netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

na zakręcie...

7 odpowiedzi3 495 wyświetleńzałożony przez Nikkkita, 17.12.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

1

Temat: na zakręcie...

Witajcie,

jestem tu nowa, przyznam że wcześniej troszkę "podczytywałam" te forum aż w końcu coś we mnie pękło i postanowiłam się przed wami wygadać.
Znalazłam się na swego rodzaju zakręcie życiowym i nie bardzo wiem co zrobić. Stoje w tzw. rozkroku i nie bardzo wiem w którą stronę pójść. Chodzi oczywiście o związek i zdradę. To ja zdradziłam, a najlepsze jest to że jeszcze niedawno brzydziłam się tymi którzy zdradzają, uwazałam to za coś naochydniejszego. A jednak i mnie się zdrazyło.
Problem jednak polega na tym, że nie żałuję. Tzn. nie zrozumcie mnie źle - przykro mi że się tak zdarzyło, uważam że nie powinnam zaczynać czegokolwiek z kimś innym dopóki jestem z moim facetem - tu moralniak jest ogromny. Chodzi o to, że mężczyna z którym zdradziłam to właśnie TEN jedyny. Łączy nas niesamowita chemia, ale i zrozumienie, szacunek, przyjaźń, wspólne zainteresowania i plany na przyszłość. Zakochałam się tak po prostu. Kocham i jestem kochana.
A facet, z którym jestem? Jesteśmy razem od kilku lat. To nie był łatwy związek od samego początku. On i ja po przejściach. On z bagażem doświadczeń i problemów do rozwiązania oraz "ex" rodzinką, ja z rodziną nastawioną przeciwko niemu. Walczyliśmy o to by być razem, by pokonać wszelkie przeciwności i to nam się udawało - na przekór wszystkim i wszystkiemu nam się wszystko udawało i było tak jak chcieliśmy. Ale gdy teraz o tym myślę chyba za dużo mnie to kosztowało - rozwiązywaliśmy głównie jego problemy i koniec końców ja poczułam się zaniedbana.....
Praktycznie od razu zamieszkaliśmy razem, mieliśmy wspólne plany i cele ale z czasem zaczęło dochodzić do coraz większych scysji... On okazał się być dość zaborczy - ja to wolny ptak, jest między nami różnica wieku i w pewnym momencie poczułam się jakby mnie wychowywał..... Kłótnie były coraz częstsze i coraz gwałtowniejsze. Po każdej przepraszaliśmy się, obiecywaliśmy poprawę, sporo rozmawialiśmy i chcieliśmy zmian.... Ale kiepsko nam to wychodziło w rzeczywistości.
I tak w tym trwaliśmy do tego roku. Nie wiem jak On ale ja coraz bardziej zrezygnowana i bez życia. Zdradą i tymi co zdradzają gardziłam. Uważałam, że nam się to nie przytrafi.
W tym roku poznałam Tego Jedynego. Spotkaliśmy się w pracy. We trójkę pracujemy  w pewnym sensie razem. Ja dla firmy X, On dla firmy Y, Ten Jedyny dla firmy Z. Wszystkie te firmy świadczą usługi jako podwykonawcy dla Pewnej Firmy, tak więc co jakiś czas się spotykamy - wybiórczo albo razem. Oni się znają.
Początkowo broniliśmy się przed tym uczuciem ale niesmowicie iskrzyło. W końcu zostaliśmy sam na sam. Powiedział "wygoń mnie" a ja nie umiałam. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Było cudownie. Każdego dnia spędzonego razem coraz bardziej rozumiałam, że nie dość że nie mam wyrzutów sumienia to jestem przekonana, że to co mnie łączy z moim facetem to nie miłość a przywiązanie. Miłość jeśli była to już dawno wypaliła się. Gdy go nie ma bo wyjeżdża do pracy na kilka dni spędzam czas z Ukochanym - żyjemy razem i każdego dnia przekonujemy się że łączy nas coś niesmowitego. To już trwa kilka miesięcy.
Pewnie zastanawiacie się w takim razie w czym problem? Jesteś zdecyodwana, nie kochasz pierwszego a drugiego to odejdź i po problemie. No i tu właśnie zaczynają się schody.... Nie mogę odejść bo.... boję się o siebie i swojego obecnego (jeszcze) faceta. Jest bardzo słaby psychicznie, ma bardzo traumatyczne przejścia z dzieciństwa za sobą co powoduje, że gdy się załamie może zrobić sobie krzywdę (są bardzo silne przesłanki ku temu). Poza tym gdy kiedys rozmawialiśmy o zdradzie powiedział wprost, że "gdyby się dowiedział że go zdradzam to zabiłby mnie i mojego kochasia" - jest dość porywczym i mściwym człowiekiem. Do tej pory nie zrobił nikomu krzywdy ale nie wiem czego mogę się po nim spodziewać. Mam podejrzenia, że gdybym go zostawiła i odeszła do innego to zrobiłby sobie coś złego tylko po to, żebym ja w ramach kary żyła z tą myślą.
Ta świadomość mnie paraliżuje w kwestii odejścia. Mój ukochany zna całą sytuację - jest mądry i cierpliwy, czeka.... Ale mnie po mału zaczyna brakować siły do podwójnego życia. Coraz bardziej plącze się.... Facet, z którym jestem zaczyna się domyślać coś się dzieje i robi się nerwowo. Mam coraz mniej chęci do życia...... Miało być pięknie, a jest okropnie.

