wchodzę tu kolejny raz, ale dlatego iż mam kolejny problem. Jestem bardzo nieśmiała, w towarzystwie nic się nie odzywam..no chyba że ktoś zada mi jakieś pytanie. Jak poznaje nowych ludzi nie mam pojęcia o czym mam z nimi rozmawiać. Wszyscy mówią, że jestem za cicha. Nie wiem z jakiego powodu jest tak a nie inaczej. Może przez to dręczenie w szkole przez ludzi. Kolega powiedział ostatnio, że liczy się wnętrze... . Nie wiem co miał na myśli. Pomocy..
Podobne tematy
Rozmowa ze znajomymi to nie praca, tylko coś, co powinno sprawiać Ci przyjemność. Rozmawiaj o tym, co Ciebie interesuje. Masz jakieś hobby? Masz jakieś własne przemyślenia na jakiś temat? A może wolisz słuchać? Pytaj innych! Czemu to TY masz być wypytywana? ![]()
jedynie co mówię to cześć na przywitanie. Trzęsę się jak galareta
ja jak poznaje kogoś nowego u kolegi na domówce to cześc jestem ten i ten. Ktoś sie przedstawia i pytam skąd jesteś jakie masz plany na przyszłość. To ogólny temat z każdym da sie o tym porozmawiać ![]()
Witam Cię:) chcę Ci powiedzieć że mam tak samo więc doskonale rozumiem co czujesz. Jak to się mówi gdy przychodzi co do czego ,,zapominam języka w gębie,, , a jeśli wiem co chcę powiedzieć ciągle krąży mi po głowie że się zbłaźnię... ale Kiciuu żeby nie pozostawiać po sobie jedynie śladu w postaci zrozumienia powiem Ci że z tym da się wygrać- jestem tego niejako przykładem:) ostatnio postanowiłam sobie że muszę to zmienić bo nie daję szansy moim rozmówcom na poznanie mnie. Na początku- jeśli jest to nowo poznana osoba- pytam o podstawowe rzeczy takie jak czym się zajmuje, jakie ma hobby, gdzie mieszka. opowiadam też o sobie. i co ważne często się uśmiecham co wzmacnia wrażenie otwartości na tą osobę:) fakt potem jest trochę trudniej kiedy tematy z serii ,,poznajmy się,, się zakończyły...w każdym razie mi pomaga pomyślenie co bym powiedziała w tej chwili gdyby zamiast tej osoby była jakaś zupełnie inna, znana mi od zawsze (w moim przypadku jest to siostra, która już zna mnie ,,od podszewki,, , przy niej czuję się absolutnie swobodnie i to ona widziała tą lekko zwariowaną i nieuporządkowaną stronę mnie:)) . Myślę że ty też na pewno masz takiego kogoś gdzieś tam obok siebie. może warto sprobować?:)
6 2011-09-17 13:16:45 Ostatnio edytowany przez lewa4444 (2011-09-17 13:18:40)
Też to kiedyś przeszłam. Nie umiałam, bałam się odezwać w obcym towarzystwie. Nigdy nie nawiązywałam pierwsza znajomości. Nawet w szkole podstawowej, trwającej aż 8 lat, (a nawet 9 licząc z klasą 0) nie umiałam zakolegować się z koleżankami, nie mówiąc już o przyjaźni. Byłam odludkiem. Mój problem niestety był spowodowany trudną sytuacją w domu, której jako dziecko strasznie się wstydziłam. Nie umiałam zwierzyć się nikomu z tego, że jest bieda,jestem głodna, ojciec pije i awanturuje się... Wolałam zostać sama z własnym wstydem. Nawet w życiu dorosłym zostało jeszcze we mnie to piętno z dzieciństwa. Ale postanowiłam wziąć się w garść, zrozumiałam, że nie ja powinnam się wstydzić tego, co działo się w moim rodzinnym domu. Zaczęłam otwarcie o tym mówić. Ale tak naprawdę, to język rozplątał mi się, gdy podjęłam swoją obecną pracę. Pracuję w gastronomii, przygotowuję i podaję posiłki, mam duży kontakt z ludźmi, choć potrafię się już pierwsza odezwać, nie paląc buraka, to mam jeszcze jednak malutkie hamulce, ale wiadomo- trening czyni mistrza:) za każdym razem jest to łatwiejsze. Nadal nie do końca umiem zaufać ludziom i otworzyć się w 100%, ale myślę, że problem nie leży już w mojej psychice, ale w tym, iż po prostu nie trafiłam na kogoś godnego zaufania, na kogoś komu można bezgranicznie zaufać. Może ktoś taki istnieje....?
hmm...znam to, moja kolezanka taka jest, ale tylko przy facetach. Gdy jestesmy z dziewczynami same, nawija jak nakrecona, ale jak jestesmy w towarzystwie chlopakow zacina sie i nic nie mowi, czasami probujemy wlaczyc ja do rozmowy, pytamy ja o cos albo prosimy zeby cos opowiedziala wtedy odzywa sie, jeszcze niepewnie ale z kazdym takim odzywaniem sie nabiera bardziej pewnosci siebie. spróbuj tego i Ty
zycze powodzenia ;D