Witam. Chciałabym wam opowiedzieć moją historię, właściwie nie wiem po co i czy ma to sens, ale może jeśli to napiszę to poczuję się lepiej.
Jestem Iwona mam, mam 21 lat oraz przeszłość którą najlepiej bym wymazała i zero przyszłości przed sobą. Powodem jest moja niepełnosprawność. Nie jest to niepełnosprawność umysłowa, jedynie fizyczna.
Dzieciństwo moje było dość szczęśliwe, szczególnie do momentu przed szkołą. W podstawówce też źle nie było- dzieciaki z klasy mnie akceptowały, choć zdarzały się co jest oczywiste przykre sytuacje. Koszmar zaczął się właściwie w gimnazjum. Trafiłam do klasy, która ukształtowała ,mnie taką jaką teraz jestem. Codziennie byłam ofiarą naśmiewań i przykrych rzeczy. Byly dwie możliwości mojego dnia w szkole : przytyki lub ostentacyjne ignorowanie mnie, jakby mnie nie było. Dla przykładu raz chłopacy z klasy grali w karty, usłyszałam swoje imię więc zaczęłam słuchać, okazało się ze kto przegrana ozn zagadanie do mnie.
Innym razem w szkole zdarzyła się kradzież, wszyscy wiedzieli kto to zrobił, ale wiadomo- solidarność szkolna. Dziewczyna z klasy bez ogródek po prostu powiedziała mi prosto w oczy ,,Iwona może ty byś powiedziała nauczycielom kto to zrobił? Wiesz, Ciebie i tak nikt nie lubi, więc nie zrobi ci to różnicy, nie to co nam,, . To są jej dokładne słowa, nie zapomnę ich. Wtedy był pierwszy i ostatni raz w szkole kiedy nie powstrzymałam łez.
Doszło do tego, że gdy dzień minął mi bez jakiegoś upokorzenia zaliczałam go do udanych i dziękowałam Bogu gdy wychodziłam ze szkoły. Naprawdę nie wiem czym sobie na to zasłużyłam. Musicie zrozumieć, że w środku byłam normalną 15-latką, marzyłam i myślałam tak jak wszyscy. Marzyłam ze kiedyś ktoś zobaczy we mnie po prostu zwykłą dziewczynę a może kiedyś i atrakcyjną kobietę, kto wie? Później chciałam mieć choć jednego przyjaciela, kogokolwiek...bo byłam sama, zawsze sama. Na końcu moim celem było przetrwać po prostu następny dzień. Zamknęłam się w sobie, umiem spędzać całe dnie sama, nie przeszkadza mi to. Moje poczucie własnej wartości jest poniżej zera. Nienawidzę patrzeć w lustro, moje ciało jest moim więzieniem. W duszy jestem tak pełna życia, a ciało nie pozwala mi być sobą, W liceum także straciłam już szanse na odmienienie czegoś bo choć ludzie byli inni to ja już nie potrafiłam się otworzyć.. Tak mi było wstyd za siebie, za to jaka jestem, a gdy się na mnie gapili gdy przechodziłam nieraz z głupim uśmieszkiem i komentarzem jeszcze to pogłębiało.
Każdy natomiast komplement od jakiegokolwiek mężczyzny odbieram jako nabijanie się ze mnie lub litowanie się nade mną. Nigdy nie miałam faceta, każdy widzi we mnie tylko niepełnosprawną dziewczynę, której trzeba ewentualnie pomóc, a na pewno nie dobrze się bawić w moim towarzystwie. Nie mam żadnych o to pretensji bo spójrzmy prawdzie w oczy- mając tyle zdrowych, pięknych kobiet wokół siebie kto by zwrócił uwagę na kalekę, inaczej niż na obiekt do gapienia się. Pokazać się ze mną publicznie, przy kolegach? Nierealne, wiem bo sama bym nie chciała na ich miejscu. Tylko tak cholernie przykro jest patrzeć jak wszyscy wokół ciebie układają sobie z kimś życie. Pozostały mi tylko studia, choć i tak na pracę pewnie nie mam co liczyć. Nie wiem, czy ja już na nic w życiu nie zasługuję...
