netkobietyWszystkie działy
Styl życia i społeczeństwo kobiecym okiem

Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

20 odpowiedzi4 045 wyświetleńzałożony przez Olinka, 13.12.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

1

Temat: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

Dziś obchodzimy 30-tą rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego.

Pochodzę z Jastrzębia Zdroju, miasta które mocno zaistniało na ówczesnej mapie historii, doskonale więc pamiętam chwile tuż po wprowadzeniu stanu wojennego w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku. Wczesnym świtem obudziła nas sąsiadka, która z przerażeniem w głosie poinformowała rodziców o tym, co się stało, bo my wciąż byliśmy tego nieświadomi. Pamiętam też czołgi, które następnego dnia poruszały się po głównych ulicach miasta i tłumy dzieci radośnie krzyczących na ich widok ,,niech żyje wojsko polskie!?.  Te dzieci nie rozumiały przecież co się wówczas działo, nawet jeśli na ich oczach rozgrywały się tak ważne wydarzenia.

Mój tata, sztygar w kopalni, w czasie strajków zawiózł mnie w pobliże strajkujących górników, widziałam ich zza ogrodzenia - siedzieli na powierzchni, ale brudni od węgla, zmęczeni, znudzeni bezczynnością, jakby zastygli w oczekiwaniu na to, co miało się niebawem zdarzyć. Pokazał mi to wszystko z bezpiecznej odległości, zza okien szyb samochodu, powiedział, żebym zapamiętała tę chwilę, bo kiedyś będę się o tym uczyć na historii. Potem sam brał w tym udział. Pojechał normalnie do pracy, ale już nie wrócił, nocował na terenie zakładu. 15 grudnia ,,Manifest Lipcowy" spacyfikowano. W tamtym czasie tata wydawał mi się wielki, odważny, wyjątkowy. Wiedziałam, bo usłyszałam rozmowę mojej mamy z sąsiadką, że on poniesie kiedyś za ten strajk konsekwencje, był w końcu odpowiedzialny za swoją załogę i jej decyzje.

Pamiętam jak któregoś dnia na chwilę opuścił teren strajku, przyjechał do domu, aby wziąć prowiant i coś do picia. Wszedł niespodziewanie, w roboczym, górniczym ubraniu i kasku ochronnym na głowie. Z radości poleciały mi wówczas łzy, dziecięce łzy szczęścia, bowiem nigdy wcześniej nie rozstawałam się z nim na tak długo i zwyczajnie tęskniłam. Pamiętam też jego uścisk kiedy się ze mną żegnał, ten uścisk był silny i inny niż wszystkie poprzednie. Do dziś mam przed oczami obraz, który zobaczyłam jako siedmioletnia dziewczynka, która z okna mieszkania czwartego piętra machała mu na pożegnanie. Wsiadając do samochodu odwrócił się, pomachał i odjechał. Dziś wiem, że ja zupełnie nie rozumiałam co się dzieje, ale czułam, że dzieje się coś złego.

Zaraz potem dotarły do nas wieści na temat wydarzeń, które miały miejsce w kopalni ,,Wujek", ze mną nikt o tym nie rozmawiał, ale słyszałam rozmowy dorosłych, które toczyły się w pokoju obok. Oni mówili, że padły strzały, zginęli ludzie, inni zostali ranni, mi kojarzyło się to jednoznacznie - z wojną.

Za jakiś czas mieliśmy w domu rewizję - tuż przed 21.00 do domu niespodziewanie wpadli funkcjonariusze ZOMO. Nie wiedzieliśmy wówczas - i do dziś nie wiemy - czego właściwie szukali, ale przekopali każdą szafkę i każdy zakamarek, niczego nie znaleźli, niczego tam zresztą nie było.

W noc sylwestrową (obowiązywał zakaz zgromadzeń) pod blokami jeździły wojskowe samochody, a siedzący w nich wojskowi świecili po oknach jakimś silnym światłem, sprawdzając czy zakaz nie został przypadkiem złamany. Oczywiście po godzinie 22.00 obowiązywała też godzina policyjna, był zakaz poruszania się po ulicach, jedynymi osobami, które można było zobaczyć byli posiadacze specjalnie wydawanych przepustek. Byli to głównie górnicy udający się lub powracający z pracy. Oczywiście przez cały ten czas nie wolno było również opuszczać miejsca zamieszkania.

