netkobietyWszystkie działy
Psychologia

czuję się nikim, ranię siebie i bliskich. podejrzewam depresję ...

10 odpowiedzi5 263 wyświetleniazałożony przez basiek123, 10.01.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » czuję się nikim, ranię siebie i bliskich. podejrzewam depresję ...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: czuję się nikim, ranię siebie i bliskich. podejrzewam depresję ...

Witajcie.
Ja już nie wiem co mam ze sobą zrobić. Wygląda cała sprawa tak, że od 3 miesięcy często chodzę smutna, ponoć codziennie. Mało rzeczy mnie cieszy, często płaczę. A od kilku dni dodatkowo czuję się jak śmieć, jak pusty korpus, który nie ma nic do zaoferowania. Patrzę na ludzi naokoło, na swojego partnera i widzę, że oni mają pasje, mają hobby, pracują albo robią coś znaczącego, coś co w jakimś mikro-procencie zapisuje się na tej ziemi. A ja? Studiuje [i jestem dumna z tego co studiuje] ale to tyle. Książki [które są pasją partnera, jest recenzentem i czyta je godzinami] nie interesują mnie na tyle, by je czytać godzinami... Muzyka to coś co zajmuje uszy ale nie ręce i myśli, nie ciało... I tu się moje pomysły kończą. Nie wiem co mam ze sobą zrobić, ponieważ potrafię wstać rano i już chcieć płakać. A najgorsze jest też to, że zauważyłam jak słaba jestem... Obcy ludzie coś do mnie powiedzą, skrytykują mnie, a ja od razu płaczę. Nie potrafię nic ze sobą zrobić- ani wypełnić sobie czasu tak by mnie cieszyło to, co robię [a nie na siłę], ani się powstrzymać od łez. Gdy zacznę płakać to budzi się we mnie pewna histeria, skrajność trwająca kilka godzin...
Uprzedzając pytanie : nie mam koleżanki, z którą mogłabym się częściej widywać, rozmawiać. Jest jedynie mój chłopak. Ale widzę, że on już też nie chce bym wiecznie wszystko robiła z nim... Woli byśmy zaczęli mieć osobne zajęcia i zainteresowania, bym miała co ze sobą zrobić gdy on właśnie czyta książkę itp. A jestem typem zwierzęcia socjalnego - potrzebuję choć jednej osoby do towarzystwa, by gdzies pójść i coś zrobić, inaczej mnie to nie cieszy i nawet nie ruszam stopą...

Proszę was o pomoc... Czy to może być wina braku witamin? Pogody ? Ale aż 3 miesiące... ? sad sad sad

2

Odp: czuję się nikim, ranię siebie i bliskich. podejrzewam depresję ...

basiek123 - kup sobie witaminy z magnezem. Na szczęście nie masz jakichś powodów do depresji. Poszukaj hobby i koleżanki. Rozmawiaj z ludźmi w internecie i tam, gdzie bywasz, w końcu zdobędziesz znajomych. Tytuł tego wątku jest straszny, ale nie napisałaś nic o ranieniu, nie masz też powodów, by się czuć nikim. Podejdź do tego spokojnie. A jak było wcześniej, przed trzema miesiącami?

3 Ostatnio edytowany przez silhouette (2012-01-11 16:34:08)

Odp: czuję się nikim, ranię siebie i bliskich. podejrzewam depresję ...

Najpierw zastanów się - czy wydarzyło się coś, co mogło wprawić Cię w taki stan? Jeżeli nie, to witaminy i woda mineralna są dobrym pomysłem, ale również potrzeba pewnego wysiłku, jeżeli chcesz znów być radosną dziewczyną - jest to trudne, jednak sądzę, że powinnaś postawić na poszukiwanie optymistycznych impulsów. Możliwe też, że to nieuchronne zmiany w Twoim związku Cię przygnębiają, ale to, że Wasza codzienność się zmienia nie oznacza, że miłość przemija - po prostu staje się inna, i to zupełnie okej, jeżeli Wasze relacje wciąż są dobre,  jeżeli wciąż wierzycie w siebie. I myślę też, że poczujesz się cudownie gdy już skończysz studia i poświęcisz się pracy smile

Sama nie doświadczyłam niczego takiego, jednak wiele dobrych koleżanek zwierzało mi się z bardzo podobnych problemów, i wspólnie robiłyśmy z tym porządek smile

Życzę uśmiechu i sił!

