netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

41 odpowiedzi35 579 wyświetleńzałożony przez ewka123, 28.11.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 42 ]

1

Temat: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

Chcę poruszyć temat, który w kontekście zdrady wydaje mi się ważny. Bo PRZED ufamy bezgranicznie, dajemy wolną rękę, nie kontrolujemy. A PO juz nie jest tak samo. Ja np. nigdy nie chowam telefonu, nie mam klawiatury zablokowanej kodem, udostępniam skrzynkę mailową, mówię szczerze gdzie idę i co robiłam, nie wymazuję historii przeglądania w kompie, bo nie mam nic do ukrycia. Nie wiem czy mój mąż to sprawdza ale jest dostępne. Mój M ma jednak odmienne zdanie - telefon, skrzynka mailowa to rzecz święta, historia otwieranych stron czasem wymazana, hasło tu i czasem tam. I jak w takiej sytuacji odbudowywac zaufanie? Napiszcie jak to jest u was i co sądzicie na ten temat.

2

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

Każdy człowiek ma prawo do prywatności. Nie przegląda się korespondencji, nie sprawdza się smsów, historii połączeń, maili i prywatnych wiadomości na portalach/forach.

Rozumiem, że po zdradzie męża chcesz mieć nad nim kontrolę. Ale:

-zamęczysz sama siebie tym codziennym czytaniem jego poczty/naleganiem, byś mogła ją czytać
-nic Ci to nie da, bo on może kupić sobie inną komórkę/założyć dodatkową skrzynkę mailową/zdradzić Cię w kolejce po bułki bez jakiejkolwiek uprzedniej korespondencji.

I nie rozumiem słów: "udostępniam skrzynkę mailową (...) nie mam nic do ukrycia"? To z smsów i maili korzysta się tylko podczas romansowania? Naprawdę nie czujesz dyskomfortu, kiedy wiesz, że mąż czyta Twoją korespondencję z koleżankami i włazi Ci w ten sposób z butami do Twojego świata? I odwrotnie - czy Twoje przyjaciółki są świadome, że dzieląc się z Tobą problemami (nierzadko intymnymi), jednocześnie zwierzają się Twojemu mężowi?

Postanowiłaś nie odchodzić od męża po zdradzie, więc daj i jemu, i Tobie szansę na nowe życie. Obiecałaś, że wybaczysz, to wybacz. Pewnie, że nie zapomnisz, ale nie zaduszaj go kontrolą, bo w końcu to on odejdzie od Ciebie - tak się nie da żyć.



Jeszcze co do wymazanej historii... To wcale nie musi świadczyć o zdradzie. Ty byś chciała, żeby mąż czytał, że wczoraj szukałaś informacji o leczeniu grzybicy pochwy, a dzisiaj, że nie umiesz ugotować pomidorowej i szukasz wskazówek na forum? big_smile Tak samo on może ukrywać przed Tobą strony typu "Łysienie mężczyzn", "Jak powiększyć penisa", "Problemy ze wzwodem"...

3

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?
ewka123 napisał/a:

Chcę poruszyć temat, który w kontekście zdrady wydaje mi się ważny. Bo PRZED ufamy bezgranicznie, dajemy wolną rękę, nie kontrolujemy. A PO juz nie jest tak samo. Ja np. nigdy nie chowam telefonu, nie mam klawiatury zablokowanej kodem, udostępniam skrzynkę mailową, mówię szczerze gdzie idę i co robiłam, nie wymazuję historii przeglądania w kompie, bo nie mam nic do ukrycia. Nie wiem czy mój mąż to sprawdza ale jest dostępne. Mój M ma jednak odmienne zdanie - telefon, skrzynka mailowa to rzecz święta, historia otwieranych stron czasem wymazana, hasło tu i czasem tam. I jak w takiej sytuacji odbudowywac zaufanie? Napiszcie jak to jest u was i co sądzicie na ten temat.

Ja postępuje dokładnie jak Ty... wychodząc z założenia,że nie mam nic do ukrycia i zuuupełnie nie cierpi tu moja prywatność gdy mój mąz weźmie do ręki telefon i w nim grzebie.. robi to nawiasem mówiąć od czasu do czasu ..a sam ma zdanie jak Twój mąż... zawsze tak miał... nie wiem .. może to jednach cecha charakteru, może to złe poprzednie doświadczenia kiedy był chyba inwigilowany przez którąś z popzrednich partnerek.. hmhm nie wiem..

4

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?
BabaOsiadła napisał/a:

Każdy człowiek ma prawo do prywatności. Nie przegląda się korespondencji, nie sprawdza się smsów, historii połączeń, maili i prywatnych wiadomości na portalach/forach.

Rozumiem, że po zdradzie męża chcesz mieć nad nim kontrolę. Ale:

-zamęczysz sama siebie tym codziennym czytaniem jego poczty/naleganiem, byś mogła ją czytać
-nic Ci to nie da, bo on może kupić sobie inną komórkę/założyć dodatkową skrzynkę mailową/zdradzić Cię w kolejce po bułki bez jakiejkolwiek uprzedniej korespondencji.

I nie rozumiem słów: "udostępniam skrzynkę mailową (...) nie mam nic do ukrycia"? To z smsów i maili korzysta się tylko podczas romansowania? Naprawdę nie czujesz dyskomfortu, kiedy wiesz, że mąż czyta Twoją korespondencję z koleżankami i włazi Ci w ten sposób z butami do Twojego świata? I odwrotnie - czy Twoje przyjaciółki są świadome, że dzieląc się z Tobą problemami (nierzadko intymnymi), jednocześnie zwierzają się Twojemu mężowi?

Postanowiłaś nie odchodzić od męża po zdradzie, więc daj i jemu, i Tobie szansę na nowe życie. Obiecałaś, że wybaczysz, to wybacz. Pewnie, że nie zapomnisz, ale nie zaduszaj go kontrolą, bo w końcu to on odejdzie od Ciebie - tak się nie da żyć.



Jeszcze co do wymazanej historii... To wcale nie musi świadczyć o zdradzie. Ty byś chciała, żeby mąż czytał, że wczoraj szukałaś informacji o leczeniu grzybicy pochwy, a dzisiaj, że nie umiesz ugotować pomidorowej i szukasz wskazówek na forum? big_smile Tak samo on może ukrywać przed Tobą strony typu "Łysienie mężczyzn", "Jak powiększyć penisa", "Problemy ze wzwodem"...

Ha ależ mi sie dostało;( Nie rozumiemy się do końca. Nie szukam i nie kontroluję, bo jak piszesz to nie ma sensu, a dla chcacego nic trudnego. Moja skrzynka mailowa bez hasła, bo z kolezankami raczej wole pogadać w realu. Chodziło mi po prostu oto gdzie stawiane są granice prywatności i w którym momencie je przekraczamy.

5

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

Jakie "dostało"? big_smile Wypowiedziałam własne zdanie, o które prosiłaś. I skąd wiesz, że mąż ma hasła tu i tam, i że kasuje historię, skoro niby nie kontrolujesz? wink

Grzebanie komuś w telefonie i poczcie jest chore, niezależnie od tego, czy drugiej osobie to przeszkadza, czy nie (tak jak Malwinie). Dlaczego chore? Dlatego, że to oznacza, iż mamy swoją drugą połówkę za dziwkę i cały czas szukamy potwierdzenia naszych podejrzeń. Ja bym się bardzo źle czuła z tym, że mój mąż kontroluje moją pisaninę w poszukiwaniu dowodów zdrady.

6

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

Ewka. Ja powiem tak.
Zasady prywatności i nie naruszania tajemnicy korespondencji są dla mnie oczywiste i opierają się na zaufaniu. Nie tylko takim ze ufam drugiej osobie ze jest szczera. Ale tez na tym ze mój partner ufa ze ja wobec niego postępuje uczciwie i nie naruszam jego praw do prywatności.
Gdyby mój mąż miał hasła na telefonie. Czyscil historie to byłoby dziwne bo przecież to jego prywatna sprawa i z jakiej racji miałby zakładać ze na chce go sprawdzać kontrolować albo jestem zwyczajnie nieuczciwa wobec niego jako mojego życiowego partnera któremu należy się zaufanie tak jak i mnie???
Wiec jeśli mój mąż zacząłby ustanawiac hasła to ja zaczęłabym się zastanawiać z jakich powodów to robi.
Co do związku po zdradzie to sadze ze ta zasada zostaje niestety wstrzymana. Dlaczego? Bo nie ufam. Bo nie potrafię powiedzieć kiedy mówił prawdę a kiedy kłamał. Bo się boje ze zrani mnie znowu.
I życie po zdradzie jest gra w otwarte bardzo karty. Ja pokazalam moje cierpienie strach i ból a on wystawia otwarte dłonie w moja stronę i mówi. Nie mam nic do ukrycia. Jestem twój i chce żebyś mi zaufala. Niestety to jest czas w którym nieważna jest prywatność zewnętrzna ale musi byc odbudowana prywatność miedzy nami. Bo jej nie ma. Związek przestaje istnieć i zaczyna się nowy.
Ten w który ja weszlam z brakiem zaufania i strachem a on poświęcając mi siębie tak długo aż miedzy nami pojawi się pierwsza zdrowa nic nowych relacji.
To
Taka cena która płaci się za zdradę. Gdyby mój mąż zablokował mi teraz dostęp do komórki czy komputera to nie uwierzylabym mu ze chce odbudować moje zaufanie.
To nie znaczy ze zacznę go codziennie sprawdzać i kontrolować. To znaczy ze on mówi: jeśli potrzebujesz pewności to ci ja dam. BO NIE MAM NIC DO UKRYCIA.
A propos. W normalnych relacjach takie zjawisko nazywa się intymnośc. Pojawia się w związkach w których relacje układamy na prawdzie i bliskości. W jej ramach nie ukrywa się grzybicy pochwy i braku umiejętności ugotowania pomidorowej. Co nie znaczy ze piejemy partnerowi jak wraca do domu co powiedział ginekolog...
To oznacza ze jeśli spyta co powiedział ginekolog...'to nie sklamie.
I właśnie dlatego nie Blokuje się telefonów. Bo przecież na miłość boska to jego prywatna sprawa!!! Za kogo on mnie ma ze się ukrywa? Na czym zbudowalismy swój związek??