W nowym, ogromnym, prężnie działającym u nas kościele, w którym proboszcz był silnie zaangażowany w działalność Solidarności, raz w miesiącu odbywały się tak zwane msze za ojczyznę. Po zakończonej mszy wszyscy wstawali, podnosili do góry prawą dłoń i śpiewali piękną patriotyczną pieść ,,Ojczyzno ma, tyle razy we krwi skąpana...". Tych ludzi było zawsze ogromnie dużo, w ich oczach widać było coś niezwykłego, coś co trudno mi wyrazić słowami, ale nawet wtedy wiedziałam, że oni się czegoś boją, dziś wiem, że bali się przyszłości. 

Co prawda niewiele pamiętam z tamtych dni, ale te wspomniane obrazy wciąż są w mojej pamięci żywe.

A Wy? Czy byliście już wtedy na świecie i czy coś z tamtych czasów zostało w zakamarkach Waszej pamięci? Jak tamte dni wówczas postrzegaliście, jak postrzegacie je dzisiaj?

2

Odp: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

Post przeniesiony:

Jeanne napisał/a:

Minęło już od tego momentu tyle lat....a ja ciągle mam wryte w mózg , że nie można o tym mówić smile
Jak słyszę lub czytam STAN WOJENNY , to od razu mam przed oczami bandę ubeków z pałami , bez pardonu wkraczających do mieszkań i rewidujących wszystkie zakamarki w pomieszczeniach.Póżniej przez tydzień się to wszystko sprzątało.I przypomina mi się dramat związany ze śmiercią ks.Popiełuszki sad...Straszne to były czasy...

3 Ostatnio edytowany przez amarek (2011-12-13 19:21:09)

Odp: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

Witam Olinko.

Twoje dziecięce wspomnienie stanu wojennego bardzo mi się spodobało.
Wcześniej nigdzie nie trafiłem na tego typu zapis.

Ja byłem wtedy dorosły i mam dokładny obraz tamtych czasów.
Studiowałem wtedy w Gliwicach. Działo się wiele.

Nie opisuję szczegółów z wiadomych powodów.

Stwierdzam jednak, że to czas w którym było "i śmieszno i straszno."
Miało się wrażenie funkcjonowania w innej rzeczywistości.

Dziękuję i pozdrawiam.

4

Odp: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

Mnie co prawda nie było jeszcze wtedy na świecie, ale wiele słyszałam z opowieści mojej babci i innych bliski mi osób, ponieważ jestem bardzo zaangażowana z poznawanie historii mojej ojczyzny słuchałam wszystkich opowieści z zapartym tchem. Olinko Twój opis jest na tyle realistyczny, że byłam w stanie sobie wyobrazić co mogłaś czuć choćby żegnając tatę. Swoją drogą mój przybrany brat miał wtedy 10 lat, a ja do tej pory nie wpadłam, żeby zapytać o jego wspomnienia z tamtego czasu. Muszę to nadrobić. Mnie we wspomnieniach moich bliskich poruszał zawsze fragment o mszach za ojczyznę i o wydarzeniach w kopalni ''Wujek''. To chyba dlatego, że mój tata był kiedyś górnikiem. Szkoda, że nigdy nie miałam okazji usłyszeć wersji mojego taty z tamtego czasu, miał wtedy 50 lat.

5

Odp: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

Tak ja już byłam na świecie miałam akurat sześć lat ale niewiele pamiętam z tamtego czasu jedynie to, że w telewizji wszyscy prowadzący wiadomości byli w mundurach. Mama mówiła o czołgach jeżdżących po mieście. Ja tego nie widziałam naocznie, nikt mnie nie brał, żebym mogła to zobaczyć może też ze względu na bezpieczeństwo.

