Historia jest dosyć trudna. Ona jest 21 latką o typie urody 16 letniej wysokiej lali. Na początku twierdziła, że jest ekstrawertyczką co prędko okazało się nie do końca taką prawdą.Potrafi słuchać i ponoć wiele osób ciągle prosi ją o radę, ale sama de facto, jest małomówna. Kiedy ją poznałem rozmawialiśmy sporo choć dziś widzę, że to były jej talenty do skupiania się na swoim rozmówcy, a nie ujawniania swoich myśli. Czyli bardziej gadałem sam ze sobą a ona to jakby ubarwiała swoimi przemyśleniami. Jednak udało mi się sporo o niej dowiedzieć, choć nadal jest wiele tajemnic.
Wiem że kiedy po 3 miesiącach przyznała się że się zakochała, to głównie dla tego że skupiłem się na jej wnętrzu. Traktowałem ją jak człowieka a nie jak lalkę do przespania się. Choć na początku chciała głównie tego. Powiedzmy że jej uwierzyłem że jej życie towarzyskie było skormne i przyzwoite (nie mówiła i nie powie mi na pewno jeszcze długo prawdy). Wykazałem wobec niej dużo cierpliwości, ponieważ nie raz chciałem dać sobie już spokój. Różnimy się bardzo tym, że ja zostałem wychowany w oparciu o szczerość i zaufanie. I moja matka przez to puszczała mnie na saxy już poniżej 18ki wiedząc że tam nie zginę i że wrócę cały.
Ona jednak ma opory przed mówieniem. Nie potrafi powiedzieć nie spotkamy się bo nie mogę, albo jestem zajęta bo to bo tamto. Nawet jak coś w niedzielę piekła i nie miała czasu to nie powiedziała, dopiero jak ją przycisnąłem to się zgodziła... posiedzieć z nią na schodach... bo w domu bałagan... Niby napisze że kocha, że tęskni, a niby tak jak powiedziała gdy się przyznawała. Że jest zakochana i nic nie może z tym zrobić, że trochę ją to denerwuje.... Czy można kochać nie chcąć kochać?
ja jej przez te 3 miesiące o nic nie błagałem, nie zmuszałem. mówiłem że musi chcieć, że bez chcenia nic nie będzie... Traktuje ją poważnie i nie mam zamiaru udawać że wiem za nią lepiej. Niestety cały czas odnoszę wrażenie że jestem ostatni.... po uniwersytecie, znajomych, imprezach, mamusi, siłowni... kiedy jej tłumaczę że 15 minut, to tyle ile idzie na przystanek i czeka na autobus, ale to jak grochem o ścianę...
Gdy tylko ja poznałem, spotykaliśmy się prawie co drugi dzień. Wtedy to miało być ot tak, bez zobowiązań. Ja grałem wielce niedostępnego. Gdy jednak po 2 miesiącach ją pokochałem, pomimo iż się poniekąd broniłem i mówiłem jej o tym nie wprost (jest inteligentna, rozumiała to) to jeszcze miała dla mnie czas. Byłem w końcu taki inny. Wysoki blondyn, wysportowany i oczytany co jest jakimś paradoksem dla niej, w dodatku nic od niej nie chciałem. Nawet nie chciałem się z nią przespać gdy mówiła że tego chce... Gdy przyznała, że kocha, czuję się jakby na szarym końcu listy już wymienionej.
Wiem że nikogo nie ma, choć lubi jak ją faceci zaczepiają i niestety daje im swój numer... Nie wiem po co to robi, jeśli jednocześnie twierdzi że ją męczą... Czasem odnoszę wrażenie, że ona nadal szuka, a mnie tylko pociesza... że kocha, że tęskni, że jestem idealny... Tylko może się boi? Ponoć jej pierwsza miłość to było czyste pożądanie... podejrzewam, że po rozstaniu się z nim potrzebowała objęć facetów, choć ponoć było tak źle że brała leki na głowę... Trochę jej nie wierzę, ale ona jakoś tak dziwnie potrafi poprowadzić rozmowę, że rozmawiamy "o niczym" albo tak zdawkowo odpowiada... a gdy się rozstajemy przychodzą mi do głowy wszystkie niezadane pytania... Jednak co to za miłość? kiedy już nawet dla przyjemności mnie nie potrzebuje, kiedy spotkanie w piątek jest jakby łaską bo "tylko na chwilkę". Czy ona nadal szuka, czy żyje w jakimś second life jak wiele dzieci współcześnie? czy ma jeszcze tak niepoukładaną psychikę że ją to przerasta?
Kiedyś palnąłem, że ona będzie zawsze ważna, i że nawet bym sobie życie z nią poukładał, ale zastanawiam się czy to nie był spory błąd... ona kocha boi się czy jest egoistką? nic nie rozumiem. wiele moich argumentów jak by do niej nie trafia. Jak by wszystko ustawiała sobie w głowie po swojemu, jak by nie rozumiała że nie mówiąc mi nic bardzo mnie męczy, że nie mam zamiaru snuć domysłów... nie jestem jakimś starym pierdzielem. mam raptem 4 lata więcej, aczuję jak by między nami była jakaś wiekowa przepaść... na ile sposobów kochają kobiety? i czy to miłość w ogóle czy taka zapasowa rozrywka?