7

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?
BabaOsiadła napisał/a:

Dlaczego chore? Dlatego, że to oznacza, iż mamy swoją drugą połówkę za dziwkę i cały czas szukamy potwierdzenia naszych podejrzeń.

nigdy nie myslalam zeby sprawdzic facetowi telefon w poszukiwaniu podejrzen o prostytucje big_smile

8

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?
aniaa20 napisał/a:
BabaOsiadła napisał/a:

Dlaczego chore? Dlatego, że to oznacza, iż mamy swoją drugą połówkę za dziwkę i cały czas szukamy potwierdzenia naszych podejrzeń.

nigdy nie myslalam zeby sprawdzic facetowi telefon w poszukiwaniu podejrzen o prostytucje big_smile

Chyba nie zrozumiałaś big_smile

9

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

Przed stratą zaufania do mojej żony wierzyłem jej we wszystko ,nic nie sprawdzałem, nie kontrolowałem, brałem wszystko jak leci. Sam żadnych sekretów nie miałem nawet jak wykasowałem historię w przeglądarce to dlatego,że nie chciałem żeby przypadkowo wyskoczyła strona na której zamawiałem jej prezent. Nie miałem nic do ukrycia. I wydawało mi się to zupełnie normalne. Wierzyłem,ufałem. Po stracie zaufania nie mogłem uwierzyć, że byłem takim naiwniakiem:). Sprawdziłem telefon jeden jedyny raz. Czułem się z tym strasznie gdy uświadomiłem sobie, że poniżam się sam przed sobą robiąc takie rzeczy. Ale w pierwszym stadium ,,choroby zdradzieckiej" wyczynia się różne rzeczy. Ale tak jak napisała End_aluzja taką cenę muszą zapłacić Ci którzy zawiedli nasze zaufanie. Jeśli  ktoś chce naprawić to co zostało zepsute to nie może mieć nic do ukrycia i musi się liczyć z tym, że jego słowa,spotkania,wyjścia na piwo będą być może sprawdzane. Fajnie się kłamało to teraz trzeba pocierpieć niestety. Dlatego jeśli ktoś to wytrzymuje to można przyjąć, że rzeczywiście żałuje tego co zrobił i wie, że ponosi tego konsekwencje.

My staramy się zacząć od nowa i układ jest prosty nie czytamy swoich sms,maile też są sprawą prywatną. Natomiast w przypadku jakiegokolwiek podejrzenia o kłamstwo albo udowodni mi, że się myliłem i zinterpretowałem to nie tak jak powinienem. Albo pakuję się i...było sobie małżeństwo. O jakimkolwiek kłamstwie nie wspominam bo to oczywiste.

10 Ostatnio edytowany przez invisible (2011-11-28 23:45:20)

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

Ja mam dosc oczywisty obraz jezeli chodzi o kontrole.. wynikajacy z doswiadczenia..bo byc moze kiedys mialam zupelnie odmienne zdanie.
Sądze, że gdy zaufanie jest 100% nie naruszone- każdy ma prawo do swojej prywatności, swojego malego świata w ktorym zyje tylko dla siebie i ma prawo do intymności jak najbardziej.. wrecz mu sie to nalezy..
ale jak w kazdej regule są wyjątki więc tak samo jak sytuacja gdy po zdradzie probuje sie nadal tworzyc zwiazek tak i granice prywatnosci stają się SYTUACJĄ WYJĄTKOWĄ w takim przypadku. Wyjątkową oznacza w mojej opini uzasadnione prawo do kontroli oraz brzydko mowiac szpiegostwa. Nie jestem zwolenniczką dawania kolejnych szans bo niestety sytuacje w moim zyciu akurat mnie tego nauczyly, ale rozumiem innych ludzi więc gdy już dochodzi do "kolejnej szansy" sytuacja staje się tym wyjątkiem w którym uważam trzeba pracować powyżej normy aby odbudować zaufanie. I odpowiedzialnosc za tą "kolejna szanse" ponoszą obydwie strony ponieważ jedna się na to godzi (uczciwie i świadomie biorac na siebie ten ciezar) a druga tą szanse przyjmuje (przyjmuje jako zobowiązanie naprawienia szkód i odbudowy).

Na pocieszenie dodam, że kontrola prywatności jest w 100% niepotrzebna aby zauważyc oznaki zdrady, klamstw, oszustw, zachowań nie fair.. i innych rzeczy dla nas bardzo istotnych w zwiazku. Trudno tutaj wszystko wymieniać, ale oznaki zwykle są na tyle widoczne, że jestesmy w stanie je zauwazyc a czasami widzac je po prostu boimy sie przyjac je do świadomosci.
Z doswiadczenia wiem, że kazdy kto jest bardzo emocjonalnie zaangazowany w zwiazku ma wyczuloną intuicje na negatywne zjawiska majace miejsce w ich zwiazku i ta intuicja jest zwykle niezawodna. Do tego gdy juz mamy jakies oznaki uswiadomione nie rzadko potrzebujemy "kopa" emocjonalnego na "rozpęd" by moc podjac ostateczna decyzje, tym kopem staje sie wlasnie kontrola a raczej owoce tej kontroli w postaci niezbitych faktow rzeczowych (jak meile, smsy, polaczenia, listy, zdjecia, archiwa rozmow, fora internetowe). tutaj sprawa staje sie dosc indywidualna, czy majac oznaki zdrady i innych zlych rzeczy- podejmiemy decyzje co dalej czy jednak zdecydujemy sie na przeprowadzenie kontroli-wspomagacza w uswiadamianiu sobie zaistanialego stanu rzeczy.

Problem powstaje mimo wszystko wtedy, gdy osoba obsesyjnie zaczyna sledzic i kontrolowac zycie partnera, bez realnych powodow(oznak), gdyz ma problemy lub zaburzenia ktorych zrodlo tkwi w nich samych i nalezy je przepracowac.

11

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

Chyba mam zdanie jak wiekszosc dziewczyn na forum.
Jesli zwiazek rozwija sie zdrowo i nie zostalo zlamane zaufanie to kazdy ma prawo do prywatnosci. Ktos wspomnial ze wyczyscil przegladarke zeby nie wyskoczyla strona z ktorej zamawiano prezent. Tez tak robie. To nie znaczy ze od razu sypiam z kim popadnie ale prezent to z zalozenia niespodzianka smile I wymagam od partnera zeby w razie wykrycia takiego mojego postepowania nie mial od razu na mysli dzikiej orgii z moim udzialem. To sie chyba nazywa zaufanie, czyz nie? smile A jesli partner mnie skonfrontuje bo ma chwilowy moment zwatpienia (ktoz ich nie miewa?) to mu jasno mowie "Robie ci prezent, prosze nie dociekaj".
Nie chowam specjalnie telefonu, nie blokuje kompa haslem (haslo jest ale maz je zna i jak chce to prosze bardzo niech sobie uzywa). Nie znamy swoich hasel do skrzynek mailowych bo niby po co? To byloby budowanie zwiazku z odgornym zalozeniem ze sobie nie ufamy. Nazwijcie mnie naiwna ale wierze ze zwiazki powinny miec silne fundamenty i zaufanie jest jednym z nich.
A jesli mimo calej udostepnionej mu wolnosci i mojej wiary w jego wiernosc maz pojdzie na zielensze pastwiska to wtedy zaczynamy (byc moze) zwiazek na calkowicie moich zasadach, ktore musza zostac zaakceptowane. Bo jesli nie to ja tez wiem gdzie sa drzwi i umiem ich uzyc. smile

12

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

A mnie mama i prof.Kamyczek z Przekroju, w dzieciństwie nauczyli (a było to pół wieku temu), że nie czyta się cudzych listów i nie grzebie w cudzych kieszeniach. I tak mam do tej pory. Doszedł do tego w związku z postępem cywilizacyjnym jeszcze telefon i komputer. Nigdy nie zaglądałam do sprzętu i kieszeni męza, i vice versa. Sznujemy swoją odrębność.
Myslę podobnie jak invisible, że nie potrzeba kontroli, żeby zauważyć że coś się dzieje w związku. Nie chodzi o to, ze rozmawia na gg z inną, ale że NIE ROZMAWIA ZE MNĄ. Że się ODDALA. Istotne jest to co się dzieje MIĘDZY NAMI. Nie wazne, czy z powodu innej kobiety, czy znudzenia moja osobą. Nie da się tego nie zauważyć, gdy człowiekowi zależy. Wcale nie jest potrzebne przekopywanie internetu i telefonu, żeby to wiedzieć.
Ktoś, kto  nigdy nie kontrolował, a potem to zrobił wbrew sobie, dobrze wiedział, że źle się dzieje w jego związku.

