, ja już trochę przeżyłam i swoim szukaniem trafiłam na dzieciaka, który nie był w stanie stać się mężem i ojcem i jakbym mogła cofnąć czas to w tamtym momencie bym się nie wycofała....a co Ty zrobisz.... zastanów się... nikt Ci nie poda rozwiązania na tacy, każdy z nas jest inny i czego innego oczekuje.... Popatrz w swoje serce i znajdziesz odpowiedź.... Powodzenia i życzę szczęścia..
agasta84 ma rację. sama musisz wiedzieć czego chcesz. czasem warto zaryzykować. wiem, że się boisz. kto by się nie bał na Twoim miejscu? jednak my kobiety jesteśmy silne i wierzę, że i Ty dasz radę ![]()
pozdrawiam
Bardzo Wam dziękuję..
wiem, że sama muszę zdecydować ale bardzo pomocne są dla mnie Wasze rady i punkt widzenia. Ciężko mi się zdystansować do tej sytuacji i spojrzeć rozsądnie.
agasta 84 właśnie boję się, że popełnie błąd.. jestem tym wszystkim przerażona i sama nie wiem już czego chce.. i obawiam się, że właśnie przez te wątpliwości zmarnuję to wszystko. Już czuję, że moje nastawienie zaczyna coś psuć.
NiobeXXX doskonale Cie rozumiem, nie chce być sama ale z drugiej strony związek czasem mnie przytłacza. Sprzeczność!
A może ja się nie nadaje do związków....
Niezapominajka81 masz racje boje się zobowiązań i związku "po grób", sama myśl mnie przeraża. Tylko, że co teraz... wiem, że jemu na tym bardzo zależy... rodzina, zobowiązania, stabilizacja...
A może ja się nie nadaje do związków....
nigdy tak nie mów, bo jeszcze w to uwierzysz i każde niepowodzenie będziesz przypisywać sobie, nawet takie, które w 100% nie będzie z Twojej winy
powtarzaj sobie NADAJĘ SIĘ DO ZWIĄZKÓW, BO JESTEM NAPRAWDĘ FANTASTYCZNĄ OSOBĄ
Dziękuję Robacku ![]()
A nie myslalaś o rozpoczęciu terapii u psychoterapeuty? Wiem, ze to brzmi dziwnie - ale pamiętaj, że na psychoterapię nie chodzą tylko szaleni czy chorzy ludzie.
Miałam kiedys takie problemy - po kilku nieudanych związkach (toksycznych, dziecinnych, w których zawsze byłam zraniona) nie mogłam zaufać, nie chciałam wierzyć w miłość. Trafiłam na cudownego faceta - rodzina go uwielbiała, a ja miała takie uczucie jak TY. Dusiłam się, nie chciałam. On się starał, a ja odpychałam go. W końcu stwierdziłam, że to we mnie ejst problem i zaczęłam chodzić na terapię. On był wytrwały, mimo, że urwałam kontakt i rpzez jakieś pół roku się nie odzywalam, on stwierdził, że poczeka. Po kilku miesiącach terapii sama do niego zadzwoniłam. Spotykaliśmy się dość długo bez deklaracji, bo ja nie byłam gotowa na szybki rozwój wydarzeń. To było jakiś rok temu. Teraz jestem z nim szcześliwa i wiem, że na niego czekałam całe zycie. Ale wiem tez, ze bez pomcy psychoterapii moglabym nigdy nie dac mu szansy!!! Spróbuj!
stokrotka83 myslałam o tym.. ale nie byłam pewna.. teraz mysle, że spróbuje.. a możesz mi powiedziec czy rozmawiałaś z psychoterapeutą tylko o związkach? odkrył coś wyjątkowego? czy faktycznie problem był w Tobie? czy to zawody miłosne tak Ci przeszkadzały w zbudowaniu związku ? Bo widze, że mamy podobne przejscia.
Witaj, nie chcę absolutnie Ci radzić, bo to Ty musisz podjąc ostateczna decyzję, ale opowiem Ci pewna historię (moja historię).
Byłam w długoletnim związku prawie 8 lat, on był moim pierwszym factem, kochałam go szczerze, mysłam ze to juz na zawsze, ze weźmemy slub, będziemy mieli dzieci, tego chiałam z nim i tylko z nim. Miał swoje wady, ale go kochałam. Niestety po 8 latach zdradził mnie, potem sie zastanawiał czego chce i w ostateczności zostawił, wybrał ją, teraz sa małżeństwem. Ale nie o tym... bardzo cierpiałam po tym rozstaniu, nie potrafiłam sobie poradzić. Po kilku miesiącach (może za wczesnie) spotkałam mojego obecnego męża. On zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia, zabiegał o mnie strasznie, ja miałam duzo wątpiliwości. Po roku znajomości oświadczył mi się, byłam szczęśliwa ale...czułam że to nie to, chciałam mieć rodzinę, dzieci (byłam mniej więcej w twoim wielu), on chciał wziąć slub tego samego roku, powstrzymałąm go, poczekalismy jeszcze rok. Przez ten rok próbowąłm zrozumiec czego chcę, on nalegał, kochał mnie bardzo, zależału mu, a ja nie wiedziałąm czy dobrze robię, ale poszłam z pradem... I co.... obecnie jesteśmy małżeństwem, które chyli sie ku upadkowi. Po jakimś czasie pokochałam go, ale cos było nie tak, psuło się między nami. Mój maż mnie w końcu zdradził i wiesz co jest najgorsze dopiero wtedy zrozumiałam że go straciłam. teraz próbujemy wszystko odbudować, ale ja sie nadal zastanawiam czy wtedy dobrze zrobiłam....
