Witam wszystkich bardzo serdecznie.
Strasznie długo trwało zanim zdecydowałam napisać się na forum o przerastającym mnie problemie, ale prawda moja jest tak cholernie obrzydliwie bolesna, że już nie daję rady tłumić tego w samotności i smutku.
Zacznę od początku.
Pewnego dnia zaczęłam spotykać się z chłopakiem, by zrobić na złość swojemu eks, który kilkakrotnie mnie zdradził, a którego mimo wszystko kochałam najbardziej na świecie. Jakoś się potoczyło, że ten nowy okazał się mądry, wygadany, nie zdradzał, nie bił mnie to zostałam przy nim w obawie przed natrafieniem na kolejnego niewyżytego seksualnie idiotę, a że od dziecka mam bardzo wysoką potrzebę kontaktów emocjonalnych z innymi (czyt. chcę po prostu, żeby mnie ktoś wreszcie kochał nie krzywdząc), więc wyobraziłam sobie, że on mnie też kocha (chociaż też zaczął się ze mną spotykać, zaraz po zerwaniu ze swoją byłą dziewczyną). Po dwóch latach zaszłam w ciążę (dla wyjaśnienia nie byłam już nastolatką), więc wzięliśmy ślub. Zdecydowałam się na niego, gdyż przebywając w ciężkim szoku jakim była właśnie ciąża podczas trwania studiów, pragnęłam aby dziecko wychowywało się w zdrowej, pełnej rodzinie. Jak się później okazało pełna, nie zawsze dla wszystkich znaczy szczęśliwa.
Studia skończyłam nie biorąc żadnych urlopów dziekańskich, ani nic innego. Zrezygnowałam całkowicie z przyjemności, liczyła się dla mnie jedynie szkoła, dziecko, rodzina, ale akurat tego nie żałuję, ponieważ uważam, że każda dziewczyna decydując się na seks powinna się liczyć z możliwością zajścia w ciążę i podjęcia dużej odpowiedzialności.
Skończyłam pierwszy stopień studiów z wysokim wynikiem, zresztą opinię wśród wykładowców miałam bardzo pochlebną, ktoś nawet wspomniał, że po mgr mogłaby mnie czekać kariera na uczelni.
Ze studiów zrezygnowałam dla mojego męża, który nie potrafił skończyć żadnej szkoły średniej czy to w Polsce, czy wcześniej za granicą gdzie mieszkał. Zarządził więc, że tylko po ponownym wyjeździe za granicę będzie mógł zdobyć zawód, bo tam pójdzie do szkoły. Ku rozpaczy moich rodziców pojechaliśmy. Zgodziłam się dla niego, bo nie chciałam żeby został bez szkoły i dla dziecka, gdyż chciałam córkę wychowywać całą sobą, uczyć, pokazywać jej świat.
Wtedy zaczęło się moje piekło, które trwa do dziś. Nie wiem, czy nawet jest sens pisać takie głupoty, że nie dostaję kwiatów prezentów, komplementów, gdyż w obliczu tego co przeżywam taki banał nie jest dla mnie w najmniejszym stopniu istotny.
Siedzę w domu, piorę, sprzątam, gotuję, nie znałam na początku języka mieszkańców kraju, w którym mieszkam (to nie Anglia, angielski znam bardzo dobrze), więc nie byłam w stanie nic załatwić, nie wiedziałam gdzie pójść, do jakich urzędów, jeżeli już to musiałam brać swoje dziecko, które w długich kolejkach się zwyczajnie męczyło (a matka męża mieszka w tym mieście, co my). Mój mąż zaczynał mnie wyzywać, że jestem sierotą, że sobie nie radzę z życiem, że bez niego bym zginęła, że nawet z dzieckiem sobie nie radzę (np. kiedy prosiłam go, żeby wniósł ją po schodach do mieszkania, bo ja akurat nie miałam siły). Traktuje mnie jak powietrze, kilka razy mnie popchnął, kazał "wypierdalać do Polski" (przepraszam, za słownictwo, ale chcę przytoczyć jego słowa), po czym powiedział, że jak wyjadę z małą to odbierze mi dziecko. Kiedy płaczę to tak strasznie na mnie krzyczy, że zachowuję się jak histeryczka, down, wariatka, obgaduje mnie ze swoją siostrą i matką. Boję się płakać w domu, teraz już staram się opanowywać i robię to tylko w samotności. Ostatnio powiedział mi, że nie jestem kobietą, co strasznie mnie zabolało. Nie mam tu NIKOGO, tylko dziecko. On odkąd tu mieszkamy wracając do domu nie robi nic, nie zajmuje się dzieckiem, tylko siedzi przed komputerem. Gdy parę razy chciałam wyjść na miasto mała nie chciała z nim zostać, nie chce przy nim chodzić spać, a gdy chce się pobawić z tatą to on tylko mówi:"poczekaj tylko tatuś coś ważnego zrobi", po czym ogląda bzdury w necie i zapomina o prośbach córki.