4

Odp: czuję się nikim, ranię siebie i bliskich. podejrzewam depresję ...

Basiek - ten płacz jest niepokojący i jeśli sama sobie nie poradzisz, powinnaś porozmawiać z psychologiem. Zadbaj o siebie czyli odpowiednie odżywianie, stałe pory snu, ruch na powietrzu (może pieska mogłabyś wyprowadzać albo z chłopakiem wybrać się na spacer?). Możesz poszukać osoby, której Ty mogłabyś pomóc - nie zakładaj, że nie masz nic do zaoferowania, wystarczy, że kogoś wysłuchasz. Odwiedzaj rodzinę tę bliższą i tę dalszą - może jakaś samotna ciotka czeka ucieszy się, że ktoś jeszcze o niej pamięta. A może powysyłaj kartki lub maile do tych z którymi kontakt się urwał. Naprawdę nie masz kogo zaprosić do siebie na kawę? Możliwości jest wiele... zapisz się na tańce, aerobik lub jakiś język Zastanów się co byś jeszcze w życiu chciała osiągnąć i zmierzaj do celu małymi kroczkami.
Poza tym nie jest dobrze uzależniać swego działania od obecności drugiej osoby - może poćwicz nad usamodzielnieniem się. Wyjdź na spacer z aparatem itp
Brak słońca działa przygnębiająco, ale idzie do wiosny.
Życzę powodzenia.

5

Odp: czuję się nikim, ranię siebie i bliskich. podejrzewam depresję ...

Też byłam w podobnym stanie. Było na prawdę źle. Fatalny czas i nawet nie chcę do tego wracać. Ciągły płacz, przygnębienie i bezsenność. Zawaliłam przez to rok na studiach. I rozumiem Cię doskonale. Ja teraz wiem co było tego przyczyną i chyba warto taką przyczynę znaleźć. U mnie było to właśnie ze studiami związane. Całkowita zmiana otoczenia, miasta, mieszkania. Więcej obowiązków. Masa zdolnych ludzi dookoła mnie. Pierwszy w życiu kredyt. Przytłoczyło mnie to i zamknęłam się w sobie. Wydawało mi się, że to wszystko nie jest warte mojego stresu i się poddałam. Nie odzywałam się do nikogo ze znajomych. Miałam już chłopaka, ale był daleko i ciągle go okłamywałam, że jest dobrze. On nie wiedział wiele bo go po prostu przy mnie nie było. Z rodzicami nie chciało mi się rozmawiać. W sumie z nikim mi się nie chciało. I wtedy stało się coś dziwnego. Pewnego dnia przyjechała do mnie koleżanka z roku. Zapytała co się dzieje, że zawalę semestr, czemu mnie nie ma na uczelni. Powiedziała, że tak nie może być i wysłała mi kilka telefonów do różnych lekarzy. Powiedziała, że ona też korzystała z pomocy nie raz i że czas z tym skończyć bo się zamęczę. No i zdecydowałam się na wizytę u psychiatry. Ona pojechała tam ze mną. Bardzo mnie to zaskoczyło, bo wcześniej nie miałyśmy jakiegoś wybitnego kontaktu ze sobą.

I chyba wtedy nastąpił jakiś przełom. Siedząc tam w poczekalni. Zdałam sobie sprawę z tego, że idę do PSYCHIATRY. A przecież nie muszę! Nic mi się nie dzieje. Nie spotkała mnie żadna krzywda. Nie jestem chora i nie mam paranoi czy urojeń. I zaczęłam się zastanawiać co ja mu powiem. Przecież nie mam żadnego konkretnego problemu. I jeszcze zapłacę za to słoną kasę. Dobrze, że ona była obok, bo inaczej pewnie bym się w tym momencie rozmyśliła.

