Kiedy pada pytanie: co z nami po rozwodzie, to oczywiście nie ma problemu jeśli macie dwa mieszkania lub jesteście zgodni co do tego, że jedno z Was (i które) się wyprowadzi. Sytuacja komplikuje się jednak kiedy zamieszkiwać nadal musicie wspólnie. I co jeśli Ty nie wyobrażasz sobie takiego rozwiązania?
Gdy po rozwodzie macie pozostać we wspólnym mieszkaniu, sąd ma obowiązek orzec o sposobie dalszego korzystania przez Was z dzielonego lokalu. I tak sąd orzeknie w takiej sytuacji kto i w jakim zakresie może korzystać z mieszkania, np. kto zajmuje jaki pokój i czy kuchnia, łazienka oraz przedpokój pozostaną do wspólnej dyspozycji.
Kiedy jednak takie rozwiązanie jest dla Ciebie zupełnie nie do zaakceptowania, zapewne zastanawiasz się czy masz prawo domagać się eksmisji eks-małżonka. Nie jest to jednak wcale proste, co nie znaczy, że niemożliwe. Przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę, że muszą wystąpić ważne okoliczności. Przepisy kodeksu rodzinnego i opiekuńczego przewidują bowiem, że taka eksmisja dopuszczalna jest ,,w wypadkach wyjątkowych, gdy jeden z małżonków swym rażąco nagannym postępowaniem uniemożliwia wspólne zamieszkiwanie?. Może to być np. agresja byłego męża, jego alkoholizm, szczególnie trudny we współżyciu charakter. Występując do sądu z wnioskiem o wydanie nakazu eksmisji, trzeba ten powód jasno określić, gdyż sąd musi mieć podstawy - jakieś uzasadnienie swojej decyzji. Konieczne będą zeznania świadków obciążające męża lub dowody na jego przemoc fizyczną czy psychiczną (wyniki obdukcji, notatki policyjne).
Jest jednak jeszcze jeden warunek: musisz być co najmniej współwłaścicielem mieszkania, z którego taką osobę chcesz wyeksmitować. W takim przypadku eksmisja nie pozbawia męża prawa do własności lokalu, musi się jednak z niego wyprowadzić. Gdyby jednak on był wyłącznym właścicielem nieruchomości, eksmisja nie może zostać orzeczona.
Czy któraś z Was zetknęła się bezpośrednio z takim problemem i bazując na własnym doświadczeniu może coś od siebie dodać?