Nie odejdę, bo boję się że zabierze mi dziecko.
Chciałam popełnić samobójstwo, bo to wszystko wygląda dużo gorzej niż o tym piszę, ale powstrzymała mnie myśl o dziecku i o tym jak ona byłaby samotna gdyby mnie zabrakło, a jest dla mnie ważniejsza od mojego beznadziejnego życia.
Nienawidzę siebie, nie mogę patrzeć na siebie w lustrze, jestem brzydka, uważam (nie dramatyzuje teraz, ja naprawdę mam takie zdanie), że nie zasługuję już na prawdziwą miłość od mężczyzny. Zresztą, ja się boję mężczyzn, strasznie się peszę, chowam, nie potrafię z nimi normalnie rozmawiać.
Zapomniałam napisać, że oczywiście jeśli chodzi o seks nie mam najmniejszej ochoty na niego, ale mąż po obejrzeniu jakichś filmów czasem ma, a przy okazji ma w dupie fakt, że ja nie chcę i nawet jak mówię nie, to on i tak robi swoje, ale trwa to chwilę, chodzi mu tylko, żeby się wyżyć.
Czasem marzę jak mała dziewczynka, żeby jakiś książę mnie uratował, ale zaraz potem wracają realne myśli, że życie to nie film, nie wszyscy żyją w szczęściu i miłości, nie wszystko dobrze się kończy i prędzej trzeba być przygotowanym na zło niż dobro.
Ciągle płaczę, wstaję rano i płaczę, kładę się spać i płaczę, nie ogarniam samej siebie, nie wiem co się dzieje z moim umysłem. Zaczęłam mieć problemy ze zdrowiem, często brakuje mi tchu, mam zawroty głowy (nie muszę dodawać, że męża to tylko irytuje i na każdym kroku powtarza że jestem nienormalna).
Długi jest mój wątek, ale i tak nie opisałam wszystkiego, ale chociaż troszkę pragnęłam się wygadać.
Mam 23 lata i jestem pusta w środku jak plastikowa lalka...
Podobne tematy
duuuuuuuuuzo tutaj jest o tobie,o nim ,o dziecku i o was.
nie chce cie dobijac ale ta cala droga to wszystko na twa walsną prośbe.
jednak mając przy sobie malenkie serce ,które bije z ciebie i dla ciebie -znajdz w sobie siłe aby to wszystko PODNIEŚĆ;
twoj pan i wladca sie nie zmieni -to po prostu taki typ,bez zasad i honoru.liczy sie jego wyidealizowane ego i to nim kieruję.nie ma w tym wszystkim miejsca dla was.
dlatego na twoim miejscu rozpoczelabym "mozolną walke o spokoj i harmonie"; a jak ?
najpierw doprowadz do sytuacji ,w której moglibyscie pojechać do PL na urlop.
(to może brzmieć absurdalnie,ale czasem w chwili desperacji mozna znależć argumenty...!);
w kraju wiedziałabyś dokąd pojść i gdzie szukac pomocy);
bynajmniej proponowałabym rozpocząć metode drobnych kroczków:
1/. namierzyć konsulat
2/. nakreslic plan-skad mozna uzyskac pomoc-ustalic miejsca;siadam pod jego nieobecnośc ,właże na tłumacza i komponuje tekst (co che zalatwić,jak z kimkolwiek porozmawiać lub przedstawić list)
3/. odszukać kontakt z biurem emigrayjnym(w kazdym miescie musi byc taki punkt)w wiekszości wypadków nie wiadomo nawet gdzie to moze byc ale zawsze urzedy dysponuja taka informacja;jesli nie wiesz jak zapytać :napisz sobie na kartce tłumaczenie "gdzie tutaj w tym miescie jest dom pomocy spolecznej,biuro emigracyjne itd.
