Witam, mam 18 lat i jestem właśnie po swojej pierwszej miłości.. Piszę tu, aby po prostu wylać żal i dowiedzieć się jak mogę sobie poradzić. Spróbuję to napisać jak najkrócej, ale dokładnie ![]()
Spotykałam się z nim 1,5 roku w związku byliśmy pól roku. Ja 18 lat on 23. Nasze spotkania od początku były bliższe, przytulaliśmy się itd.. Po kilku miesiącach naszej znajomości wrócił do swojej byłej, pogodziłam się z tym, bo nie byłam aż tak zaangażowana, w końcu nie łączyło nas żadne głębsze uczucie, kilka miesięcy potem napisałam do niego, złożyłam życzenia urodzinowe i tego dnia się spotkaliśmy, pierwszy raz po kilku miesięcznej przerwie, jak się potem okazało tego dnia z nim zerwała tamta.
Nasza znajomość dalej była bardziej przyjacielska, po kilku miesiącach z mojej strony wyłoniły się uczucia, w koncu wylądowaliśmy w łóżku i od tamtego zdarzenia moje uczucie było coraz mocniejsze. Oczywiście mu powiedziałam o tym, że nie chcę się z nim kochać po koleżeńsku , bo po prostu nie potrafię, on powiedział, że nie da się na siłę nikogo pokochać i do tego trzeba czasu. Jednak między nami było coraz mniej przyjacielsko a bardziej uczuciowo, związaliśmy się, tak już bardziej oficjalnie, lecz nie mówił, że mnie kocha, powiedział to po dwóch miesiącach związku, co mnie utwierdziło w tym, że to było szczere, czułam się cudownie
Nigdy nie wierzyłam, że ktoś mógłby mnei pokochać. Niestety, po jakimś czasie było więcej kłótni, nasz związek patrząc teraz na to był całkowicie nieudany. Wiedziałam, że miał jakieś problemy, o niektórych wiedziałam o innych nie chciał mi mówić. Nie poznałam nikogo z jego rodziny ani przyjaciół, przez co czułam, że się mnie wstydzi. W końcu mnie zostawił.. Cierpiałam, po kilku dniach jednak wróciliśmy do siebie. Tylko ja się starałam, ciągle mu ustępowałam, oczywiście przez jakieś 3 tygodnie było cudownie i z jego strony, ale potem znowu się zaczęło psuć. Znowu kłótnie o byle co, płakałam codziennie, miał mniej czasu dla mnie i był oschły przez sms czy gg, ale na spotkaniach było miło..
Przemyślałam sobie wszystko i napisałam mu na gg, niestety, bo nie wiedziałam kiedy się spotkamy, że zrozumiałam, że często przesadzałam z zazdrością i dużo wymagałam. On był bardzo obojętny, więc napisałam, że jest mi smutno, on odpisał, że jemu też, bo coś się wyczerpało z jego strony, że nie czuje tego, co czuł na początku, zapytałam, czy widzi jakieś szanse a on, że raczej nie.
Wybuchłam płaczem, bardzo się przejęłam, poczułam nagle wielką pustkę, wiedziałam, że nic nie zdziałam. Przeprosił mnie następnego dnia (w smsie..), dodał, że nie chciał mnie zranić, ale po prostu ja dawałam więcej do tego związku i zasługuję na kogoś lepszego..
Najgorsze jest to, że wiem, że ma racje, nie zasłużył na każde moje poświęcenie, dla mnie bardziej liczyło się jego szczęście niż moje, a on ze mną rozmawiał jakby było mu to obojętne.
Martwię się, że trudno będzie mi znowu zaufać, mam niską samoocenę, bo nie należę do atrakcyjnych kobiet. Jestem zgrabna , ale twarz nie jest zachęcająca..
Jak sobie radziłyście z rozstaniem? Jak poznałyście nową (obecną) idealną drugą połówkę? Jak zapomnieć? Moze psycholog?
Pozdraiwam !:)
Podobne tematy
Witaj, karokaj!
Podoba mi się Twoje podejście do sprawy. Zazdroszczę, naprawdę. Gdybym ja miała taką świadomość 4 lata temu, też pewnie oszczędziłabym sobie strumieni łez i rozpaczy. Jak dzisiaj sobie pomyślę, to sama się z siebie śmieje. Pamiętaj, że nie warto angażować się w coś, jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości i słyszysz od faceta, że nic na siłę. Bo formułka "daj mi czas, może miłość przyjdzie kiedyś" zdarza się sporadycznie. I lepiej zwiewać, zanim się wpadnie po uszy.
U mnie to wielkie "BUM" przyszło niespodziewanie. Byłam w związku i postanowiłam go z tego właśnie powodu zakończyć, a z moim teraźniejszym partnerem chodziłam do tej samej szkoły. Zawsze mi się bardzo podobał wizualnie, na pierwszy rzut oka wydawał mi się przesympatycznym facetem (zresztą nie pomyliłam się), takim skromnym (mimo, że się za nim hieny oglądały
). Mimo to nigdy nie patrzyłam na niego jako "materiał na mojego faceta". Nie wiem właściwie czemu. Mijaliśmy się często, zawsze dłużej zatrzymywał na mnie swój wzrok i czułam, że patrzy na mnie tak jakoś...inaczej. I pewnego dnia, kiedy obok niego przeszłam i zauważyłam, że się patrzy, po prostu obejrzałam się za nim. I od tego momentu moja perspektywa się zmieniła. Nie wiedziałam, co się takiego stało, ale wiedziałam, że w tym momencie w moim życiu dzieje się coś bardzo ważnego. I tak jest do dziś ![]()
1.5 roku to nie mało... cięzko jest tak nagle zapomnieć i żyć swoim życiem, wiem coś o tym, ale skoro twierdzisz że dobrze się stało to już połowa sukcesu. Na pewno będzie Ci go brakowało jeszcze długo ale musisz żyć dalej, na pewno z czasem poznasz kogoś kto bedzie dla Ciebie odpowiedniejszy i przez myśl nie przejdzie Ci tamten, stwierdzisz że warto było... więc trzeba tylko cierpliwie czekać:)
Witaj, karokaj!