W najblizszej rodzinie mam przykład ile złego może wyrządzić przekonanie, ze ma się prawo do wszystkiego co dotyczy najbliższej osoby.

Granice po zdradzie? Nie wiem, ale myslę, że takie jak przed nią. I sprawdzanie tego co w środku, a nie na zewnatrz.

13

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

Na początku sprawdzałam panicznie i notorycznie męża, czy coś znów knuje na boku, jasne, że knuł, rozpaczałam.
   Teraz tego nie robię, a jeżeli już zajrzę na jego e-mail to z przyczyn służbowych bo razem pracujemy. Minęły prawie 2 lata po jego trzyletnich  zdradach a dla mnie już teraz zrobiło się obojętne czy on coś kombinuje na boku. Odzyskał z dysku twardego zdjęcia swojej kochanki, pewnie je czasem z sentymentem i łezką w oku przegląda a ja mam to gdzieś. Nie zależy mi na nim tak jak kiedyś, powiedziałabym nawet, że z dnia na dzień coraz bardziej mi obojętnieje a co dziwne i zaskakujące z dnia na dzień widzę coraz większe jego zabiegania o mnie, codziennie widzę, że on mnie kocha....a mi to okazywanie uczuć zaczyna przeszkadzać i drażnić.
  Nie warto sprawdzać, czasem lepiej nie wiedzieć, zająć się sobą a on zauważy, że nie jest pępkiem świata.
Co da sprawdzanie? To tylko podsycanie własnej wyobraźni, własnych obaw, poczucia niższości.
Jak będzie chciał to zdradzi nawet w kościele.

14

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?
atmosfere napisał/a:

Co da sprawdzanie? To tylko podsycanie własnej wyobraźni, własnych obaw, poczucia niższości.
Jak będzie chciał to zdradzi nawet w kościele.

No wiesz, niektórzy gdy odkryją zdradę po prostu odchodzą. Niekiedy smsy w telefonie to namacalny dowód zdrady, dla sądu również.

15

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

No cóż!

Przez tyle lat wspólnego życia nigdy mi nie wpadło do głoqy, aby kontrolować, przeglądać telefon i tym podobne...wierzyłam, ślepo ufałam, dałabym sobie wszystkie kończyny uciąć - taka byłam pewna!!!!
No ale życie po zdradzie biegnie już na zupełnie innych zasadach!
Osoba zdradzona po prostu nie ufa, nie wierzy i to powoduje, że zaczyna dociekać, bawić się w detektywa.
Ja nie sądziłam nigdy, że upadnę tak nisko i zacznę sprawdzać bilingi, przeglądać kieszenie. Najchętnej jeszcze bym zamontowała
GPS-a w samochodzie.
Czy tak ma wyglądać życie? Nie!

Ale tak jak pisali moi przedmówcy - taka jest cena, jaką musza zapłacić, ci, którzy zawiedli nasze zaufanie....

16 Ostatnio edytowany przez atmosfere (2011-11-29 11:22:13)

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?
Adele napisał/a:
atmosfere napisał/a:

Co da sprawdzanie? To tylko podsycanie własnej wyobraźni, własnych obaw, poczucia niższości.
Jak będzie chciał to zdradzi nawet w kościele.

No wiesz, niektórzy gdy odkryją zdradę po prostu odchodzą. Niekiedy smsy w telefonie to namacalny dowód zdrady, dla sądu również.

W moim przypadku życie pokazało, że to nie ja odkrywałam dowody zdrady ale on sam mi ich dostarczał w postaci prezerwatyw i majtek na zmianę w skrytce samochodu, żelów nawilżających DUREX w biurze, bluzek damskich przywożonych ze służbowych wyjazdów czy połączeń na naszym wspólnym SKYPE  do agencji towarzyskiej. Kretynem był i tyle. Pewność siebie go zgubiła.

A co do GPS w aucie- ja zastosowałam usługę "Gdzie jest Dziecko", podrzuciłam wyciszona komórkę do auta i na swoim kompie widziałam trasę jego wojarzy.

17

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?
atmosfere napisał/a:
Adele napisał/a:
atmosfere napisał/a:

Co da sprawdzanie? To tylko podsycanie własnej wyobraźni, własnych obaw, poczucia niższości.
Jak będzie chciał to zdradzi nawet w kościele.

No wiesz, niektórzy gdy odkryją zdradę po prostu odchodzą. Niekiedy smsy w telefonie to namacalny dowód zdrady, dla sądu również.

W moim przypadku życie pokazało, że to nie ja odkrywałam dowody zdrady ale on sam mi ich dostarczał w postaci prezerwatyw i majtek na zmianę w skrytce samochodu, żelów nawilżających DUREX w biurze, bluzek damskich przywożonych ze służbowych wyjazdów czy połączeń na naszym wspólnym SKYPE  do agencji towarzyskiej. Kretynem był i tyle. Pewność siebie go zgubiła.

A co do GPS w aucie- ja zastosowałam usługę "Gdzie jest Dziecko", podrzuciłam wyciszona komórkę do auta i na swoim kompie widziałam trasę jego wojarzy.

Pytanie tylko w jakim celu to robiłaś? By mieć niezbite dowody Jego zdrady i zakonczyć związek, czy aby tkwić w nim nadal katując się kolejnymi odkryciami?

18

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

Czytam te wszystkie posty i co do jednego muszę się zgodzić: życie po zdradzie nie jest już takie samo. Zaufanie też nie.
Raz przeszukałam mojemu facetowi telefon i wiecie co? poczułam się jak świnia bo wcześniej nigdy by mi coś takiego do głowy nie przyszło...
Albo wyjazd na delegację, wcześniej jeździł i nie roiłam sobie jakichś chorych filmów...
A teraz już tak lekko do tego nie podchodzę niestety. Ufam mu ale gdzieś tam głęboko czuję tą niepewność...
Mam wrażenie że teraźniejsze zaufanie to tylko kiepska kopia wcześniejszego

19

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?
End_aluzja napisał/a:

Ewka. Ja powiem tak.
Zasady prywatności i nie naruszania tajemnicy korespondencji są dla mnie oczywiste i opierają się na zaufaniu. Nie tylko takim ze ufam drugiej osobie ze jest szczera. Ale tez na tym ze mój partner ufa ze ja wobec niego postępuje uczciwie i nie naruszam jego praw do prywatności.
Gdyby mój mąż miał hasła na telefonie. Czyscil historie to byłoby dziwne bo przecież to jego prywatna sprawa i z jakiej racji miałby zakładać ze na chce go sprawdzać kontrolować albo jestem zwyczajnie nieuczciwa wobec niego jako mojego życiowego partnera któremu należy się zaufanie tak jak i mnie???
Wiec jeśli mój mąż zacząłby ustanawiac hasła to ja zaczęłabym się zastanawiać z jakich powodów to robi.
Co do związku po zdradzie to sadze ze ta zasada zostaje niestety wstrzymana. Dlaczego? Bo nie ufam. Bo nie potrafię powiedzieć kiedy mówił prawdę a kiedy kłamał. Bo się boje ze zrani mnie znowu.
I życie po zdradzie jest gra w otwarte bardzo karty. Ja pokazalam moje cierpienie strach i ból a on wystawia otwarte dłonie w moja stronę i mówi. Nie mam nic do ukrycia. Jestem twój i chce żebyś mi zaufala. Niestety to jest czas w którym nieważna jest prywatność zewnętrzna ale musi byc odbudowana prywatność miedzy nami. Bo jej nie ma. Związek przestaje istnieć i zaczyna się nowy.
Ten w który ja weszlam z brakiem zaufania i strachem a on poświęcając mi siębie tak długo aż miedzy nami pojawi się pierwsza zdrowa nic nowych relacji.
To
Taka cena która płaci się za zdradę. Gdyby mój mąż zablokował mi teraz dostęp do komórki czy komputera to nie uwierzylabym mu ze chce odbudować moje zaufanie.
To nie znaczy ze zacznę go codziennie sprawdzać i kontrolować. To znaczy ze on mówi: jeśli potrzebujesz pewności to ci ja dam. BO NIE MAM NIC DO UKRYCIA.
A propos. W normalnych relacjach takie zjawisko nazywa się intymnośc. Pojawia się w związkach w których relacje układamy na prawdzie i bliskości. W jej ramach nie ukrywa się grzybicy pochwy i braku umiejętności ugotowania pomidorowej. Co nie znaczy ze piejemy partnerowi jak wraca do domu co powiedział ginekolog...
To oznacza ze jeśli spyta co powiedział ginekolog...'to nie sklamie.
I właśnie dlatego nie Blokuje się telefonów. Bo przecież na miłość boska to jego sprawa!!! Za kogo on mnie ma ze się ukrywa? Na czym zbudowalismy swój związek??

End_aluzja dzieki Ci za te slowa. Juz myslałam, że może ja faktycznie za duzo wymagam. Jakiś czas temu poprosiłam mojego M żeby pokazał mi książkę adresową na swojej skrzynce mailowej,NIE maile tylko adresy( chciałam sprawdzić, czy usunął adres tej baby; jak teraz o tym myslę to wydaje mi sie to głupie, bo przecież zna go na pewno na pamięć). Usłyszałam, że przesadzam, że Jemu jest przykro,że mu nie wierzę i wtykam nos w prywatne sprawy:(. Od tego czasu zaczęłam sie zastanawiać czy jemu naprawdę zależy. Bo człowiek, który szczerze mówi PRZEPRASZAM mówi też żałuję i nigdy tego więcej nie zrobię. Sprawdzamy nie dlatego, że chcemy mieć kontrolę nad czyimś życiem, tylko chcemy mieć pewność, której tak brakuje po zdradzie. Chyba powoli czas na poważna rozmowę z moim (jeszcze)M.