JESLI KTOŚ CHCE ZNAJDZIE SPOSÓB,JESLI KTOŚ NE CHCE ZNAJDZIE POWÓD...
bede ci dopingować.nie poddawaj sie i zawalcz o was-ciebie i dziecko...
pisz.....
nie pozostawaj tam sama...
Pewnego dnia zaczęłam spotykać się z chłopakiem, by zrobić na złość swojemu eks, który kilkakrotnie mnie zdradził, a którego mimo wszystko kochałam najbardziej na świecie....wyobraziłam sobie, że on mnie też kocha (chociaż też zaczął się ze mną spotykać, zaraz po zerwaniu ze swoją byłą dziewczyną). Po dwóch latach zaszłam w ciążę (dla wyjaśnienia nie byłam już nastolatką), więc wzięliśmy ślub. Zdecydowałam się na niego, gdyż przebywając w ciężkim szoku jakim była właśnie ciąża podczas trwania studiów, pragnęłam aby dziecko wychowywało się w zdrowej, pełnej rodzinie. Jak się później okazało pełna, nie zawsze dla wszystkich znaczy szczęśliwa.
Studia skończyłam nie biorąc żadnych urlopów dziekańskich, ani nic innego. Zrezygnowałam całkowicie z przyjemności, liczyła się dla mnie jedynie szkoła, dziecko, rodzina, ale akurat tego nie żałuję, ponieważ uważam, że każda dziewczyna decydując się na seks powinna się liczyć z możliwością zajścia w ciążę i podjęcia dużej odpowiedzialności.
Skończyłam pierwszy stopień studiów z wysokim wynikiem, zresztą opinię wśród wykładowców miałam bardzo pochlebną, ktoś nawet wspomniał, że po mgr mogłaby mnie czekać kariera na uczelni.
(...)
Ciągle płaczę, wstaję rano i płaczę, kładę się spać i płaczę, nie ogarniam samej siebie, nie wiem co się dzieje z moim umysłem. Zaczęłam mieć problemy ze zdrowiem, często brakuje mi tchu, mam zawroty głowy (nie muszę dodawać, że męża to tylko irytuje i na każdym kroku powtarza że jestem nienormalna).
Długi jest mój wątek, ale i tak nie opisałam wszystkiego, ale chociaż troszkę pragnęłam się wygadać.
Mam 23 lata i jestem pusta w środku jak plastikowa lalka...
Witaj duszyczko ![]()
Tak to już jest jak człowiek dla dobra rodziny da się odciąć od całego świata. Zostaje sam.
Ale TY sama nie jesteś. Masz ukochane dzieciątko i forum żeby się wyżalić. Potrzebujesz gadać - to gadaj, tyle ile Ci potrzeba.
Nie oglądaj się za siebie i nie żałuj przeszłości. To Ci nijak nie pomoże a tylko będzie dołować.
Ciągle płaczesz - to niepokojące. Może nabawiłaś się depresji. Skądś to znam - symptomy somatyczne jak również komentarze, że jesteś nienormalna, rozhisteryzowana... olać komentarze - poszukać pomocy. Chyba jacyś lekarze za tą granicą są? Najpierw zrób porządek ze swoim stanem a potem przyjdzie czas myśleć jak można zmienić otaczającą rzeczywistość.
Zajmij sie trochę sobą a nie tylko otoczeniem, które Cię gnębi.
Jeszcze będzie lepiej. Życzę sił i powodzenia ![]()
Hej jesteś jeszcze bardzo młoda i jeszcze wiele pięknych rzeczy cię spotka chociażby wszystko związane z Twoim dzieckiem:) masz dla kogo żyć!!!i musisz być silna, by to przerwać i skończyć z tym...MUSISZ! przez duże M. Jestem z Tobą.
Witaj.
napisz gdzie przebywasz obecnie i nie placz wez corke w ramiona przytul mocno usmiechnij sie i powiedz jej ze jutro bedzie lepiej ale mowiac to uwierz w to.
kazdego dnia powtarzam to sobie i mojej corce jak patrze na nia to nabieram sil. zrozum prosze ze to nie ty jestes ofiara tylko twoj maz a ty masz calkowicie nad nim wladze wez lustro i sama zobaczysz silna kobiete.
wymyslimy razem lek na twoje i corki szczescie:)pozdrawiam