Chciałam być tylko szczęśliwa...marzyłam tylko o tym by spotkac kogos kto mnie pokocha bedzie mnie szanował załozymy rodzine i bedziemy żyli długo i szcześliwie,no tak ale wkońcu wyszło zupełnie odwrotnie!
Przystojny ,śmiały i inny od wszystkich wydawał mi sie taki dojrzały!Przyjechał do naszej miejscowości z dosc daleka wiec był takim nowym "towarem".Miałam 16 lat byłam głupia i naiwna to ja za nim latałam a on miał wszystkie laski na widelcu...teraz napewno byłabym mądrzejsza ale wtedy byłam zakochaną gówniara i miałam gdzies wszystko!no i tak pomału pomału zostalismy tą "niby" parą,bo wiem ze oszukiwał mnie jak sie tylko dało!no i tak to mijało ja sie cieszyłam ze go mam jakos mnie to nie ruszało ze sobie siedział i pił z kolegami czy robił Bóg wie co tam jeszcze!Ja tez sie bawiłam tylko ze ciągle miałam tą swiadomosc ze z nim jestem i nie moge go ranic!Gdy poszłam do liceum mieszkałam w internacie on w tym czasie był w wojsku!wtedy była pierwsza akcja ,wiedziałam ze mnie zdradzał ale co ja mogłam zrobic zależało mi na nim!wkoncu udało mi sie ''JĄ" przepędzic ale teraz wiem ze i tak lubiał bajerowac inne!w internacie miałam mnóstwo szans zeby byc z kimś szczesliwa i jedną której do tej pory żałuje ,M robił wszystko zeby sie do mnie zbliżyc próbował chyba wszystkiego ale ja byłam nieugięta!Żałuje tego strasznie teraz inna kobieta jest z nim cholernie szczesliwa a ja poprostu miałam klapki na oczach!Tak mijały miesiące lata,były sceny całowań sie z innymi dziwczynami ,smsy do innych,i wiele rzeczy których pewnie sie nigdy nie dowiem,były rozstania i powroty ale ciągle byliśmy razem!
Gdy zaszłam w ciąze miałam 19 lat ...zmienił sie byłam szczesliwa chodz nie było to planowane dziecko ,cieszyłam sie ze moze własnie teraz bedzie lepiej!I było do pewnego momentu kiedy dowiedziałam sie ze usilnie próbuje zdobyc nr do jakies małolaty,i zdobył go i nie wiem o czym pisał ale przepędziłam ją daleko od nas!byłam w ciąży ale cały czas byłam w ciągłym stresie ze on cos jednak robi za moimi plecami nie ufałam mu!Urodziłam 2 miesiące przed terminem naszczeście z moim maleństwem było wszystko w porządku!leżałam w szpitalu 3 tygodnie...było mi cięzko miałam depresje a on pił i był szczesliwy!
Gdy wróciłam do domu było inaczej pomagał mi,wstawał w nocy,dzwonił do lekarki gdy czegos nie wiedzielismy czy czyms sie martwiliśmy!było fajnie czułam ze jestesmy rodziną!były wzloty i upadki ale nie narzekałam ! Wkoncu znalazł fajną prace tzn tak mi sie wydawało!wszystkiego mogłabym sie spodziewac ale nie tego ze moze mnie zdradzic!na poczatku wszystko było ok zapoznał mnie ze wszystkimi i czułam ze jeslesmy dla niego ważni!a tu masz !budze sie rano i lezy tel odruchowo go wziełam a tam te smsy od niej!Przy mnie napisał jej ze ją kocha ona napisała to samo!wyrzuciłam jego rzeczy podarłam zdjecia ale on nie chciał odejsc!brzydziłam sie nim!nie wim ile to trwało bo go nigdy nie sprawdzałam,byłam pewna ze nie moze mi tego zrobic bo przeciez sie kochamy!No ale cuż dziecko musi miec ojca wiec znowu walczyłam i wywalczyłam chodz tak tam pracowal i wiedziałam ze to sie nie skonczyło!wkoncu sie zwolnił!no i wtedy wyszło kolejne kłamstwo powiedział ze szef wisi mu duzo kasy bo przez spory okres czasu nie przynosił całej wypłaty do domu,wiezyłam mu !ale kiedy sie zwolnił powiedział ze mnie okłamał i nie ma tej kasy!na pytanie na co ją wydawał odpowiedzial "na głupoty" wiedziałam juz ze pewnie dobrze sie bawił!no ale co jak sie pewnie domyslacie WYBACZYŁAM!
Było jeszcze dużo takich akcji ale nie sposób ich tu opisac ja non stop wybaczałam!
Mineło juz sporo czasu czasami było żle czasem dobrze...zaciskałam zęby kiedy chował przedemna telefon!chciałam mu zaufac!nadal chce...teraz mam inny problem a własciwie może i ten sam...znowy nie przynosi wypłaty mów ze szef mu wisi...chciałam nawet do niego zadzwonic ale nie chce robic z siebie idiotki!Piwo....no własnie piwo jest dla niego chyba teraz najwarzniejsze gdy mu mówie nie pij tyle odpowiada "to nie moja wina ze lubie piwa,przeciez nie upijam sie codziennie"
Co weekend przyjezdza mój brat urządzaja sobie wieczory przy piwie w kotłowni gdy z tamtad wraca ledwo idzie ale ja nie mam nic do gadania bo on przeciez może sie napic!
Dzis jest Niedziela a oni siedza i piją...chodz wczesniej mówił ze wypije góra 2!poszłam tam w reklamówce 10 piw 2 juz wypite...powiedziałam -ze nie chce go widziec w naszym domu ze to juz za duzo ze mam dość a on "-dobrze" wybiegłam naprawde mam juz dość!