Wiem że tu jest potrzebny psycholog, nie musicie tego mówić. Mam tylko prośbę, jeśli kiedyś kogoś takiego spotkacie traktujcie go po prostu normalnie...
Podobne tematy
Niestety wiele osób powinno uczyć się tolerancji. Dobrego wychowania się nie nauczą, bo to się wynosi z domu, a z tego, co opisałaś, wychowywałaś się wśród osób ( a zarazem ich rodzin, które ukształtowały ich w taki, a nie inny sposób ), które zawsze będą piękne, zdrowe, młode i szczęśliwe, zachowujących się jakby życie za jaja złapały i w przestworzach bujały... A życie jest nieprzewidywalne, żadna szkolna gwiazdeczka nie może być pewna, że następnego dnia, nie wyląduje na wózku, albo zupełnie w łóżku, poruszając jedynie mięśniami twarzy. Ale gdzie tam, kogo by to obchodziło, gdyż "mnie to się na pewno nie przydarzy". Z Twojego postu wywnioskowałem również, że Twoja niepełnosprawność nie jest jakiegoś szczególnie dużego stopnia, skoro pozwoliła Ci uczęszczać do normalnej szkoły itp. Nie masz też w sobie jakiś bariery, żalu do życia, czy jakiejkolwiek formy zazdrości. Wydajesz się wyjątkową osobą w otoczeniu, które opisałaś. Niestety, wrażliwość i wyjątkowość zbyt często spotyka się z wytykaniem wad, wyśmiewaniem, czy izolacją, żebyś nie poczuła się dobrze, a w żadnym wypadku tak swobodnie jak wszyscy wokoło. Zwyczajna historia i przemyślenia z mojego wakacyjnego wyjazdu - spędziłem 2 tygodnie wśród osób podobnych do tych, jakie były od zawsze w Twoim otoczeniu, lecz dzień przed wyjazdem przyjechała 15-16 letnia dziewczyna z widocznymi objawami radio-, czy chemioterapii. Do tej pory żałuję, że nie udało mi się z nią poznać, czy porozmawiać, bo nie interesują mnie znajomości z płytkimi, niewrażliwymi ludźmi, którzy są zapatrzeni we własny czubek nosa, których ulubionym zajęciem jest poniżanie i dowartościowanie się własnym kosztem. Cenię sobie znajomości z ludźmi, którzy doświadczyli życia w jakiś sposób, którzy zdają sobie sprawę, że nie są idealni, najwspanialsi na świecie i niezniszczalni. Niepełnosprawność fizyczna nie jest dla mnie żadną przeszkodą. Ponadto nigdy nie spotkałem osoby dotkniętej jakąś fizyczną chorobą, która pomiatałaby kimkolwiek, była zwykłą egoistką pozbawioną empatii. Mogę się założyć, że podobnie jak one, masz przebogate i przepiękne wnętrze, dobry i serdeczny charakter, pomimo tych przykrości jakie doświadczałaś. Zawsze byłem pierwszy, który zwracał uwagę na takie osoby, nie bał się z nimi rozmawiać. Dlaczego? Bo mogłem z nimi szczerze rozmawiać, nie oceniały mnie, czy jestem brzydki, czy mam pryszcza na nosie, albo czy mam modne ubrania. Po prostu mogłem spędzić miło czas na rozmowie, a może w pewien sposób udowodnić i pokazać, że w społeczeństwie istnieją jednostki, dla których fizyczność jest bez znaczenia.
Iwonko wcale się nie dziwię, że jest Ci ciężko i Twoje podejscie do ludzi się zmieniło. Uważam, że ludzie, którzy traktują niepełnosprawnych jak kosmitów są delikatnie mówiąc niewychowani.
Zawsze powtarzam mojej córci, że nie wolno wyśmiewać się, pokazywać palcem, czy źle traktować ludzi trochę innych niż my. Każdy ma swoje uczucia. Poza tym wierzę, że jesteś fajną dziewczyną. Ciężko jest żyć kiedy nie czujemy się akceptowani przez innych, ale może warto komuś dać szansę?