20

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?
Adele napisał/a:
atmosfere napisał/a:
Adele napisał/a:

No wiesz, niektórzy gdy odkryją zdradę po prostu odchodzą. Niekiedy smsy w telefonie to namacalny dowód zdrady, dla sądu również.

W moim przypadku życie pokazało, że to nie ja odkrywałam dowody zdrady ale on sam mi ich dostarczał w postaci prezerwatyw i majtek na zmianę w skrytce samochodu, żelów nawilżających DUREX w biurze, bluzek damskich przywożonych ze służbowych wyjazdów czy połączeń na naszym wspólnym SKYPE  do agencji towarzyskiej. Kretynem był i tyle. Pewność siebie go zgubiła.

A co do GPS w aucie- ja zastosowałam usługę "Gdzie jest Dziecko", podrzuciłam wyciszona komórkę do auta i na swoim kompie widziałam trasę jego wojarzy.

Pytanie tylko w jakim celu to robiłaś? By mieć niezbite dowody Jego zdrady i zakończyć związek, czy aby tkwić w nim nadal katując się kolejnymi odkryciami?

Dlaczego podrzuciłam mu telefon z funkcją lokalizowania?
Z prostego powodu:
    gdy już wydawało się, że on jeździ na panienki a ja pokazywałam mu te bluzeczki, prezerwatywy, majtki w aucie-on w swojej złości w prezencie gwiazdkowym dał mi telefon komórkowy z funkcją namierzania, podsłuchu, przekierowywania moich połączeń,  smsów na jego telefon. Chciał złapać mnie na tym, co sam robił, cóż nie udało mu się tego dokonać.
Kto kopie pod kimś dołki ten sam w nie wpada.

21

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?
marena7 napisał/a:

A mnie mama i prof.Kamyczek z Przekroju, w dzieciństwie nauczyli (a było to pół wieku temu), że nie czyta się cudzych listów i nie grzebie w cudzych kieszeniach. I tak mam do tej pory. Doszedł do tego w związku z postępem cywilizacyjnym jeszcze telefon i komputer. Nigdy nie zaglądałam do sprzętu i kieszeni męza, i vice versa. Sznujemy swoją odrębność.
Myslę podobnie jak invisible, że nie potrzeba kontroli, żeby zauważyć że coś się dzieje w związku. Nie chodzi o to, ze rozmawia na gg z inną, ale że NIE ROZMAWIA ZE MNĄ. Że się ODDALA. Istotne jest to co się dzieje MIĘDZY NAMI. Nie wazne, czy z powodu innej kobiety, czy znudzenia moja osobą. Nie da się tego nie zauważyć, gdy człowiekowi zależy. Wcale nie jest potrzebne przekopywanie internetu i telefonu, żeby to wiedzieć.
Ktoś, kto  nigdy nie kontrolował, a potem to zrobił wbrew sobie, dobrze wiedział, że źle się dzieje w jego związku.

W najblizszej rodzinie mam przykład ile złego może wyrządzić przekonanie, ze ma się prawo do wszystkiego co dotyczy najbliższej osoby.

Granice po zdradzie? Nie wiem, ale myslę, że takie jak przed nią. I sprawdzanie tego co w środku, a nie na zewnatrz.

Dokladnie idealne ujęcie "ODDALA"- właśnie to jest wg mnie pierwsza najwazniejsza oznaka, że cos sie dzieje.. Oddala nie koniecznie oznacza zdrade itp ale jezeli do tego dochodzi regularne wycofywanie sie z codziennych relacji i brak reakcji na wszelkie proby rozmowy.. to mamy ewidentny sygnał.. ktorego sie nie lekcewazy. U mnie zaczelo sie wlasnie od tego- poczucie, że facet sie "oddala", "wycofuje", nie chce rozmawiac, jego refleksje są co raz płytsze aż w koncu mialam poczucie, że jestem w związku jakby nie z nim tylko sama ze soba.. wkroczylam do akcji (pisalam o tym w moim watku) zwlaszcza dlatego ze juz raz zawiodl moje zaufanie, klamstwo wyszlo kiedys bez prob kontroli z mojej strony.. jezeli zaufanie jest juz nadszarpniete a znowu mamy poczucie ze cos sie dzieje to albo odwracam sie i od razu rezygnuje albo szukam dowodow na potwierdzenie moich odczuc i niestety u mnie sie potwierdzilo i mam teraz czystą sytuacje-oddycham z ulgą.

22

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

Kiedy ktoś zawiedzie nasze zaufanie, powinien liczyć się z tym, że może czasem zostać sprawdzony. Oczywiste, że jest to męczące, czasem nie warto w coś takiego dalej się pakować, bo w 100% zaufanie rzadko daje się odbudować, a nawet jeśli to jest to bardzo długotrwały proces, najlepsi wymiękają.
W dobie tych wszystkich facebook'ów, fotek i innych podobnych portali, w tym randkowych, trudno jest o wiarę w wierność partnera, który już raz zawiódł, kiedy zadaje się pytania, na które zna się odpowiedź i słyszy kłamstwa, w żywe oczy (lub uszy smile). Uważam, że czasem lepiej jest sprawdzić niż żyć w niewiedzy. Nie wolno dawać robić z siebie głupka, niestety.

23

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

Nie chce opowiadać całej historii. Bo schematy zawsze są takie same. Mój mąż np. Się nie oddalił. Pamięć mam dobra wiec przeanalizowalam cały okres jego fascynacji chętnym nieskomplikowanym cialkiem. Mój mąż wyznawał mi miłość dbał o mnie dbał o rodzine słuchał co mówię nie zaczął mnie krytykować chętnie się ze mnA kochał i tak dalej i tak dalej.
Gdyby nie fakt nie wyjezdzalam bladym świtem a w jego telefonie jest numer Taxi i z jego telefonu Taxi zamawiamy to pewnie bym jeszcze nie wiedziała. W końcu i tak bym się dowiedziała bo zwykle tak bywa... Po znalezieniu esemesa którego treść wyryla mi grawerke w sercu- a propos miał taki telefon w którym początek treści esemesa był widoczny na ekranie i działała jedna funkcja wiec kkikasz ok i dopiero zamawiasz Taxi.... Wiec po znalezieniu esemsa nie wierzyłam. Uznałem ze pomyłka. Ale potem wystarczyło zaobserwować ze telefonik ma zawsze przy sobie. W ciagu tygodnia wstając wcześniej znalazłam dwa esemesy niedwuznaczne.
I tak dalej i dalej. Potem jak znacie z autopsji rekonstrukcja wydarzeń....
Teraz wAzne jest co innego kiedy powiedziałam mężowi ze wiem usłyszałam zapewnienia ze to nic ważnego ze przecież mnie kocha ze tamto nie na żadnego znaczenia ze nic jej nie obiecywał.
I tak dalej i tak dalej. Wyszło ze potraktował ja jak kolejny gadzecik do zaliczenia a ze tak ja potraktował to nie dotyczyło to mnie. Faktycznie rekonstrukcja wydarzeń nie potwierdziła znalezienia jakichkolwiek emocjonalnych wyzwań. Zreszta najważniejsze przed nami.
Wiec: ustaliliśmy warunki. Zasady naszego dalszego życia. Jego uczciwość i lojalność wobec mnie. Zero gierek. Od dwóch lat borykamy się ze zdrada. On jest dla mnie przy mnie dba o mnie pomaga przejść przez trudne chwile.
Ja uczę się kochać i ucze ufać.
Aby ufać potrzebuje pewności ze jest uczciwy. Nie mogę wierzyć jego słowom bo przecież kłamał. Jeśli potrzebuje sprawdzania. To trudno. Nie robię tego często. Ale czasami jak mnie dół dopadnie... To muszę sprawdzić czy to co mi złamane serce podpowiada jest prawda. On o tym wie. Mówi ze jak muszę to trudno. Ze jak chce da mi telefon. I tak dalej i tak dalej. Nie sprawdzam przy nim. Bardziej okazyjnie...coraz rzadziej.
Wcale nie jest mi z tym dobrze. Ale to dlatego bo w ogóle nie jest mi dobrze. Bo strach przed tym ze podjęłam zła decyzje jest zbyt silny. Bo jeśli mam się dowiedzieć ze jednak oszukuje to wole teraz niż za kilka lat. Wole teraz kiedy serce mam jeszcze w gruzach niż za kilka lat kiedy zacznę ufać i kochać.
Wiec sprawdzam. Dla siebie i egoistycznie. Bo jeśli się dowiem o złamaniu paktu nie bedzie kolejnej szansy. Juz nie.
Sprawdzam bo muszę mieć pewność aby uczyć się ufać.
Sprawdzam tez dlatego zeby wiedzieć od razu. Zeby zauważyć pierwsze objawy i zaśmiac mu się w twarz. Powiedzieć. Jaka ja głupia byłam.... Powiedzieć teraz usiadzmy i się zastanówmy jak to kończymy. Dziecko wspólny majątek.
Nie będę tluc talerzy wrzeszczec zbierać dowody. Będę mediowac i negocjować zeby wyjść z tego z resztka godności i człowieczeństwa. Mojej godności i człowieczeństwa. Bo jego oszustwo go z tych elitarnych wartości konsekwentnie wykluczy.

