Moim problemem są sąsiedzi mieszkający piętro nademną.Mają dziecko-chłopca,który już ukończył 7 lat.Dziecko praktycznie w ogóle nie wychodzi z domu,nie ma kontaktu z rówieśnikami(nawet do zerówki chodził średnio raz na 2 tygodnie).Chłopak non stop skacze i biega po mieszkaniu.Często już od godziny 7 rano...Jak był mały miałam nadzieję,że to się skończy-wyrośnie,pójdzie do zerówki,będzie przebywać na dworze.Wiem,że rodzice bronią mu,ponieważ były już konflikty między nami z tego powodu.Ale ile lat można to znosić?W sąsiedztwie są też dzieci i nie zachowują się aż tak uciążliwie.Czy to normalne aby 7-latek non stop przebywał w domu?
Podobne tematy
na początek proponuję delikatnie zagadać rodziców dziecka
a gdy to nie poskutkuje przejść sie do MOPS i powiedzieć w czym rzecz ..
jeślid ziecko jest w wieku 7 lat to obejmuje go obowiazek szkolny
Mam dokładnie identyczny problem, (no, z tą małą różnicą, że utrapieniem jest około 4-letnia dziewczynka, też piętro nade mną). Non stop biega i skacze (a nawet chyba odbija piłkę w mieszkaniu), a do tego krzyczy na całe gardło - potrafi tak przez cały dzień, również prawie nigdy nie wychodzi. Ale najgorsze jest to, że jej rodzice są chyba alkoholikami i nie przedstawiają zbyt wysokiego poziomu intelektualnego, jak do nich raz poszłam to facet zaczął mi grozić. Kiedyś wezwałam policję, kiedy hałasowali po 22, ale policjanci poszli pod ich drzwi, posłuchali przez 15 sekund i stwierdzili że jest tam cicho jak makiem zasiał i "oni nie będą tych ludzi budzić". Dodatkowo zapytałam jednego z policjantów, co mogę zrobić w kwestii nieustannego hałasowania dzieciaka w ciągu dnia, na co oni stwierdzili, że właściwie to nic, bo dziecko ma prawo się bawić. Opadły mi ręce, nie wiem też co mam robić, bo nie mogę się wyspać nawet (a może szczególnie) w weekend i moja frustracja narasta.
No właśnie-najgorsze jest to,że podobno dziecku wolno się bawić od 6 do 22(w blokach wielorodzinnych od 8 do 20)...Ale czy ktoś zastanowił się ,że zabawa a zabawa to różnica?Rozumiem ktoś ma gości,jest kilkoro dzieci to nie będą ich pilnować,ale bieganie i skakanie po całych dniach jednego dziecka?Ja całe życie wychowuje się w blokach i pamiętam jak byłam mała to rodzice tłumaczyli mi,że jestem w mieszkaniu nie na dworze i nie wszystko mi wolno.U moich sąsiadów też jest problem alkoholowy-ojciec wciąż szuka okazji aby wypić i nie poświęca chłopcu czasu.Może po prostu dzieci w takich rodzinach są znerwicowane lub rodzą się z zaburzeniami?Tylko jak my sąsiedzi mamy sobie radzić z problemem?To żadna przyjemność nie móc wyspać się u siebie w mieszkaniu,oglądać telewizję z huśtającym się żyrandolem nad głową...
na początek proponuję delikatnie zagadać rodziców dziecka
a gdy to nie poskutkuje przejść sie do MOPS i powiedzieć w czym rzecz ..
jeślid ziecko jest w wieku 7 lat to obejmuje go obowiazek szkolny
Teraz od września ma iść do szkoły,ale nie wiem jak to będzie,bo do zerówki chodził tak:2 dni (poniedziałek,wtorek) a następnie w poniedziałek za 2 lub 3 tygodnie...
A co MOPS może w tej sprawie?Bo nie jestem zorientowana.
No i TU należy sobie zadać pytanie, jaka jest moja tolerancja na ewentualną inność tego konkretnego dziecka.
