Witam,mam ogromny problem,wlasciwie mozna powiedziec,ze z sama soba. Prawie 4 lata temu skonczylam liceum,w ostatniej klasie urodzilam dziecko,troche ciezko bylo,ale zdalam mature wiec postanowilam pojsc na studia,a ze rodzice mnie zachecali i zadeklarowali ze bede pomagac mojemu mezowi przy dziecku jak mnie nie bedzie wiec bez wyrzutow sumienia zapisalam sie na studia zaoczne w wielkim miescie. Na ten sam kierunek wybrala sie tez moja kolezanka z liceum,mozna powiedziec,ze nawet bardzo dobra. Bardzo ja lubilam i liczylam sie z jej zdaniem,skrycie ja podziwialam ,ze jest taka ladna i madra i zawsze w zyciu jej sie udawalo. Dzieki niej znalazlysmy tani nocleg u jej znajomego,bo ja sama w zyciu bym sie w tym miescie nie odnalazla i wogole bylo ok. Nagle wraz z poczatkiem studiow zaczelo mi odbijac,naprawde. Chcialam chodzic na imprezy, flirtowac z chlopakami<jednak nigdy nie myslalam o zdradzie> poprostu chcialam sie podobac facetom. Wogole nie poczuwalam sie do roli matki,Marzylam tylko zeby nadszedl weekend i bede mogla oderwac sie od tego nianczenia i meza,z ktorym niestety nie moglam sie dogadac ale czego mozna bylo spodziewac sie po malzenstwie 19-latkow, ktorzy co by tu nie mowic zostali bez glebszego namyslu zaoobraczkowani,bo tak trzeba,oczywiscie kochalismy sie ,ale to byla ciezka proba dla naszego zwiazku i to glownie z mojej winy. Ania miala narzyczonego wiec na te imprezy nie chciala chodzic,tylko zostawala w domu albo chlopak do niej przyjezdzal i siedziala razem z nim, i powiem szczerze troche jej tego zazdroscilam,tej chemi jaka jest miedzy para przed slubem kiedy nie ma obowiazkow,jest tylko czysta przyjemnosc. Zazdroscilam jej tego ale przeciez jej tego nie powiedzialam. Poza tym Anka pracowala i stac ja bylo na fajne ciuchy ,zabiegi u kosmetyczek itd, a ja no coz ,nie pracowalam wiec z wszystkich wydanych pieniedzy musialam tlumaczyc sie mezowi,zreszta slusznie,ale ja wtedy tego nie rozumial,wydawalam za duzo bo chcialam dorownac kolezance,bolalo mnie kiedy faceci zwracali uwage na nia a nie na mnie,wiem ze bylam idiotka ale tak wlasnie bylo. Wiadomo ze kazda kobieta jest po czesci prozna i chce sie podobac,to prawda stara jak swiat,ale co zrobic. Kiedy juz nie moglam zniesc jak ona grucha ze swoim narzyczonym postanowilam jej nie przeszkadzac i zaczelam mieszkac w hostelu u innych kolezanek z roku,oczywiscie poskarzylam sie im jaka to Anka bywa nieznosna i uciazliwa i wogole cala litanie skarg,pozniej tego troche zalowalam,ze w nerwach i amoku zazdrosci obgadalam moja kolezanke,nie przypuszczalam tylko ze beda one takie jak ja i powtorza jej wszystko. Po pierwszym polroczu zaszlam w ciaze i zrezygnowalam ze studiow,nie mowiac Ance nic o tym. Ona sie obrazila,ze jej tego nie powiedzialm, a pozniej jeszcze zgadala sie z tamtymi dwiema o one wszystko jej wygadaly. Domyslilam sie tego kiedy ta nie zaprosila mnie na swoj slub. I oczywiscie nie dziwie sie jej bo na pewno poczula sie rozczarowana moja osoba,zreszta ja sama bylam soba rozczarowana. Zrezygnowalam ze studiow nie tylko ze wzgledu na ciaze ale tez dlatego zeby nie spieprzyc swojego malzenstwa i wyjsc jakos na prosta bo te studia wiele mmnie kosztowaly pieniedzy i nerwow.
Kiedy urodzilam 2 dziecko swiat zmienil sie o 360 stopni,poczulam wreszcie co to jest milosc macierzynska i co znaczy byc zona,moje zycie stalo sie ustabilizowane,nie czulam tego nigdy wczesniej tej dojrzalosci. Moje priorytety zmienily kolejnosc,liczyl sie tylko maz i dzieci. Lecz niestety po roku spotkalam ja i jak grom z jasnego nieba spadly na mnie wyrzuty sumienia ktore od tamtej pory mecza mnie juz prawie 3 lata. Doszlo do mnie jakie swinstwo zrobilam tej dziewczynie,jak sie musiala poczuc kiedy o uslyszla od obcych osob tyle gorzkich slow na swoj temat,ktore w dodatku powiedziala jej kolezanka. Sama kiedys doswiadczylam tego wiec moglam tylko przypuszczac jak ona sie czula. To jest okropne,kiedy ja mijam i mozemy sobie powiedziec tylko suche <czesc>mimo tylu roznych,wspolnych wspomnien. I nie chodzi o to ze ja chce byc dalej jej przyjaciolka,bo to nie mialoby sensu,ale o to bardzo chce ja przeprosic ale nie wiem jak to zrobic,minelo juz tyle czasu a ja w kazdy dzien mecze sie ta mysla jaka bylam wredna i perfidna, nie wiem co mi sie wtedy stalo,sama siebie nie poznawalam,moge stwierdzic to teraz z perspektywy czasu jak przepasc jest miedzy moja osoba wtedy a moja osoba dzisiaj. Czasami nawet nie spie w nocy i mysle co mam zrobic, czy nie wyjde na idiotke,czy mnie nie wysmiej albo nie bedzie chciala sluchac itd. Nie chce wracac do przeszlosci,ale tak mnie meczy ta sprawa,ze naprawde odbija sie to na moim zdrowiu psychicznym. Co wy zrobilybyscie na moim miejscu??