Witam
Mam 25 lat i w Maju minęło 3 lata jak jesteśmy...byliśy razem z dziewczyną.(4 miesiące młodsza ode mnie)
Miłość praktycznie od pierwszego wejrzenia jednak przez problemy życiowe i obawę o to jak to będzie, zaczeliśy być razem po 5 miesiącach.
Cztery miesiące było wszystko w porządku po czym dowiedziałem sięże moja druga połówka nie wie co do mnie czuje, nie chce mnie zranić dlatego musi sięodsunąć ode mnie. Wyjechała na leczenie, trwało to miesiąc, rozmawialiśmy wtedy raz na dwa dni po kilka minut, wysyłaliśmy sobie smsy raz na dwa dni...
Po tym miesiącu zdała sobie sprawę że na nikogo nie może liczyć tak jak na mnie, wie że w każdej sytuacji cokolwiek się nie stanie, może na mnie liczyć i od wtedy byliśmy razem.
Wszystko pięknie wspaniale, na prawde pełne oddanie, gotowość oddania życia za siebie. Wiem że to powie każdy ale dziewczyna piękna, inteligentna a jednoczesnie skromna, prawdziwa... ze świecą szukać..chocby mi sięinne dziewczyny podobały pod względem urody to nawet w trakcie związku wiedziałem że żadna nie jest choćby na tyle wartościowa co moja.
Czas leciał, dużo przygód razem, wspomnień itd. często jednak się spieraliśy...kłóciliśmy, może nie jakoś mocno ale zawze chodziło o jakieś drobiazgi gdzie wiedziałem że robi głupie rzeczy jak choćby zostawianie portfela na kasie w sklepie, gubienie różnych rzeczy przez nieuwagę.... ja chciałem uświadamiać Jej co można poprawić i że chce Jej w tym pomóc a Ona odbierała to jako moją walkę o każdą rzecz, że widzę w Niej wroga....tak nie czułem ale widocznie tak było.
W Maju powiedziała mi że chce chyba czasu na przemyślenie wszystkiego bo nie wie czego sama teraz chce, udało się jednak Ją przekonać i powiedizeć że sięzmienie bo dużo wynikało z mojej winy. Minął czerwiec, poprawiłem się na dwa-trzy tyodnie a potem trochę zaczałem psuć i znowu się czepiać, pojechaliśmy w lipcu na wakacje, cudownie spędzone, chociaż teżnie obyło siębez kilku mniejszych kłótni. Po powrocie minęło dwa tygodnie i w sobotę po miłym wspólnym wieczorze powiedziała mi że nie wie czego chce, że chce odpocząć nie dając mi żadnej gwrancji że będizemy znowu razem.
Na pewno nie jest to przypadek kiedy kogoś poznała innego itd... (nie jest to jakiaś moja ślepa wiara tylko wiem że tak jest)
Zwyczajnie mam wrażenie jest znużona mym "oddaniem" i tym, że za dużo jest spraw które na co dzień Ją męczą, moja upierdliwość i drobiazgowość, choćby w kłótniach.
Odzywałem siędo poniedziałku kiedy to zawiozłem Jej bukiet róż w podziękowaniu za pięknie spędzone chwile, list i informację że jak będzie chciała niech się do mnie odezwie i że będę czekał. Z racji tego, że mam samochód w warsztacie, odwiozła mnie na przystanek autobusowy obok siebie i w oczekiwaniu na autobus, oparła swoją głowę o moje ramię w samochodzie i powiedizała że chce się wtulić i tak zasnąć i o niczym innym nie myśleć. Potem dała mi duzo czułości, dotykiem, słowami... i poinformowała znowu że potrzebuje...że potrzebujemy czasu ale nie może mi dać żadnej gwarancji. Powiedizała ż ejak mamy być razem to za miesiąc, rok czy dziesięć lat i tak będziemy razem.
Wiele razy powtarzaliśy sobie że jesteśmy sobie pisani, taka jest prawa bo spotkaliśmy się na prawdę nie przypadkiem, to nie było tak że kogoś szukaliśmy i byliśmy samotni itd.... każde z nas miało za sobą dawniej po jednym ...kilkumiesięcznym nieudanym, nieprzemyślanym związku aż wreszcie trafiliśmy na siebie.
Od poniedziałku dałem Jej spokój, nasza wspólna znajoma która przeżyła ostatnio rozstanie i ponownie się zeszła doradziła mi to co sama przeżyła, zeszli siępo trzech miesiącach, kiedy Jej na prawdę jego zabrakło, wiedziała że nikogo takiego nie znajdzie, że jest wspaniały itd i że zawsze kiedy jest jej cięzko, może liczyć na niego jak na nikogo innego.
Plus jest taki, że moja była lepsza półówka, jak ja i koleżanka stwierdizliśmy, jest bardzo do niej podobna, targają nimi takie same emocje, mają takie same upodobania itd itd... na prawde są prawie identyczne tylko moja była jest bardziej delikatna i emocjonalna.
Pomijam fakt że ta znajoma powiedizała, że to nie tylko jej spostrzeżenie a wszystkich dookoła że wyglądamy razem wspaniale jak mało kto i że widać że do siebie pasujemy.
Doradizła mi żeby się nie odzywać, przeczekaći że schemat jest prosty, musiałaby być kobietą z kamienia i też by było Jej ciężko.... minie trochę czasu, musi złapać powietrza, nawet się nim zachłysnąć, żeby poznać prawdziwą wartość.
Ja mam poświęcić ten czas na analizie co robiem źle, zmienić się i czekać na kontakt.
Na co dzień jest bardzo dużo spraw które mojej byłej o mnie przypominają i podobno w pewnym momencie emocje sięskumulują i nastąpi wybuch....próba kontaktu ze mną ale że do tego czasu mam się nie odzywać.
Jest mi bardzo ciężko i zastanawiam się jak długo będę miał siłę czekać zanim sam podejmę próbę kontaktu. Trzy tygodnie, miesiąc, ok...ale jak to będzie cztery miesiące??
Boje się że moja była uniesie się honorem i powie sobie, że sama sobie to zgotowała i teraz musi cierpieć ale nie skontaktuje się ze mną....
Wiem że bardzo mnie kocha ale boję się co będzie jak minie za duzo czasu. Jeżeli nie odezwie się do mnie do grudnia... czy na mikołajki, jako dobrą okazję mogę się jakoś odezwać, oczywiście odmieniony....
To jest straszne, nie mam siły, ale z drugiej strony myślę pozytywnie, tylko pozytywne nastawienie pozwoli mi się odbudować żeby móc Jej zaoferowaćcoś lepszego od siebie.
Nie chcę uczyć się na własnym błędzie, na tym własnie związku.
Wiem że oboje się bardzo kochamy tylko często jest cięzko przez wiele nieistotnych głupot na które ja zwracałem uwagę.
Bardzo proszę o szczere, realne wypowiedzi.
(i nie patrzcie na nick że Księdzu, tak mnie nasze wspólne znajome nazywają
)