24

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

End_aluzja to niesamowite, masz w sobie mnostwo siły. Osobiście jednak ja juz nie mam wiary do odbudowy zaufania, życia, związku po zdradzie. Nie mam juz w ogóle, gdyż oszukał mnie mężczyzna jedyny na tym świecie dla którego skoczyłabym w ogień. Osobiście uważałam ostatnie trzy lata, że on sie czegoś nauczy, że wie co może stracić, że tego nie powtórzy. Tylko taką nadzieją się karmiłam. prawie 9 lat jak widać można zaprzepaścić jednym skinieniem. Niby powinno się wierzyć w ta odbudowe, zwłaszcza gdy jest miłość itp. Ja jednak zwątpiłam.. Sądze, że zmiana w człowieku jest jak najbardziej możliwa, ale nigdy absolutnie nie nastąpi, dopóki się nie straci tego co najcenniejsze bezpowrotnie! Wtedy człowiek po upadku, gdy juz siegnie dna-zaczyna się odbijać ale nie dla kogoś, dla czegoś... dla samego siebie- to dla mnie jest ta właściwa zmiana, ta najtrwalsza. Byłam dla niego jak muza, jak boginia, klękał przede mną gdy się witał, a gdy chcialam odejsc- chcial odebrac sobie zycie (juz widac, że mial ze sobą problemy) byla miedzy nami zbyt silna zażyłość, zbyt silna, bym nie wyczuła, kiedy coś się zaczęło zmieniać.

Bardzo chciałabym poruszyć temat właśnie braku tych oznak. Moja przyjaciolka również tak miała. Mężczyzna dla niej gotował, zabiegał o nią, kochał się z nia zawsze, nie robił niczego w nadmiarze ani w niedomiarze. Mówila ze przepełniała ją jego miłość i troska. A tu nagle zauwazyła, że używa w przeglądarce innego nicku o którym nie wiedziała, okazało się po długich poszukiwaniach, że mężczyzna korzysta z usług Pań b. często.. Jak mogła to przeiwdzieć, gdy wszystko było taakie piękne? Ja jednak sądze, że oznaki miała.. (gdyż znałam jego i poznałam w wielu sytuacjach) ale to niestety na tyle subtelne, że dostrzec je może ktoś z na prawde ogromnym bagażem doświadczeń.

Jest przecież jeszcze kategoria zdrady. To bardzo ważne. Tą emocjonalną łatwiej wykryć.. nie wiem na ile w Twoim przypadku to było zauroczenie a na ile sama chęć adrenaliny, nowych doznań.. Ale jeżeli zdrada nabiera fizycznego jedynie smaku, to objawy mogą być wręcz niezauważone. Jednakże sprawa jest na tyle indywidualna, że wierze nawet w coś takiego, jak zdrada emocjonalna, bez wyraźnych oznak jej zaistnienia. Wierzę, bo jednak każdy jest inny, inaczej reaguje w roznych sytuacjach. Bywa tak, że znając wartość związku, człowiek sie pcha w coś takiego, mając jedynie cichą nadzieje, że nic nie wyjdzie na jaw.. Wiele zależy od doświadczenia, które już się posiada i z pewnością od cech indywidualnych. W takich przypadkach jak Twój nie można generalizować. Z pewnością tą indywidualną oznaką stało się (chodzenie z telefonem, ukrywanie go)- więc wracając ścisle do tematu to właśnie było tym pierwszym przejawem.

25

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

To prawda. Ja jednak wierze w ludzi. Zakładam ze mojego męża pociagnela adrenalinka i emocje. Zaimponowanie laseczce i sprawdzenie swoich granic.
Zakładam jednak ze mnie kocha i kochał. Zakładam ze jest dorosły i widział jak cierpię. Zakładam ze potrafi podjąć decyzje. Ufam ze ludzie uczą się na błędach. Ufam ze związki się buduje a nie posiada...

26

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?
End_aluzja napisał/a:

To prawda. Ja jednak wierze w ludzi. Zakładam ze mojego męża pociagnela adrenalinka i emocje. Zaimponowanie laseczce i sprawdzenie swoich granic.
Zakładam jednak ze mnie kocha i kochał. Zakładam ze jest dorosły i widział jak cierpię. Zakładam ze potrafi podjąć decyzje. Ufam ze ludzie uczą się na błędach. Ufam ze związki się buduje a nie posiada...

Powinnaś wierzyć, tak właśnie powinnaś podejść do związku gdy dajesz szanse! Popieram Cie i uważam, że nawet psychoterapeuta poparł by Cie w tych poglądach. Bo tak właśnie powinno być gdy bierzemy na siebie odpowiedzialność odbudowy związku.
Życze Ci szczęścia!

27

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

Zaufanie. Jeśli go nie ma, to czy można mówić o zdrowym, trwałym związku? Zaufanie więc wyklucza szpiegowanie partnera, nieprawdaż? No właśnie, ale co, kiedy mamy jakieś niejasne przeczucia, że ten związek już nie jest zdrowy, że partner/ka szuka tylko odpowiedniej gałęzi, którą chce złapać, żeby puścić tą, której się obecnie trzyma?

Zawsze szanowałem prawo do prywatności mojej partnerki - dla mnie to była podstawa szacunku do niej w ogóle. Niestety, doszło do pewnego okresu w naszym życiu, że zacząłem czuć kogoś innego w jej życiu. Któregoś dnia sprawdziłem jej telefon i dziękuję za to do dzisiaj, bo przerwałem dzięki temu ten toksyczny dla mnie okres (a i chyba cały związek). Tak, było ich wielu. I to nie były powierzchowne zdrady. To były sms'y pełne miłości, namiętności i oddania. Przy mnie była (a w zasadzie bywała), bo zapewniałem jej poczucie bezpieczeństwa, wygodne bytowanie, stanowiłem swego rodzaju azyl - cóż, mogła liczyć u mnie na wsparcie zawsze, bez względu na okoliczności. Tak, wykorzystała moje uczucia do niej dla swoich celów, swojej wygody.

Dlatego uważam, że należy szanować czyjąś prywatność, ale nade wszystko - swoją godność i zdrowie. Tak teraz na to patrzę. Wciąż ją kocham i wybaczyłem jej wszystko, ale nie możemy już być razem. Cierpię, ale wolę być nieszczęśliwy sam, niż żyć w nieszczęśliwym "związku". Złamała mi nie tylko serce, ale i duszę. Wiem, że też ją zraniłem, bo nie byłem święty i nie uważam się za ideał, choć każdego dnia staram się stawać lepszym człowiekiem. Ona teraz jest szczęśliwa z innym i to stanowi dla mnie swego rodzaju pociechę.

28

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?
bezduszny napisał/a:

Zaufanie. Jeśli go nie ma, to czy można mówić o zdrowym, trwałym związku? Zaufanie więc wyklucza szpiegowanie partnera, nieprawdaż? No właśnie, ale co, kiedy mamy jakieś niejasne przeczucia, że ten związek już nie jest zdrowy, że partner/ka szuka tylko odpowiedniej gałęzi, którą chce złapać, żeby puścić tą, której się obecnie trzyma?

Zawsze szanowałem prawo do prywatności mojej partnerki - dla mnie to była podstawa szacunku do niej w ogóle. Niestety, doszło do pewnego okresu w naszym życiu, że zacząłem czuć kogoś innego w jej życiu. Któregoś dnia sprawdziłem jej telefon i dziękuję za to do dzisiaj, bo przerwałem dzięki temu ten toksyczny dla mnie okres (a i chyba cały związek). Tak, było ich wielu. I to nie były powierzchowne zdrady. To były sms'y pełne miłości, namiętności i oddania. Przy mnie była (a w zasadzie bywała), bo zapewniałem jej poczucie bezpieczeństwa, wygodne bytowanie, stanowiłem swego rodzaju azyl - cóż, mogła liczyć u mnie na wsparcie zawsze, bez względu na okoliczności. Tak, wykorzystała moje uczucia do niej dla swoich celów, swojej wygody.

Dlatego uważam, że należy szanować czyjąś prywatność, ale nade wszystko - swoją godność i zdrowie. Tak teraz na to patrzę. Wciąż ją kocham i wybaczyłem jej wszystko, ale nie możemy już być razem. Cierpię, ale wolę być nieszczęśliwy sam, niż żyć w nieszczęśliwym "związku". Złamała mi nie tylko serce, ale i duszę. Wiem, że też ją zraniłem, bo nie byłem święty i nie uważam się za ideał, choć każdego dnia staram się stawać lepszym człowiekiem. Ona teraz jest szczęśliwa z innym i to stanowi dla mnie swego rodzaju pociechę.

łał. Gratuluję trzeźwosci umysłu. To przykre że i dziewczyna może byc tak podła. Ale cóż...taki typ człowieka. Zapewne z facetem z którym jest teraz robi dokładnie to samo co z Tobą...a on nigdy się tego nie domyśli dopóki nie pojawi sie jakas nawet przypadkowa sytuacja w ktorej to wyjdzie. Zawsze sie taka sytuacja w koncu pojawia. Kłamstwo ma naprawdę krótkie nogi. Ja byłam/jestem w podobnej sytuacji. Ale opisywałam to juz kilka razy i nie będę znowu:) Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem takich ludzi:|

29

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

Bezduszny - a jak długo trwał Twój związek z dziewczyną? Czy postąpiłbys tak samo mając 20 lat małżeństwa za sobą, czy próbowałbyś odbudować zaufanie?

