Mam śliczną i mądrą córkę. Jest grzeczna i nie sprawia problemów wychowawczych. Na pewno nie jedna mama chciała by mieć takie dziecko. Mogę napisać tu wiele dobrego o niej, ale problem dotyczy mnie. Zacznę od początku. Kiedy zostałam mamą miałam 15 lat (wykorzystanie). O ciąży mama dowiedziała się w 5 miesiącu. Zareagowała dobrze, pomagała mi w tym trudnym czasie. Kiedy Oliwka urodziła się zaczęłam mieć problemy z akceptacją jej jako mojej córki. Po prostu robiłam wszystko jak inne mamy. Kąpałam ją, chodziłam na spacery i karmiłam. Ale czułam się bardziej jak jej opiekunka niż mama. Nie czułam niechęci do niej, raczej ta miłość gdzieś się zagubiła. Radząc się innych osób słyszałam tylko, że to wiek. Że jestem młodą mamą i z czasem ją pokocham.
A dziś mam 20 lat i wiem, że jest to dziewczynka która pragnie bawić się z mamą, pragnie się częściej uśmiechać. Chcę, żeby poświęcać jej czas. A ja nie potrafię. Gdy zaczynam z nią rysować staram się ją chwalić, zachęcać do malowania. Ale zaraz mnie denerwuje, że chce malować gdzie ja, że źle rysuje. W głębi chce dalej malować i wiem, że to nic strasznego jeśli źle maluje. Przecież to tyko malowanka. Ale daje zwycięstwo ta złość, a raczej niechęć.
Oliwia bardzo dużo mówi, lubi rozmawiać. A mnie to denerwuje, drażni. Gdy siedzę w pokoju i ona zaczyna opowiadać o zabawkach, albo o piesku jak to dzieci. Pragnę by przestała. Wysyłam ją do Play room, żeby się bawiła (sama).
Przyznam szczerzę, że nie poświęcam jej zbyt dużo czasu. Wykonuję z nią podstawowe rzeczy.
Chciałabym się cieszyć razem z nią podczas zabawy, częściej z nią rozmawiać poświęcać jej jak najwięcej czasu. Ona tak szybko rośnie i jest już tak mądrą dziewczynką. Widzę, że ją to boli. Tak jak mnie. Czytając to możecie pomyśleć, że to nic trudnego bawić, śmiać się i spędzać razem czas z dzieckiem. Że to tylko zależy od chęci. Ale proszę uwierzyć, że tak wcale nie jest. Tłumaczę sobie wiele na ten temat i wiem, że jestem złą mamą. Nie biję jej i nie głodzę, ale nie daję jej odpowiedniej miłości jakiej potrzebuje. Codziennie ze łzami mówię sobie, że powinnam i chcę poświęcać jej czas, śmiać się i bawić.
Przypominam sobie chwilę z moją mamą. Nie widzę tam zabawy, a raczej smutne chwile. Jej złość, ręka i pasek. Nie są to miłe chwile. Ale o tym już zapomniałam. Jednak czuję, że moja obojętność ma związek z dzieciństwem. Ale jak ma mi to pomóc?
Proszę o pomoc, porady albo o rozmowę jak być mamą. Jak zacząć kochać? Jak się cieszyć razem z moją córeczką?
Dziękuje jeśli ktoś jest w stanie mi pomóc.
Kasia