Jezeli kocha to poczeka az bedziesz gotowa.
Jak przycisnie to peknie wszystko...
skomplikowana mysle ze szukasz dziury w całym-to moje zdanie.Mysle ze w dzisiejszych czasach warto docenic ze ma sie zaradnego, wyrozumialego i oddanego faceta ktory nosilby nas na rekach. Ja rozumiem ze slub to powazna sprawa ale zareczyny? nad czym sie zastanawiasz? przeciez zareczyny mozna zerwac , to nie jest jeszcze ołtarz, przysiega i formalnosci...Jakis czas jest sie zareczonym przed slubem. ja rozumiem ze osoby ktore kiedys mialy jakies przejscia sa pełne lęku, wątpią i szukaja własnie dziury w całym, ale ja mysle ze w twoim przypadku nie ma co za duzo sie przejmować tylko brać to co dobre nam życie daje.
23 2012-01-16 15:44:28 Ostatnio edytowany przez modzia7 (2012-01-16 15:46:32)
matko... ale się zagotowałam!
Zaręczyny to żadna obietnica? właśnie to obietnica! Kocham Cię, wyjdziesz za mnie? tak, wyjdę za Ciebie. To nie przysięga? to nic nie znaczy, że można w każdej chwili zerwać? ja co do takich rzeczy nie mam takiego podejścia... ale nic,nie o to tu chodzi... każdy ma prawo do własnego zdania...
Co do postu, to czasem tak jest, że marzymy o kimś...a jak już to dostajemy... to okazuje się, że wcale te cechy nie są najważniejsze, że potrzebujemy jednak czegoś innego...albo czegoś więcej, że to nie to.
Wtrąć, że się dowiedziałaś że ktoś się zaręczył, że Ty byś teraz to raczej nie chciała bo coś tam... Skoro teraz widzisz problem, to daj sobie więcej czasu... to co innego zranić kogoś odejściem, a zerwanymi zaręczynami (obietnicy, planów,marzeń tej osoby)
Dziękuję Robacku
nie ma sprawy
po to tu jesteśmy ![]()
modzia zgadzam się z Tobą... i to w 100% ![]()
25 2012-01-16 21:16:05 Ostatnio edytowany przez marcia2704 (2012-01-16 21:21:01)
Zareczona jednak tej miłości juz nie ma ;(
Witam mam 20 lat niedawno moj facet mi sie oświadczył. Na poczatku było super czułam sie fantastycznie. Jednak od 3 miesiecy wszystko sie psuje nie wiem co robic . Jest odemnie starszy . Zaczoł mieć pretensje do mnie . Zawsze byliśmy szczeży a teraz czuje jak on nie chce ze mna rozmawiac coraz barzdiej sie oddalamy .Kocham go jednak czuje że to nie jest ten facet ktorego poznałam na poczatku . Zauważyłam że jak jest z kuplami pije nawet 3 dni z rzedu . nie wiem co robic .
powiedz mu, co Cię nurtuje. rozmowa potrafi zdziałać cuda ![]()
A moja historia jest taka: prawie dwa lata temu zostawila mnie moja pierwsze milosc po 8 latach. Strasznie cierpialam, ale po poltorej miesiaca poznalam swoje narzeczonego (od niedawna bylego narzeczonego). Bardzo szybko jednak zrozumialam, ze za szybko weszlam w nowy zwiazek, chcialam sie wycofac, ale narzeczony nie pozwalal...Bardzo sie zaangazowal...a ja calymi dniami zastanawialam sie czy kocham czy nie...Byl cudowny, przystojny, oddany, a jednak...cos bylo nie tak...Przez poltora roku naszego zwiazku przeszlismy jedna wielka hustawke nastrojow...Kilka tygodni kochalam, po czym czulam, ze musze z nim zerwac...i zrywalam...A on prosil...tlumaczyl, ze kocham tylko odpycham to uczucie od siebie...walcze z nim...Poszlam do psychologa...niewiele mi to pomoglo...Byc moze to ja potrzebowalam sie zmienic, ale przy Nim nie moglam, a u psychologa ciagle mowilam o swoich watpliwosciach...A przeciez psycholog nie powie mi czy kocham czy nie...Doszlo w koncu do zareczyn, z ktorych sie cieszylam, a po 2 dniach mialam juz straszne watpliwosci...
Ostatecznie na poczatku grudnia po raz kolejny zerwalam...mielismy dac sobie czas, odpoczac troche i przede wszystkim ja mialam stanac na nogi...Obydwoje mocno liczylismy na to, ze bedziemy razem, ze sie nam uda...Ja tez pomimo wiecznych watpliwosci...