2

Odp: na zakręcie...

Witaj Nikkita.
Nie mam zamiaru oceniać Cię w kwestii zdrady, bo takowej nie popieram. Powinnaś była opuścić dotychczasowego partnera przed zdradą ale Ludzie jakoś takie maja myślenie, że chcą "zjeść ciastko i mieć ciastko". Moim zdaniem, jedyne co możesz zrobić teraz, to absolutnie nie przyznawać się do zdrady tylko powiedzieć obecnemu partnerowi, że odchodzisz i to nie do innego, że robisz to dla siebie, bo tego potrzebujesz. Porozmawiaj z kochankiem by dał Ci czas na załatwienie sprawy w taki sposób, by obecny partner nie poczuł się urażony piętnem zdradzonego. Ważne jest, by zakańczać swój związek przed zdradą a nie po, bo opuszczonej osobie łatwiej pogodzić się z tym, że wypaliło sie uczucie, niż z tym, że pojawił się na jogo miejsce zamiennik. Życzę mądrych i przemyślanych decyzji.

3

Odp: na zakręcie...

NIKKI zawsze jest wyjście z sytuacji,lepsze czy gorsze,ale jest.Zastanawiam się co ja bym zrobiła...pewnie rozstala sie na jakiś czas z "nowa milościa"Czakal do tej pory więc niech poczeka jeszcze troche.Musisz swojemu facetowi powiedziec prawde!Niekoniecznie ze szczególami zeby go nie dobijac,ale powinien wiedziec na czym stoi.Kto wie,moze i on juz dawno stwierdzil że wasz związek traci sens.Porozmawiaj o tym.Powiedz że chcesz się rozstac.Zobaczysz jak zareaguje.I nie obawiaj sie że sobie cos zrobi!Czesto sa to tylko slowa.Och co ja bym nie zrobil gdyby to czy tamto...
Oczywiście nie powinniśmy ranic niczyich uczuc,ale to nie znaczy ze mamy czuc sie niewolnikami swojego zycia,jesli jest możliwośc coś zmienic.
A teraz z innej beczki.
Wiesz jest tez takie powiedzenie,że "każda milośc jest pierwsza..."Obecnego faceta tez pewnie kiedys kochalaś ta szczera,prawdziwą milością.Teraz czujesz podobnie.To myslenie moze okazac sie zgubne.Jaka dasz sobie i nowemu facetowi gwarancje że jest tym jedynym?Za kilka lat mozesz stwierdzic że to pomyłka i znowu znajdziesz sobie innego...
Dobrze to przemysl.moze się okaze ze z obecnym partnerem wiele cie łączy i pożalujesz w przyszlości swojego kroku ku rozstaniu...
Powodzenia

4

Odp: na zakręcie...

Nikkkita pomyśl również o tym, jak Ty byś się czuła spotykając się z kimś kto zdradza. Dzisiaj zdradza dla Ciebie... jutro zdradza Ciebie!!!

Ja byłem w podobnej sytuacji co Twój facet, z małą różnicą - mnie zdradzała "jeszcze żona". Osobiście nie byłbym w stanie spotykać się z osobą, która zdradza swojego partnera, bo pomyślałbym, że w przyszłości może zdarzyć się to samo ze mną. Ale to ja...

Nie oszukuj więcej swojego faceta. I tak go już mocno skrzywdziłaś... przepraszam, że to powiem, ale gość zasługuje na kogoś lepszego niż Ty!!