Weszłam do gabinetu no i z marszu się rozpłakałam. Z samego tego faktu, że jestem u takiego a nie innego lekarza. I... dalej było bardzo ciekawie. Zadawał krótkie pytania a ja miałam mówić. To było bardzo dziwne bo wszystko co mówiłam wydawało mi się takie banalne. To była moja jedna jedyna wizyta. Ale z tego wnioskuję, że ten stan który wtedy był dla mnie tragedią, wcale taki zły nie był. Sama rozmowa trochę mi jednak dała. On nawet zdiagnozował coś. Już nie pamiętam nazwy, ale chodziło o problemy z akceptacją rzeczywistości i problemy z rozczarowaniami. Tak przynajmniej to zrozumiałam, bo używał fachowego języka. Ale najlepsze co mi powiedział, to to, że powinnam się zastanowić czy może ten stan nie był czymś czego potrzebowałam. Mój mózg widocznie potrzebował pauzy i na ten okres się wyłączył. I nie ma się co obwiniać ani mieć wyrzutów sumienia. To mi dało siłę do tego, żeby ten rozdział po prostu zamknąć. Taka wizyta na prawdę coś daje. Przynajmniej w moim wypadku. Nie mówiąc o tym, że ten lekarz pomógł mi też formalnie. Pytał czy są jakieś konsekwencje tego, że przez długi czas byłam bierna w moich działaniach. I po prostu wypisał wsteczne zwolnienie, bo tylko on wśród lekarzy może to zrobić. Podobał mi się też początek tej wizyty. Bo zapytał po co przychodzę i czego od niego oczekuję. I to było chyba najtrudniejsze pytanie, bo ja nie wiedziałam. Więc powiedziałam, że wydaje mi się, że pomocy. To zabrzmiało tak tandetnie. On na to odparł, że on mi nie pomoże. To ja sama sobie pomogę i to że przyszłam do niego już jest pierwszym krokiem w tym kierunku.


Dzięki zwolnieniu miałam możliwość powtarzania roku lub semestru ale wybrałam pierwszą opcję, bo jednak chcę coś wynieść z tych studiów. Ten wstrząs i ta wizyta pomogła mi spojrzeć realniej na mój "problem". To tak jakbym zamknęła to wszystko w pudełku i mogła spojrzeć na to z boku. Doszłam do wniosku, że człowiek ma prawo do słabości. I ja dałam sobie pozwolenie na taką właśnie słabość. Najważniejsze to chyba to, że czujesz, że tak nie może być długo. Bo to toksyczne stany i trzeba się z nimi rozprawić. Ja proponuję, żebyś się do kogoś z tym wybrała. Możne specjaliści są różni. Jedni lepsi drudzy gorsi. Ale to racja, że to nie oni i tak nie zmienią człowieka, tylko człowiek się zmieni jeśli bardzo tego chce. Chodzi o nasze myślenie i chemię w mózgu. Ten lekarz mówił, że może przepisać mi leki, które mi pomogą. Ale nie chciałam, bo wtedy już doszłam do wniosku, że heloooł.. przecież sobie poradzę.