6

Odp: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

Mnie też jeszcze nie było na świecie, ale rozmawiałam właśnie o tym z Mamą. Ona wtedy była w klasie maturalnej. Mówiła, że nie pamięta wiele z tego czasu jeśli chodzi o jakieś zamieszki, czy coś takiego, bo mieszkała wtedy w Gliwicach, więc tam był względny spokój, jeśli można to tak nazwać. Pamięta jak Jaruzelski ogłaszał w TV wprowadzenie stanu wojennego. Pamięta właśnie godzinę policyjną o 22:00 i patrole milicyjne chodzące cały czas po ulicach. Zima była wtedy podobno okropna, mróz trzaskający, a ona pamięta młodych chłopaków, którzy mieli patrole w jej dzielnicy, którzy wchodzili na klatkę schodową do ich wieżowca ugrzać się trochę koło grzejnika. Moja babcia z sąsiadkami zanosiły im wtedy gorącą herbatę na rozgrzanie. Pamięta też o przepustkach. Wspominała jak jechała pociągiem do Bydgoszczy do jakiegoś instytutu, o którym pisała pracę maturalną po informacje i musiała dostać od dyrektora swojego liceum specjalną przepustkę, którą musiała pokazać milicjantowi chodzącemu po pociągu razem z konduktorem podczas sprawdzania biletów.

7

Odp: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

Mnie na świecie wtedy jeszcze nie było. To co wiem, znam z opowiadań bliskich, jakkolwiek tego też nie ma zbyt dużo. Chyba najbardziej utkwił mi w pamięci opis mojej mamy, która rankiem wracała z pracy po nocnej zmianie i nie wiedziała co się dzieje. Wyludnione ulice, nigdzie żywego ducha, poza czołgami...

Olinko, bardzo poruszająca relacja...

8

Odp: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki
amarek napisał/a:

Ja byłem wtedy dorosły i mam dokładny obraz tamtych czasów.
Studiowałem wtedy w Gliwicach. Działo się wiele.

Nie opisuję szczegółów z wiadomych powodów.

Amarek, chyba domyślam się o co może chodzić - studiowałeś zapewne na Politechnice Śląskiej? W dobrym kierunku idą moje myśli? smile

Ja byłam jeszcze mała, wielu rzeczy, które działy się wokół, zwyczajnie nie rozumiałam, ale to chyba dobrze, dziecięcy świat jest inny, inaczej pewne fakty pojmuje, a prawdziwa świadomość tych wydarzeń mogłaby dla dziecięcego rozumku okazać się zbyt trudna do ogarnięcia. Kiedy dziś o tym myślę, również odnoszę nieodparte wrażenie, że był to czas zupełnie oderwany od zwykłej rzeczywistości, z drugiej jednak strony to był naprawdę niezwykły czas.

Opisujecie strzępki różnych zdarzeń i okoliczności, ale one układają się w pewną całość, ta całość dziś wzbudza ogromną ciekawość. Dziś czyta się to z zainteresowaniem, wtedy jednak to była trudna, przytłaczająca codzienność, a żyło się naprawdę bardzo ciężko - człowiek z każdej strony czuł się ograniczony, obserwowany, bezwolny. Nie było wiadomo co stanie się jutro, wielką niewiadomą była też odleglejsza przyszłość, każdy też uważał na to co robił i co mówił, z kim miał do czynienia, w tamtym czasie nikogo bowiem nie można było być do końca pewnym.

9

Odp: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

Ja byłam ledwie trzyletnim szkrabem,moja pamięć nie ogarania tamtych wydarzeń, ale dużo wiem z rozmów z bliskimi i znajomymi,U nas na wybrzeżu jeszcze bardziej niż stan wojenny -  nie umniejszając jego znaczenia - pamięta się wydarzenie grudnia '70, kiedy na moście w Gdyni Stoczni milicja i organizacje jej podległe strzelały do ludzi idących rano do pracy. Z dziwnych wydarzeń tamtych czasów świadomie pamiętam pochody 1-majowe i to co działo się po nich, kiedy milicja taranowała i biła ludzi biorących w nich udział. Natomist gdzieś w pamięci kołacze mi się wspomnienie strajków,kiedy tata woził mnie do Gdańska a ja będąc brzdącem w wózku podawałam stoczniowcom papierosy i jedzenie żeby mieli choc takie wsparcie narodu w walce dla nas wszystkich,chodź wtedy nie zdawałam sobie sprawy jak ważne sprawy rozgrywały się na moich oczach.

10

Odp: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

Niesamowite są te Wasze opowieści...

11 Ostatnio edytowany przez amarek (2011-12-13 22:18:50)

Odp: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki
Olinka napisał/a:
amarek napisał/a:

Ja byłem wtedy dorosły i mam dokładny obraz tamtych czasów.
Studiowałem wtedy w Gliwicach. Działo się wiele.