Bo jeśli dziecko chodzi tylko 2 razy w tygodniu do szkoły, to może to jest uzasadnione i ustalone ze szkołą (indywidualny tok nauczania np.). Można dopuścić możliwość, że dziecko posiada tzw. nadruchliwość z deficytem uwagi i koncentracji. Rodzice takiego dziecka żyją w nieustającym stresie, bo muszą być czujni 24/24. Dziecko daje odetchnąć tylko gdy śpi. Dziecka nie da "się związać" aby było spokojne przez dłuższy czas. Rodzice zaś nie będą publikować na klatce schodowej swoich trudności z ruchliwością dziecka ani opowiadać wszystkim sąsiadom o swoich bolączkach szukając zrozumienia. Nie mówię, że tak na pewno jest w tych przypadkach, ale dzieci są różne i takie jak opisuję też gdzieś mieszkają.
Ja bym sugerowała DELIKATNĄ rozmowę z rodzicami, zamiast nasyłania policji czy służb socjalnych.
Pozdrawiam ![]()
Ja bym sugerowała DELIKATNĄ rozmowę z rodzicami, zamiast nasyłania policji czy służb socjalnych.
Uwierz, że z niektórymi się nie da normalnie, ja próbowałam i facet od razu był agresywny, powiedział "ja dziecka nie zwiążę" i że do 22 mogą sobie robić co chcą. Natomiast ja widzę, że tu nie chodzi o wiązanie dziecka tylko też o wychowywanie - oni wydają się w ogóle nie wychowywać i niespecjalnie interesować tym dzieckiem, jak biega i krzyczy to nigdy nie zwrócą mu uwagi, tylko np. krzyczą razem z nim na zasadzie droczenia się.
Anhedonia napisał/a:Ja bym sugerowała DELIKATNĄ rozmowę z rodzicami, zamiast nasyłania policji czy służb socjalnych.
Uwierz, że z niektórymi się nie da normalnie, ja próbowałam i facet od razu był agresywny, powiedział "ja dziecka nie zwiążę" i że do 22 mogą sobie robić co chcą. Natomiast ja widzę, że tu nie chodzi o wiązanie dziecka tylko też o wychowywanie - oni wydają się w ogóle nie wychowywać i niespecjalnie interesować tym dzieckiem, jak biega i krzyczy to nigdy nie zwrócą mu uwagi, tylko np. krzyczą razem z nim na zasadzie droczenia się.
A ty Anemonne uwierz, że takie dzieci są inne. To co z boku wygląda na brak wychowania nie ma tu nic do rzeczy. Warto byłoby się zapoznać z literaturą w temacie. Agresja rodziców często wywodzi się ze zmęczenia nietolerancją jakiej doznają na każdym kroku (w sklepie, w autobusie) od lat. Powiedział Ci tylko prawdę. Liczyłaś, że będzie potulnie szlochał i się skarżył na swój los? Nie mówię, że dobrze się zachowywał, ale jakiego rozwiązania sytuacji oczekujesz? Bo nawet przeprosiny nie zmienią zachowania takiego dziecka. Ono będzie trwać. Jak myślisz, co można zrobić?
No i TU należy sobie zadać pytanie, jaka jest moja tolerancja na ewentualną inność tego konkretnego dziecka.
Bo jeśli dziecko chodzi tylko 2 razy w tygodniu do szkoły, to może to jest uzasadnione i ustalone ze szkołą (indywidualny tok nauczania np.). Można dopuścić możliwość, że dziecko posiada tzw. nadruchliwość z deficytem uwagi i koncentracji. Rodzice takiego dziecka żyją w nieustającym stresie, bo muszą być czujni 24/24. Dziecko daje odetchnąć tylko gdy śpi. Dziecka nie da "się związać" aby było spokojne przez dłuższy czas. Rodzice zaś nie będą publikować na klatce schodowej swoich trudności z ruchliwością dziecka ani opowiadać wszystkim sąsiadom o swoich bolączkach szukając zrozumienia. Nie mówię, że tak na pewno jest w tych przypadkach, ale dzieci są różne i takie jak opisuję też gdzieś mieszkają.
Ja bym sugerowała DELIKATNĄ rozmowę z rodzicami, zamiast nasyłania policji czy służb socjalnych.
Pozdrawiam
Jak dziecko ma indywidualny tok nauczania,to ma zajęcia indywidualne w szkole(normalnie 5 razy w tygodniu) lub przychodzą do Niego nauczyciele do domu.Wiem to,bo jestem osobą młodą,która obecnie studiuje.Zgodzę się,że dziecko może mieć ADHD,ale równie dobrze ja mogę mieć depresję,nerwicę itp.Nie chcę być egoistką,ale też mam prawo tak myśleć.