Nie mówię, że było szybko i lekko. Ja z reguły szybko się poddaję. Ale zaczęłam łykać witaminy. Jeść regularnie. Co do szkoły było najtrudniej. Ale jednak przemogłam się i się udało. Wszyscy okazali się wyrozumiali i życzliwi. No i świat się nie zawalił. smile:)

Powiem Ci co mi teraz pomaga. Piję codziennie herbatę z dziurawca. Zioła jak to zioła, nie działają od razu, ale myślę że to dużo mi daje. Dziurawiec na takie stany melancholii jest fenomenalny. Porządek w koło mnie. Kiedy czuję że nie ogarniam świata, to zaczynam sprzątać. To poprawia moje samopoczucie i daje mi wrażenie, że jednak jestem w stanie coś uporządkować. Chociażby najbliższe otoczenie. Kiedy jest fatalna pogoda.. idę na solarium. To głupie i staram się tego nie robić często. Ale po tym czuję się lepiej. Wygrzeję się, leżę sobie nic nie robiąc. Wyobrażam sobie, że jestem na plaży i słońce mnie opala a ten wietrzyk to morska bryza.

Jedno jest pewne. Zrób ten krok. Idź z tym gdzieś. Może dowiesz się czegoś ciekawego o sobie samej. Nie musisz być taka jak Twój chłopak. On Cię za coś przecież kocha. I nie zmusza Cię do niczego. Liczy się z Twoim osobistym rozwojem i myślę, że na tym mu bardzo zależy. A rzeczy można robić masę. Może gotowanie? Albo smakowanie dobrych alkoholi (tylko bez przesady oczywiście:)? Może rośliny o które trzeba dbać? Albo jakieś zwierzątko? Jeśli nie książki, to może komiksy? Albo może chciałabyś stać się specem od filmów?
Na pewno coś lubisz bardzo. Może sztuka? Moda? Kicz we wszelakiej postaci? Bajki dla dzieci? Sport? Komputery? Gry planszowe? Znam różnych ludzi którzy interesują się okrutnie dziwnymi rzeczami. I nie chodzi o to, żeby to były zajęcia przyszłościowe czy przynoszące zysk. Chodzi o korzyści dla Ciebie i radość dla Twojej głowy.  Możemy robić przecież wszystko. smile:)
Mocno Cie tulę smile

6

Odp: czuję się nikim, ranię siebie i bliskich. podejrzewam depresję ...

antypodystka - pouczająca jest Twoja historia, dziękuję, że ją opisałaś!
Życzę powodzenia

7

Odp: czuję się nikim, ranię siebie i bliskich. podejrzewam depresję ...

Cieszę się i mam nadzieję, że choć troszkę to pomoże. Myślę, że jest w tym szaleństwie jakaś logika. Jeśli mamy komputer nie pierwszej świeżości i za dużo od niego wymagamy, to on w końcu się zawiesi. Dlatego warto sobie dać nieco luzu, bo jeśli najważniejszy nasz organ ogarniający całe ciało, się na dobre posypie.. to jesteśmy ugotowani. Najgorsze, że czasem tego stresu wcale się tak nie odczuwa. Albo wręcz wydaje się nam, że go ignorujemy i mamy zdrowe podejście. Jednak żadna stłumiona emocja nie odbije się bez echa. To wszystko się odkłada.. aż w końcu mała kropla przepełni czarę. Po prostu każdy człowiek ma inną granice.

Tyle ludzi żyje teraz w biegu. Takie czasy. Nie dając sobie chwili wytchnienia narażamy się na takie ryzyko, że w końcu organizm sam powie- STOP. I wtedy człowiek chce działać dalej, a mózg mówi: nie, dzisiaj nie. Ani jutro. Ani za tydzień nie będzie mi się chciało. Jesteśmy wtedy bezsilni i to rodzi frustrację.

Ale zawsze w końcu po deszczu wyjdzie słońce smile Tylko trzeba w to wierzyć i na spokojnie wytłumaczyć samemu sobie.

Picea- dziękuję. I też trzymam kciuki za wszystkich, którzy chociaż w małym stopniu się z tym zetknęli.

8

Odp: czuję się nikim, ranię siebie i bliskich. podejrzewam depresję ...