30

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

Czytam te wszystkie posty i czytam i już sama nie wiem, co robić. Moja historia w skrócie: rok temu narzeczony pisał do innej kobiety, znalazłam to przez czysty przypadek. Była awantura, rozstanie i powrót po jego namowach. Powoli odbudowywaliśmy nasz związek, ale zawsze czułam ziarno niepokoju, czy to się nie powtórzy. I zrobiłam to - weszłam na jego pocztę. Czułam się jak świnia. Do tego zobaczyłam, że znowu pisze z innymi kobietami, dziewczynami i mnie oszukuje. Przeprosił mnie za to, zachowuje się teraz bez zarzutu, ale co mi po tym, jak w głowie cały czas mam to, że może sytuacja znowu się powtarza..? Gdzie tu są granice prywatności?
Na początku było wszystko w porządku, każde z nas miało swoje życie, a teraz? Jak mam mu dawać swobodę jak on wyczynia takie rzeczy? To się nie umywa do postów, w których piszecie, że druga osoba Was zdradziła (chociaż ja to co on pisał traktuję też jak zdradę) i co więcej, niektórzy z Was są mężem/żoną. Można powiedzieć - pikuś.
Wracając do tematu, podobnie jak koleżanki myślę, że zanim nie zostanie się oszukanym, każdy mam prawo do prywatności (korespondencja, telefon, spotkania ze znajomymi itp.). Trudniej jest później, przynajmniej mi. Nie mogę się oswoić z myślą, że swoje "przywileje" wykorzystał do pisania z innymi i czy to się nie powtórzy. Ale ciągła kontrola męczy i jest poniżająca, więc jaki w tym wszystkim sens..?

Dlaczego nie może być tak, że facet i kobieta po prostu się nie zdradzają, nie kłamią, tylko jak coś jest nie tak to mówią sobie o tym otwarcie? Jakie te relacje byłyby wtedy proste!

Pozdrawiam.

31 Ostatnio edytowany przez bezduszny (2011-12-20 08:48:58)

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?
ewka123 napisał/a:

Bezduszny - a jak długo trwał Twój związek z dziewczyną? Czy postąpiłbys tak samo mając 20 lat małżeństwa za sobą, czy próbowałbyś odbudować zaufanie?

Ewa - myślisz, że nie chciałem? To było 6 lat. Po "wpadce" nie mogłem znieść jej łez i wydawało mi się szczerego żalu. Po dwóch dniach byliśmy już znowu razem. Cóż, kiedy po 2 tygodniach okazało się, że jest to samo. I tym razem dałem jej szansę, bo widziałem jej żal i znowu łzy. Uważałem, że skoro kocham, to kocham bez względu na okoliczności. Zarzekała się, że się zmieniła. Czy to kiedykolwiek nastąpiło - nie wiem. Po pół roku znowu odkryłem, że nie zerwała jednej ze swoich znajomości, co więcej nawiązała następną. Odeszła, bo stwierdziła, że czuje się przeze mnie upokorzona. Chciała wrócić na dzień następny, ale we mnie już coś pękło. Teraz czasami żałuję, ale z drugiej strony - ileż można dawać szans, skoro ta druga osoba nie umie albo nawet nie chce ich wykorzystać? Wiem, że popełniłem błąd zbyt szybko przechodząc nad wszystkim do porządku dziennego. A ona - cóż, chyba niedojrzała osoba, która do końca nie wie jeszcze czego chce. Nie każdy zasługuje na drugą szansę.

32

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

Im mniej wiesz tym lepiej śpisz smile !

Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal smile !

33

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?
majorka1 napisał/a:

Czytam te wszystkie posty i czytam i już sama nie wiem, co robić. Moja historia w skrócie: rok temu narzeczony pisał do innej kobiety, znalazłam to przez czysty przypadek. Była awantura, rozstanie i powrót po jego namowach. Powoli odbudowywaliśmy nasz związek, ale zawsze czułam ziarno niepokoju, czy to się nie powtórzy. I zrobiłam to - weszłam na jego pocztę. Czułam się jak świnia. Do tego zobaczyłam, że znowu pisze z innymi kobietami, dziewczynami i mnie oszukuje. Przeprosił mnie za to, zachowuje się teraz bez zarzutu, ale co mi po tym, jak w głowie cały czas mam to, że może sytuacja znowu się powtarza..? Gdzie tu są granice prywatności?
Na początku było wszystko w porządku, każde z nas miało swoje życie, a teraz? Jak mam mu dawać swobodę jak on wyczynia takie rzeczy? To się nie umywa do postów, w których piszecie, że druga osoba Was zdradziła (chociaż ja to co on pisał traktuję też jak zdradę) i co więcej, niektórzy z Was są mężem/żoną. Można powiedzieć - pikuś.
Wracając do tematu, podobnie jak koleżanki myślę, że zanim nie zostanie się oszukanym, każdy mam prawo do prywatności (korespondencja, telefon, spotkania ze znajomymi itp.). Trudniej jest później, przynajmniej mi. Nie mogę się oswoić z myślą, że swoje "przywileje" wykorzystał do pisania z innymi i czy to się nie powtórzy. Ale ciągła kontrola męczy i jest poniżająca, więc jaki w tym wszystkim sens..?

Dlaczego nie może być tak, że facet i kobieta po prostu się nie zdradzają, nie kłamią, tylko jak coś jest nie tak to mówią sobie o tym otwarcie? Jakie te relacje byłyby wtedy proste!

Pozdrawiam.

Powiem prosto z mostu - ile razy by Cie nie prosił i nie przepraszał, nie licz, że z tym skończy:/ Ja z moim byłam 3 lata, teraz 3 raz zerwaliśmy, wczesniej rownież wracałam za jego namową, za kazdym razem przysięgał, że się zmienił, że teraz będzie inaczej, co więcej - sam deklarował, że mogę go sprawdzać! Ja odmówilam sprawdzania, bo z doswiadczenia po poprzedniej próbie powrotu wiedziałam, ze to jest na krótką metę, bo ja przywykłam do sprawdzania go a gdy zaczal sie w koncu buntowac, bo juz mu to przeszkadzalo, ja podejrzewalam od razu ze cos ma do ukrycia, takze koło się zataczało. Dlatego za drugim razem odmówiłam sprawdzania i powiedziałam, ze skoro mamy zacząc od nowa, to niech to w miare mozliwosci będzie NORMALNE z normalnym prawem do prywatnosci i ze daję mu czystą kartę. Dalej się zarzekał, ze on mi będzie wszystko udowadniał itd itd. Odmówiłam. No i cóż...po 2 miesiącach od kolejnego powrotu ktorejs nocy cos mnie podkusilo i sprawdziłam. Komputer. Oczywiście pisał do różnych dziewczyn z różnymi podtekstami, na pewno nie były to koleżenskie gadki. Nie muszę mówić jak się czułam po tym, co mi naobiecywał:/ I tak za kazdym razem. Oczywiscie przeprosil, znowu sie zarzekal ze wiecej tego nie zrobi i tak w kółko. Po roku takich akcji doszlo do tego ze mial juz zahasłowane wszystko co tylko się da łącznie z telefonem a ja nie mialam prawa usiasc do jego komputera chociazby zeby skorzystac z netu. Chyba że siedział obok i patrzył:/ wiadome było, ze w jego kompie i telefonie musi się roić od rzeczy ktorych nie mial prawa robić będąc w związku ze mną i po takich deklaracjach. Ja to wytrzymywałam, az to on wymiękł i mi powiedział, że on widocznie taki jest, ze nie potrafi inaczej i nie umie sie jednak zmienić:/ Zajeście co? a ja co? straciłam kolejny rok - bity cały rok życia dla niego, wierząc w jego metamorfozę. I to był 3 rok z nim. Dodam, że nasza sytuacja byla duzo bardziej skomplikowana, bo on narobil mi strasznych swinstw po roku (pisalam o tym kiedys), ktore byly generalnie niewybaczalne, ale tak mi chcial udowadniac swoja przemiane, taki byl chetny na WSZYSTKO zebym tylko wrócila ze oczywiscie dobroduszna ja, stwierdzilam ze kazdy przeciez zasluguje na 2.szansę. Tak, na drugą TAK, ale nie na 4,5 ani 10. On potem jeszcze 2 razy mnie zawiódł mocno az teraz za trzecim razem odszedł sam. Mam wielki żal do niego, że po prostu nie spiął dupy i się naprawdę nie postarał, bo ja trwałam przy nim, bo naprawdę uważałam, że jest między nami cos wyjątkowego, coś co przenosi góry itd...i myślalam, że warto. A on po prostu sobie odszedł przed swietami, sylwestrem, jakby nigdy nic mi nie obiecywal i co więcej, nie okazał w związku z tym żadnych skrupułów, emocji, do tej pory się nie odzywa w ogóle(zapewne jedna z jego 'kolezanek' jest juz kolejna dziewczyną więc ma czym zając mysli i ręce), do tego kiedy ja próbowałam wykrzesac z niego jakiekolwiek emocje zeby sie nie czuc tak bezwartosciowa dla niego, potrafił byc wręcz chamski:/ Nie życzę tego nikomu naprawdę. Żadna kobieta na cos takiego nie zasłguje, a już na pewno żadna, która poswięciła mnostwo nerw, łez, czasu, wybaczała i wierzyła:/
Także moim zdaniem, powinnas jak najszybciej wyciągnąć wnioski z jego niedotrzymywanych obiecanek, zanim obróci się to wszystko co wytrzymujesz o 180 stopni przeciwko Tobie:/

34

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?
bezduszny napisał/a:
ewka123 napisał/a:

Bezduszny - a jak długo trwał Twój związek z dziewczyną? Czy postąpiłbys tak samo mając 20 lat małżeństwa za sobą, czy próbowałbyś odbudować zaufanie?