Powodzenia i mądrych decyzji życzę!!
K.

5

Odp: na zakręcie...

tak, wielokrotnie myślę o tym, dlaczego nie odeszłam kilku miesięcy temu.... Tylko gdyby wszystko w życiu było takie proste.... Podczas każdej kolejnej kłótni myslałam, że to już koniec, że powinniśmy to zakończyć bo bycie razem nam nie wychodzi, za dużą krzywdę sobie wyrządzamy. Ale zawsze padało pytanie "to już koniec? chcesz to wszystko wykreślić?" i wtedy wymiękałam. Obiecywałam, że popracujemy nad sobą, że będzie inaczej, lepiej, że coś się zmieni.... Zawsze w uszach brzmiała mi teoria mojej mamy że "życie to sztuka kompromisów". I myślałam że takimi kompromisami można życie poukładać. Tylko że teraz mam wrażenie że z każdą taką kłótnią i kolejnym kompromisem umierała cząstka tej miłości i dlatego teraz jesteśmy w tym miejscu w jakim jesteśmy.
Mogłam odejść, być wolna.... - tak, ciągle o tym teraz myślę ale czasu nie cofnę. Z drugiej strony nie wierzę w życiu w przypadki. Czy gdybym była wolna to poznałabym mojego ukochanego? Może byłabym inną osobą, byłabym gdzie indziej, co innego bym robiła, z kim innym była.... Gdybym.... To teraz gdybanie jedynie i chyba nic nowego już nie wniesie. Stało się i już.
Stupido - niedawno próbowałam od niego odejść w taki sposób o jakim pisałaś. Zresztą to było przy okazji kolejnej kłótni - wyjechałam z domu, powiedziałam że muszę kilka spraw przemyśleć.... Szukał mnie, przyjechał, cały się trząsł.... Powiedziałam, że przemyślałam to wszystko, że nie ma dla nas szans, że za bardzo się krzywdzimy, że lepiej będzie jak się rozstaniemy.... Nie dał mi odejść. Nie będę wchodzić w szczegóły, ale po prostu nie dał mi odejść. Jest po tzw przejściach i powiedział że ja to jego ostatnia szansa na normalne życie, że jeśli nam nie wyjdzie to on już nie ma czego szukać na tym świecie. Wiem Kasandro, pisałaś że to często tylko takie słowa. Ale w jego przypadku, tak jak już pisałam, są bardzo silne przesłanki aby twierdzić że może sobie coś zrobić. On ma pewne problemy natury emocjonalno - psychologicznej. Uważam, że powinien chodzić do terapeuty ale on tego nigdy nie zrobi. A że jest mściwy, boję się że może zrobić sobie coś na złość mnie - żebym żyła z tą swiadomością.

K.82 - aż za często o tym myślę. Rozmawiałam wielokrotnie o tym z moim ukochanym. Jemu też nie jest łatwo z tą myślą. To nie jest cyniczny facet, który ma w nosie to co robi komuś innemu. Zwłaszcza, że kiedyś tez był tym zdradzonym - wie jak to jest. Tym bardziej ma moralniaka. Chcieliśmy się rozstać, nie ciągnać tego i jednocześnie nie krzywdzić mojego faceta. Ale okazało się, że uczucie które nas połączyło jest zbyt silne. I nie chodzi wcale o sex, raczej o uczucie, zrozumienie, bliskość.....

dla mnie sytuacja beznadziejna, bez wyjścia.... Obecny facet domyśla się wszystkiego, zadał mi to pytanie czy mam kogoś innego - odpowiedziałam, że nie bo za bardzo się bałam. Ale on się domyśla.... Zaczął mnie śledzić, kontrolować moje telefony i korespondencję, rozlicza każdą minutę mojego życia i sprawdza czy nie mijam się z prawdą....I mimo tego że się domyśla a może nawet jest pewien, nie chce mnie opuścić - mówi że to wszystko z miłości do mnie.

6 Ostatnio edytowany przez Fey (2011-12-18 05:44:09)

Odp: na zakręcie...

Nikkita, przeczytalam Twoj watek, chcialam odpisac ale postanowilam poczekac na pierwszego posta. Myslalam, ze wszyscy Cie zjedza i do piekla wysla...dlaczego...bo zdradzasz!

