Piszę do Was bo sama siebie nie rozumię.
Nie pojmuję jak mogę robić coś takiego.
Albo sprowadzicie mnie na ziemię albo znajdziecie racjonalne wytłumaczenie.
Mam 23 lata..
On 49.
Tak,mógłby być moim ojcem. Całe szczęście,że nim nie jest.
Wiem jak to wygląda.
Oszaleliśmy na swoim punkcie..
Nie potrafię tego zrozumieć.
Ale gdy jesteśmy razem.. nic innego nie istnieje.
Czuję się najważniejsza na świecie.
Głupieję ze szczęścia.
Jest inteligentnym mężczyzną, na poziomie.
Potrafi zaskakiwać i tak naturalnie się cieszy gdy jestem obok.
Oboje jesteśmy wolni.
Nie mamy żadnych zobowiązań.
Na początku powiedzieliśmy sobie,że idziemy tylko na kawę, nie było mowy o niczym innym.
Ale teraz...jest inaczej.
Ta Nasz radość jest taka prosta.
Nie wchodzą między Nas rzeczy materialne.
Żeby żadna z Was nie powiedziała,że szukam sponsora.
Nie wspomnę już o tym..że to jedyny mężczyzna jaki zadowolił mnie całkowiecie w życiu intymnym.
I ja jego również.
Uczymy się nawzajem. On mnie życiowej stanowczości i siły. Ja jego- okazywania uczuć i otwartości.
Jego znajomi mówią, że nigdy nie widzieli go w takim stanie chociaż miał wiele kobiet.
A ja...jest szczęśliwa.
I nie myslę o szczęściu jutro, za miesiąc.
Jestem szczęśliwa teraz.
Nie mówię tutaj o związku, ale o czymś czego nie rozumię...
Nad czym nie panuję.
Po raz pierszy nie panuję nad swoimi emocjami.
Nie wiem czy ktokolwiek to zrozumie... ale ja w jego oczach widzę coś nie zwykłego..
I to.. że potrafi siedzieć i tylko patrzeć na mnie...
Może któraś z Was przeżyła coś tak niesamowitego?