Nie opisuję szczegółów z wiadomych powodów.

Chyba domyślam się o co może chodzić - studiowałeś zapewne na Politechnice Śląskiej? W dobrym kierunku idą moje myśli? smile

Szacunek. smile W bardzo dobrym.

Olinka napisał/a:

Ja byłam jeszcze mała, wielu rzeczy, które działy się wokół, zwyczajnie nie rozumiałam, ale to chyba dobrze, dziecięcy świat jest inny, inaczej pewne fakty pojmuje, a prawdziwa świadomość tych wydarzeń mogłaby dla dziecięcego rozumku okazać się przytłaczająca. Kiedy dziś o tym myślę, również odnoszę nieodparte wrażenie, że był to czas zupełnie oderwany od zwykłej rzeczywistości, z drugiej jednak strony to był naprawdę niezwykły czas.

Ja byłem młody, a to czas kiedy wszystko wydaje się możliwe do "przeskoczenia".
To była rzeczywistość, tyle że w innych warunkach przeżywana.
Czas który powodował, że młodzi ludzie zrozumieli, że nic nie jest czarne albo białe.

Wszystko co się dzieje i nas otacza składa się z pełnej palety barw.

Olinka napisał/a:

Opisujecie strzępki różnych zdarzeń i okoliczności, ale one układają się w pewną całość, ta całość dziś wzbudza ogromną ciekawość. Dziś czyta się to z zainteresowaniem, wtedy jednak to była codzienność, a żyło się bardzo ciężko - człowiek z każdej strony czuł się ograniczony, obserwowany, bezwolny. Nie było wiadomo co stanie się jutro, wielką niewiadomą była też odleglejsza przyszłość, każdy więc uważał na to co robił i co mówił, z kim miał do czynienia, w tamtym czasie nikogo do końca nie można było być bowiem pewnym.

Te wrażenia które opisujesz wynikały z wyobrażeń i oczekiwań ludzi.
System był słaby, nie dysponował środkami niezbędnymi do pełnej kontroli.

Teraz byłoby to o wiele łatwiejsze. Myślę, że duża grupa ludzi przeżywała ogromną traumę i osobiste tragedie.
Jednak z perspektywy upływającego czasu zauważyłem, że przytłaczająca większość "tylko" doświadczyła utrudnień
w prywatnym życiu, z których większość występowała już wcześniej (kartki, kolejki, braki towarów).
To była taka siermiężna rzeczywistość.
Wszystko to rekompensowały niezwykle silne w tym czasie więzi międzyludzkie.

Tego obecnie brakuje. Dość powszechna staje się powierzchowność w tym aspekcie życia.

Dla młodych ludzi ta historia, to tak jak dla mnie opowiadanie o czasach II wojny.
OCZYWIŚCIE PRZY ZACHOWANIU WSZELKICH PROPORCJI.

12

Odp: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

Olinko, bardzo pięknie opisałaś swoje wspomnienia...ja nie mam żadnych z tamtego okresu, dlatego ukłon w Twoja stronę, że założyłaś taki wątek..

13

Odp: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

Witam Olinka smile
Ja miałam 10 lat i to co zostało mi w pamięci to dzień wcześniej przyjechał do nas dziadek znad morza a mieszkałam w Raciborzu,rano chciałyśmy obejrzeć z siostrą teleranek no i nie było a dziadek zwijał się szybko w powrotną drogę.
Nie posiedział u nas za długo.
Jesteś z Jastrzębia, mam tam rodzinę i mieszkałam parę lat. Pamiętam jeszcze czołg z lufą skierowaną w blok mojej cioci na ul.Beskidzkiej koło lasku. Co jeszcze pamiętam,że nie można było wieczorami wychodzić.

