Witajcie. Jakis czas temu udzielałam się juz na forum ale postanowilam zmienic nick. Wiam, ze tak nbaprawde tylko tu mogę zostac wysluchana i zrozumiana. W realnym zyciu nikogo nie obchodza moje problemy.
Oto moja "niesamowita" historia milosna. Z mezem poznalismy sie 5 lat temu a po roku bylismy juz malzenstwem. Tzw. wielka MILOSC. Choc teraz jak o tym mysle o sama nie wiem czy smiac sie czy plakac. Niedlugo po slubie urodzila nam sie coreczka, ktora przyslonila caly swiat. Wiadomo- pierwsze dziecko. Maz byl w porzadku. Pomagal jak mogl, angazowal sie w zycie rodzinne. Bylo dobrze. Psuc zaczelao sie jakis rok temu kedy wrocilam do pracy. On zaczal znikac wieczorami. Szwedal sie po nocach nie wiadomo gdzie, zaczal zyc swoimi pasjami. kupil motor, zaczal chodzic na silownie, mial swoje sprawy. Nas calkowicie ignorowal. Gdy tylko wrocilam z pracy- on wychodzil. Nie mowil gdzie idzie, wracal noca. Nie bylo czasu na zrobienie zakupow, na poczytanie dziecku baki, juz nie mowiac o sprzataniu czy jakiejkolwiek innej formie angazowania sie w sprawy rodziny. Wiadomo, pojawily sie klotnie. Kilka razy mnie poszturchnal, nawet uderzyl. Nie mocno ale wtedy stracilam zludzenia ze kiedykolwiek bedzie dobrze. Wiele razy chcialam spakowac mu walizki i miec spokoj. Najgorsze bylo to ze dziecko obserwowalo cala atmosferwe w domu. Balam sie ze zle to na nie wplynie. Czas mijal, a ja majac dosc chorej atmosfery, postanowilam ze wszystko posklejam. pomyslam ze moze jak bede dla niego mila, nie bede sie czapiala o wyjscia, to moze i on sie jakos zmieni. I moze rzeczywiscie sie zmienil , a moze prze moment mi sie tylko tak wydawalo. Ucieszylam sie gdy zaszlam w druga ciaze. Pomyslama ze moze znow uda sie wszystko poskejac, ze dziecko nas uratuje. Czas pokazal jak bardzo sie mylilam. Nocne wyjscia sie nioe skonczyly. Wciaz mnie za wszytko obwinial. a TO ze w domu balagan ( chociaz to nieb bylo nigdy prawda), a to ze skarpety nie wyprane, ze w pracy siedzialam za dlugo. Wszystko. Wrewszcie zaczal obgadywac mnie do swojej matki. Zaczal bluznic na maja rodzine. W koncu dzis dostalam piescia w kolano i dwa razy pasem. Mam jaz dosyc takiego zycia. Zyje z katem. A najgorsza jest przemoc psychoczna jaka funduje mi kazdego dnai mimo ze nosze jego dziecko. Nie wiem jak dalej bedzie wygladalo moje zycie. Boje sie odejsc od niego bo finansowo nie poradze sobie z dwojka dzieci sama. Poza tym przy ewentualnym rozwodzie moje nerwy moga nie wytrzyac obelg jakie bedzie mi serwowal. Poza tym co z dziecmi? Jaki by nie byl, to wiem ze naprawde kocha nasza coreczke.
Ciezko zyc...