Od wielu lat zawsze miałam jakieś postanowienia noworoczne, a to rzucic palenie, a to pozbyć sie sadełka na brzuchu itp. Oczywiście palę jak smok, a sadełko nadal jest.
Jednak w tym roku postanowiłam, że wygrzebię się z depresji. Przy użyciu wszelkich dostępnych środków i mozliwości. 10tego stycznia idę do psycha i jeśli uzna, że mam się położyć do szpitala, to nawet nie jęknę: jesli tylko będzie potrzebna zmiana leków, to dobrze. Nie mogę już żyć sama ze sobą i MUSZĘ to zmienic. Na wiosnę chcę zacząć jeździć na rowerze, chce wrócic do świata żywych, cieszyć się życiem, może spotkac miłość?...
Wiem, że nie będzie mi lekko, ani łatwo, ale chce i musze zakończyc tę nędzna wegetację, chcę odzyskać moje dawne "ja" i siebie sprzed paru lat.
Nic wiecej, tylko i aż tyle...