14 Ostatnio edytowany przez dayzi (2011-12-13 23:04:00)

Odp: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

Była niedziela, ja miałam 2 dzień zawodów sportowych.
Mama odwiozła mnie na basen i z moją siostrą pojechała do GD do babci, która zaopatrywała nas w prowiant, przecież zbliżały się święta.
Autobusy kursowały, pociągi kursowały... wysiadła w GD ...tramwaje nie kursowały...pewnie przez ten mróz-pomyślała...i spacerkiem doszła do babci...a tam szok.
-Dziecko co ty tu robisz? I to z niemowlakiem, mogli cie zastrzelić.
-Ale kto nikogo nie spotkałam..puste ulice.
I tak się dowiedziała, że wprowadzono stan wojenny.
Ja, jak wcześniej pisałam stawiłam się na basen, ekipa NRD wyjechała jeszcze w nocy, polskie kluby czekały na autokary do domu. Była odprawa i trener próbował nam wytłumaczyć co się stało, odwiózł mnie do domu. A tam nikogo, matka u babci, ojciec...
Ojciec w tym czasie przebywał za granicą...w ZSRR he he. W momencie ogłoszenia "stanu"został internowany w hotelu, w którym mieszkał do czasu załatwienia biletu, kilka dni. Opowiadał, ze rano przyszedł "polityczny opiekun" i powiedział, ze w Polsce jest wojna i dopóki nie będzie oficjalnego stanowiska Moskwy będą (wszyscy pracownicy)uważani za wrogów narodu radzieckiego. Taki areszt domowy. Rosjanie mieli zakaz rozmawiania ale catering hotelowy był do dyspozycji. Gdy Breżniew poklepał generała J. już było ok.
Ojciec często pisał listy, wtedy mógł tylko kartki, martwił się jak sobie radzimy...mama uspakajała, ze w naszym mieście żyje się tak jak przedtem...tylko patrole
Na patrole po godzinie policyjnej można było trafić. I to była frajda ( 12lat-mózg jeszcze w rozwoju smile )Ponieważ zajęcia w szkole, treningi kończyłam ok.20 to mogłam takiemu patrolowi pomachać specjalna przepustką.

I tylko to pamiętam z tego dnia.
Aha jeszcze żarcik rodzinny smile
"trzeba było o azyl polityczny poprosić i zostać ZA GRANICĄ, a ty do kraju wracasz"-tak żartowano z mojego ojca

15

Odp: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

Ja w przeciwieństwie do Was stan wojenny zapamiętałam troszkę inaczej...
Miałam wtedy zaledwie sześc lat  - niewiele pamiętam z tamtego okresu, kompletnie zatarło mi się w pamięci to, że była wtedy sroga zima, że nie chodziliśmy do szkoły (to znam tylko z opowiadań rodziców).
Doskonale za to zapamiętałam wychodzącego tatę, który miał godzinę na to, by wstawić się w jednostce (był żołnierzem) i zanoszącą się od płaczu mamę, która najpierw Go pakowała, a potem się z Nim żegnała - nie wiedzieliśmy kiedy wróci...
Dla mnie słowa ''stan wojenny'' miały wtedy wydźwięk jednoznaczny - tata idzie na wojnę...
Pamiętam, że bardzo płakałam, a jak już miał wychodzić położyłam się pod drzwiami i nie chciałam Go wypuścić...

Nie pamiętam jak długo taty nie było, pamiętam natomiast, że miałam wtedy ogromny żal do tych wszystkich strajkujących, obwiniałam ich za to, że taty nie ma w domu, że mama przez nich płacze i martwi się, czy tata wróci...

Pamiętam również żołnierzy, którzy z bronią przez całą dobę pilnowali wejść do klatek schodowych we wszystkich blokach wojskowych - w tym również i w moim... Byli to żołnierze służby zasadniczej, młodzi, bo zaledwie 20-sto, może 20-sto paroletni chłopcy, którzy ''swoich'' czyli mieszkańców wpuszczali, obcych legitymowali.

Mam w pamięci również Wigilię, którą spędziliśmy oczywiście bez taty i pamiętam, że mama wzięła mnie, brata i część przygotowanych przez siebie potraw i znieśliśmy to na dół żołnierzowi, który akurat w tym dniu trzymał wartę na klatce.
Mam przed oczami stolik - taki jaki można spotkać do dziś na biurach przepustek, krzesełko i ogromnie dużo jedzenia przyniesionego przez kobiety/mieszkanki tejże klatki.
Mam przed oczami też zapłakaną mamę dzielącą się opłatkiem z tym młodym chłopakiem w mundurze... - nie pamiętam jego imienia, zapamiętałam natomiast, że pochodził z Gorzowa.
Tak zapamiętałam stan wojenny...

16

Odp: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

Amarek, bardzo świadomie i bardzo ładnie to wszystko opisujesz, dziękuję.

