mam 41 lat moje życie to jedna wielka klapa.Zacznę od początku;pochodzę z wielodzietnej rodziny,ojciec alkoholik i tyran.W wieku 6 lat zostałam zgwałcona przez ojca i potem już systematycznie mnie wykorzystywał.Matka wiedziała ale ze strachu nic nie zrobiła bo on by nas pozabijał.TO BYŁO OCHYDNE!Gdy skończyłam szkołę podstawową nie pozwolono mi się dalej uczyć.W wieku 16 lat sprzedał mnie za litr wódki facetowi który był 13 lat starszy.Życie poszło szybko dwa miesiące póżniej ślub potem były awantury,gwałty dzieci aż 7 z tego 5 żyje.Byliśmy małżenistwem 17 lat to było piekło.On pił nie pracował wszystko było na mojej głowie.Chodziłam do pracy utrzymywałam rodzinę. W końcu 8 lat temu wystąmpiłam o rozwód i dostałam o wyłączną winą męża.Po rozwodzie wyszło na jaw że mąż wykorzystał córkę-dostał wyrok 6 lat .Wyszedł w marcu, a w czerwcu zmarł.Nie wiedziałam że wykorzystał córkę bo bała się mi cokolwiek powiedzieć była zastraszona.Ja przeszłam załamanie nerwowe ido tej pory nie potrafię z tym żyć dlaczego to mnie spotyka.Wiem że już powinno być lepiej ale bez leków ani rusz mam już dość.Mieszkam na mieszkaniu płacę 900 zł. niewiele zostaje mi na rachunki i życie.Od 10 lat buduję dom ale brak mi już siły ,motywacji.kasy a marzę o własnym kącie i wiem że to tylko marzenia.Nie wiem jak żyć aby nie stracić nadziei,coraz częściej myślę o najgorszym.Dziękuje że mogę się podzielić częścią mojej histori.
Podobne tematy
Witaj i na początku serdecznie Cię przytulam. Jedynie co mogę powiedzieć to pogratulować Ci tej wewnętrznej odwagi jaką miałaś do tej pory i życzyć Ci abyś jej nigdy nie straciła. Owszem życie nie rozpieszczało Cię, ale nie jesteś sama. Masz dzieci, które są zdrowe i na pewno nie sprawiają większych kłopotów. Co do córki - postaraj się być inna niż Twoja matka - zainteresowanie, otoczenie opieką i bezpieczeństwem a także nie zrzucanie na nią winy ( niektóre matki takie są) będą dla niej dobre. Budujesz dom - to już jakiś cel w życiu i dopniesz swojego doprowadzając do powstania własnego kąta. Rozumiem Cię, że może być ciężko, że czasami masz ochotę rzucić to wszystko i wyjść z domu, przed siebie i nie martwić się niczym... Ale niestety życie bywa takie jakie bywa. Niektórzy mają lepiej, inni gorzej - sprawiedliwości nie ma. Jedynie co mogę powiedzieć to żeby nie stracić nadziei codziennie patrzeć na swoje pociechy. Są dla Ciebie a Ty dla nich. Nie wiem czy to mądra rada - jestem jeszcze zbyt młoda aby coś wiedzieć o życiu, ale pamiętam matkę, która również miała podobne przejścia (zdrada, rozwód, brak kasy, brak jedzenia, szukanie pracy, depresja...)i podziwiałam ją że pomimo tego wszystkiego dalej ma siłe wstać następnego dnia i się uśmiechnąć. Czemu? Bo miała mnie. Uważała, że ma dla kogo żyć, dla kogo codziennie wstawać, do kogo się uśmiechać. Że może popełnie błędy, zranię ją, ale zawsze będę dla niej najważniejszym człowiekiem dla którego warto żyć i się starać. Bo to ja jestem jej nadzieją. Może te słowa jakoś podniosą na duchu ![]()
Ściskam gorąco i pozdrawiam ![]()