I nagle co sie okazalo? Ze moj narzeczony ma nowa dziewczyne (kolezanke z pracy) W Sylwestra napisal mi, ze teskni za mna, a tydzien pozniej dowiedzialam sie, ze planuje z kolezanka z pracy romantyczny wyjazd...(o czym sam mi nie powiedzial)
Ja wiem, ze wszystkiemu bylam ja winna...A moze chcialam slubu, bo skonczylam studia, bo taka kolej rzeczy, tak powinno byc, ale moze cos mnie w srodku powstrzymywalo...ze moze to jeszcze nie jest to?
A moze ta nowa dziewczyna jest odpowiedzia na wszystko? Moze dobrze, ze sie pojawila? Ostatecznie rozwiala watpliwosci:) Skonczylo sie i po temacie - ja mialam watpliwosci, a skoro On tak szybko kogos poznal, to moze jego milosc tez nie byla jakas wielka?
Wiem, ze te watpliowsci, ktore mnie dreczyly byly bardzo silne i wiem, ze wtedy nie moglam sie inaczej zachowac...
Teraz pracuje nad soba, nad swoim samorozwojem i wierze, ze jeszcze spotkam milosc swojego zycia i ze bede na nia gotowa...A moze spotkam jeszcze raz swojego bylego narzeczonego i to jednak On sie okaze tym jedynym...A jak nieto znaczy, ze to nie bylo to:)
marylin86 doskonale wiem co czułaś, bo ja czuje chyba to samo.. tylko czemu tak jest, gdyby nie ten poprzedni związek, gdybym poznała obecnego wczesniej to pewnie nic takiego nie miałoby miejsca, bo zawsze marzyłam własnie o takim facecie.. chce z nim być, chciałabym się całkiem przełamać, całkowicie oddać temu związkowi ale mam blokade.. są dni lepsze, gorsze.. ale doskonale wiem ze problem tkwi w mojej psychice, moze potrzebuje czasu ale nie chce go tracic..
a może właśnie to co Tobie sie przydarzyło jest właściwe, popracujesz nad sobą, dowiesz się czego chcesz, moze spotkacie sie jeszcze i będziecie razem.. a moze.. los zadecydował za Ciebie i teraz przyszedł czas na własciwą miłość.. masz to za sobą.. ja wciąż nie wiem..
Skomplikowana, kazda sytuacja jest inna...Ciezko jednoznacznie cos poradzic. Na pewno jest mnostwo dziewczyn, ktore w podobnej sytuacji sie rozstaly i pozniej zalowaly, ale na pewno były tez takie, ktore cieszyly sie z podjetej decyzji...Wiem jak jest Ci ciezko...przezywalam to przez poltora roku...i naprawde nie bylo przez ten czas dluzszego okresu bez watpliwosci...Teraz tez sie troche gryze czy dobrze sie stalo...choc nie mam juz na to wplywu...Ale wiem, ze gdybysmy wzieli slub to bym do konca zycia uwazala, ze...moze moglabym spotkac milosc swojego zycia...ale juz z tego zrezygnowalam...Nie bylabym szczesliwa...
Siostra mi dobrze powiedziala (chyba:) Ze skoro byl taki cudowny, wspanialy, przystojny to to by oznaczalo, ze kazda kobieta, ktora go spotka musialaby sie w nim zakochac...No a tak to nie dziala...Moze to po prostu nie jest to...
Albo popros go o czas...moze nawet kilka miesiecy...Jesli zaczeka, a Ty bedziesz chciala z nim byc, to ok,a jesli ktores z Was zrezygnuje to jednoznacznie bedzie znaczylo, ze nie byliscie dla siebie...
U mnie chlopak nie chcial mi dac czasu, walczyl o nas, nie dopuszczal do siebie mysli o przerwie...a moze to by pomoglo...A moze po prostu nie chcial byc sam i poczekal, az znajdzie okazje...i znalazl...A ja zostalam z milionem mysli i wyrzutow do niego i samej siebie...
marilyn86 masz racje,
ja tez chciałam przerwy, ale nawet gdy ją miałam to od czasu do czasu sie do mnie odzywał, ciagle czułam się jak pod jakąs presją. Wiec nie było chwili wytchnienia. To jest chore.. mam nadzieje, ze mi sie równiez sytuacja rozwiąże.. w jedną czy w drugą stronę..
dzięki za wsparcie..
Dokładnie! Ta presja była okropna. Niby chodziłam do psychologa, miałam nad sobą pracować, ale nie było to możliwe...Ciagle dreczyłam sie swoimi i jego uczuciami...Dopiero teraz czuję, że mogę prawdziwie się zmienić...Zrozumieć czego chcę...Trochę jest takie poczucie, że być może straciłam szansę, ale wiem, że gdybyśmy byli nadal razem, to nic by sie nie zmieniło...Probowalam poltora roku i nic nie pomagalo...Być może nie byłam gotowa...Wierze jednak, ze jeszcze dostane swoja szanse:)Myślę, że powinnaś postawić na swoim i doprowadzic do dluzszej przerwy...Naprawde jestem zdania, że jesli jestescie sobie przeznaczeni, to bedziecie razem...Jesli nie-to trudno...I nie ma co robic sobie wyrzutow...A juz na pewno nie przyjmuj oswiadczyn w takim stanie. Jak mu bedzie zalezalo to sprobuje kiedy indziej:) Pisz co u Ciebie, bo sama jestem ciekawa jak sie sytuacja rozwinie:) Powodzenia:) Bedzie dobrze!!!