Nie dalej jak dziś, oglądając film dokumentalny pokazujący tamte wydarzenia (to stąd zresztą wziął się i ten wątek), wciągnęłam syna w rozmowę na ten temat, on słuchał uważnie moich opowiadań, zadał kilka pytań, ale na koniec byłam już pewna, że dla niego jest to zupełnie niewyobrażalna rzeczywistość. Dla mnie abstrakcją - bo znam je tylko z opowiadań - są podobne w swoim wydźwięku wydarzenia z 1970 roku, ale ja potrafię je sobie przynajmniej wyobrazić, a młode pokolenie urodziło się już w zupełnie innych czasach.

I masz rację, ludzie bazując na więziach wyjątkowo silnie jednoczyli się ze sobą, wspierali, to dawało im ogromną siłę do przetrwania, ale kto wie czy dzisiaj, w obliczu takich okoliczności, nie byłoby jednak podobnie. Zauważmy bowiem, że niejednokrotnie udowodniliśmy, że w obliczu klęsk i katastrof odrzucamy na bok wszelkie uprzedzenia, jednoczymy się i... dajemy radę. Wówczas wyzwalają się w nas, jako społeczeństwie, ogromne pokłady wiary i chęci niesienia wzajemnej pomocy, a to z kolei pozwala wierzyć, że ta więź gdzieś w nas głęboko drzemie, jest jednak trudna do zauważenia w zwykłej, szarej, zabieganej codzienności.

Lidka, tak, pochodzę z Jastrzębia, mieszkałam tam ponad 20 lat, ale kiedy wyszłam za mąż wyjechałam do innego miasta. Oczywiście, że pamiętam czołg, o którym wspominasz smile. Swoją drogą - jaki ten świat jest mały, niemal same znajome okolice - Gliwice, Racibórz, Jastrzębie...

Miriam, opowiedziana przez Ciebie historia jest poruszająca, pokazuje bowiem rodziny i sytuację tych, którzy stali po drugiej stronie barykady, a jednak na nic nie mieli wpływu, oni wyłącznie wykonywali rozkazy. Z kolei wcześniejsze wypowiedzi jasno naświetlają nam stosunek ludzi do żołnierzy - nikt ich nie winił za to, że stoją na warcie i pilnują porządku, nikt ich nie traktował jak wrogów narodu. Ludzie pomagali im, wspierali w potrzebie, rozumiejąc równie trudne położenie. Myślę, że to świadczy o ogromnej mądrości ówczesnego społeczeństwa.

17

Odp: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki
Olinka napisał/a:

Nie dalej jak dziś, oglądając film dokumentalny pokazujący tamte wydarzenia (to stąd zresztą wziął się i ten wątek), wciągnęłam syna w rozmowę na ten temat, on słuchał uważnie moich opowiadań, zadał kilka pytań, ale na koniec byłam już pewna, że dla niego jest to zupełnie niewyobrażalna rzeczywistość. Dla mnie abstrakcją - bo znam je tylko z opowiadań - są podobne w swoim wydźwięku wydarzenia z 1970 roku, ale ja potrafię je sobie przynajmniej wyobrazić, a młode pokolenie urodziło się już w zupełnie innych czasach.

Moja percepcja tych wydarzeń jest zbliżona do Twojej z okresu stanu wojennego. Po prostu dzieli nas różnica połowy pokolenia.

Olinka napisał/a:

I masz rację, ludzie bazując na więziach wyjątkowo silnie jednoczyli się ze sobą, wspierali, to dawało im ogromną siłę do przetrwania, ale kto wie czy dzisiaj, w obliczu takich okoliczności, nie byłoby jednak podobnie. Zauważmy bowiem, że niejednokrotnie udowodniliśmy, że w obliczu klęsk i katastrof odrzucamy na bok wszelkie uprzedzenia, jednoczymy się i... dajemy radę. Wówczas wyzwalają się w nas, jako społeczeństwie, ogromne pokłady wiary i chęci niesienia wzajemnej pomocy, a to z kolei pozwala wierzyć, że ta więź gdzieś w nas głęboko drzemie, jest jednak trudna do zauważenia w zwykłej, szarej, zabieganej codzienności.

Jestem przekonany, że tak byłoby.

