Na początku witam was wszystkich na tym forum. Jak widać jestem tu nowa ![]()
Długo mi zajęło, żeby do tego dojrzeć i mieć odwagę napisać, że od 25 lat, bo tyle mnie nosi ta ziemia żyję otoczona toksycznymi ludźmi, ale po kolei.
Generalnie moi rodzice okazali się ludźmi kompletnie nieodpowiedzialnymi. Szalona młodzieńcza miłość, potem szybkie małżeństwo bez względu na wszystko... Tak to wszystko się zaczęło, a potem narodziny kolejnych dzieci, z których wychowaniem nie do końca potrafili sobie poradzić. Zapracowany tata, zimna, nie interesująca się dziećmi mama i jej rozwijający się nałóg alkoholowy. To wszystko sprawiło, że moi dziadkowie postanowili pomóc moim rodzicom w opiece nad nami. Ja jestem najstarsza i jakoś od małego chyba byłam najgrzeczniejsza, a na pewno bardzo kochałam moich dziadków, kiedy miałam cztery lata zabrali mnie do siebie, chcieli żeby rodzicom było lżej. Ja mieszkałam z dziadkami, a oni na zmianę pilnowali mojego rodzeństwa, bo obydwoje rodzice pracowali.
To, że mieszkałam oddzielnie negatywnie wpłynęło na mnie i moje relacje z rodzeństwem. Choć widywaliśmy się codziennie, bo mieszkaliśmy bardzo blisko, to jednak oni mieli mi za złe, że mieszkam u babci, a we mnie od małego rosło poczucie winy. Zawsze byłam odpowiedzialną i poważną osobą, zawsze najpierw myślałam o innych, a nigdy o sobie (typowe DDA i DDD).
Mieszkałam z babcią, a mama nie lubiła mojej babci, nie wiem, czy to z tego powodu za każdym razem dawała mi odczuć, że mnie niecierpi.
Choć moi dziadkowie zawsze byli dobrymi ludźmi i zawsze chcieli naszego dobra, jednak są toksycznymi ludźmi. Moja babcia od dziecka mistrzowsko wzbudzała we mnie poczucie winy. Już kiedy byłam mała i zachowałam się nie tak jak ona chciała, albo odpowiedziałam nie w taki sposób jaki jej się podobał powtarzała, że jestem paskudną wnuczką, wciąż wszystko było dla niej nie tak, do wszystkiego się wtrącała, wszystko wiedziała lepiej. Starałam się być dobrą wnuczką, robić tak jak ona chciała, ale i tak zawsze było źle, nawet na studia poszłam takie jak ona chciała, bo nie chciałam się z nią kłócić. Kiedy się z nią nie zgadzałam, ona zawsze mówiła, że przeze mnie boli ją serce. Nie chciałam widzieć tego jak bardzo mną manipuluję, zawsze byłam wdzięczna swoim dziadkom, ale te relacje z nimi, bardzo negatywnie się na mnie odbiły.
W międzyczasie był rozwód moich rodziców, ich gierki, mój tata stracił pracę i teraz sytuacja w mojej rodzinie stała się bardzo trudna do zniesienia.
Zjadała mnie ona bardzo powoli, aż ponad rok temu zapadłam w głęboką depresję, nasilił się mój lęk społeczny i inne objawy.
Nie chciałam się temu poddać, ale dopiero teraz wychodzę z drugiego epizodu depresji. Ciągłe staranie się spełniania wymagań, dostosowywanie się, sprawiły, że kompletnie straciłam samą siebie, a teraz chciałabym się odnaleźć.
Wiem, że psychoterapia byłaby rozsądnym wyjściem, ale już próbowałam i mam bardzo złe doświadczenia z psychologami.
Dlatego proszę was o jakieś rady, książki, czy kroki dzięki którym mogłabym sama powoli krok po kroku się odnajdywać i pomagać sobie nie tylko lekami.