marilyn86 masz racje, dałam mu delikatnie znac, że zaręczyny to za wczesnie, chociaz niby nie wiem że w ogóle miał taki zamiar, nie chciałam go urazic gdyby to zrobił przy wiekszej grupie ludzi.. spotykamy sie ale robie coraz wiekszy dystans.. będę na bieżąco informować.. dzięki za wsparcie :*
No i nie jesteśmy ze sobą.. rozstaliśmy się.. sytuacja się trochę skomplikowała ale może tak miało być. Nie czuję już presji. Tęsknie, czuję się samotna ale wiem, że muszę przez to przejść. Każde rozstanie boli, nawet gdy rozpada się związek, w których kipiało od wątpliwości. Nie wiem co będzie dalej, na pewno nie będę robiła nic pochopnie. Muszę zająć się sobą.. zrozumieć siebie.. zaakceptować i pokochać a później obdarzyć tym wszystkim drugą osobę..
Witam,
wydaje mi się, że kobiety zdradzona, te które wiele przeszły w swoim życiu--- każda ma taki sam problem jak Ty. Ja mam dokłądnie tak samo, nie wiem czy to jest to, nie potrafie zaufać, dziwne jest to uczucie.
Do tego ostatnio doszły mnie takie sny, że śni mi się własny ślub, ja jestem w pięknej białej suknie przeglądam sie w lustrze. Moi bliscy, mi gratulują i cieszą się, ze ślubu. A ja...?
A ja stoję w tej białej suknie przed lustrem, i w myślach powtarzam sobie, czy tak naprawde wygląda ta miłość, która prowadzi to małżeństwa - ślubu. A ja stojąca przed tym lustrem nic nie czuje, i zastanawiam się po co mi ten ślub..... Kurcze nie chciałabym mieć takiego dylematu przed ślubem, gdy już wszystko będzie dopięte na ostatni guzik. Wtedy mam nadzieje,że będę to czuła i nie będzie tak jak w tym moim śnie. Może jak napawdę kolejny raz człowiek pokocha, na prawde kolejny raz pokocha te wszystkie wątpliwości minom ....
Karmellka a jesteś w związku i nie wiesz czy to jest to? Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć.. czy jeszcze pokocham prawdziwie, bez wątpliwości? a może tylko na tyle mnie stać..
skomplikowana na pewno pokochasz
ja po rozstaniu kiedy byłam ponad 4,5 lata w związku tez myślałam, że już po mnie, że nikogo nie obdarzę zaufaniem. same wątpliwości, ale jak poznałam mojego obecnego mężczyznę, to wszystko poszło w sina dal i teraz jestem przeszczęśliwa ![]()
Robacku bardzo się cieszę Twoim szczęściem.. dajesz nadzieje.. !
Chociaż moje życie teraz naprawde się skomplikowało.. co ma być to będzie.
Pozdrawiam :*
n nie jest doskonały. Ty też nie jesteś, żadne z was nigdy nie będzie idealny.
Ale jeśli uda mu się rozśmieszyć cię co najmniej raz.
Powoduje, że musisz się zastanawiać dwa razy.
Jeśli przyznaje się do ludzkich błędów, trzymaj się go i daj mu z siebie tyle ile tylko można.
Nie zacznie deklamować poezji.
Nie będzie myślał o tobie w każdej chwili.
Ale on da ci część siebie, o której wie, że, możesz ją złamać.
Nie rań go, nie staraj się zmienić
i nie spodziewaj się więcej niż może ci dać.
Nie analizuj!.
Uśmiechaj się, gdy on czyni cię szczęśliwą.
Krzycz, gdy cię wkurza, i tęsknij za nim gdy go przy tobie nie ma.
Kochaj mocno, jeśli może zaistnieć miłość ponieważ doskonali faceci nie istnieją.
Ale zawsze istnieje facet, który jest dla ciebie idealny. / Bob Marley.
ten tekst zawsze mi pomaga. Pomyśl czy on jest dla Ciebie takim facetem doskonałym. Nie ogólnie, ale dla Ciebie.
AMEN!
ewel455 piękne słowa. chyba sobie wydrukuję i powieszę nad głową. na ponure dni powinno pomóc ![]()
No i nie jesteśmy ze sobą.. rozstaliśmy się.. sytuacja się trochę skomplikowała ale może tak miało być. Nie czuję już presji. Tęsknie, czuję się samotna ale wiem, że muszę przez to przejść. Każde rozstanie boli, nawet gdy rozpada się związek, w których kipiało od wątpliwości. Nie wiem co będzie dalej, na pewno nie będę robiła nic pochopnie. Muszę zająć się sobą.. zrozumieć siebie.. zaakceptować i pokochać a później obdarzyć tym wszystkim drugą osobę..
mialam podobna sytuacje. poznalam faceta ideal, czekalam na takiego cale zycie. on chcial tyle mi ofiarowac, zmienic prace przeprowadzic sie gdzie mi wygodnie. za duzo dawal. nie umialam go docenic. odeszlam bo wydawalo mi sie ze jest tego za duzo. za duzo dobra.
po paru miesiacach wiedzialam, ze zycie bez niego nie jest takie same. wybaczyl mi, ze go zostawilam, pozwolil wrocic, kocham go do szalenstwa, zycie ma teraz sens. musialam go stracic zeby zrozumiec. moze tobie tez sie to przydazy....zrozumiesz i nie bedzie jeszcze za pozno.takich dobrych facetow rzadko sie spotyka. warto ich pielegnowac ale nalezy tez dbac o siebie. dbaj o siebie. pozdrawiam
_____________________________________________________
Wieczne Miasto BG
Dziękuje aggy... bardzo się cieszę, że Wam się ułozyło.. że jesteś szczęśliwa.