Olinka napisał/a:

Swoją drogą - jaki ten świat jest mały, niemal same znajome okolice - Gliwice, Racibórz, Jastrzębie...

My pochodzimy ze Śląska, albo w jakimś okresie życia byliśmy z nim związani ( mieszkam tu od urodzenia). Jednak wypowiedziały się też Panie z Pomorza. Mogłem coś przeoczyć, ale wiek mnie usprawiedliwia. wink

Pozdrawiam i cieszę się, że założyłaś ten wątek. Szczerze mówiąc nie wierzyłem, że dyskusja "w sieci" na tak istotny temat może przyjąć tak spokojną i wyważoną formę.
Dziękuję Wam wszystkim za to. smile

P.S. Szkoda, że ludzie z mojego pokolenia i starsi, bardzo rzadko w ten sposób dyskutują na poważne tematy.

18

Odp: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

Witam,
ja wowczas mieszkalam w Czestochowie,dzis to wojewodztwo slaskie,choc wtedy jeszcze bylo czestochowskie.Pamietam nie za wiele,ale mam takie migawki...rodzicow,ktorzy w nocy mokrymi szmatami uszczielniali drzwi wejsciowe,na klatce rozpylono gaz lzawiacy,wlasciwie nie wiem czemu,pewnie mialo to zwiazek z lokalizacja naszego mieszkania,miescilo sie blisko dworca glownego.Pamietam tez jakies krzyki i stuk butow.
I jeszcze mame,ktora sprowadzala mnie po klatce kamienicy na dol zaslaniajac mi twarz mokra chusteczka....to wlasciwie tyle...
Dzis,z racji wyksztalcenia i zainteresowan wiem o tym czasie oczywiscie duzo wiecej.To fenomenalne moc spojrzec na to takze z Waszego punktu widzenia.Dzieki,Olinka,za ten watek-jak zwykle niezawodna <prywata> wink

amarek,ja ostatnio coraz czesciej odnosze wrazenie,ze coraz ciezej o dobra dyskusje,wszystko splycamy,jeszcze troche i nasz sposob komunikacji ograniczy sie do "oj tam,oj tam",paru inwektyw i kilku gestow.....oby nie.
Olinka,nasze spoleczenstwo ma niesamowity dar do jednoczenia sie w sytuacjach krytycznych,jak rowniez genialny do zalewania sie jadem w czasach wzglednego spokoju,no ale coz ... wazne,ze sa ludzie,ktorzy maja jeszcze cos do powiedzenia.
Pozdrawiam

19

Odp: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

Dziękuje WAm za opisanie wspomnień, znowu dzięki Wam dowiedziałam się czegoś nowego, wiele wnoszącego w dotychczasową wiedzę.

20

Odp: Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

Ja w tym czasie chodziłam do szkoły zawodowej,pamiętam sprawozdawców telewizyjnych w mundurach,niektórzy bez żadnych stopni wojskowych,inni mieli "belki" na pagonach inni wyższe stopnie. Tata wytłumaczył mi, że ci co nie maja żadnych stopni,nie są wojskowymi, inni maja stopnie z rezerwy a ci z wyższymi rangami są w czynnej służbie wojskowej,nie wiem czy to prawda,tak zapamiętałam. Pamiętam ,że w ograniczeniach wprowadzanych zainteresowałam się "zakazem zgromadzeń publicznych" zażartowałam do taty - to powinni odwołać lekcje..... i rzeczywiście po południu ogłoszono że ferie rozpoczynają się 14go grudnia. Ja mieszkam w Małopolsce, 80km od Krakowa, w moim regionie nie pamiętam żadnych akcji, ale pamiętam żołnierzy na ulicach, w naszym mieście była jednostka wojsk pancernych,mieszkałam blisko niej, pamiętam chrzęst gąsienic po asfalcie, w nocy, o północy chłopacy odjeżdżali na poligony. Ludzie z naszego osiedla stali na ulicach i ich żegnali. Wigilię też pamiętam, czołgi na rynku i na placach większych osiedli, mieszkańcy bloków wynosili żołnierzom barszcze, łazanki, karpie.  Takie detale mało ważne utkwiły mi w głowie z tamtego dnia. Aaaaaa i nie puścili w tym dniu teleranka sad

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Stan wojenny widziany oczami siedmioletniej dziewczynki

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026