Zgadzam sie ze Stupido w zupelnosci.
K82 ma wedlug mnie bardzo duzo racji ale niestety, wszystko zalezy od sytuacji, tez bylam zdradzana (boli do tej pory jak cholera i to juz pewnie zostanie), ale nie mozemy wszystkiego widziec w czarno-bialych kolorach. Jestem uczulona na zdrady mezow czy zon z dziecmi wiec nie zrozumcie mnie zle.

Kolej na mnie!

Nikkita,

Pozostajesz w zwiazku, ktory oparty jest na...hmmmm....moze milosci...moze przywiazaniu, moze checi bycia z kims i checi dzielenia zycia..ale przede wszystkim na...wymuszaniu! Wymuszaniu na Tobie bycia z osoba, z ktora nie chcesz byc, emocjonalnym szantazu i kompletnej kontroli Twojego Ja!

Jakbym mogla to bym teraz uzyla Caps Lock'a ale nie moge;)
Nienawidze i potepiam zdrade, gardze nia i sie nia brzydze, nigdy nikogo nie zdradzilam i nie zdradze, zakoncze ewentualnie jedna znajomosc zanim zaczne druga, ale w Twoim przypadku...
Ty sie boisz... wszystkiego co jest zwiazane z nowym szczesciem, boisz sie, ze zycie odplaci Ci sie pieknym za nadobne, nauczylas sie zycia we wlasnym, poukladanym na jego sposob swiecie i myslisz, ze nic wiecej Ci sie od zycia nie nalezy. Mylisz sie i to bardzo, nalezy Ci sie!
Zyjesz z osoba, ktora swoja manipulacja omamila Cie zupelnie, to nie jest zdrowe. Ludzie, ktorzy szantazem typu 'jak odejdziesz to sie zabije' probuja kogos przy sobie zatrzymac, nie sa nikogo warci. To sa ludzie, ktorzy wlasna slabosc przezucaja na kogos innego...i znajda w koncu swoja ofiare, osobe na tyle slaba psychicznie, ze da sie na to zlapac. Wiesz co ja bym powiedziala? To zrob to! Przeciez tylko czlowiek chory psychicznie albo emocjonalnie niedojrzaly posluguje sie tym argumentem.
Idz wlasna droga i walcz o swoje szczescie, zyj!
Zostaniesz z obecnym, minie pare lat... obejrzysz sie za siebie i stwierdzisz, ze Twoj ukochany byl najlepsza rzecza ktora Ci sie w zyciu przytrafila...i bedziesz sie z tygodnia na tydzien bardziej frustrowac, ze nie jestes z kims, z kim chcialas byc...
Zawsze powtarzam,' lepiej sprobowac i zalowac niz cale zycie zalowac, ze sie nie sprobowalo'!

Wybierzesz druga strone i sie nie uda? No problem, przynajmniej sprobowalas i wiesz na czym stoisz.

7

Odp: na zakręcie...
Fey napisał/a:

Idz wlasna droga i walcz o swoje szczescie, zyj!
Zostaniesz z obecnym, minie pare lat... obejrzysz sie za siebie i stwierdzisz, ze Twoj ukochany byl najlepsza rzecza ktora Ci sie w zyciu przytrafila...i bedziesz sie z tygodnia na tydzien bardziej frustrowac, ze nie jestes z kims, z kim chcialas byc...

Gorzej jak ten ukochany się w końcu znudzi. Przyjdzie rutyna, codzienne obowiązki, wielką miłość będzie wypierało przyzwyczajenie... i co wtedy...?! Kolejna zmiana??!!

Wydaje mi się, że autorka wątku jest jak już kiedyś cytowana przeze mnie małpka... nie puści sie jednej liany nim nie przyczepi się porządnie drugiej... Sorki takie mam zdanie.

Jeśli coś Ci sie nie podobało mogłaś spokojnie odejść i zacząć budować swoje szczęście na nowo, a tak budujesz szczeście na czyimś nieszczęściu, a to delikatnie mówiąc jest nie fair.

Sorki, że tak Ci się ode mnie obrywa, ale podobnie zrobiła moja jeszcze żona... chwyciła się gościa... 4 miesiące było git i postanowiła zakończyc nasze kilkumiesięczne małżeństwo kłamiąc przy tym w żywe oczy. Nawet jej brewka nie pykła smile

Zakończ swój poprzedni związek jak najszybciej i pozwól temu facetowi (którego zdradziłaś) znaleźć sobie kogoś lepszego, kogoś kto go nie będzie oszukiwał!!!,

Pzdr
K.

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026