Obawiam się, że u mnie tak nie będzie.
Ale jeśli nie z nim, to jednak wierze, że moja połóweczka gdzieś teraz na mnie czeka.. albo już nawet mnie szuka
Pozdrawiam! i życze szczęścia!
skomplikowana
dawo nie pisałas jak u Ciebie potoczyły sie losy. z wielka ciekawoscia czytałam twoje wypowiedzi bo jak juz wiesz to jestem w podobnej sytuacji ale to on ma watpliwosci.
Ale napisze Ci jaka ja miałam sytuacje. po dwóch latachz wiazku miałam watpliwosci czy go cały czas kocham. zastanawiałam sie czy to ten jedyny. wiedziałam ze jest cudownym facetem i jest ideałem dla mnie. tylko cos we mnie siedziało i mowiło ze moze jednak go nie kocham. walczyłam z tym bardzo długo. mielismynawet 4 miesieczna przerwe w spotkaniach bo on wyjechał za granice. ja w tym czasie nie teskniłam tylko imprezowałam ze znajomymi. on umierał z tesknoty. czym bardziej go zlewałam tymbardziej mnie kochał. stwierdziłam ze przeczekam to az przyjedzie i zobacze jaka bedzie moja reakcja jak zobacze go po tylu miesiacach. i co? i nic nie czułam! czułam ze to obcy facet. ale byłam na tyle głupia ze cały jego pobyt w PL udawałam ze wszystko jest ok i ze kocham. wyjechał ponownie. i wtedy zaczełam powoli tesknic. gdy po raz kolejny przyjechał to zaczyałam powoli zakochiwac sie na nowo. i stwierdziłam ze to on. od tego czasu jeszcze przez rok przychodziły do mnie watpliwosci, ale sporadycznie. bardziej zadawałam sobie pytanie jakby to było z innym? dodam ze to był mój pierwszy powazny zwiazek. zakochałam sie do szalenstwa w nim. niestety los chciał ze on po 6 latach mnie zostawił. ze uwaza ze jestem wspaniał ale cos wypaliło sie w nim, ze satanawia sie jakby to było z inna(tez byłam jego pierwsza powazna dziewczyna). i teraz bujam sie tak 3 miesiace i wierze ze tez zrozumie ze kocha.
cała reszte juz wiesz skomplikowana
Musze dodac ze jestes bardzo madra dziewczyna i bardzo chetnie sie czyta Twoich porad. Patrzych obiektywnie na wszystko i bardzo dobrze doradzasz ludziom.
wiem co czujesz, to jest strasznie i mam tak teraz, właśnie jestem w trakcie tej przerwy, stara się, walczy jest czuły kochany , a Ty tak naprawdę nie wiesz co ze sobą zrobić..
Jak tak czytam wasze wypowiedzi to przypomina mi się mój wcześniejszy związek i serce ścisnęło mi się na samo wspomnienie niektórych wydarzeń.
Poznałam go jako smarkula, on 3 lata starszy - wtedy student politechniki. Byliśmy parą przez niemal 5 lat. Był to świetny facet, robił wrażenie dużo starszego niż w rzeczywistości. Odpowiedzialny, inteligentny, troskliwy, ceniący coś więcej niż wieczory z kumplami przy browarze.
Podobał mi się, zaangażował się w naszą znajomość, był aż za cudowny. Dopiero po roku związku powiedziałam, że kocham.
Poszłam na studia, zamieszkaliśmy razem. Zaczęło się wspaniale. Wspólne wyjazdy, wspólne codzienne sprawy zbliżyły nas do siebie. Jego kumple mnie polubili - do tej pory mamy świetny kontakt. Wspomnień z tego okresu nie zamieniłabym za największe kosztowności świata. Kochałam go ale czułam jakiś niedosyt. Mimo, że miałam przestrzeń dla siebie, rozumiał moje potrzeby bycia samej, potrzeby poświęcenia czasu dla własnych potrzeb. Kiedy byłam sama albo wyjeżdżałam do rodziców, nie czułam potrzeby by był przy mnie.
Jednak bardzo go ceniłam, dogadywaliśmy się w każdej kwestii, poglądowo jak i pod względem zainteresowań byliśmy jedną osobą, seks również był udany, czułam z każdym dotykiem jak mu na mnie zależy.
Po trzech latach zaręczyliśmy się.
Tuż przed moimi 23 urodzinami mieliśmy wziąć ślub.
Myślałam, że tego chcę albo nie miałam odwagi by przyznać sama przed sobą, że to nie jest TO i zakończyć związek.
Rozmyśliłam się w ostatniej chwili. To był ślub cywilny. Weszliśmy na salę. Popatrzyłam na na niego i dotarło do mnie, że nie chcę tego wszystkiego.
Wyszłam.