Podoba mi się Twoje podejście do sprawy. Zazdroszczę, naprawdę. Gdybym ja miała taką świadomość 4 lata temu, też pewnie oszczędziłabym sobie strumieni łez i rozpaczy. Jak dzisiaj sobie pomyślę, to sama się z siebie śmieje. Pamiętaj, że nie warto angażować się w coś, jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości i słyszysz od faceta, że nic na siłę. Bo formułka "daj mi czas, może miłość przyjdzie kiedyś" zdarza się sporadycznie. I lepiej zwiewać, zanim się wpadnie po uszy.U mnie to wielkie "BUM" przyszło niespodziewanie. Byłam w związku i postanowiłam go z tego właśnie powodu zakończyć, a z moim teraźniejszym partnerem chodziłam do tej samej szkoły. Zawsze mi się bardzo podobał wizualnie, na pierwszy rzut oka wydawał mi się przesympatycznym facetem (zresztą nie pomyliłam się), takim skromnym (mimo, że się za nim hieny oglądały
). Mimo to nigdy nie patrzyłam na niego jako "materiał na mojego faceta". Nie wiem właściwie czemu. Mijaliśmy się często, zawsze dłużej zatrzymywał na mnie swój wzrok i czułam, że patrzy na mnie tak jakoś...inaczej. I pewnego dnia, kiedy obok niego przeszłam i zauważyłam, że się patrzy, po prostu obejrzałam się za nim. I od tego momentu moja perspektywa się zmieniła. Nie wiedziałam, co się takiego stało, ale wiedziałam, że w tym momencie w moim życiu dzieje się coś bardzo ważnego. I tak jest do dziś
Patrząc na to z boku, wydaje mi się, że czekałam, aż mnie pokocha, bo bardzo się bałam samotności. Dobrze mi było mieć świadomość, że kogoś mam, że nie jestem sama i jest ktoś, kto mnie czule przytuli czy pocałuje. Może dlatego też ciągle szukałam swojej winy usprawiedliwiając go. Kurcze boję się angażować, bo boję się, że znowu będę cierpieć a tego nie chcę, z drugiej strony, bardzo mi źle będąc samej..
Gratuluję nowego, lepszego partnera i zazdroszczę
!
Cześć,
Z jednej strony tydz. czasu to niewiele, ale z twojej wypowiedzi wnioskuję, że on traktuje Cię obojętnie.Więc odpuść sobie. Wiem, że to trudne, ale postaraj swoje myśli skierować na inne tory. Zapisz się na jakieś dodatkowe zajęcia np. angielski, taniec czy jak pisałam fitness czy basen. Swoją drogą na basenie jest dużo fajnych facetów, ale durnych i płytkich podrywaczy też nie brakuje więc trzeba się pilnować ![]()
Przede wszystkim zmień nastawienie do samej siebie. Twoje ostatnie zdanie mnie trochę przeraziło. Jeśli masz niską samoocenę to postaraj się zawsze pięknie wyglądać. Nawet idąc do sklepu zrób sobie ciekawy, delikatny makijaż i ubierz sie tak jakbyć miałą iść z koleżankami na pogaduchy do kawiarni czy pubu:)
Wychodza z domu zerknij do lustra i powidz sama do siebie, że jestś piękna. Idąc ulica nie patrz w dół tylko głowa do góry, plecy proste, nos zadarty
Będziesz przyciągała spojrzenia nie tylko chłopaków, ale i dziewczyn. Zobaczysz!
Aha i koniecznie noś buty na obcasie. Poczujesz się na bardzo kobieco co doda Ci pewności siebie. Jednym słowem dbaj o siebie każdego dnia.
Rady starszej koleżanki
Trzymaj się ciepło.
z tymi butami na obcasie może być różnie, bo jestem wysoka (176), ale fakt faaktem to myślałam o tym, aby coś w sobie zmienić.. Dzięki za radęę ![]()
Ja wychodzę z założenia, że już sama świadomość atrakcyjności czyni nas atrakcyjne. A wierzch jest dla innych, żeby mogli sobie oko nacieszyć.
I pomyśl, że związać się z przypadkowym, albo takim, co jest ideałem* na 99% nie jest sztuką. Każdy tak może mieć. Sztuką to jest być z jednym, wyczekanym i "wymodlonym" ideałem*.
* mówię tu o "ideale" w naszym osobistym mniemaniu, bo iż ponieważ w ideała idealnego dla wszystkich nie wierzę ![]()
Kochani.. Było naprawdę dobrze aż do dziś, kiedy mam wrażenie, że on mnie zostawił dla innej, ale duzo by pisać.. Po prostu zaczęłam płakać, pragnę żeby on się tak czuł teraz jak ja, tez bym chciała żeby był zraniony. Wiem, że chaotycznie piszę, ale po prostu nie mogę się opanować.. Czuję się jak śmieć, dałam z siebie tyle ile mogłam. Boję się już pokochać kogoś innego..