Ewa - myślisz, że nie chciałem? To było 6 lat. Po "wpadce" nie mogłem znieść jej łez i wydawało mi się szczerego żalu. Po dwóch dniach byliśmy już znowu razem. Cóż, kiedy po 2 tygodniach okazało się, że jest to samo. I tym razem dałem jej szansę, bo widziałem jej żal i znowu łzy. Uważałem, że skoro kocham, to kocham bez względu na okoliczności. Zarzekała się, że się zmieniła. Czy to kiedykolwiek nastąpiło - nie wiem. Po pół roku znowu odkryłem, że nie zerwała jednej ze swoich znajomości, co więcej nawiązała następną. Odeszła, bo stwierdziła, że czuje się przeze mnie upokorzona. Chciała wrócić na dzień następny, ale we mnie już coś pękło. Teraz czasami żałuję, ale z drugiej strony - ileż można dawać szans, skoro ta druga osoba nie umie albo nawet nie chce ich wykorzystać? Wiem, że popełniłem błąd zbyt szybko przechodząc nad wszystkim do porządku dziennego. A ona - cóż, chyba niedojrzała osoba, która do końca nie wie jeszcze czego chce. Nie każdy zasługuje na drugą szansę.

Ja po odkryciu zdrady dwa razy chciałam odejśc i dwa razy dałam szansę jemu i sobie. Jesteśmy razem ale to strasznie trudne dla mnie jest. Mąż jest czuły, troskliwy itd. ale wiem, że uczuć do tamtej kobiety nie zmienił. Wiem, bo zdrada "uczy" czujności i braku zaufania. Może nie ma juz czułych smsków i maili, ale wiem, że kontakty prwatne zostały (oprócz tego są słuzbowe, bo niestety razem pracują). Boli mnie to, że w niektórych sytuacjach jest lojalny wobec tamtej, czasami ukrywa przede mną, że kontaktuje się z nia. Z jednej strony kazdy ma prawo do życia prywatnego i ja to rozumiem. Ale on doskonale wie, że mnie to rani i boli bo głośno o tym mówię, a jgo zachowanie sie nie zmienia. Wychodzi z założenia że trzeba lepiej ukryć, lepiej kłamać żeby sie nie wydało. Od zdrady minęło pół roku,cały czas sie zastanawiam czy dobrze robię tkwiąc w tym małżenstwie. jestem rozdarta i nie moge podjąć decyzji. Czasami jak mam gorszy dzień to wydaje mi się, że lepiej odejść, czasami myślę, że mogę żałowac takiej decyzji. Błędne koło niestety.

35 Ostatnio edytowany przez bezduszny (2011-12-22 10:23:34)

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

Ewa - ja byłem przez pół roku w takiej sytuacji, z tą różnicą, że partnerka wcale nie była taka cudowna dla mnie, jak Twój mąż teraz dla Ciebie. Teraz to oceniam, jako najgorszy okres w moim życiu. Też chciałem odejść, ale bałem się życia bez niej, że ją bezpowrotnie utracę. Jednego Ewa możesz być pewna - jeżeli nic nie zrobisz, to sytuacja na pewno się nie zmieni. A Ty będziesz się wyniszczać. Powiedz mężowi po prostu, że chcesz odejść. Powiedz, że widzisz i czujesz, że nic się nie zmieniło i nie chcesz być z kimś, kto Cię oszukuje. Skup się teraz na sobie, na tym, że Ty jesteś dla siebie najważniejsza. Ty masz się poczuć dobrze. Każde wyjście będzie trudne - pozostać w tym "układzie" nie możesz, a rozstać się nie chcesz. Dobrej woli trzeba z obu stron - a z tego co piszesz, ona jest tylko po Twojej stronie, więc nic na tym nie zbudujecie. Spróbuj dotrzeć do męża, uświadom mu jak się czujesz i co zamierzasz - bo znając facetów, to on sobie tego na pewno nie uświadamia jak Cię rani.

Czasem rozstanie jest najlepszym wyjściem w danej sytuacji. To nie musi być rozstanie definitywne, ale daje czas obu stronom na przemyślenia i nabranie pewnego dystansu, który jest niezbędny, a jest nie do osiągnięcia w Twojej sytuacji.

36

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

bezduszny - dzieki za rady, racjonalne podejście faceta. Czasami tez tak własnie myslę, że rozstanie to najlepsze wyjście. Uwolnic sie od tego ciężaru, bo są dni, że nie mam juz siły.Dwa razy mówiłam, że nie chcę już z nim być, mąż prosił o szansę (były łzy i obietnice),którą dostał. Ale wykorzystanie tej szansy zależy tylko od niego. Ja nie mam wpływu na to co on czuje i co mu w głowie siedzi. Czekam, cały czas czekam. Serce mówi że trudno tak przekreslic 20 lat wspólnego życia. Pewnie boje sie też trochę zostać sama, ale gdzieś przecież są granice wytrzymałości człowieka. Jeszcze mam nadzieję ( może jestem naiwna), że coś się zmieni. Rozmawiamy o tym co sie dzieje w naszym związku, o tym co czujemy, co robimy ale czy to przyniesie jakąś zmianę?  Jeśli nie ma zaufania to trudno wierzyc drugiemu człowiekowi, trudno cokolwiek budować.

37

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

Ewa - boisz się odejść, bo boisz się samotności? A samotności w małżeństwie się nie boisz? Nie patrz na te 20 lat, bo to przeszłość. Ciebie ma interesować tu i teraz. Na pewno warto dać szansę - ale jak napisałaś: nie mamy wpływu na uczucia innych. Na pewno nie podejmuj decyzji pod wpływem impulsu. Zrób sobie swego rodzaju bilans korzyści i wad obecnego stanu rzeczy. Co do niego czujesz? Wciąż go kochasz, czy może tylko boisz się samotności? A samotna wcale być nie musisz, to jedno. Po drugie, jeśli zdecydujesz się rozstać z mężem, będziesz mogła zająć się właśnie sobą. I powtarzam - to nie musi być rozstanie na zawsze. Może oboje teraz tego właśnie potrzebujecie - on, żeby zobaczyć co/kogo traci, a Ty, żeby spokojnie wszystko przemyśleć.

38

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

No właśnie ta samotność w małżeństwie przytrafiła nam sie "przed". Taka pustka emocjonalna. Problem w tym, że mój M zapełnił ją inna osobą. Nie było zdrady fizycznej, ale ta uczuciowa. Od tamtego czasu więcej rozmawiamy ze sobą, dużo rzeczy się zmieniło.  Mąż twierdzi,że traktuje tamtą panią już tylko jak koleżankę z pracy, ale ja sie zastanawiam czy to jest możliwe. Bo jesli się przezywa zauroczenie kimś innym, pisze do kogoś smsy " myślę o tobie, tęsknię itp", przeżywa to tak, że reszta świata jest gdzieś obok to jak można się nagle odkochać.
Na dzień dzisiejszy w naszych relacjach dużo się zmieniło na lepsze. Ale ja cały czas przeżywam tą zdradę. Nie wiem jak odbudować zaufanie. Wrzuciłam ten temat na forum, bo na poczatku mój mąż cały czas mówił, że potrzebuje prywatności. A ja sie pytałam jakiej i po co? Jak mam zacząć wierzyć, skoro on potrzebuje prywatności. Teraz się zmieniło, ale mnie cały czas męczy fakt, że oni codziennie widzą się w pracy. Co myslisz - tolerowałbyś taka sytuację : "zmieniła się, jest dobra, czuła, mówi, że kocha, że rozumie, że wyrządziła krzywdę, ale kontakty prywatne utrzymuje"

39

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

ewka123, niestety nawet jesli Twój mąż w tej chwili jest w porządku, ciężko Ci będzie uwierzyć mu, że już nigdy podobna sytuacja się nie powtórzy np z inną kobietą. Musisz się z tym liczyć. Skoro potrafil tak raz - pozwolic sobie na 'zauroczenie' mając żonę, to dlaczego znowu miałby tego nie zrobić. To przykre. Przypuscmy najzwyczajniej w swiecie sie poklocicie, będą ciche dni przez tydzien, a dla niego moze to juz byc jaki pretekst do szukania kontaktu emocjonalnego z kims innym:| Uczucie w małzenstwie powinno byc nierozerwalne i na tyle mocne, ze kiedy sie klocicie i nie mozecie dogadac, Ty powinnas miec pewnosc, on z resztą też, że to nie jest pretekst ani powód do pojawienia się osób trzecich. Małżeństwo do czegoś zobowiązuje - do odpowiedzialności za swoje czyny, do tego ze z góry powinno być nierozerwalne po prostu. Oczywiscie tak być POWINNO a jak jest, każdy ma okazje obserwować we wlasnym zyciu i w zyciu swoich bliskich. Uważam, że powinnaś dać mu szansę, ale tylko wtedy jest widzisz po nim, że on NAPRAWDĘ nie ma nic do ukrycia, nie robi wywodów, kiedy jesteś czegoś niepewna i masz wątpliwości, tylko stara się je na biezaco rozwiewać i robi wszystko, zeby znów zdobyc Twoje zaufanie. Poza tym, nie zapominaj o sobie, w swoim życiu, koleżankach, rozrywkach. Nic tak nie przyciąga uwagi faceta niż to, kiedy widzi, ze oprócz niego masz też swoje wlasne życie, gdzie spotykasz róznych ludzi i ze on nie jest CAŁYM Twoim jedynym światem, pojawia się wtedy u niego nutka niepokoju o Ciebie, obawa że ktoś Cie odbije, i motywacja, że musi się starać cały czas, żebys to wlasnie z nim chciała być. Łatwo mi tera mówić, bo sama swój związek prowadziłam zupełnie odwrotnie:[ Moj facet naodwalał porzadnie a ja wybaczylam i jak wrocilam to juz totalnie całą uwagę i swoje zycie skupilam tylko na nim, na sledzeniu czy na pewno mowi prawde, co robi itd. I to był wielki błąd. Byliśmy tak od powrotu kolejny rok. Aż odszedł. I po miesiacu mial juz inną po 3 latach naszego związku. Wiem, że gdybym potrafiła zamiast na nim, skupic się na sobie, na swoim życiu, to zainicjowalabym nutkę tajemniczosci dla niego i na pewno duzo bardziej przyciągnęłabym jego uwagę. To on by się nastanawiał gdzie jestem, czy na pewno z koleżanką wyszłam, widziałby że mam swoje pasje i nie jest całym moim światem, więc miałby motywację, aby starac się nim być. Ehh...ale mądry Polak po szkodzie. Dlatego Ty zrób jak zasugerowałąm wyżej, póki jeszcze jest czas:]