Goście łapali mnie za ręce, krzyczeli "co ty wyprawiasz?".
A ja czułam wtedy ulgę na przemian z wyrzutami, że zabrałam komuś 5 lat życia będą nieszczerą.
Teraz wiem, że kochałam racjonalnie, nie emocjonalnie. Kochałam rozumem, nie sercem.
I wiem, że nie można być z kimś jeśli nie brakuje ci jego obecności, jeśli nie wariujesz na samą myśl że nie kocha cię tak mocno jak ty jego, jeśli nie uśmiechasz się czytając wiadomość od niego, jeśli nie uspokaja cię jego głos.
46 2012-06-15 10:30:25 Ostatnio edytowany przez skomplikowana (2012-06-15 11:49:59)
Po tym jak się rozstaliśmy w marcu minęły 2 tygodnie i daliśmy sobie jeszcze jedną szansę... wątpliwości jednak nie mijały, chociaż pojawiało się coraz więcej pozytywnych emocji, bardzo się do niego przywiązałam.. mieliśmy ze sobą zamieszkać, jednak te plany nie dawały mi radości.. to był dla mnie kolejny sygnał.. czułam się rozdarta, okropne uczucie.. gdy czasem czujesz, że kochasz a czasem masz dosyć tego związku, totalnie rozdarcie.. To tak jakby świadomość odbierała to co widzi a coś ze środka, jakby intuicja mówiła całkiem coś innego.
2 tygodnie temu pokłóciliśmy się, w sumie to on wybuchnął na mnie.. zaczęłam dostrzegać, że może faktycznie intuicja dobrze mi podpowiadała, może to wszystko były pozory, kupował sobie ludzi ładnymi słowami, pomocą i wpędzał mnie w poczucie winy, że ze mną jest coś nie tak. Ja starałam się zachować zdrowy rozsądek i nie dać się sprowokować.. on jednak wyrzucał z siebie wszystko, wszystko to co może jedynie myślał a ja to wyczuwałam, stąd te wątpliwości.
Na sam koniec zrzucił na mnie całą winę.
Więc to koniec, nie mam czasu żeby dalej się w to bawić.
Jest mi bardzo przykro, bo mimo wątpliwości zżyłam się z nim strasznie, mieliśmy plany i tęsknie. Niestety jestem zbyt emocjonalna i wrażliwa. Teraz wiem, że kocham jakąś część jego ale ma też coś takiego w sobie czego nie potrafie i nie chce pokochać, więc już jestem zdecydowana... nie chce z nim być.
11panienka11 jeśli chodzi o Twoją sytuacje to zrób tak jak Ci pisałam. Najlepsze wyjście. Wiesz jak to jest, czasem myli się miłość z tak zwaną "pogonią za zajączkiem", Ty go odsuwałaś od siebie więc czuł, że kocha niesamowicie. Teraz sytuacja się odwróciła.
Będąc z moim chłopakiem, kiedy byłam go pewna to nie czułam chęci z nim przebywać, po każdym rozstaniu rodziły się we mnie niesamowite uczucia, dlatego wracałam ale sytuacja się zbyt często powtarzała.
Pozdrawiam.
47 2012-06-15 11:29:14 Ostatnio edytowany przez przeminęłozwiatrem (2012-06-15 11:30:13)
* "Wiesz jak to jest, czasem myli się miłość z tak zwaną "pogonią za zajączkiem", Ty go odsuwałaś od siebie więc czuł, że kocha niesamowicie. Teraz sytuacja się odwróciła.
Będąc z moim chłopakiem, kiedy byłam go pewna to nie czułam chęci z nim przebywać, po każdym rozstaniu rodziły się we mnie niesamowite uczucia, dlatego wracałam ale sytuacja się zbyt często powtarzała"
Kurcze to samo przeżywam, kiedy się rozstawaliśmy ( kilka razy) za każdym razem wiedziałam że to dobra decyzji czułam spokój i swego rodzaju szczęście, ale tylko przez kilka pierwszych dni. Z upływem czasu było mi coraz gorzej, zdawałam sobie sprawę, że tęsknię, że kocham wręcz szaleńczo, że potrzebuje go i on mnie to nadal jakoś sobie wszystko ułożymy bo kiedys było nam wspaniale razem. Powroty były cudowne, czułam że kocham, chłonęłam każde jego słowo, gest ale po upływie tygodni wracały wątpliwości, pewna niechęc dopartnera i znudzenie nim ;( znwu czułam, żę nie wiem co mam robić że coś w tym wszystkim nie gra.
Teraz kolejny raz jestem w takiej sytuacji, nie wiem co robić mam dość tego rozdarcia ale rozstać się nie umiem, kocham go bardz na odległość, kiedy wiem że jest i tyle. Boje się że jeśli kolejny raz się rozstaniemy będę kolejny raz cierpieć i póżniej wróćimy do siebie, bo prawda jest taka że ja chce z nim być ale nie umiem wrrrrrrrrr
przeminęłozwatrem nikt chyba Cię tak dobrze nie rozumie jak ja... męczarnia emocjonalna.