Jak dziecko ma indywidualny tok nauczania,to ma zajęcia indywidualne w szkole(normalnie 5 razy w tygodniu) lub przychodzą do Niego nauczyciele do domu.Wiem to,bo jestem osobą młodą,która obecnie studiuje.Zgodzę się,że dziecko może mieć ADHD,ale równie dobrze ja mogę mieć depresję,nerwicę itp.Nie chcę być egoistką,ale też mam prawo tak myśleć.
Ok. Ja już swoje wystudiowałam. Pracuję w szkole, mamy 2 dzieci, które przychodzą na zajęcia TYLKO 2 razy w tygodniu, więc to możliwe.
Owszem, każdy ma swoje prawa, ale właśnie dlatego trzeba szukać kompromisu, jakiegoś rozwiązania, aby sprawa nie zamieniła się w ostry konflikt. Pytam powtórnie - jakie widzicie wyjście? Co z takim dzieckiem zrobić? Jakie są wasze oczekiwania?
Można takie dziecko częściej zabierać na dwór - nie widzę powodu, by siedziało w domu i biegało w kółko, kiedy na dworze jest 25 stopni i nie pada. Sądzę, że kiedy rodzice leżą zalani w pestkę w mieszkaniu, to ciężko zabrać dziecko na spacer.
Po drugie - jeśli rodzice są normalni, to mogą powiedzieć spokojnie i grzecznie (tak samo, jak i ja mówiłam), że nie mogą nic na to poradzić i że jest im przykro, a nie grozić mi (co to za zachowanie w ogóle?) i traktować jak śmiecia. Można? Oczywiście, że można. A ten facet mi nawet "dzień dobry" teraz nie powie (nie, żeby kiedykolwiek mówił). Trudna sytuacja to jedno, prostactwo to drugie.
...są chyba alkoholikami i nie przedstawiają zbyt wysokiego poziomu intelektualnego, jak do nich raz poszłam to facet zaczął mi grozić. Kiedyś wezwałam policję, kiedy hałasowali po 22, ale policjanci poszli pod ich drzwi, posłuchali przez 15 sekund i stwierdzili że jest tam cicho jak makiem zasiał i "oni nie będą tych ludzi budzić".
...jeśli rodzice są normalni, to mogą powiedzieć spokojnie i grzecznie (tak samo, jak i ja mówiłam), że nie mogą nic na to poradzić i że jest im przykro, a nie grozić mi (co to za zachowanie w ogóle?) i traktować jak śmiecia. Można? Oczywiście, że można. A ten facet mi nawet "dzień dobry" teraz nie powie (nie, żeby kiedykolwiek mówił). Trudna sytuacja to jedno, prostactwo to drugie.
Jeśli jesteś PEWNA, że problemem jest alkohol to zgłoś sprawę o zaniedbanie dziecka w MPOS-ie... Może się coś wyjaśni
I nie ma nic dziwnego, że facet się nie odzywa, skoro na niego policję wezwałaś.
Może żona normalniejsza?
Jakie są moje oczekiwania?Żeby te dzieci rodzice zaczęli traktować jak dzieci z problemem,a nie zamykali je w domu.Dziecko moich sąsiadów nie ma czegoś takiego jak indywidualny tok nauczania-jestem tego pewna,chodził do normalnej grupy w zerówce.Moim zdaniem rodzice nie mają uświadowiome,że zachowanie ich syna nie jest w pełni normalne.Przypominam,że dziecko ma 7 lat a sąsiedztwie są dzieci w jego wieku,które normalnie przebywają na dworze,uszęszczają do szkoły,przedszkola itp...Chłopiec potrafi po 3 tygodnie siedzieć w domu!Do tego jest chudy i blady,aż nieraz żal patrzeć na niego...
14 2011-08-15 12:19:32 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2011-08-15 12:21:10)
I nie ma nic dziwnego, że facet się nie odzywa, skoro na niego policję wezwałaś.