Podobne tematy
2 2011-12-06 03:24:30 Ostatnio edytowany przez Justycha (2011-12-06 03:28:29)
Dobrze Cię rozumiem.Moja matka jest alkoholiczką, ojciec umarł tragicznie jak miałam 13 lat.Mam czwórke rodzeństwa a jestem najstarsza.Matka sprowadzała do domu różny element.Wstydziłam się w szkole i wogóle czułam sie jak gówno.Do tego jestem inteligentna i bardzo wrażliwa, zawsze byłam i bardzo mnie to wszystko raniło.Jak odkładałam pieniążki do skarbonki żeby matka je potem zabrała na papierosy.Wielu ludzi po takim dzieciństwie się załamuje i nie radzi.Popada w nałogi.Moje rodzeństwo na przykład.O dziwo we mnie jest jakas nadzwyczajna siła i upór, że pomimo że popełniłam wiele błędów, i jeden nawet poważny to żyję godnie i ciągle sie rozwijam.Teraz piszę nawet pracę inżynierską.Mam bardzo dobrego męża i staram się pomagać rodzeństwu choć nie bardzo mam jak.Jednak mam taką tendencję że przyciągam toksycznych ludzi i tu pojawia się problem z rodzina męża.Nie będę się żalić na ich temat bo to nie miejsce.Tez mam kilka cech DDA, mianowicie lęk przed tym że czegos nie zrobię dobrze.Muszę ciąglę wszystko kontrolować i zrobić najlepiej.To mnie wykańcza ale nie mogę sie tego pozbyć.
Co bym ci poradziła...Musisz znaleźć w sobie siłę, a przede wszystkim zacznij się rozwijać.Pójdź do szkoły albo na jakiś kurs, odkryj w sobie pasję, jakieś mocne strony.To buduje.Ja zawsze szukałam w tym ratunku. Śpiewałam poezję, nauczyłam się na gitarze grać, recytowałam, pisałam wiersze, zaczęłam chodzić po górach, ciągle robiłam coś w czym mogłam się dowartościować.Popatrz na siebie jak na małe dziecko i zaopiekuj się nim.Na pewno jesteś wrażliwą i mądrą kobietką, takim ludziom jest ciężko.Świat jest dziś zwyczajnie pojeb...y.Ciężko się do takiego syfu dostosować, ale jak sobie zbudujesz swój "własny świat" to jest łatwiej.
Miałam też szczęście bo otaczali mnie fajni i ciekawi ludzie przez te moje zainteresowania, ale nie zawsze bo był czas załamania kiedy pijałam wino na ławce w parku z największymi żulami w miasteczku.Naprawdę z największego gówna się można pozbierać.Rób coś w czym się możesz sprawdzić i bądź dla siebie dobra.Pozdrawiam serdecznie.
Ja właśnie się uczę, kończę studia, chociaż ich nienawidzę, się zgodziłam na nie z przymusu, to nie był mój wybór akurat te studia, właśnie piszę pracę licencjacką i niedługo zaczynam nową pracę, ale wiem, że to nie wszystko, bo zawsze tak starałam się sobie radzić, po prostu czymś się zająć i potem okazywało się, że w pracy, na uczelni zjadło mnie lęk spowodowany zerowym poczuciem własnej wartości, wszyscy mogli mi wejść na głowę i robiłam wszystko żeby dobrze i to mnie dodatkowo, ciągły stres powodował nawroty depresji takiej co odbierała całą energię jaka była we mnie. Teraz nie chcę do tego dopuścić, dlatego piszę ten post, bo nie wiem jak się uwolnić z tego wszystkiego co mam w jak bym się nie starała co bym nie robiła, ile bym nie włożyła energii wnętrza, to zawsze to wszystko wygrywa.
Doskonale Cię rozumiem, bo moje rodzeństwo też poszło zupełnie inną drogą tak jak u Ciebie i tylko ja mimo wszystkiego staram się kończyć szkołę i pracować i iść do przodu.
Tylko ja nadal mieszkam z dziadkami i z tatą i nie mam jak się wyprowadzić. To wszystko jest jak rzeka, której nie można zawrócić, ale wiem, że ja muszę być ponad tym i nie utonąć w tej rzece tylko iść do przodu. Nie wiem tylko jak płynąć do przodu żeby w końcu nie utonąć znowu i nie musieć po raz kolejny zaczynać wszystkiego od nowa
4 2011-12-06 13:23:25 Ostatnio edytowany przez Justycha (2011-12-06 13:24:44)
Jak ktoś na starcie ma przechlapane to juz tak całe życie.Ciągnie się to za nim.