40

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?
grzechotka napisał/a:

Powiem prosto z mostu - ile razy by Cie nie prosił i nie przepraszał, nie licz, że z tym skończy:/ Ja z moim byłam 3 lata, teraz 3 raz zerwaliśmy, wczesniej rownież wracałam za jego namową, za kazdym razem przysięgał, że się zmienił, że teraz będzie inaczej, co więcej - sam deklarował, że mogę go sprawdzać! Ja odmówilam sprawdzania, bo z doswiadczenia po poprzedniej próbie powrotu wiedziałam, ze to jest na krótką metę, bo ja przywykłam do sprawdzania go a gdy zaczal sie w koncu buntowac, bo juz mu to przeszkadzalo, ja podejrzewalam od razu ze cos ma do ukrycia, takze koło się zataczało. Dlatego za drugim razem odmówiłam sprawdzania i powiedziałam, ze skoro mamy zacząc od nowa, to niech to w miare mozliwosci będzie NORMALNE z normalnym prawem do prywatnosci i ze daję mu czystą kartę. Dalej się zarzekał, ze on mi będzie wszystko udowadniał itd itd. Odmówiłam. No i cóż...po 2 miesiącach od kolejnego powrotu ktorejs nocy cos mnie podkusilo i sprawdziłam. Komputer. Oczywiście pisał do różnych dziewczyn z różnymi podtekstami, na pewno nie były to koleżenskie gadki. Nie muszę mówić jak się czułam po tym, co mi naobiecywał:/ I tak za kazdym razem. Oczywiscie przeprosil, znowu sie zarzekal ze wiecej tego nie zrobi i tak w kółko. Po roku takich akcji doszlo do tego ze mial juz zahasłowane wszystko co tylko się da łącznie z telefonem a ja nie mialam prawa usiasc do jego komputera chociazby zeby skorzystac z netu. Chyba że siedział obok i patrzył:/ wiadome było, ze w jego kompie i telefonie musi się roić od rzeczy ktorych nie mial prawa robić będąc w związku ze mną i po takich deklaracjach. Ja to wytrzymywałam, az to on wymiękł i mi powiedział, że on widocznie taki jest, ze nie potrafi inaczej i nie umie sie jednak zmienić:/ Zajeście co? a ja co? straciłam kolejny rok - bity cały rok życia dla niego, wierząc w jego metamorfozę. I to był 3 rok z nim. Dodam, że nasza sytuacja byla duzo bardziej skomplikowana, bo on narobil mi strasznych swinstw po roku (pisalam o tym kiedys), ktore byly generalnie niewybaczalne, ale tak mi chcial udowadniac swoja przemiane, taki byl chetny na WSZYSTKO zebym tylko wrócila ze oczywiscie dobroduszna ja, stwierdzilam ze kazdy przeciez zasluguje na 2.szansę. Tak, na drugą TAK, ale nie na 4,5 ani 10. On potem jeszcze 2 razy mnie zawiódł mocno az teraz za trzecim razem odszedł sam. Mam wielki żal do niego, że po prostu nie spiął dupy i się naprawdę nie postarał, bo ja trwałam przy nim, bo naprawdę uważałam, że jest między nami cos wyjątkowego, coś co przenosi góry itd...i myślalam, że warto. A on po prostu sobie odszedł przed swietami, sylwestrem, jakby nigdy nic mi nie obiecywal i co więcej, nie okazał w związku z tym żadnych skrupułów, emocji, do tej pory się nie odzywa w ogóle(zapewne jedna z jego 'kolezanek' jest juz kolejna dziewczyną więc ma czym zając mysli i ręce), do tego kiedy ja próbowałam wykrzesac z niego jakiekolwiek emocje zeby sie nie czuc tak bezwartosciowa dla niego, potrafił byc wręcz chamski:/ Nie życzę tego nikomu naprawdę. Żadna kobieta na cos takiego nie zasłguje, a już na pewno żadna, która poswięciła mnostwo nerw, łez, czasu, wybaczała i wierzyła:/
Także moim zdaniem, powinnas jak najszybciej wyciągnąć wnioski z jego niedotrzymywanych obiecanek, zanim obróci się to wszystko co wytrzymujesz o 180 stopni przeciwko Tobie:/

Jestem przerażona tym, co napisałaś. Co gorsza, zdaję sobie z tego sprawę. A mimo to, nadal się łudzę, że może jednak będzie dobrze... na razie jest dobrze, ale nie wiem jak długo. Chyba należę do takich osób, które się naprawdę za bardzo przywiązują i myślę, że najlepiej byłoby tak jak w Twoim przypadku, żeby to on mnie zostawił. A najgorsze jest to, że jak ja mówię o rozstaniu to on też nie okazuje żadnych emocji... Człowiek czuje się wtedy taki nic nieznaczący, jakby nieważne było czy żył z tą drugą osobą przez 4 lata czy nie. Pozdrawiam...

41 Ostatnio edytowany przez maxi (2012-02-20 10:18:10)

Odp: Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?
bezduszny napisał/a:
ewka123 napisał/a:

Bezduszny - a jak długo trwał Twój związek z dziewczyną? Czy postąpiłbys tak samo mając 20 lat małżeństwa za sobą, czy próbowałbyś odbudować zaufanie?

Ewa - myślisz, że nie chciałem? To było 6 lat. Po "wpadce" nie mogłem znieść jej łez i wydawało mi się szczerego żalu. Po dwóch dniach byliśmy już znowu razem. Cóż, kiedy po 2 tygodniach okazało się, że jest to samo. I tym razem dałem jej szansę, bo widziałem jej żal i znowu łzy. Uważałem, że skoro kocham, to kocham bez względu na okoliczności. Zarzekała się, że się zmieniła. Czy to kiedykolwiek nastąpiło - nie wiem. Po pół roku znowu odkryłem, że nie zerwała jednej ze swoich znajomości, co więcej nawiązała następną. Odeszła, bo stwierdziła, że czuje się przeze mnie upokorzona. Chciała wrócić na dzień następny, ale we mnie już coś pękło. Teraz czasami żałuję, ale z drugiej strony - ileż można dawać szans, skoro ta druga osoba nie umie albo nawet nie chce ich wykorzystać? Wiem, że popełniłem błąd zbyt szybko przechodząc nad wszystkim do porządku dziennego. A ona - cóż, chyba niedojrzała osoba, która do końca nie wie jeszcze czego chce. Nie każdy zasługuje na drugą szansę.

Uważam, że postąpiłeś słusznie. Dałeś parę szans, których ona nie wykorzystała na zmianę swojego zachowania. Co jeszcze mnie tu zastanowiło otóż, zamiast robić wszystko abyś jej wybaczył, starać się i zabiegać, to Twoja partnerka odeszła mówiąc, że czuje się przez Ciebie upokorzona, czyli przerzuciła winę za wszystkie swoje zdrady na Ciebie. Tak to własnie wygląda.
Ja też uważam, że każdy ma prawo do prywatności ale oboje partnerzy muszą robić wszystko aby relacje między nimi były, szczere, uczciwe i zgodne. Ale czy tak jest?
Nie zawsze, kiedy są sygnały, że coś się złego dzieje z partnerem, że kręci, trzyma komórkę przy sobie i wychodzi z nią wszędzie a nawet z nią śpi, kiedy wszędzie ma hasła i blokady czyli mamy pewne podejrzenia, wtedy zwykle sprawdzamy ale myślę, że nie robimy tego aby wedrzeć się w czyjąś prywatność (choć tak to wygląda), tylko po to aby sprawdzić swoje przypuszczenia czy podejrzenia.
i aby podjąć DECYZJĘ co dalej? przecież nikt nie lubi być oszukiwany a życie z kłamcą/kłamczynią mija się z celem.
Brzydzimy się tego ale to jest jednocześnie nasza OBRONA przed dalszym zyciem w kłamstwach (jeżeli się okaże, że to co mówi nasz partner/partnerka jest jedną wielką ściemą).

Posty [ 42 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Granice prywatności w związku - szczerośc bez granic czy jednak nie?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026