Niobe, ja przeprowadziłam się wraz z narzeczonym, z Krakowa do małego miasta (10 tys mieszkańców), położonego ponad 300 km od mojego Krakowa. Mojego, bo - tam mam rodziców, siostrę, przyjaciół. A tu? Poza moim ukochanym (który dużo czasu spedza w pracy) i synkiem, nie znałam nikogo. Mój facet kupił ładny domek z wielkim ogrodem i co z tego? Beznadziejna pustka. Wychodząc na spacer czułam się nieswojo, obco. Na początku miałam nadzieję, że szef mojego faceta jeszcze zmieni zdanie, i wrócimy do Kraka, a ten cholerny awans dostanie ktoś inny. Po stosunkowo krótkim czasie zaczęłam poznawać ludzi. Na placu zabaw z dzieckiem - poznawałam inne mamy. Dziewczyny ze sklepiku spożywczego, zaczęły mówić mi 'cześć' na ulicy. Nawet nie wyobrażasz sobie jak ja przeżywałam to zwyczajne 'cześć'. Wiele jest możliwości poznawania nowych ludzi. Powiedz mi czy według Ciebie, powinnam w tamtej sytuacji zamknąć się w pięknym domu, jak księżniczka w wieży, włączyć net i tam poznawać ludzi? Sorry. Ale chyba jeśli to miałby być mój jedyny sposób na znajomości to nadawałabym się do psychitaryka. Jestem zwierzątkiem stadnym, nie umiem funkcjonować w samotności, czy tylko i wyłącznie w sieci. Po jakimś czasie, jak wybrałam się na spacer, to mój facet nie mógł się nadziwić, że tylu ludzi mówi mi 'dzień dobry' czy 'cześć'. Tak jak mówiłam, facet zapracowany, jesli gdzieś wychodziliśmy wczesniej to raczej była to pizzaria, restauracja, albo jechaliśmy do większego miasta na poważniejsze zakupy, albo on żeby się odprężyć zabierał motor i znikał na kilka godzin, więc ten spacer był w sumie chyba pierwszym takim po miasteczku. Wiem, że od słowa 'cześć' to do przyjaźni jeszcze daleko, ale wszystko jest na dobrej drodze. Najlepszą koleżankę poznałam w sklepiku z biżuterią, jej mąż nawalił któregoś dnia i była z dwójką dzieci w swoim sklepie. Ja, fanatyczka wszelkich pierdół i bibelotów poszłam, już któryś raz z kolei, do sklepiku tej dziewczyny, też byłam z dzieckiem. Dzieci bawiły się przed sklepem, a my zaczęłyśmy rozmawiać, najpierw o kloczykach, potem o torbkach, butach, ciuchach, dzieciach, lekarzach, chorobach, facetach.. Jak się domyślasz, byłam coraz częstszym klientem w sklepie, sama ona zapraszała mnie na kawę, jak przechodziłam obok - wołała że zapalimy razem. Wymieniłysmy się numerami telefonów, w weekend zorganizowałam grilla, przy tej my poznaliśmy się tak rodzinnie. Zgrana z nas paczka, nasi faceci też się polubili i świetnie się dogadują. Poznałam też znajomych mojej znajomej, w ten sposób grono się powiększa. A jeśli chodzi o internet to opowiem Ci jaką miałam sytuację jeszcze w Krakowie, córka sąsiadki, 14 letnia dziewczynka... zawsze mówiła mi dzień dobry, ja odpowiadałam cześć (żeby nie czuć za staro
), jednak po tym jak nie zaakceptowałam jej zaproszenia na naszej klasie przestała się odzywać w ogóle. Czyli jak mam to rozumieć? Internet jest wyznacznikiem czego? Znajomości? Przyjaźni? Jeśli ktoś ma, tak jak ta dziewczynka ponad 1000 znajomych na profilu to jest się cool? Chyba niekoniecznie... Ja mam niewiele,ale za to nie są jakieś dziwnie naciągne znajomości, że widziałam kogoś w tramwaju, uśmiechnął się, a przecież to znajomy koleżanki kuzynki, więc trzeba zaprosić....
Ps. Nigdy nie umówiłam się z nikim z internetu. Nie wiem czym to jest spowodowane, może po prostu nie mam takiej potrzeby.