Antypodystka - tak mnie poruszyłaś, że aż się popłakałam wink tzn. w pozytywny sposób smile Właśnie z tego powodu, o którym ci powiedział lekarz - on może tylko zainicjować proces TWOJEGO działania w kierunku zmiany - odkładam taką wizytę. Ogółem ostatnimi czasy czuję się nieco lepiej, miewam załamania ale postanowiłam sama sobie zafundować 'terapię umysłową', tzn. robię coś banalnego : codziennie otwieram na lapku plik .doc i wpisuję jedno zdanie, które brzmi zawsze tak samo. Ma ono pozytywny wydźwięk, ma sprawić, że naprawdę uwierzę, w to, co piszę. I szczerze - sprawdza się. Pewnie, że i tak się poryczę z jakiegoś powodu, nadejdzie mnie jakaś przykra myśl, ale w sumie ... to nieodzowny element życia, prawda?
Ja na zajęcia chodzę, bo tak jak pisałam - to jedyne, co sprawia, że czuję się dobrze, że jestem z siebie dumna w jakiś sposób. Uwielbiam to, że uczę się o rzeczach, o których inni się nie uczą na żadnym kierunku [jestem filologiem] i to, że mogę ludzi zaskoczyć jakimś ciekawym faktem.
Po prostu moja psychika dotycząca własnego poczucia wartości siada - może to wina pogody, braku słońca, może pewnych zmian w moim życiu jak to pisała Silhouette, a takie faktycznie mają miejsce i podejrzewam, że to one głównie wpływają na mnie od tych 3 mc. Ale na szczęście już za 2 tyg nastąpi ten przełomowy moment, na który tyle czekam w swoim związku i mam nadzieję, żę wtedy wszystko jakoś się ograniczy [bo zniknąć 100% na pewno nie zniknie].
A mój mózg, to już chyba jest porządnie zużyty, bo działa faktycznie jak mały imac : włączają mi się takie procesy myślowe, że jak jakaś sprawa lub zdanie mnie poruszy, to zaczynam je kontemplować [niespecjalnie!] godzinami, nie mogę spać, przypominają mi się różne rzeczy, co ktoś zrobił, co powiedział itd.
Teraz jeszcze zaczyna się sesja, w pon egzamin, w śr egzamin i kolos, potem znowu 2 kolosy i egzamin, potem znowu 2 egz i znowu 2... Też są to w moim przypadku czynniki ogromnie stresogenne, ponieważ naprawdę zależy mi na studiach, to wg. mnie, jedyne co mam.
Więc póki co staram się zachować jakiś balans między całodzienną nauką, a spędzaniem czasu z ukochanym, między pozytywnym myśleniem i wpadaniem w histerie :] Mam nadzieję, że mi się uda wszystko pokonać, a od marca zaczynam biegać - niech tylko pierwsze, cieplejsze dni nadejdą smile

9

Odp: czuję się nikim, ranię siebie i bliskich. podejrzewam depresję ...

basiek oprócz studiów masz życie! masz zdrowie - trzeba dbać nie tylko o fizyczne ale i zachowywać higienę umysłu. Naprawdę nie warto tak się stresować egzaminami -stwierdzisz to z perspektywy lat. Masz chłopaka. Jeszcze pewnie inne rzeczy można wymienić, które powinny Ciebie cieszyć. Jeżeli codziennie chcesz się dobrze czuć to codziennie musisz coś zrobić w tym kierunku np. półgodzinny spacer.
życzę powodzenia

10

Odp: czuję się nikim, ranię siebie i bliskich. podejrzewam depresję ...

tak tylko wiecie- jest coraz gorzej z finansami w tym panstwie. isc do pracy chocbym chciala to probuje i probuje ale nic znalezc nie moge... liczylam na stypendium naukowe, ale oczywiscie znowu sie stalo, to co sie wiecznie dzieje na tych moich studiach - brakuje mi punkta do 5, przez co moja srednia spada... juz mam tego dosc szczerze mowiac... chcialabym isc do jakiejs pracy ale chyba nie wiem jak mam szukac bo nie moge zadnych madrych ofert znalezc...

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » czuję się nikim, ranię siebie i bliskich. podejrzewam depresję ...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026