Ty żartujesz, prawda? Było grubo po 22:00 (dochodziła północ), oni wciąż się darli, dziecko biegało. Sorry, ale w tym momencie w tyłku mam, czy będą mnie potem lubić - za bardzo szanuję swój czas snu, zwłaszcza kiedy wstaję następnego dnia o 5:30. Wina nie leży po mojej stronie, jak by na to nie patrzeć.
Inna sprawa, że oni pewnie nawet nie wiedzieli że policja przyjechała, bo jak już wspomniałam, policjanci odmówili interwencji.
Jeśli jesteś PEWNA, że problemem jest alkohol to zgłoś sprawę o zaniedbanie dziecka w MPOS-ie...
Nie mam pewności, że zaniedbują dziecko z powodu alkoholu w rodzinie. Nie siedzę u nich na co dzień, więc nie mogę mieć takiej wiedzy - to chyba jasne i zrozumiałe. Poza tym nie mam zdrowia ani czasu, ani pieniędzy żeby biegać po sądach, bo tak to by się pewnie skończyło. Plus: mieszkanie nie jest moje.
15 2011-08-15 12:30:17 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-08-15 12:31:31)
Jakie są moje oczekiwania?Żeby te dzieci rodzice zaczęli traktować jak dzieci z problemem,a nie zamykali je w domu.Dziecko moich sąsiadów nie ma czegoś takiego jak indywidualny tok nauczania-jestem tego pewna,chodził do normalnej grupy w zerówce.Moim zdaniem rodzice nie mają uświadowiome,że zachowanie ich syna nie jest w pełni normalne.Przypominam,że dziecko ma 7 lat a sąsiedztwie są dzieci w jego wieku,które normalnie przebywają na dworze,uszęszczają do szkoły,przedszkola itp...Chłopiec potrafi po 3 tygodnie siedzieć w domu!Do tego jest chudy i blady,aż nieraz żal patrzeć na niego...
Świetnie, tylko jak jako osoba z zewnątrz to osiągnąć?
Anemonne - JA nie uważam, że źle zrobiłaś wzywając policje, piszę tylko czemu ON się nie odzywa. ![]()
W ogóle to uważam, że to dobrze, że jest społeczne zainteresowanie losem tych dzieci. Problem tkwi w tym jak ich los zmienić. Co można konkretnie zrobić? Poważnie chciałabym znać jakieś metody, bo i w moim pobliżu znalazłaby się rodzina, której jakoś należałby pomóc zmienić funkcjonowanie. Co zrobić, gdzie się zwrócić?
jezeli nie dało ci sie uzyskać zadnego kompromisu z rodzicami tego dziecka, to mam propozycje taka a czy ty masz dzieci jesli tak to popros swoje dzieci aby chodziły po tego chłopca na plac i bawiły sie z nim zobaczymy czy to przyniesie skutek
pozdrawiam
Ja mam jeszcze jedno pytanie...Czy osoby broniące rodziców dziecka miały kiedyś sąsiadów nad sobą których dziecko biegało,skakało itp?Każdy jest mądry jak sam tego nie przeszedł.Nie chce się kłócić,ale moim zdaniem gdyby rodzice Ci sami mieli takich sąsiadów też mieli by pretensje.
Jeśli dziecko nie wychodzi na zewnątrz to wcale mnie nie dziwi, że zachowuje się tak jak opisujecie.
Moja córka ma 7 lat i nie wyobrażam sobie by mogła całymi dniami siedzieć w domu. Myślę, że mój sąsiad też by się żalił. Wcale by mnie nie zdziwiło gdyby pomyślał, że z dzieckiem jest coś nie tak.
Dzieci muszą się wyszaleć, jeśli nie mają gdzie to robią to w domu.
Ale dziwią mnie tacy rodzice, bo robią swoim dzieciom krzywdę, no i sąsiadom.
Nie zazdroszczę Wam. Może jak pójdzie ten chłopiec do szkoły to coś się zmieni.
Chciałabym wznowić temat.Moja mama z którą mieszkam(mieszkam z rodzicami) jest chora na nowotwór piersi(bierze chemię,musi mieć spokój).Czy w takim razie ''ruchliwość '' dziecka sąsiadów jest w pełni usprawiedliwiona?
Współczuję.
Istnieje coś takiego, jak regulamin domowy. W każdym z nich ustalone są godziny tzw. ciszy nocnej. Trwa ona od 22.00 do 6.00.