Skomplikowana
Uwazam, że za mała przerwe mieliscie. dwa tygodnie to strasznie mało. powinno to trwac minimum dwa miesiace a nawet dłużej.
i po takiej długiej przerwie trzeba zaczynac zwiazek na nowo. od niezobowiazujacych spotkac poprzez randki az do deklaracji ze sie kocha. a planowanie wspolnego zamieszkania powinna nastapic duzo pozniej. nic na siłe i nic za szybko. ale skoro teraz juz wiesz ze nie chcesz z nim byc to jednak dobrze ze daliscie sobie druga szanse i ze wkoncu zrozumiałas ze jednak to nie jest ten jedyny. czesto powroty sa poto by przekonac sie czy to jest ten czy nie.
przeminełozwiatrem
a wyjakie długie przerwy mieliscie? tesknisz za nim jak go nie ma a jak jest to ci jest przy nim zle? a pociaga cie fizycznie?
11panienka11 Fizycznie pociąga mnie bardzoooo i sex też jest fajny
gdyby wygląd i seks miały decydować, nigdy bym go nie zostawiła. Przerwy w ciągu 2 lat: 1miesiąc 2 tygodnie i 2 miesiące( ale to było wymuszone, chwilowa przeprowadzka, w czasie pierwszego kryzysu i jakoś tak się rozstaliśmy) Powroty są cudowne układa nam się bardzo ale po pewnym czasie wszystko wraca i to ze zdwojoną siła bo do bieżących problemów dochodzą stare. Zaczyna się wyrzucanie starych brudów.... Niby w wielu sprawach dogadujemy się bez 2 zdań
ale są pewne zachowania,podejście do wielu spraw których zaakceptować nie mogę bo albo bolą albo drażnią albo powodują kłótnie, oczywiści podobnie jest u niego.
od ponad Pół roku nie wiem czego chce, czuje się strasznie rozdarta bo niby się kocha, tęskni ale to przeplata się ze znudzeniem nim, z tym że nie często nie mam ochoty go widzieć albo wręcz go nie lubię O.o ale innym razem uwielbiam i czuję się z nim świetnie. Al czas mija a ja jestem w zawieszeniu
nie mogę dłużej marnowac jego i swojego czasu bo życie mamy tylko jedno tylko szkoda że nie mam pomysłu co dalej ![]()
Nie prowokuj i nie atakuj nikogo swoimi wypowiedziami. Teksty obraźliwe dla innych użytkowników forum będą usuwane.
moderatorka apoteoza
52 2012-06-15 23:14:05 Ostatnio edytowany przez skomplikowana (2012-06-15 23:17:57)
Proszę o nieobrażanie innych użytkowników.
moderatorka apoteoza
(..)
A po co takie uwagi?
Facet napisał jak takie relacje wyglądają z jego punktu widzenia.
(..).
Ano szczerze mówiąc...
Szkoda, że ja nie trafiłam na jakiegoś chama, przynajmniej nie zawracałabym głowy fajnemu facetowi przez tyle czasu.
Nie obrażamy i nie ubliżamy, szanujemy użytkowników forum i wyrażamy się do nich z szacunkiem.
moderatorka apoteoza
eeeeeeeeeee tam
ja wiem swoje! faceci tez nie wiedza czego chca!
wiem co czujesz, to jest strasznie i mam tak teraz, właśnie jestem w trakcie tej przerwy, stara się, walczy jest czuły kochany , a Ty tak naprawdę nie wiesz co ze sobą zrobić..
Odejść. I to im szybciej tym lepiej. Jak się ma takie wątpliwości, to nie można mówić o uczuciu. Jak nie można mówić o uczuciu, to nie można mówić o związku. A im dalej w las, tym więcej drzew. Im dłużej to będzie trwać, tym gorzej będzie podjąć decyzję o odejściu. A to i tak będzie nieuniknione...
Myślałam, że tego chcę albo nie miałam odwagi by przyznać sama przed sobą, że to nie jest TO i zakończyć związek.
Rozmyśliłam się w ostatniej chwili. To był ślub cywilny. Weszliśmy na salę. Popatrzyłam na na niego i dotarło do mnie, że nie chcę tego wszystkiego.
Wyszłam.
Nie miałaś problemów przed spojrzeniem w lustro już po wszystkim?
nie ma co szukać miłości ja nie znalazłem przez lata ale sex jest spoko sam w sobie.
Widać nie uprawiałeś seksu z osobą, którą kochasz. Bo to nie jest "spoko". To jest niebiańska uczta dla ciała, duszy i serca. Jest jak bąbelki w szampanie. Jak fajerwerki w pierwszych minutach nowego roku. Jak zachód słońca nad morzem i jego wschód nad leśną łąką. Jak wiatr w żaglach kiedy stoisz za sterem....
Jeśli nigdy tego nie czułeś, to ja rozumiem twoje rozgoryczenie i cynizm. Ale nie mów, że to nie istnieje. Że głupi są ci, którzy w to wierzą. Ja w to wierzę, bo sam tego doświadczyłem. Oczywiście coś zaczęło i coś się skończyło. Ale wspomnienie tego stanu pozostanie na długo.
yoghurt007 wiesz gdzieś tam w głębi ducha czuje, że masz racje, jednak nastolatkiem nie jestem i czas najwyższy był coś zrobić. Kolega Anechoreta powiedział:
Pieru, pierdu, a nonszalancki arogant tak szybko wam zawróci w głowach, że o tamtym sobie przypomnicie dopiero jak będziecie majtki zakładały.