Też byłam taka w średniej szkole, najgorsza bo z patologicznej rodziny, dobrze sie uczyłam ale jak stało sie coś złego to na mnie choć byłam niewinna.Ktoś napisał do historyczki list z przekleństwami to ja miałam za to obniżone sprawowanie, bo mnie ktoś podobno widział.W technikum wagarowałam z koleżanką to wychowawczyni poradziła jej matce żeby się ze mna nie zadawała bo mam zły wpływ.A to ona mnie namawiała na wagary.Matka nie potrafiła mnie obronić a ja sama tez nie.Ale już wtedy coś we mnie pękało bo na koniec ósmej klasy zebrałam siły i rozmówiłam się ze swoją wychowawczynią.Ciotki mnie nie znosiły bo uczyłam się lepiej niż ich dzieci.Ludzie są jak wilki, jak wyczują że jesteś sam i nie masz oparcia to atakują.Potem podczas okresu dojrzewania stwierdziłam że nie będzie mną nikt więcej pomiatał choćbym miała bić pięściami.Na jakiś czas sie udało.
Ale do tej pory nie mogę się uwolnić od przeszłości i od tego z jakiego domu pochodzę.Też nie mam gdzie mieszkać i tak się urządziłam że mieszkam kątem u toksycznych teściów, którzy mnie nie znoszą bo nic nie wniosłam z rodziny.Cała rodzina to straszni materialiści chociaż w sumie gówno mają bo całe życie piją.Ale córce mojego męża i jej mężowi obibokowi dają radę pomóc, chociaż oni mają pomoc ze strony drugich teściów.My nie mamy a ni z jednej ani z drugiej. Nie powiem, dobrze sobie radzimy sami ale chodzi o samo podejście.ja wiem że to przeze mnie.W dodatku od początku chcieli mnie zgnoić, tzn.zazdrosna o syna teściowa ale mnie życie nauczyło że jak się nie postawisz to po tobie. I to ich dodatkowo rozjuszyło. Byłam bardzo zakochana w mężu i myślałam że to się zmieni, ale jest coraz gorzej.Teraz teściowa nastawiła całą rodzinę i drobna sprzeczka o to żeby nie ruszali moich rzeczy bez pozwolenia kończy się aferą i obelgami, że jestem niewdzięczna. A to oni są niewdzięczni bo wierz mi bo nie będę się rozpisywać, od początku dużo w tej chałupie robiłam.Jeszcze nie byliśmy małżeństwem a już z moim mężem płot stawialiśmy tylko we dwoje.A Pani teściowa z córką tylko pazury potrafią malować.Długo by opowiadać jakie tu klimaty panują, była i przemoc.Mieliśmy się budować przy rodzinie, ostatnie zajścia przelały czarę goryczy.Będziemy stąd uciekać jak najszybciej się da.To moje jedyne marzenie.Podczas mieszkania tu stałam się kłębkiem nerwów, nie moge przez to zajść w ciąże bo okazało się że mam hiperprolaktynemię czynnościową, najprawdopodobniej od stresującego trybu życia.
Musisz znaleźć jakiś sposób żeby się wyprowadzić od dziadków! Tam nigdy nie będziesz mogła być sobą.
Wiem że to trudne, ale jak się czegoś chcę to trochę wysiłku i dokona się.Teraz będziesz miała nową pracę, może będzie ci łatwiej.Poza tym jest szansa na poznanie nowych ludzi i sprawdzenie się.
Musisz sie przestać za wszelką cenę dostosowywać i spodziewać że sie to niektórym ludziom nie będzie podobało.Ale tylko na początku, bo później zaczna cię szanować za to.Nie wszyscy cie muszą lubić.Najważniejsze żebyś ty siebie lubiła.Wiem, lęk przed odrzuceniem jest potężny, ale trzeba go przemóc.Siła jest tylko w tobie i w niczym jej nie znajdziesz.Jeśli trzeba to mantruj "Jestem mądrą kobietą i dobrym wartościowym człowiekiem". I postanowienie noworoczne, nasze wspólne:Wyprowadzamy się od toksycznych ludzi!