Witajcie.
Piszę do Was ze względu, że nie mam z kim tak szczerze na ten temat porozmawiać.
Otóż... Mam 19 lat i brata który ma 10 lat. Rodziców i dośc duża rodzinę... kuzynów, ciotki, wujków.
No i dziadków (lecz tak naprawdę tylko ze strony mamy). Mieszkaja 100 km dalej więc wydujemy się najczęsciej latem, wiosną, zimą trochę rzadziej. Ale jest. Są bardzo kochani. I mimo że nie ciągną finansowa najlepiej to zawsze są hojni dla mnie dla brata... I widac, czuć, że nas kochają tak jak powinni dziadkowie, bawią się z bratem, grają chodzą na spacery... rozmawiają ze mną, smieją się... Są.
Natomiast rodzice mojego taty czyli moi drudzy dziadkowie... To trochę bardziej zamożni ludzie , pewni siebie, dumni. Co to nie oni.
Często dochodziło do sprzeczek miedzy moimi rodzicami a rodzicami taty.
Był taki czas kiedy nie rozmawialiśmy (wielka sprzeczka) , Wszyscy przemówili do siebie dopiero wtedy kiedy dziadek wylądował w szpitalu a lekarze dali mu 3 miesiące życia. Minęły kolejne dwa lata i wszystko było OK jedna wielka kochająca rodzinka.
A teraz znów... kłótnia... pół roku bez kontaktu mimo tego ze mieszkaja zaledwie 10 minut spacerkiem ode mnie.
Ja wiem, ze z rodzina roznie bywa ale... To ze pokłócili sie z moimi rodzicami - nie znaczy ze nie mogą odzywać sie do mnie czy do brata (który potzrebuje nie tylko rodziców ale i dziadków). Nie raz brat przychodzi ze szkoły i mówi "siostra a wiesz jakiego fajnego dziadka ma Ola, wczoraj zabrał ją do zoo" , " a wiesz jaki ten dziadek Michała jest zabawny"...
Az mi łzy w oczach staja jak słysze takie słowa z brata ust, i widze ten żal, i od razu myśl " dlaczego moi dziadkowie się nami nie interesuja' ...
Jak było wszystko ok miedzy rodzicami a dziadkami to babcia potrafila przyjsc co drugi dzien, opiekowac sie nami , parzyc herbatki jak bylismy chorzy . Tymbardziej ze są młodymi dziadkami (babcia 65 lat) . NIc jej nie dolega zdrowa jak ryba.
A teraz nawet na ulicy odwraca wzrok kiedy widzi mnie czy brata. Nie interesuje sie Nami, tak jakby w ogole nie miala wnuków.
To przykre. Miec dziadkow tak blisko a nie miec ich w ogóle. Czy jeszce kiedyś poczuję , że się mną interesują?
Czy oni zrozumieją , że czas nie stoi w miejscu, ze moze byc za pozno jak sobie przypomna ze wnuki ich potzrebuja?
Przeciez to chore (nie wspominajac ze tak na prawde to rodzice powinni sie na nich obrazic a to oni sie obrazili.)
Zawsze bylo tak ze moi rodzice wyciagali reke na zgode mimo ze oni najmniej zawinili. Teraz powiedzieli ze nie będą ich 'o litosc blagac, bo dziadkowie uwazaja sie za nie wiadomo kogo' . I ok nie mam zalu do rodzicow bo wiem jak jest jacy sa dziadkowie. Dziadka nigdy nie lubilam, zawsze byl klamca, i jest, zawsze bylo mi zal babci ze z nim jest. Po dzis dzien jezdzi po sanatoriach i zabawia sie z 'dojrzalymi kbietami' a babcia oczywiscie nic nie widzi i nie wie. Zawsze mu przytakiwala, tanczyla jak jej zagral.
Ale te ich sprzeczki, nie powinny wplywac na relacje dziadkow z wnukami. Najbardziej mi chodzi o brata.
Widzi ze inne dzieci chodza z dziadkiem na lody z babcia do parku ze po szkole babcia ich odbiera i jedza razem obiad.... A moj brat co moze powiedziec ? Ze moj dziadek ma mnie gdzies a babcia nosi wysoko glowe ?
Czas w miejscu nie stoi i boje sie ze kolejny rozejm bedzie juz nie w szpitalu u dziadka ale nad jego grobem.
Moi rodzice gdy z Nimi o tym rozmawialam mowili tak samo, i tak samo zle im z tym jak mnie.
To jest po prostu chore...
Nie musicie nic pisac, chcialam sie chyba troche wyzalic... Tak mi się wzięło przez ta aure dzisiejszego dnia.
Przepraszam i miłego popołudnia .