Dla odmiany wole być tym pierwszym. Poza tym czytając te tematy i problemy doszedłem do takich, a nie innych wniosków biorąc też pod uwagę moje poprzednie doświadczenia z kobietami na przestrzeni lat i spoglądając na nie z perspektywy tematów na tym forum wychodzi na to, że nie miałem racji albo raczej wierzyłem w to co właśnie jest wygłaszane przez kobiety zwykle. Jak widzisz ten wątek jest doskonałym przykładem jak to naprawdę z nimi jest dlatego postanowiłem tutaj napisać.
(..)
Zabawne słyszałeś może ten kawałek: "Strach prowadzi do gniewu, gniew do nienawiści, nienawiść prowadzi do cierpienia" tak jakoś mi się przypomniał jest akurat z jednego z tych geekowych filmów. Czasem takie kawałki są aż nazbyt prawdziwe.
yoghurt007 miłość to piękne słowo ale jak dla mnie pozostanie TYLKO słowem, a jak bym kiedyś zobaczył, że mnie bierze to zdzielę się czymś ciężkim żeby mi przeszło. Przerobiłem bycie "miłym facetem" na sobie i Glock ma rację jest się wtedy tylko wykastrowaną przyjaciółką. Sedno problemu leży po prostu w tym, że dzisiejsze pokolenia jeszcze gorzej niż te starsze zwyczajnie się BOJĄ, że stracą swoją wolność jako jednostka bo założą rodzinę, że nie będą mogły ciekać jak wściekłe i "korzystać z życia", że będzie trzeba być odpowiedzialnym i podejmować decyzje, a co jak się pojawi ktoś inny jakaś "nowa" miłość a jest się w związku.
Powód edycji- obrażanie rozmówców.
moderatorka apoteoza
(..)
Masz poniekąd rację. Sporej części kobiet (ale i facetów również), mówiąc kolokwialnie, "w dupach się poprzewracało". Po prostu nie potrafią być szczęśliwi i szukają dziury w całym. Wymyślają problemy, które nie istnieją. Strach i wątpliwości są normalnymi uczuciami i tylko kompletny idiota ich nie czuje. Chodzi jednak o to, aby mieć w sobie odwagę pokonać te wątpliwości. Znaleźć w sobie siłę, aby walczyć z przeciwnościami. Niestety nie każdego na to stać, a dodatkowo Polacy (jako naród) są chyba najbardziej niekonsekwentnymi ludźmi na świecie....
yoghurt007 miłość to piękne słowo ale jak dla mnie pozostanie TYLKO słowem, a jak bym kiedyś zobaczył, że mnie bierze to zdzielę się czymś ciężkim żeby mi przeszło. Przerobiłem bycie "miłym facetem" na sobie i Glock ma rację jest się wtedy tylko wykastrowaną przyjaciółką.
Bo nie masz być miętką fają - nie ma co popadać w skrajności. Trzeba raz batem i rózgą, a raz kwiatkiem i sercem.
Aha.... i jeszcze jedno. Sam boisz się odpowiedzialności i uczucia.....więc nie wytykaj tego innym.
Powód edycji-obrażanie rozmówców
moderatorka apoteoza
mineral water nie lubię gdy ktoś generalizuje, a krewzalewa nazywa kobiety idiotkami itp, ja się bynajmniej taką nie czuję. Stąd moje uwagi - a to właśnie mój punkt widzenia.
krewzalewa myślisz, że ja wierze w miłość? Chciałabym. Też dostałam od życia po dupie ale nie mam ochoty z tego tytułu nikogo krzywdzić i tracić szacunku do samej siebie. I chociaż uważam, że wielu facetów to zwykli frajerzy to jednak wszystkich nie skreślam.
yoghurt w dupie mi się poprzewracało? szukam dziury w całym? a potrafisz powiedzieć sercu kochaj? akurat tak się składa, że serce nie sługa a wiesz czemu napisałam o tym wszystkim w tym wątku? Bo właśnie doceniałam każdą pozytywną cechę mojego chłopaka, bo widziałam, że zasługuje na prawdziwe uczucie i bardzo chciałam znaleźć sposób żeby go nim obdarować. Jakbym była taka jak opisuje krewzalewa to uwierz mi, że czerpałabym z tego jedynie satysfakcje i bawiłabym się jego uczuciami.. A jednak nie chciałam go tracić ale niestety męczyły mnie wyrzuty sumienia, że ja nie daje mu tego na co zasługuję. Moim błędem jedynie było to, że za długo wierzyłam, że może się coś w tym temacie zmienić.
yoghurt w dupie mi się poprzewracało? szukam dziury w całym? a potrafisz powiedzieć sercu kochaj? akurat tak się składa, że serce nie sługa
Odnosiłem się do przypadków wiecznych rozstań i powrotów oraz niezdecydowania, przy jednoczesnej nieumiejętności wskazania konkretnych powodów. Skoro nie kochasz - rozstań się i tego się trzymaj. Skoro kochasz, to się nie rozstawaj...
61 2012-06-16 11:11:30 Ostatnio edytowany przez skomplikowana (2012-06-16 11:12:47)
Rozstałam się.. ale do pewnych decyzji trzeba dojrzeć, bo relacje międzyludzkie nie są takie proste..