Ja również czuję się samotna, może uda nam się znaleźć kogoś kto nas zrozumie i nie będzie wyciągał wniosków z tego co słyszy czy co widzi. ażne jest to co mamy w głowie i sercu.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
asmo jestem pod wrażeniem tego co przeczytałam. Aż nie chce się wierzyć że masz 18 lat. Tylko szkoda że jest tak mało facetów, którzy myślą tak jak Ty.
Przykre jest to co piszesz
niestety w naszym społeczenstwie takich nietolerancyjnych ludzi jest pelno i ja tego nigdy nie zrozumiem:/ jak mozna się z kogoś tak wyśmiewac, traktować go jak wroga, gorszego człowieka od siebie? przecież to tez istota, która zasluguje na szczęście, zrozumienie!! każdego z nas może to spotkać, więc nie powinno postępowac się tak, jak Twoi "koledzy" ze szkoły. To jest niepojęte, chore dla mnie. Mi zawsze było szkoda takich ludzi, ale wiem tez, ze oni sa silniejsi niż zwykli ludzie! Oni już w zyciu wiele przeszli, wycierpieli i przy porażce nie załamaują się aż tak, jak my, zdrowi ludzie. To zauwazylam z obserwacji, bo studiuje pedagogikę i miałam praktykę wśród takich ludzi. Byłam też wolontariuszką. Każdemu człowiekowi należy się szacunek. A to, że kogoś spotkal taki, a nie inny los nie oznacza, że mamy szydzić z takich ludzi, wyśmiewać ich i traktować jak trędowatych. Ale osoby, które tak robią nie zrozumieją tego dopoki ich lub ich bliskich coś takiego nie spotka...
Hej Iwono
Widzę, że dużo wycierpiałaś, ale przede wszystkim nie fizycznie a psychicznie... Wydaje mi się, że problem nie jest więc Twoja niepełnosprawność. Tylko Twoje podejście do niej. Dostałaś nieźle w kość od życia, dzieci w gimnazjum potrafią być okrutne. Ale masz to za sobą i spróbuj jednak otworzyć się na innych. Ludzie dorośli (przynajmniej Ci zdrowo myślący) nie mają raczej złych intencji. Nie znam osobiście żadnej osoby niepełnosprawnej. Ale nie widzę powodu by inaczej traktować osobę niepełnosprawną w sytuacjach gdzie niepełnosprawność nie ma znaczenia. Przecież nie odbiera Ci ona inteligencji czy poczucia humoru, które masz, tylko dusisz gdzieś w środku. To co Cię spotkało, może jedynie sprawić, że będziesz jeszcze bardziej wartościowym, wrażliwszym człowiekiem.
Cóż to za niedojrzałość. Jak chodziłam do gimnazjum też miałam osobe niepełnosprawną w klasie więc wiem jak to wygląda....jak nie odbyły się wycieczki czy jakieś dodatkowe zajęcia to kogo obwiniali oczywiście ta biedna dziewczyne która tak naprawdę niczemu nie była winna niczym nie zawiniła.
Iwonko nie możesz o sobie tak myśleć że na nic nie zasługujesz każdy na coś zasługuje na odrobine szczęścia.Tego Ci życzę abyś tego szczęścia doświadczyła i była szczęsliwa a swoje życie nie traktowała jak kare tylko dar oraz dostrzegła w nim piękne chwile i momenty,otworzyła się na nowe znajomości i się nie poddawała.
Marzyłam ze kiedyś ktoś zobaczy we mnie po prostu zwykłą dziewczynę a może kiedyś i atrakcyjną kobietę, kto wie?...
Iwonko, ale przecież Ty jesteś normalną dziewczyną, tyle że jedynie niepełnosprawną ruchowo. Jestem przekonana, że jesteś wyposażona we wszystkie pragnienia, potrzeby i dążenia właściwe ludziom zdrowym fizycznie. Wszystko co nasz różni, to jedynie jakaś wada anatomiczna przez którą Tobie, trudniej funkcjonować w życiu codziennym. No, ale przecież człowiek, to nie tylko ciało... to głównie umysł. Myślę, że dla atrakcyjności człowieka, istotniejsza jest jednak osobowość... ![]()